Oooooooo tak, czułam się cudownie. Wiatr, który muskał moja twarz i
rozwiewał włosy, muza na ful i coraz większa prędkość, która dodawała
adrenaliny. Byliśmy tylko ja i mój nowy przyjaciel. Nowiusieńki, prosto z
salonu, czerwony kabrioletem. Oj dużo na niego wybuliłam. Rodzice
musieli mi do niego dołożyć. Co wiązało się z byciem idealna córeczką,
przez ponad pól roku. Same piąteczki, zero imprez, grzeczna, ułożona.
Możecie się domyślić, że to nie było takie proste. Ale było warto.
Nareszcie, właśnie dziś w moje 18 urodziny pojechałam z tatą do salonu
samochodowego po mój samochodzik. Od dziś był już tylko mój. Jechał
teraz do mojej przyjaciółki ITP, aby pochwalić się moim cudeńkiem.
Musiał
niestety zwolnić, bo wjeżdżałam na teren zabudowany. Właśnie miałam
zmienić pas i skręcić w prawo, kiedy coś z dużo siłą popchnęło mnie do
przodu. Przerażona zdałam sobie sprawę, że ktoś we mnie uderzył. Szybko
otworzyłam wysiadłam z samochodu.
- O nieeeeeeeee. –krzyknęłam zasłaniając sobie usta dłonią.
Cały
tył i lewy bok mojego kabrioletu był wgnieciony. Wszędzie wokół, było
rozpryśnięte szkło z świateł. Przez chwile jeszcze trwałam w lekkim
szoku, ale szybko zaczęłam się zastanawiać jak to się stało. Nagle
zauważyłam drugi samochód. Czarne, połyskujące BMV, które kosztowało na
pewno masę kasy. Auto było wgniecione z przodu. Aha, a wiec to ty ? –
pomyślałam i zaczęłam się kierować stronę BMV. Nagle z auto wysiadł
kierowca, którego wcześniej nie mogłam zobaczyć z powodu przyciemnianych
szyb. Było to mężczyzna około 20 lat, umięśniony i zadbany.
- Coś ty cholery zrobił ???? – krzyknęłam do chłopaka.
- Nie wiem jak to się stało, ale czy….- zaczął chłopak, ale mu przerwałam.
- No ja kurwa też nie wiem. Mam ten samochód może od 3o minut, a już jest rozpieprzony. – krzyczałam na chłopaka.
-
Przepraszam. Na pewno jakoś dojdziemy do porozumienia, ale proszę, czy
moglibyśmy przejść, gdzieś w mniej publiczne miejsce, nie chce
zamieszania. – powiedział bardzo spokojnie.
-A po co ??????? Nie,
załatwimy to teraz, a najlepiej od razu dzwonie na policje –
powiedziałam i zaczęłam już wybierać numer, kiedy chłopak wyrwał mi mój
telefon.
- Nie proszę nie musimy tego tak załatwiać. Obiecuje, że za wszystko zapłacę, tylko błagam zróbmy tak jak mówię.
-
I jeszcze czego. Oddawaj mi mój telefon, bo cię jeszcze oprócz tego o
kradzież oskarżę. – robiłam się coraz bardziej wściekła.
Chciałam
odebrać chłopakowi mój telefon, ale złapał mnie za łokieć nie pozwalając
na dalsze ruchy. Nagle w druga rękę wsadził mi mój telefon, a sam zdjął
czarne okulary, które do tej pory zasłaniały mu oczy. Na początku
kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi. Ale tak jakbym gdzieś już go
widziała.
Aaaaaaaaaaa już teraz wszystko jasne, to był Liam Payne,
członek One Direction. To pięknie właśnie jedna z największych gwiazd
na świecie, właśnie uderzyłam w mój nowiutki, prosto z salonu samochód,
na który czeka całe 6 miesięcy i kosztował mnie on fortunę. Czy w tym
dniu jeszcze coś mnie zaskoczy ?
- Proszę zrozum, nie mogę pozwolić, żeby to się rozniosło. Zapłacę ile będziesz chciała. Proszę.- mówił chłopak.
Strasznie mu zależało. Zaczynałam widzieć w jego oczach rozpacz. Zrobiło mi się go trochę szkoda.
- Niech będzie. – powiedziałam przeciągle.
- Dziękuję. – powiedziała Liam, a na jego twarzy zagościł uśmiech zadowolenia.
Ale
niech nie myśli, że tak szybko mnie kupił tym żałosnym błaganiem.
Wyrwałam mu się i jeszcze raz spojrzałam na moje auto, żeby ocenić
straty.
- Ale gdzie ty chcesz iść? Co ja mam z nim zrobić? Tak tu go
zostawić ? Ohhhhhh tylko na niego spójrz.- Gniew znów się we mnie
wzbierał.
- Nie chciałem, spieszyłem się- powiedział chłopak,
widziała, że jest mu głupio, ale to mi nie wystarczyło, tak szybko nie
wybaczę zniszczenia mojego maleństwa.
- Taaaaaaaaaaa. No pewnie i to,
że się spieszyłeś dało ci prawo do jebnięcia w mój kabriolet. No
jasne. Patrzcie na mnie jestem Liam Payne ostre, kurwa ciacho z One
Direction. Mnie nie obowiązują zasady ruchu drogowego. O nie, jak ja się
gdzieś spieszę to mogę wszystko. Więc jak sobie ktoś kupił nowe auto, o
którym marzyło się całe życie, to ostrzegam, że się spieszę i to ja
Liam.
Liam tylko popatrzył na mnie smutnymi oczami, a potem spuścił
głowę. O nieeeee. Teraz przypominał mi zbitego szczeniaczka. No pewnie,
to on we mnie uderzył, ale to ja czułam się winna, bo zrobiło mi się go
jakoś szkoda- Nie ważne. Już i tak za późno. Zróbmy tak ja ty chcesz. –
powiedziałam już bardziej spokojnie.
Liam wyjął swój telefon i do kogoś zadzwonił. Rozmawiał jakieś 5 minut dokładnie coś ustalając.
-
Dobra, to pojedziemy teraz razem do mnie do domu i tak spiszemy
oświadczenie i wszystkie te formalności, za chwile przyjedzie mój
menażer on się zajmie autami i cała resztą, a my się stąd zabierzemy.
Zostaw tylko kluczyki.
Już miałam, zacząć protestować, ale jak by
się dłużej nad tym zastanowić to co miałam zrobić. On i tak prędzej czy
później, sam czy ze mną by się stąd ulotnił. A tak w spokoju wszystko
załatwimy.
- OK.- powiedział tylko.
Nie długo przyjechał jakiś
mężczyzna, długo rozmawiał z Liamem, potem podszedł do mnie przedstawił
się i powiedział, że on już zajmie się moim samochodem i żebym się o nic
nie obawiała, potem dał Liamowi kluczyki od auta, którym przyjechał.
Usiadłam z przodu, a Liam prowadził.
- Posłuchaj naprawdę mi przykro,
ja nie wiem jak to się stało, powinienem był bardziej uważać. –
powiedział chłopak po kilkunastu minutach niezręcznej ciszy.
- Trudno, zdarza się. – powiedział i lekko się uśmiechnęłam.
Całe zdenerwowanie już mnie opuściło, ze wszystkim się już pogodziłam.
- Jeszcze raz przepraszam. A tak w ogóle jak masz na imię ? – spytał Liam.
- TI.
- Aha, a ja jestem Liam, ale to chyba już wiesz.- powiedział chłopak uśmiechając się do mnie.
- Tak.- powiedziałam i nagle zaczęłam się bardzo głośno śmiać.
Kiedy
sobie przypomniałam jak wcześniej mu pojechałam, jakoś strasznie mnie
to rozbawiło. Śmiałam się strasznie długo i aż się popłakałam. Liam
spoglądał na mnie trochę zdziwiony i zaskoczony. Sama nie wiem, co było
przyczyną mojego nagłego humoru. Może po prostu odreagowywałam po tym
całym dzisiejszym dniu. Gdy już się uspokoiłam, byłam strasznie
czerwona, i mokra od łez.
- Co jest tak śmiesznego ?- spytał Liam.
- Nic kompletnie nic.
Chyba
dojechaliśmy na miejsce, bo Liam zatrzymał samochód. Odwrócił się do
mnie twarzą, popatrzył mi w oczy i nagle to on wybuchnął śmiechem. Od
razu do niego dołączyła i teraz razem śmialiśmy się nie wiadomo z czego.
Kiedy już obydwoje się ogarnęliśmy, wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę dużego, ładnego jak przypuszczam domu Liama.
Weszliśmy
do środka. Wnętrze było urządzone bardzo nowocześnie, ale i z klasą.
Naprawdę mi się podobało, chyba jeszcze nigdy nie widziała tak ładnego
domu. Ale co się dziwić on jest z One Direction, na pewno ma dużo kasy…
- Masz śliczny dom. – powiedziałam.
- Dziękuję, usiądź w salonie, zaraz przyniosę wszystko co potrzebne, chcesz się czegoś napić ?
- Nie, dzięki.- powiedziałam i usiadłam na wygodnej, kanapie.
Liam po chwili przyszedł niosąc stosik białego papieru i parę długopisów. O nieeee , ale ja nie lubię takich rzeczy.
-
O Jezu, ile tego. To i tak jest bez sensu. Moim rodzice od razu mi
powiedzieli, że dostaję samochód, ponieważ mają nadzieję, że jestem już
na tyle dojrzała, żeby go posiadać i przy jakimkolwiek mandacie, albo
wypadku od razu mi go zabiorą.
- Ale przecież, to nie twoja winna to ja w ciebie uderzyłem.
-
Ale dla moich rodziców to są nic nie znaczące szczegóły. Przecież drugi
raz mogę nie mieć tyle szczęścia. Wiesz prawie nie umarłam. Oni więcej
nie zaryzykują.- powiedziała wzruszając ramionami.
- Kurde, to nie dobrze- powiedział Liama nad czymś się zastanawiając.
Po co ja w ogóle zaczęłam ten temat? – zastanawiałam się zła na siebie, ze znów przypomniałam mu o tym wszystkim.
- A gdzie się tak spieszyłeś, jeśli mogę wiedzieć.- spytałam.
- Bo mieliśmy mieć próbę i ogólnie ostatnio dość często się spiszę. - powiedział i się do mnie uśmiechnął.
Znów
zrobiło mi się go szkoda. Na pewno jego kariera wiązała się nie tylko z
przyjemnościami, ale również z obowiązkami i wyrzeczeniami. No tak, ale
jestem miękka, jesteśmy tu z powodu wypadku, a ja już kurde o wszystkim
zapomniałam. Może dlatego, że równie Liam dobrze mógł się nie przejąć
ta cała sytuacją. Był przecież wielką gwiazdą. Ale Liama był inny. I to
sprawiała, ze coraz bardziej go lubiłam.
Nagle zadzwonił mój telefon. Telefon zostawiłam w kurtce, która powiesiłam w przedpokoju. Poszłam więc odebrać.
- Halo ?
-
TI, kiedy będziesz wracać, bo tez chciałabym zobaczyć to cudo i nie
wiem czy już zacząć robić obiad ? – usłyszałam wesoły głos mamy.
- No nie wiem. Pewnie jeszcze mi trochę zejdzie.- mówiłam niepewnie.
Nie
chciałam jeszcze mówić rodzicom. Nie chciałam ich martwić i nie
chciałam im teraz tego wszystkiego tłumaczyć, bo to by trochę zajęło.
- No dobrze, to nie będę ci już przeszkadzać, ale tak za dwie godziny już, bądź.
- Dobrze, postaram się. – powiedziałam i rozłączyłam się.
Szybko
się odwróciłam i ruszyłam w stronę salonu. Nagle zderzyłam się z
Liamem, który właśnie wychodził z jakiegoś pokoju. Uderzyłam głową w
jego pierś i gdyby chłopak mnie nie przytrzymał pewnie bym się
przewróciła.
- Oj przepraszam. – powiedziała rozbawiona i chciałam już odejść, ale Liam wciąż mnie nie puścił.
Uniosłam
głowę do góry. Chłopak wpatrywał się we mnie nic nie mówiąc, nagle
jedną ręka delikatnie pogłaskał mnie po policzku. Potem powoli
zmniejszał dystans pomiędzy naszymi ustami. Liam całował niezwykle
delikatnie, ale i z uczuciem. Chwile tak trwaliśmy, kiedy dobiegł nas
dźwięk klaksonu. Ja nic sobie z tego nie robiłam, ale kiedy trąbnięcie
rozległo się po raz kolejny Liam gwałtownie się ode mnie oderwał.
Uśmiechnął się szeroko, złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić na
zewnątrz.
Na początku nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Na
podjeździe, przed domem Liama stał czerwony kabriolet. Taki sam jak dziś
kupiłam. Stał tak zupełnie, nie tknięty z dużą wstążką na masce, a o
jego bok opierał się menadżer Liama.
Byłam wniebowzięta. Spojrzałam na Liama uśmiechał się do mnie szeroko i cały czas trzymał mnie z rękę.
- Przepraszam za wszystko. – powiedział po raz setny dzisiejszego dnia.
A ja rzuciłam mus się na szyje i zaczęłam dziękować.
KAHN
wtorek, 11 grudnia 2012
sobota, 8 grudnia 2012
# 39. Louis | cz.1
Imagin dedykujemy Natt ♥ ! :)
____________________________________________________________________________________-Ale ja nie chcę, nie rozumiesz? - Powiedziałam po raz tysięczny, przewracając oczami.
No
super. Po prostu cudownie. Nie mam co robić w sobotę, tylko witać nowego
sąsiada. I to nie byle jakiego, tylko Louisa Tomilsona, Tomlinsa czy jak mu
tam. Większość moich znajomych zesrałaby się ze szczęścia, że mieszka obok nich
przystojniak ze znanego na całym świecie boysbandu, ale nie ja. Nie lubię
takiej muzyki, ani ludzi, którzy uważają się za lepszych, a byłam w 100 %
pewna, że on właśnie taki jest.
____________________________________________________________________________________-Ale ja nie chcę, nie rozumiesz? - Powiedziałam po raz tysięczny, przewracając oczami.
-Nie takim tonem, moja droga. A poza tym ja się nie pytam czy chcesz, tylko
karzę ci iść. - Odpowiedział tata, podnosząc głos, widocznie zirytowany tym, że
cały czas obstaję przy swoim.
-Dobra, niech ci będzie, ale nie spodziewaj się, że się jeszcze dziś do ciebie odezwę. - Rzuciłam z naburmuszoną miną.
-Może nawet to i lepiej. Nie patrz tak na mnie. Jestem pewien, że go nie lubisz tylko dlatego, że mu zazdrościsz. Poznaj go, może nie jest taki zły. - Zachęcał mnie.
-Ja mu zazdoroszczę? Jasne, jasne. Po prostu nie mogę uwierzyć, w to, że nie jest rozpuszczonym, aroganckim dupkiem, myślącym, że jak ma pieniądze i jest sławny to wszystko mu wolno. - Upierałam się, patrząc na tatę spod uniesionych brwi.
-Pójdziesz do niego to się przekonasz. Już jestem spóźniony do pracy. Lecę, pa. - Rzucił i pocałował mnie w policzek po czym wyszedł z domu.
-Dobra, niech ci będzie, ale nie spodziewaj się, że się jeszcze dziś do ciebie odezwę. - Rzuciłam z naburmuszoną miną.
-Może nawet to i lepiej. Nie patrz tak na mnie. Jestem pewien, że go nie lubisz tylko dlatego, że mu zazdrościsz. Poznaj go, może nie jest taki zły. - Zachęcał mnie.
-Ja mu zazdoroszczę? Jasne, jasne. Po prostu nie mogę uwierzyć, w to, że nie jest rozpuszczonym, aroganckim dupkiem, myślącym, że jak ma pieniądze i jest sławny to wszystko mu wolno. - Upierałam się, patrząc na tatę spod uniesionych brwi.
-Pójdziesz do niego to się przekonasz. Już jestem spóźniony do pracy. Lecę, pa. - Rzucił i pocałował mnie w policzek po czym wyszedł z domu.
No
super. Po prostu cudownie. Nie mam co robić w sobotę, tylko witać nowego
sąsiada. I to nie byle jakiego, tylko Louisa Tomilsona, Tomlinsa czy jak mu
tam. Większość moich znajomych zesrałaby się ze szczęścia, że mieszka obok nich
przystojniak ze znanego na całym świecie boysbandu, ale nie ja. Nie lubię
takiej muzyki, ani ludzi, którzy uważają się za lepszych, a byłam w 100 %
pewna, że on właśnie taki jest.
Wzięłam do ręki koszyk, który wczoraj wieczorem przygotowała mama i wyszłam
zamykając za sobą drzwi. "Plan jest taki: wejdę, przywitam się, pogadamy
10 minut, poudaję miłą i wyjdę tak szybko jak to tylko możliwe." -
pomyślałam, przechodząc przez ulicę, która dzieliła dom mój i Louisa.
Stojąc pod jego drzwiami, chwilę się zawachałam, ale gdy wkońcu zapukałam, nie musiałam czekać długo, aż mi otworzy.
-W czym mogę pomóc? - Spytał jakby nie widział wielkiego koszyka, który trzymałam w lewej dłoni.
-Nazywam się [T.I], mieszkam naprzeciwko, chciałam powitać cię w sąsiedztwie. - Wyrecytowałam z wymuszonym uśmiechem na twarzy, wręczając mu kosz.
-O, dziękuję, bardzo mi miło. Wejdziesz do środka? - Przyjął efekt pracy mojej mamy i gestem wolnej ręki zaprosił mnie do domu.
Przyjęłam zaproszenie pamiętając o planie. Jescze tylko dziesięcio minutowa rozmowa i mogę wracać. Może wytrzymam.
-Tak w ogóle to jestem Louis Tomlinson. - Czyli to tak wymawia się jego nazwisko.
-Wiem. - Rzuciłam i przez moją nieuwagę zabrzmiało to trochę bardziej oschle niż miało.
-Aha... Chcesz coś do picia? - Spytał trochę onieśmielony moją nagłą szorstkością.
-Nie, dziękuję, wpadłam tylko na chwilę. - Odparłam.
-Okej. - Rzucił prowadząc mnie do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie.
Jakieś pięc minut rozmawialiśmy o pogodzie i takich tam, cholernie ciekawych sprawach, kiedy nagle mu się znudziło i zapytał:
-Może opowiesz mi teraz coś o sobie?
Nie miałam najmniejszej ochoty mu się zwierzać, ale musiałam wypaść przed nim jak najlepiej. A nich cie, tato.
-No... wiesz już jak się nazywam, gdzie mieszkam. Nie ma rodzeństwa. Mieszkam z rodzicami i psem. Chodzę do liceum, tu w pobliżu...
-To tak jak moja znajoma. A do jakiej klasy chodzisz? - Spytał Louis.
-Doszłabym to tego, nie musiałeś mi przerywać. - Powiedziałam, gromiąc go wzrokiem. Jak jeszce raz się tak zachowam to uzna mnie za szorstką jędzę, którą zapewne jestem.
-Przepraszam, już nie będę. - Znów go onieśmieliłam. Wyglądał trochę jak zbity pies.
-Wybacz, po prostu nie lubie, gdy ktoś wchodzi mi w słowo. - Rzuciałam przepraszająco. - Może teraz ty powiedz mi coś o sobie. - Zaproponowałam, chociaż wcale nie miałam ochoty słuchać o tym jakie ma zajebiste życie. Może jednak byłam trochę zazdrosna.
-Lubię marchewki, nie mam dziewczyny, ale mam psa. Śpiewam w zespole, pewnie kojarzysz. Słuchasz nas może? - W jego oku błysnął promyk nadziei, jednak ja szybko go zgasiłam.
-Błagam cię. Czy ja na taką wyglądam? Bo jeśli tak, to chyba przefarbuję włosy i zacznę ubierać się na czarno, bo wolę wyglądać jakbym jadła koty, niż jakbym lubiła One Direction. - Powiedziałam nie mogąc powstrzymać się od pełnego ironii śmiechu.
I wtedy dotarło do mnie co właśnie powiedziałam. Teraz pewnie się obrazi i będę miała przypał. Brawo, [T.I], właśnie zafundowałaś sobie miesiąc bez telefonu i komputera.
-Często słyszę słowa krytyki, więc już do tego przywykłem, ale to o tych kotach było mocne. - Powiedział, a w jego głosie było słychać, że trochę go to zabolało.
-Boże, przepraszam. Nie wiem co mnie napadło. Nawet jeśli nie jestem fanką twojej muzyki, takie komentarze powinnam zachować dla siebie. - Odparłam ze skruszoną miną.
-Nic nie szkodzi. - Powiedział jakby na prawdę tak myślał. Jakby zapomniał, że przed chwilą zmieszałam z błotem jego i jego najlepszych przyjaciół. To było trochę dziwne. Ale nie tak jak jego spojrzenie, nie wiem o co mu chodziło, po prostu tak przerażająco się na mnie gapił. Poczułam się trochę dziwnie i miałam ochotę wyjść stamtąd jak najszybciej.
-Chyba już pójdę. - Rzuciłam podnosząc się z kanapy. - Jeszcze raz przepraszam. Naprawdę mi głupio. Wpadnij do mnie jutro, jakoś ci t wynagrodzę. - Zaproponowałam, ale w głębi serca modliłam się, by odrzucił moje zaproszenie.
-Jasne, z przyjemnością. - Odparł uprzejmie się uśmiechając.
W końcu sama się o to prosiłam...
Stojąc pod jego drzwiami, chwilę się zawachałam, ale gdy wkońcu zapukałam, nie musiałam czekać długo, aż mi otworzy.
-W czym mogę pomóc? - Spytał jakby nie widział wielkiego koszyka, który trzymałam w lewej dłoni.
-Nazywam się [T.I], mieszkam naprzeciwko, chciałam powitać cię w sąsiedztwie. - Wyrecytowałam z wymuszonym uśmiechem na twarzy, wręczając mu kosz.
-O, dziękuję, bardzo mi miło. Wejdziesz do środka? - Przyjął efekt pracy mojej mamy i gestem wolnej ręki zaprosił mnie do domu.
Przyjęłam zaproszenie pamiętając o planie. Jescze tylko dziesięcio minutowa rozmowa i mogę wracać. Może wytrzymam.
-Tak w ogóle to jestem Louis Tomlinson. - Czyli to tak wymawia się jego nazwisko.
-Wiem. - Rzuciłam i przez moją nieuwagę zabrzmiało to trochę bardziej oschle niż miało.
-Aha... Chcesz coś do picia? - Spytał trochę onieśmielony moją nagłą szorstkością.
-Nie, dziękuję, wpadłam tylko na chwilę. - Odparłam.
-Okej. - Rzucił prowadząc mnie do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie.
Jakieś pięc minut rozmawialiśmy o pogodzie i takich tam, cholernie ciekawych sprawach, kiedy nagle mu się znudziło i zapytał:
-Może opowiesz mi teraz coś o sobie?
Nie miałam najmniejszej ochoty mu się zwierzać, ale musiałam wypaść przed nim jak najlepiej. A nich cie, tato.
-No... wiesz już jak się nazywam, gdzie mieszkam. Nie ma rodzeństwa. Mieszkam z rodzicami i psem. Chodzę do liceum, tu w pobliżu...
-To tak jak moja znajoma. A do jakiej klasy chodzisz? - Spytał Louis.
-Doszłabym to tego, nie musiałeś mi przerywać. - Powiedziałam, gromiąc go wzrokiem. Jak jeszce raz się tak zachowam to uzna mnie za szorstką jędzę, którą zapewne jestem.
-Przepraszam, już nie będę. - Znów go onieśmieliłam. Wyglądał trochę jak zbity pies.
-Wybacz, po prostu nie lubie, gdy ktoś wchodzi mi w słowo. - Rzuciałam przepraszająco. - Może teraz ty powiedz mi coś o sobie. - Zaproponowałam, chociaż wcale nie miałam ochoty słuchać o tym jakie ma zajebiste życie. Może jednak byłam trochę zazdrosna.
-Lubię marchewki, nie mam dziewczyny, ale mam psa. Śpiewam w zespole, pewnie kojarzysz. Słuchasz nas może? - W jego oku błysnął promyk nadziei, jednak ja szybko go zgasiłam.
-Błagam cię. Czy ja na taką wyglądam? Bo jeśli tak, to chyba przefarbuję włosy i zacznę ubierać się na czarno, bo wolę wyglądać jakbym jadła koty, niż jakbym lubiła One Direction. - Powiedziałam nie mogąc powstrzymać się od pełnego ironii śmiechu.
I wtedy dotarło do mnie co właśnie powiedziałam. Teraz pewnie się obrazi i będę miała przypał. Brawo, [T.I], właśnie zafundowałaś sobie miesiąc bez telefonu i komputera.
-Często słyszę słowa krytyki, więc już do tego przywykłem, ale to o tych kotach było mocne. - Powiedział, a w jego głosie było słychać, że trochę go to zabolało.
-Boże, przepraszam. Nie wiem co mnie napadło. Nawet jeśli nie jestem fanką twojej muzyki, takie komentarze powinnam zachować dla siebie. - Odparłam ze skruszoną miną.
-Nic nie szkodzi. - Powiedział jakby na prawdę tak myślał. Jakby zapomniał, że przed chwilą zmieszałam z błotem jego i jego najlepszych przyjaciół. To było trochę dziwne. Ale nie tak jak jego spojrzenie, nie wiem o co mu chodziło, po prostu tak przerażająco się na mnie gapił. Poczułam się trochę dziwnie i miałam ochotę wyjść stamtąd jak najszybciej.
-Chyba już pójdę. - Rzuciłam podnosząc się z kanapy. - Jeszcze raz przepraszam. Naprawdę mi głupio. Wpadnij do mnie jutro, jakoś ci t wynagrodzę. - Zaproponowałam, ale w głębi serca modliłam się, by odrzucił moje zaproszenie.
-Jasne, z przyjemnością. - Odparł uprzejmie się uśmiechając.
W końcu sama się o to prosiłam...
LOLA
środa, 5 grudnia 2012
# 38. Harry.
Większość piątkowych wieczorów spędzam w domu czytając książki. Ale nie ten. Dziś po raz pierwszy dałam się wyciągnąć [I.T.P] na imprezę. Gdyby pominąć nocowanie u koleżanek i oglądanie całą noc horrorów, które według niej się nie liczą to w sumie, nigdy nie byłam na prawdziwej imprezie.
Na miejsce dotarłyśmy około 8 wieczorem. Klub po brzegi wypchany był ludźmi. Nie przeszkodziło to jednak [I.T.P] wyrwać jakiegoś ciacha i zostawić mnie samą już po 10 minutach. Stałam niepewnie po środku sali i zastanawiałam się co robić. Jakimś cudem przecisnęłam się przez dziki tłum tańczącym ludzi i wdrapałam się na barowy stołek.
Na początku nie byłam pewna czy chcę to zrobić, ale w końcu zamówiłam drinka. Chciałam, żeby dodało mi to trochę odwagi. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji i nie wiedziałam jak się zachować. Pomyślałam, że kiedy się napiję to może trochę się rozluźnię. I miałam rację. Potem zamówiłam jeszcze jednego drinka. I jeszcze jednego. Po trzecim przestałam liczyć, ale mój pełny pęcherz świadczył o tym, że musiało być ich wiele.
Zeskoczyłam ze stołka i chwiejnym krokiem wyruszyłam na poszukiwania toalety. Okazało się to nie takie łatwe jak przypuszczałam. Nogi miałam ja z waty, a ludzie popychający mnie we wszystkie strony nie pomagali mi się na nich utrzymać. Po kilku minutach krążenia po klubie znalazłam ubikację.
Weszłam do środka i rozejrzałam się wokół. Może i byłam pijana, ale z tą łazienką na pewno było coś nie tak. Najbardziej zastanowiły mnie te niskie krany. A z resztą. Wybrałam kabinę najbliżej okna, a gdy z niej wyszłam okazało się, że w toalecie jest ktoś jeszcze. I to nie byle jaki ktoś. Był to wysoki brunet w kręconych włosach. W skrócie chłopak. Na jego widok z moich ust wymknął się okrzyk przerażenia.
-Boże, ale mnie przestraszyłeś. Ej chwila, to damska toaleta. Jesteś jakimś zboczeńcem czy coś? - Rzuciłam oskarżycielsko.
-Nie do końca. - Odpowiedział spokojnie Loczek.
-Nie do końca jesteś zboczeńcem? - Prychnęłam zdziwiona jego niedorzeczną odpowiedzią.
-Nie. To nie do końca damska toaleta. - Odparł śmiejąc się pod nosem.
-Jasne, jasne. - Rzuciłam wychodząc z pomieszczenia, które faktycznie okazało się nie być damską ubikacją. Stałam przed drzwiami wpatrując się w tabliczkę z napisem "MĘSKA TOALETA" i pragnąc zapaść się pod ziemię. Poczułam nagle wyrzuty sumienia i chęć przeproszenia chłopaka. Weszłam z powrotem do środka. Loczek oczywiście nadal tam był.
-Przepraszam, że zwyzywałam cię od zboczeńców. Dałabym sobie rękę uciąć, że to damska toaleta. - Powiedziałam przepraszającym tonem.
-Nie ma sprawy. Często mi się to zdarza. - Odpowiedział pokazując swoje śnieżnobiałe zęby i urocze dołeczki.
-Mi nie, to moja pierwsza, prawdziwa impreza. - Rzuciłam od niechcenia.
-W takim razie zapraszam cię do twojego pierwszego, prawdziwego tańca. - Powiedział uwodzicielsko.
-Jasne, czemu nie. - Odparłam splatając nasze dłonie.
-Ooo, już chcesz się trzymać za ręce? Szybka jesteś. - Zaśmiał się.
-W upijaniu się tak bardzo, że bez twojej pomocy nie dojdę na parkiet? Owszem, jestem. - Odpowiedziałam.
Wyszliśmy z męskiej toalety trzymając się za ręce. Nawet nie chcę wiedzieć jak to musiało wyglądać z boku. Przeszliśmy na środek parkietu i zaczęliśmy tańczyć. Patrząc na pokraczne ruchy Loczka dopuszczałam do siebie tylko dwie możliwości:
1. Upił się bardziej niż ja.
2. Był naprawdę kiepskim tancerzem.
Zmęczeni baletami usiedliśmy przy barze. W przeciwieństwie do mnie, wdrapanie się na wysoki, barony stołek nie sprawiło mu żadnej trudności.
-Świetnie tańczysz. - Powiedział brunet, po czym zamówił dla nas drinki.
-Dzięki. Powiedziałabym ci to samo, ale fatalny z ciebie tancerz. - Odparłam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Spędziliśmy razem jeszcze około dwóch godzin, kiedy [I.T.P] napisała mi smsa, że czas się zbierać.
Loczek odprowadził mnie do wyjścia.
-Świetnie się z tobą bawiłem. - Powiedział.
-Ja z tobą też. - Odparłam z uśmiechem.
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza, lecz chłopak postanowił ją przerwać. Zbliżył się do mnie i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że poczułam jego dłonie na moim tyłku.
Oderwałam się od niego i rzuciłam:
-Czyli jednak jesteś zboczeńcem.
Nie czekając na jego odpowiedź, wsiadłam do taksówki, którą właśnie podjechała [I.T.P] i to ostatnie co pamiętam z tego wieczorku. Potem urwał mi sie film.
Rano obudziłam się w tych samych ubraniach w pokoju [I.T.P]. Pewnie nie chciało jej się odwozić mnie do domu.
-Cześć. - Wymamrotałam zaspanym głosem wchodząc do kuchni.
Moja przyjaciółka siedziała przy komputerze pijąc kawę.
-O hej, dobrze, że wstałaś, muszę ci coś pokazać. - Rzuciła pokazując mi dłonią, żebym podeszła bliżej.
Na monitorze wyskoczyło zdjęcie całującej się pary. Na początku nie wiedziałam do czego [I.T.P] zmierza, pokazując mi je. Dopiero po chwili rozpoznałam na nim siebie i chłopaka, którego poznałam wczoraj w klubie.
-Skąd masz to zdjęcie? - Spytałam zdziwiona.
-Z internetu.
-A co ono tam robi?
-Przeczytaj artykuł. - Odparła [I.T.P] przesuwając stronę do góry.
Nagłówek krzyczał "HARRY STYLES MA NOWĄ DZIEWCZYNĘ?!". Przeczytałam cały tekst i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-On jest jakąś pieprzoną gwiazdą! - Krzyknęłam zdziwiona.
-Nie jakąś, tylko moją ulubioną pieprzoną gwiazdą! Mam w pokoju, tyle jego plakatów! Jak mogłaś go nie rozpoznać! - [I.T.P] też nie zamierzała być cicho. - Dzwoń do niego i to natychmiast!
-Nie mam nume... - Powiedziałam, kiedy nagle poczułam coś w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam z niej małą karteczkę z imieniem Harry i numerem telefonu. - Dobra, już dzwonię.
Wystukałam na klawiaturze telefonu numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo? - Odebrał po kilku sygnałach.
-Hej, z tej strony [T.I].
-...
-Poznaliśmy się wczoraj w klubie. - Dodałam szybko, kiedy przypomniałam sobie, że nawet się sobie nie przedstawiliśmy.
-A no tak. Myślałem, że po tym co zrobiłem, kiedy wychodziłaś, nie będziesz chciała ze mną rozmawiać... - Powiedział, a w jego głosie wyraźnie słychać było ulgę.
-No właśnie, dzwonię, żeby powiedzieć, że znalazłam twój liścik i przeprosić, że zwyzywałam cię od zboczeńców. Znowu.
-Chyba będziesz musiała mi to wynagrodzić. - Odparł śmiejąc się.
-Ach tak? W jaki sposób?
-Co powiesz na kawę? Ja stawiam. - Zaproponował.
-Czemu nie.
Umówiliśmy się co do czasu i miejsca i zakończyliśmy rozmowę. Rozejrzałam się po pokoju [I.T.P] do którego przeszłam, żeby spokojnie porozmawiać prze telefon. Faktycznie każda ściana poobwieszana była zdjęciami Harrego i jego zespołu. Wtedy dotarło do mnie, ze umówiłam się na randkę z gwiazdą. I pomyśleć, że tak trudno było wyciągnąć mnie na imprezę. Ale byłam głupia.
LOLA
Na miejsce dotarłyśmy około 8 wieczorem. Klub po brzegi wypchany był ludźmi. Nie przeszkodziło to jednak [I.T.P] wyrwać jakiegoś ciacha i zostawić mnie samą już po 10 minutach. Stałam niepewnie po środku sali i zastanawiałam się co robić. Jakimś cudem przecisnęłam się przez dziki tłum tańczącym ludzi i wdrapałam się na barowy stołek.
Na początku nie byłam pewna czy chcę to zrobić, ale w końcu zamówiłam drinka. Chciałam, żeby dodało mi to trochę odwagi. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji i nie wiedziałam jak się zachować. Pomyślałam, że kiedy się napiję to może trochę się rozluźnię. I miałam rację. Potem zamówiłam jeszcze jednego drinka. I jeszcze jednego. Po trzecim przestałam liczyć, ale mój pełny pęcherz świadczył o tym, że musiało być ich wiele.
Zeskoczyłam ze stołka i chwiejnym krokiem wyruszyłam na poszukiwania toalety. Okazało się to nie takie łatwe jak przypuszczałam. Nogi miałam ja z waty, a ludzie popychający mnie we wszystkie strony nie pomagali mi się na nich utrzymać. Po kilku minutach krążenia po klubie znalazłam ubikację.
Weszłam do środka i rozejrzałam się wokół. Może i byłam pijana, ale z tą łazienką na pewno było coś nie tak. Najbardziej zastanowiły mnie te niskie krany. A z resztą. Wybrałam kabinę najbliżej okna, a gdy z niej wyszłam okazało się, że w toalecie jest ktoś jeszcze. I to nie byle jaki ktoś. Był to wysoki brunet w kręconych włosach. W skrócie chłopak. Na jego widok z moich ust wymknął się okrzyk przerażenia.
-Boże, ale mnie przestraszyłeś. Ej chwila, to damska toaleta. Jesteś jakimś zboczeńcem czy coś? - Rzuciłam oskarżycielsko.
-Nie do końca. - Odpowiedział spokojnie Loczek.
-Nie do końca jesteś zboczeńcem? - Prychnęłam zdziwiona jego niedorzeczną odpowiedzią.
-Nie. To nie do końca damska toaleta. - Odparł śmiejąc się pod nosem.
-Jasne, jasne. - Rzuciłam wychodząc z pomieszczenia, które faktycznie okazało się nie być damską ubikacją. Stałam przed drzwiami wpatrując się w tabliczkę z napisem "MĘSKA TOALETA" i pragnąc zapaść się pod ziemię. Poczułam nagle wyrzuty sumienia i chęć przeproszenia chłopaka. Weszłam z powrotem do środka. Loczek oczywiście nadal tam był.
-Przepraszam, że zwyzywałam cię od zboczeńców. Dałabym sobie rękę uciąć, że to damska toaleta. - Powiedziałam przepraszającym tonem.
-Nie ma sprawy. Często mi się to zdarza. - Odpowiedział pokazując swoje śnieżnobiałe zęby i urocze dołeczki.
-Mi nie, to moja pierwsza, prawdziwa impreza. - Rzuciłam od niechcenia.
-W takim razie zapraszam cię do twojego pierwszego, prawdziwego tańca. - Powiedział uwodzicielsko.
-Jasne, czemu nie. - Odparłam splatając nasze dłonie.
-Ooo, już chcesz się trzymać za ręce? Szybka jesteś. - Zaśmiał się.
-W upijaniu się tak bardzo, że bez twojej pomocy nie dojdę na parkiet? Owszem, jestem. - Odpowiedziałam.
Wyszliśmy z męskiej toalety trzymając się za ręce. Nawet nie chcę wiedzieć jak to musiało wyglądać z boku. Przeszliśmy na środek parkietu i zaczęliśmy tańczyć. Patrząc na pokraczne ruchy Loczka dopuszczałam do siebie tylko dwie możliwości:
1. Upił się bardziej niż ja.
2. Był naprawdę kiepskim tancerzem.
Zmęczeni baletami usiedliśmy przy barze. W przeciwieństwie do mnie, wdrapanie się na wysoki, barony stołek nie sprawiło mu żadnej trudności.
-Świetnie tańczysz. - Powiedział brunet, po czym zamówił dla nas drinki.
-Dzięki. Powiedziałabym ci to samo, ale fatalny z ciebie tancerz. - Odparłam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Spędziliśmy razem jeszcze około dwóch godzin, kiedy [I.T.P] napisała mi smsa, że czas się zbierać.
Loczek odprowadził mnie do wyjścia.
-Świetnie się z tobą bawiłem. - Powiedział.
-Ja z tobą też. - Odparłam z uśmiechem.
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza, lecz chłopak postanowił ją przerwać. Zbliżył się do mnie i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że poczułam jego dłonie na moim tyłku.
Oderwałam się od niego i rzuciłam:
-Czyli jednak jesteś zboczeńcem.
Nie czekając na jego odpowiedź, wsiadłam do taksówki, którą właśnie podjechała [I.T.P] i to ostatnie co pamiętam z tego wieczorku. Potem urwał mi sie film.
Rano obudziłam się w tych samych ubraniach w pokoju [I.T.P]. Pewnie nie chciało jej się odwozić mnie do domu.
-Cześć. - Wymamrotałam zaspanym głosem wchodząc do kuchni.
Moja przyjaciółka siedziała przy komputerze pijąc kawę.
-O hej, dobrze, że wstałaś, muszę ci coś pokazać. - Rzuciła pokazując mi dłonią, żebym podeszła bliżej.
Na monitorze wyskoczyło zdjęcie całującej się pary. Na początku nie wiedziałam do czego [I.T.P] zmierza, pokazując mi je. Dopiero po chwili rozpoznałam na nim siebie i chłopaka, którego poznałam wczoraj w klubie.
-Skąd masz to zdjęcie? - Spytałam zdziwiona.
-Z internetu.
-A co ono tam robi?
-Przeczytaj artykuł. - Odparła [I.T.P] przesuwając stronę do góry.
Nagłówek krzyczał "HARRY STYLES MA NOWĄ DZIEWCZYNĘ?!". Przeczytałam cały tekst i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-On jest jakąś pieprzoną gwiazdą! - Krzyknęłam zdziwiona.
-Nie jakąś, tylko moją ulubioną pieprzoną gwiazdą! Mam w pokoju, tyle jego plakatów! Jak mogłaś go nie rozpoznać! - [I.T.P] też nie zamierzała być cicho. - Dzwoń do niego i to natychmiast!
-Nie mam nume... - Powiedziałam, kiedy nagle poczułam coś w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam z niej małą karteczkę z imieniem Harry i numerem telefonu. - Dobra, już dzwonię.
Wystukałam na klawiaturze telefonu numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo? - Odebrał po kilku sygnałach.
-Hej, z tej strony [T.I].
-...
-Poznaliśmy się wczoraj w klubie. - Dodałam szybko, kiedy przypomniałam sobie, że nawet się sobie nie przedstawiliśmy.
-A no tak. Myślałem, że po tym co zrobiłem, kiedy wychodziłaś, nie będziesz chciała ze mną rozmawiać... - Powiedział, a w jego głosie wyraźnie słychać było ulgę.
-No właśnie, dzwonię, żeby powiedzieć, że znalazłam twój liścik i przeprosić, że zwyzywałam cię od zboczeńców. Znowu.
-Chyba będziesz musiała mi to wynagrodzić. - Odparł śmiejąc się.
-Ach tak? W jaki sposób?
-Co powiesz na kawę? Ja stawiam. - Zaproponował.
-Czemu nie.
Umówiliśmy się co do czasu i miejsca i zakończyliśmy rozmowę. Rozejrzałam się po pokoju [I.T.P] do którego przeszłam, żeby spokojnie porozmawiać prze telefon. Faktycznie każda ściana poobwieszana była zdjęciami Harrego i jego zespołu. Wtedy dotarło do mnie, ze umówiłam się na randkę z gwiazdą. I pomyśleć, że tak trudno było wyciągnąć mnie na imprezę. Ale byłam głupia.
LOLA
piątek, 30 listopada 2012
# 37. Niall.
A dzisiaj Niall, ze specjalną dedykacją dla Magdalenki Horan :)
____________________________________________________________________________________
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Te słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Gdy zidentyfikowałam ich źródło, spostrzegłam moją najlepszą przyjaciółkę patrzącą na mnie z wyrzutem.
-Tak, tak, mów dalej. - Skłamałam, po czym od razu powróciłam do poprzedniej czynności.
-Ta, jasne. Przecież widzę, że całą lekcję się na niego gapisz. To chore. - Powiedziała [I.T.P] przewracając oczami w czasie gdy w sali rozległ się dzwonek.
Wszyscy uczniowie spakowali książki i zaczęli się przepychać chcąc dostać się do wyjścia. Wydostanie się z klasy nie było łatwe, ale gdy nam się to udało, [I.T.P] i ja powróciłyśmy do tematu, który rozpoczęłyśmy jeszcze siedząc w ławce.
-Co twoim zdaniem powinnam zrobić? - Spytałam przyjaciółkę z nadzieją, że usłyszę jakąś dobrą radę.
-Powiedz mu co czujesz. - Rzuciła jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-To najgłupszy pomysł na jaki kiedykolwiek mogłaś wpaść. Jak to sobie wyobrażasz? Podejdę do niego i powiem "Hej, mam obsesję na twoim punkcie, w jakiej sali mamy biologię?". Już to widzę. - Zawsze mogłam liczyć na [I.T.P] w każdej sytuacji, ale gdy chodziło o te sprawy nie była zbyt pomocna.
-Dobra, spokojnie. Coś się wymyśli. Ale ja i tak uważam, że powinnaś mu powiedzieć. - Upierała się przy swoim.
-Ta, jasne. Jeśli mu powiem to tylko się upokorzę, a tak popodkochuję się w nim kilka miesięcy i mi przejdzie. Poza tym spójrz na mnie. Brzydka, gruba, przez godzinę można by wymieniać. Może on nie jest jakimś ostrym ciachem, z którym każda chciałaby chodzić, ale i tak stać go na więcej. - Powiedziałam popadając w coraz gorszy humor. Miałam już dość tego dnia, dobrze, że została się już tylko jedna lekcja.
-To nie prawda, jesteś ładna, a z tego co wiem twój wskaźnik wagi jest w normie, więc przestać tak mówić i mnie nie denerwuj. - I tak skończyłyśmy ten temat.
Całą następną godzinę spędziłam na przemyśleniach typu "Co by było gdyby...". Może jednak mu powiem? Nie to by było głupie.
Rozejrzałam się po klasie, aby odnaleźć go w tłumie. Wtedy go zobaczyłam. Niebieskooki blondyn średniego wzrostu. Mój ideał. Niall Horan. Nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Zawstydzona spuściłam głowę i odwróciłam się przodem do tablicy. Wiedziałam, że nie mogę tak tego zostawić.
-Zdecydowałam się. Powiem mu, ale na moich warunkach. - Zwróciłam się szeptem do [I.T.P].
-Czyli jak? - Na jej twarzy dostrzegłam wyraz triumfu.
-Napiszę mu anonimowy list. - Powiedziałam, i ze zdziwieniem patrzyłam na [I.T.P], która najwyraźniej nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
-Poważnie? Tak zachowują się dzieci w podstawówce. [T.I], jesteś na to za stara. - Wycedziła nie przestając się śmiać.
-Trudno. Albo tak albo wcale. Masz jakąś kartkę? - Moja przyjaciółka pokręciła głową, więc przejrzałam wszystkie książki w poszukiwaniu jakiejś wyrwanej kartki. Gdy już ją znalazłam, nabazgrałam na niej kilka słów. Nie pisałam poematu, chciałam tylko, żeby wszystko było jasne.
O 15.10 w sali rozbrzmiał dzwonek informujący nas o końcu lekcji. Teraz albo nigdy. Wzięłam list i podeszłam do Nialla. Kiedy się odwrócił, szybko położyłam kartkę na jego ławce, ale zrobiłam to tak dyskretnie, aby nikt tego nie zauważył. Odeszłam spokojnym krokiem, jakby nigdy nic i wyszłam z klasy.
Zeszłam na parter, zmieniłam buty i założyłam kurtkę. Chciałam już popchnąć drzwi wejściowe i udać się do domu, kiedy poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramie. Osoba ta obróciła mnie w swoją stronę i złączyła nasze usta w pocałunku. Kiedy zorientowałam się, że to Niall od razu go odwzajemniłam.
-Mogę wiedzieć z jakiej to okazji? - Spytałam oszołomiona, gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Przeczytałem twój list. To było słodkie. - Wytłumaczył cały czas się uśmiechając.
-Ta, takie miało być. Skąd wiedziałeś, że ja go napisałam?
-Serce mi podpowiedziało. - Odparł, łapiąc mnie za rękę. - Odprowadzę cię do domu. - Było to bardziej stwierdzenie niż propozycja, ale nie protestowałam.
Szliśmy rozmawiając, żartując i śmiejąc się tak głośno, że przechodnie patrzyli się na nas jak na nienormalnych. Kiedy znaleźliśmy się pod moim blokiem, po raz pierwszy pożałowałam, że mieszkam tak blisko szkoły.
-Dzięki za miły spacer. Do jutra. - Pożegnałam się otwierając drzwi do klatki.
-Do jutra. - Powiedział. - Aa, i jeszcze rada na przyszłość: nie pisz anonimowych listów na odwrotach podpisanych kartkówek. - Dodał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
Słysząc to nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Naprawdę byłam aż tak głupia? W końcu sama zaczęłam się śmiać.
-Tym razem wyszło mi to na dobre. - Powiedziałam i czule pocałowałam Nialla jednocześnie myśląc o tym jaką jestem szczęściarą.
LOLA
____________________________________________________________________________________
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Te słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Gdy zidentyfikowałam ich źródło, spostrzegłam moją najlepszą przyjaciółkę patrzącą na mnie z wyrzutem.-Tak, tak, mów dalej. - Skłamałam, po czym od razu powróciłam do poprzedniej czynności.
-Ta, jasne. Przecież widzę, że całą lekcję się na niego gapisz. To chore. - Powiedziała [I.T.P] przewracając oczami w czasie gdy w sali rozległ się dzwonek.
Wszyscy uczniowie spakowali książki i zaczęli się przepychać chcąc dostać się do wyjścia. Wydostanie się z klasy nie było łatwe, ale gdy nam się to udało, [I.T.P] i ja powróciłyśmy do tematu, który rozpoczęłyśmy jeszcze siedząc w ławce.
-Co twoim zdaniem powinnam zrobić? - Spytałam przyjaciółkę z nadzieją, że usłyszę jakąś dobrą radę.
-Powiedz mu co czujesz. - Rzuciła jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-To najgłupszy pomysł na jaki kiedykolwiek mogłaś wpaść. Jak to sobie wyobrażasz? Podejdę do niego i powiem "Hej, mam obsesję na twoim punkcie, w jakiej sali mamy biologię?". Już to widzę. - Zawsze mogłam liczyć na [I.T.P] w każdej sytuacji, ale gdy chodziło o te sprawy nie była zbyt pomocna.
-Dobra, spokojnie. Coś się wymyśli. Ale ja i tak uważam, że powinnaś mu powiedzieć. - Upierała się przy swoim.
-Ta, jasne. Jeśli mu powiem to tylko się upokorzę, a tak popodkochuję się w nim kilka miesięcy i mi przejdzie. Poza tym spójrz na mnie. Brzydka, gruba, przez godzinę można by wymieniać. Może on nie jest jakimś ostrym ciachem, z którym każda chciałaby chodzić, ale i tak stać go na więcej. - Powiedziałam popadając w coraz gorszy humor. Miałam już dość tego dnia, dobrze, że została się już tylko jedna lekcja.
-To nie prawda, jesteś ładna, a z tego co wiem twój wskaźnik wagi jest w normie, więc przestać tak mówić i mnie nie denerwuj. - I tak skończyłyśmy ten temat.
Całą następną godzinę spędziłam na przemyśleniach typu "Co by było gdyby...". Może jednak mu powiem? Nie to by było głupie.
Rozejrzałam się po klasie, aby odnaleźć go w tłumie. Wtedy go zobaczyłam. Niebieskooki blondyn średniego wzrostu. Mój ideał. Niall Horan. Nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Zawstydzona spuściłam głowę i odwróciłam się przodem do tablicy. Wiedziałam, że nie mogę tak tego zostawić.
-Zdecydowałam się. Powiem mu, ale na moich warunkach. - Zwróciłam się szeptem do [I.T.P].
-Czyli jak? - Na jej twarzy dostrzegłam wyraz triumfu.
-Napiszę mu anonimowy list. - Powiedziałam, i ze zdziwieniem patrzyłam na [I.T.P], która najwyraźniej nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
-Poważnie? Tak zachowują się dzieci w podstawówce. [T.I], jesteś na to za stara. - Wycedziła nie przestając się śmiać.
-Trudno. Albo tak albo wcale. Masz jakąś kartkę? - Moja przyjaciółka pokręciła głową, więc przejrzałam wszystkie książki w poszukiwaniu jakiejś wyrwanej kartki. Gdy już ją znalazłam, nabazgrałam na niej kilka słów. Nie pisałam poematu, chciałam tylko, żeby wszystko było jasne.
O 15.10 w sali rozbrzmiał dzwonek informujący nas o końcu lekcji. Teraz albo nigdy. Wzięłam list i podeszłam do Nialla. Kiedy się odwrócił, szybko położyłam kartkę na jego ławce, ale zrobiłam to tak dyskretnie, aby nikt tego nie zauważył. Odeszłam spokojnym krokiem, jakby nigdy nic i wyszłam z klasy.
Zeszłam na parter, zmieniłam buty i założyłam kurtkę. Chciałam już popchnąć drzwi wejściowe i udać się do domu, kiedy poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramie. Osoba ta obróciła mnie w swoją stronę i złączyła nasze usta w pocałunku. Kiedy zorientowałam się, że to Niall od razu go odwzajemniłam.
-Mogę wiedzieć z jakiej to okazji? - Spytałam oszołomiona, gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Przeczytałem twój list. To było słodkie. - Wytłumaczył cały czas się uśmiechając.
-Ta, takie miało być. Skąd wiedziałeś, że ja go napisałam?
-Serce mi podpowiedziało. - Odparł, łapiąc mnie za rękę. - Odprowadzę cię do domu. - Było to bardziej stwierdzenie niż propozycja, ale nie protestowałam.
Szliśmy rozmawiając, żartując i śmiejąc się tak głośno, że przechodnie patrzyli się na nas jak na nienormalnych. Kiedy znaleźliśmy się pod moim blokiem, po raz pierwszy pożałowałam, że mieszkam tak blisko szkoły.
-Dzięki za miły spacer. Do jutra. - Pożegnałam się otwierając drzwi do klatki.
-Do jutra. - Powiedział. - Aa, i jeszcze rada na przyszłość: nie pisz anonimowych listów na odwrotach podpisanych kartkówek. - Dodał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
Słysząc to nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Naprawdę byłam aż tak głupia? W końcu sama zaczęłam się śmiać.
-Tym razem wyszło mi to na dobre. - Powiedziałam i czule pocałowałam Nialla jednocześnie myśląc o tym jaką jestem szczęściarą.
LOLA
środa, 28 listopada 2012
# 36. Zayn.
Czekałam na
ten dzień całe 2 miesiące. Nareszcie dwa tygodnie przerwy od nauki. Dwa
tygodnie spędzone na podziwianiu Francji, kraju, który tak mnie zachwycał i
interesował. Dwa tygodnie spędzone na wygłupianiu i plotkowaniu z moimi
przyjaciółkami. I co najważniejsze dwa tygodnie
spędzone na podziwianiu jego osoby. Zayn Mialik . Teraz będę mogła bez
przerwy się mu się przyglądać i słuchać jego wspaniałego głosu. Czy może być lepiej ?
Podróż mimo
tego, że trwała wiele godzin minęła mi przyjemnie. Pewnie miedzy innymi
dlatego, że miejsce Zayna znajdowało się dwa fotele przede mną.
Ponieważ
było już dość późno dziś nie mieliśmy w planach żadnego zwiedzania. Zjedliśmy
obiado-kolacje i mieliśmy udać się do swoich pokoi, aby się rozpakować. W
pokoju byłam z moja najlepszą przyjaciółką ITP i jeszcze dwiema koleżankami.
Wbiegłam do pokoju i zajęłam sobie łózko przy oknie z najlepszym widokiem na
telewizor. Razem z kupelami nie mogłyśmy uwierzyć, że już tu jesteśmy.
Zrobiłyśmy sobie mało bitwę na poduszki. Po skończonych wygłupach postanowiłam
zadzwonić do mamy, żeby powiadomić ja o tym, że już jestem, na miejscu, cała i
szczęśliwa. Ale nigdzie nie mogłam znaleźć swojego telefonu. Aaa no tak.
Pożyczyłam go koleżance, bo chciało coś sobie zobaczyć i ciągle mi go nie zwróciła.
Wyszłam z naszego pokoju i udałam się do tego, w którym przez najbliższy czas
miała mieszkać ta dziewczyna. Nie pukając, otworzyłam drzwi na oścież.
TI: Spencer,
masz mój telefon. Oooooo ty w dupę.- powiedziałam, kiedy zobaczyła co się
dzieję.
Spencer
namiętnie całowała się z takim jednym chłopakiem z naszej klasy. Obydwoje byli
bez koszulek, które były rozrzucone na podłodze. Kiedy mnie zobaczyli od razu
od siebie odskoczyli i wtedy zobaczyłam, że spodnie chłopaka były rozpięte. A
najdziwniejsze był to, że on przecież miała dziewczynę.
Szybko
wycofałam się i zatrzasnęłam drzwi. Zaczęłam szybko biec z powrotem do mojego
pokoju, aby opowiedzieć o wszystkim ITP. Nie mogłam przestać się śmiać. Ze
względu tego, że ja mieszkałam piętro wyżej musiałam pokonać schody. Oprócz
tego, że właściwie przy każdym stopniu się
potykała to jeszcze parę razy wywróciłam. I taka oszołomiona, poobijana
i płacząca ze śmiechu z kopniaka otworzyłam drzwi do pokoju.
TI: Boże w
życiu mi nie uwierzysz co właśnie zobaczyłam.- krzyknęłam wbiegając do pokoju.
JEB. Zderzyłam
się z czymś i przewróciłabym się do tyłu, ale coś mnie przytrzymało. O Matko
najukochańsza, był to Zayn. Uśmiechał się rozbawiony. Rękami obejmował mnie w
tali, żeby nie upadła.
Z: Co
takiego widziałaś ? – Spytał lekko się uśmiechając.
Czy mi się
zadaje, czy jego ton był taki, no nie wiem … Uwodzicielski ??? A do tego po co
ciągle mnie trzymał, przecież mógł mnie już puścić.
TI: Co
robisz w moim pokoju ? – spytałam mega zdziwiona.
Z: Nic. Bo
to jest mój pokój, a ty swój masz bodajże drzwi obok. – mówił ciągle w ten sam
sposób.
Boże zaraz
umrę z nerwów.- pomyślałam.- Co mam robić ?
TI: Tak ? –
spytałam.
Na co Zayn
pokiwała głową.
TI: A to
przepraszam. – wyjąkałam.
I chciałam
się wyplatać z jego uścisku, kiedy on jeszcze zapytał.
Z: A co tak
mocno chciałaś mi powiedzieć ? Co zobaczyłaś ? – spytał z ironicznym
uśmieszkiem.
TI: Tobie
nic. Nie ważne – powiedział i ty razem wyrwałam się z jego rąk.- Chciałam coś
powiedzieć ITP.- powiedziałam i uciekłam z tego pokoju.
~*~
Na miejscu obecnych Pól Elizejskich do roku 1616 były pola uprawne, przez które Maria Medycyjska
Ale to wszystko było dziwne. Z bliska jego oczy były jeszcze ładniejsze.
zostały wchłonięte przez aglomerację Paryską dopiero w …
Takie dziwnie brązowe. Trochę jak czekolada. Lubię czekoladę. Ale jego oczy są lepsze niż czekolada. Bardziej intensywnie. Takie błyszczące.
Aleje goszczą finałowy etap Tour de france, po którym odbywa się ceremonia wręczenia nagród.
Ale o co mu chodziło. Nie za często ze mną rozmawiał. A co dopiero odwalał przy mnie takie rzeczy. Hymmmmmmm o co w tym wszystkim chodzi ?
- EJ TI ! – usłyszałam syknięcie ITP.
Opuściłam głowę, bo od jakiś 30 minut patrzyłam w chmury i nad wszystkim rozmyślałam. Ogólnie cały dzień byłam rozkojarzona. Byliśmy na Polach Elizejskich i normalnie byłabym strasznie tym wszystkim zafascynowana i zwiedzałam bym Paryż z wielką ochotą i zaangażowaniem. Ale prze wczorajsze wydarzenia kompletnie się pogubiłam. I dzisiaj, kiedy przechadzaliśmy po Polach Elizejskich, po prostu wlekłam się na końcu wycieczki błądząc w swoim umyśle i nie zwracając uwagi na to co się wokół mnie dzieje.
- Kogo wybierasz sobie TI ? – spytała moja nauczycielka.
O czym ona mówi ? – pomyślałam zdziwiona.
TI: Słucham ? – spytałam nie pewnie.
Kobieta westchnęła z politowaniem. – Ja po prostu nie wiem co się z wami dzieci dzieje. Jesteście najgorszą klasą jaką kiedykolwiek miałam. Nigdy więcej nigdzie z wami nie wybieram. A co do ciebie TI, nie spodziewałam się tego po tobie. Pani przewodnik tu takie ciekawe rzeczy mówi, a ty dzisiaj jak się zachowujesz. Czy ktoś może jej wytłumaczyć co ma zrobić ?- powiedział nauczycielka.
Wredny, stary babsztyl – pomyślałam.
Podczas jej gorliwego przemówienia moja klasa zaczynała chichotać, ale teraz to już śmieli się w najlepsze. I oczywiście nikt nie chciał mi powiedzieć o co chodzi.
- Po prostu powiedz, że chcesz mnie. – usłyszałam głos Zyna. Patrzył się na mnie wyczekująco tymi niesamowitymi oczami, które okrywały długie rzęsy wywijające się na wszystkie strony.
TI:Mmmmmm. Wybieram jego .- powiedziałam i wskazałam palcem na Zyna.
-Wyśmienici. Nareszcie. – powiedział ta starucha rozkładając ręce.
Zayn podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę. Nawet nie zauważyłam, że wszystkie dziewczyny stały w rządku, naprzeciwko chłopaków. Teraz przyszła kolej ITP. Ciekawe kogo ona wybierze i co najważniejsze do czego. Właśnie miała powiedzieć imię tego kogoś, ale nie mogłam tego usłyszeć, ani zobaczyć, ponieważ Zayn staną przede mną. Tak, że nosem prawie dotykałam jego klatki piersiowej. Spojrzałam w górę.
Z: Wygląda na to, że będziemy parą .- powiedział i szeroko się do mnie uśmiechną.
TI: Jak to ?- spytałam zdezorientowana.
Z: No, wybrałaś mnie.
TI: Ale do czego ? – spytałam.
Z: Zauważyłem właśnie, że dziś jakaś jesteś nieobecna.- powiedział i popatrzył mi w oczy.
TI: Powiesz mi czy nie ? – spytałam wytrzymując spojrzenie.
On już otworzył usta, żeby cos powiedzieć, kiedy dobiegło nas wołanie naszej pani.
- Dobrze moi drodzy, skoro jesteście już podzieleni to teraz udamy się do Hotelu, gdzie o 16:30, powtarzam o 16:30 i żeby nikt się nie spóźniał będzie obiad, a potem jeszcze do 18 będziecie mieli czas, żebyście sobie popracowali, a potem o 18:20 mamy rejs po Sekfanie.
Zayn tylko się do mnie uśmiechną i poszedł za resztą wycieczki. Ruszyłam jego śladem i podbiegłam do ITP.
TI: O co tu chodzi ??? – spytałam.
ITP: Oj TI. Przez tego Zayna cały dzień chodzisz z głową w chmurach. – powiedziała i zachichotała.
TI: Ciszej. Powiedz, dlaczego on powiedział do mnie, że jesteśmy para ? – spytałam szeptem.
ITP: Mogło chodzić mu o dwie rzeczy. Albo oficjalnie jesteście razem i twoje największe marzenia się właśnie spełniły. Albo chodzi o to, że jesteście w parze do naszego zadania. Pani kazała nam podzielić się na dwu osobowe grupy. Więc, że jesteśmy kobietami, pierwszeństwo i tak dalej wybierałyśmy sobie partnerów. I ty wybrałaś sobie Zayna.
TI:Ooo. A co musimy zrobić ?
ITP: Coś tam sprawozdanie z każdego dnia, jakiś tam pamiętniko- coś tam, żeby Pani mogła to pokazać w szkole jak wrócimy, ze to była tak cudowna wycieczka i że szkole opłacało się dopłacać na to tyle kasiory. Mają być obrazki, rysunki i takie tam.
TI: Okey. Więc ja jestem z Zaynem, a ty ?- spytałam mojej przyjaciółki.
ITP: Ja z Joshem. Wyduszę z niego co tam robił z Spencer skoro ma dziewczynę. Wszystko mi wyśpiewa. – powiedział ITP, a ja widziałam w jak już wszystko sobie planuje. Jak się na coś uprze to nie odpuszcza.
TI: Dobry pomysł. I potem wszystko mi powiesz.
ITP: Oczywiście. Ale obawiam, się, że to jednak ty będziesz miała więcej do opowiadania, po zakończeniu współpracy z panem „ Jestem ostro gorący”. – powiedział ITP. Szturchając mnie łokciem.
Zrobiłam się cała czerwona i tylko powiedziałam, zasłaniając dłońmi twarz- Może być ciekawie.
Strasznie się denerwowałam. Prawie nic nie zjadłam z
nerwów. Ale oprócz tego, że bałam się, że na wstępie walne coś głupiego to
byłam ciekawa jak będzie. Byłam ciekawa Zayna. Dzięki temu wszystkiemu mogłam
go lepiej poznać.
Po obiedzie poszłam do pokoju. Byłam sama w naszym
pokoju. ITP. Poszła do Josha i reszta koleżanek też się gdzieś poumawiał ze
swoimi parterami. Zastanawiała się czy nie pójść do Zayna i zacząć to zadanie.
Ale ostatecznie postanowiłam nic nie robić. Leżałam na moim łóżku i oglądałam
telewizje. Nie powiem nudziłam się jak cholera. Trzy kanały i wszystkie po
Francusku.
Nagle coś poczułam jak coś dźga mnie w boki. Krzyknęłam i
wstałam jak oparzona.
TI: To ty – powiedziałam, kiedy zobaczyłam Zayna pękającego
ze śmiechu.
Ponieważ, leżałam tyłem do drzwi, na brzuchu i oglądałam
ten głupią francuska telnowele, byłam świetnym celem dla Malika. Więc on tak po
prostu sobie tu wszedł, a że go nie usłyszałam postanowił sobie ze mnie
pożartować.
Z: Tak ja. Jesteśmy parą pamiętasz ?- powiedział, kiedy
się uspokoił.
TI: Tak, wiem. Ale co to było, Przestraszyłam się. –
Powiedziałam, a w moim głosie było słychać lekką złość. Chodź tak naprawdę
wcale się nie gniewałam.
Z: Wybacz , nie mogłem się powstrzymać- powiedział i szeroko
się do mnie uśmiechną.
TI: W każdym razie, ITP
tłumaczyła mi mniej więcej co mamy zrobić, ale nie do końca wiem. Więc
ty może masz jakieś pomysły ? – spytałam
Z: Trzeba opisać każdy dzień. A co do twojego pytania nie
myślałem o tym. Uwierz moją głowę zaprzątają zupełnie inne rzeczy i nie ma w
niej miejsca na to zadanie. A tak konkretnie jedna bardzo ładna rzecz.
TI: Okey. To coś wymyślimy. – Powiedziałam nie zwracając
uwagi na to co wcześniej powiedział Zayn
Znalazłam jakąś kartkę i długopis. Usiadłam na łóżku i
zobaczyłam, która jest godzina.
TI: Zostało nam już tylko 20 minut.
Z: Potem mamy ten rejs, prawda ?- spytał Zayn siadając
obok mnie.
TI: Tak, chyba tak.
Z: Byłaś kiedyś w Paryżu ?
TI: Nie. Jestem tu pierwszy raz. Ale zawsze marzyłam, aby
tu przyjechać. – odpowiedziałam i nieśmiało się uśmiechnęłam.
Z: I co podoba ci się ?
TI: Tak, strasznie. To bardzo piękne miasto.
Z: No cóż dziś nie wyglądałaś tak jakby ci się podobało.
Sprawiałaś bardziej wrażenie takiej trochę, jakby to powiedzieć. Jak byś miała
wszystko w dupie i pragnęła by wszyscy się od ciebie odwalili. – powiedział
Zayn.
TI: Byłam tylko trochę zmęczona. Wcale nie chciałam, żeby
tak to wyglądało.
Z: Ale tak to właśnie wyglądało.
TI: No faktycznie. Pani też chyba to zauważyła. Ale ona ogólnie mnie nienawidzi, więc.- powiedziałam.
TI: No faktycznie. Pani też chyba to zauważyła. Ale ona ogólnie mnie nienawidzi, więc.- powiedziałam.
Z: Nie martw się ona nienawidzi całego świata i
wszystkich ludzi. – powiedział Zayn .
TI: Zauważyłam.
Chwila ciszy. Może wykorzystać to jeszcze do czegoś ?ITP., była by ze mnie dumna.
TI: Zayn ?
Z: Tak- Zayn uśmiechną się i spojrzał mi głęboko w oczy.
Ach te czekoladki.
TI: Ty się przyjaźnisz z Joshem, prawda ? – spytałam.
Z: No tak i co z
tego ? – spytał zaciekawiony.
TI: Chciałabym się czegoś dowiedzieć. Ale najpierw musze
mieć pewność, ze nie powiesz mu o tej rozmowie. – powiedziałam.
Z: Jasne. To co teraz powiemy zostanie tylko miedzy nami.
TI: No dobra, to chodzi o to że….- nie dokończyłam, bo do
pokoju weszły moje koleżanki.
ITP: Za 5 minut mamy zbiórkę- powiedziała ITP zdziwiona
naszym widokiem.
TI: Jak to przecież jest dopiero … A no faktycznie 18.20. – powiedziałam.
Czas strasznie szybko mi zleciał, a tak w sumie to nawet
nie zaczęliśmy z Zaynem naszej pracy.
Z: Dobra to ja lecę. – powiedział Zayn. Obdarzył mnie
szerokim uśmiechem, od którego zresztą cała zalałam się rumieńcami, krzyknął
krótkie część i wyszedł.
ITP tylko spojrzała na mnie znacząco i wybuchnęła
śmiechem. Olałam ją i resztę koleżanek pytających co ją tak bawi i zaczęłam się
szykować.
ITP: Zobaczysz jeszcze go złamie. Ale zabawnie będzie,
kiedy już się przyzna, możemy to w jakiś sposób wykorzystać. - mówiła ITP.
Opowiadała mi właśnie jak to jej się pracowało z Joshem.
Nie udało jej się nic dowiedzieć i teraz strasznie to przeżywa. ITP. Jest
zdecydowanie największą plotkarą na świecie. Oooo tak jest strasznie ciekawska
i musi wiedzieć wszystko co się wokół niej dzieje. Ale mnie zawsze bawi jej
zachowanie.
TI: Ale co ? – spytałam rozbawiona.
ITP: No jak to co ? To, że my wiemy o jego skokach w bok.
Wiem powinnam nagrać jak się do tego przyznaje. Wtedy już na pewno nam się nie
wywinie.- mówiła coraz bardziej się w to wszystko wkręcając.
Pokręciłam tylko głową z rozbawieniem i dalej już nie słuchałam bezsensownego monologu
mojej przyjaciółki. Właśnie płynęliśmy po Sekfanie wielkim statkiem. Mieliśmy
tu być tak do 22.
Podziwiałam zachód słońca. Widok był naprawdę piękny.
Panorama Paryża i blask coraz słabszych promieni słońca.
IT: Ej jest tu łazienka ? – spytałam ITP, kiedy poczułam
potrzebę skorzystania z toalety.
ITP: Nie wiem. Ale raczej powinna być.
IT: To pójdę poszukać.
ITP: Ok tylko wracaj szybko. Bo przez Josha zapomniałam
się ciebie zapytać co się działo, podczas twojej współpracy z Malikiem.-
powiedziała ITP figlarnie.
Przewróciłam oczami i wyruszyłam na poszukiwania
łazienki.
Przeszłam cały parter, ale nigdzie nie mogłam znaleźć
toalety. Postanowiłam wejść na górę. Pokój dla personelu. Nie. Składzik. Nie.
Pokoje do wynajęcia : nr 67,68, 69 Nie, Nie, Nie. Siłownia… Boze czego oni tu
nie mają. Wszystko tylko nie łazienkę. A ja się zaraz posikam- pomyślałam. Oooo
jest, zobaczyłam na ścianie strzałkę skierowana w prawo z napisem wc.
- No po prostu nie wierze. – powiedziałam sama do siebie,
kiedy zobaczyłam, że jest to toaleta męska.
- Pieprze to.- powiedział i weszłam do środka.
Na szczęście nikogo nie było. Wbiegłam do pierwszej
kabiny i szybko załatwiłam swoja potrzebę. Zaczęłam myć ręce. Skoro już tu
jestem to pewnie i tak nie znajdę tej damskiej łazienki. Postanowiłam się
trochę poprawić. Rozczesałam włosy i zaczęła malować usta. Nagle drzwi od
łazienki się otworzyły. Przestraszona nie zdążyłam zareagować. Zastygałam
nachylając się do lustra, i trzymając szminkę blisko rozdziawionych ust. Do
łazienki wszedł Zayn. Kiedy mnie zobaczył zaczął się śmiać.
TI: NO co ?- spytałam zirytowana.
Z: Nic takiego. – powiedział uśmiechając się z drwiną .
Nic sobie z tego nie robiąc wróciła do przerwanej
czynności. Powili malowałam usta. Normalnie w takiej sytuacji spaliłabym
ostrego buraka i zaczęłabym się tłumaczyć z całej sytuacji. Ale sposób w jaki
Zayn na mnie patrzył i jak się do mnie zwracał strasznie mnie irytował. Był
taki bezczelny. Taki arogancki. Taki, taki nieziemsko seksowny… Co ja mówię ?
Poczułam dym. Odwróciłam się. Zayn ciągle mi się
przyglądał. Patrzył na mnie z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem i jarał balnta.
TI: Przyszedłeś tu żeby sobie zapalić ? – spytałam.
Z: Nie. Miałem zamiar załatwić swoją fizjologiczną
potrzebę, ale chwilowo nie mogę tego zrobić, więc wykorzystuje ten czas do innych rzeczy. – powiedział.
TI: A to niby dlaczego nie możesz się wysikać.- KURWA.
Zganiłam się w myślach. Miałam się go o to nie pytać. Ale nie wytrzymałam. I
jeszcze te ‘’wysikać’’ . Nie no, po prostu królowa prostoty.
Zayn zaśmiała się krótko. Zagasił jeszcze nie do końca
wypalonego blanta i przydeptał go butem.
Z: Wiesz przy damie nie wypada.- powiedział.
O czym on gada? Dopiero teraz zobaczyłam, że za mną przy
ścianie stoi pisuar. No, żesz kurwa. I co teraz ?
Nie wiedząc co mam zrobić postanowiłam opuścić już tą toaletę. Wzięłam swoją torebkę i już
złapałam za klamkę od drzwi, kiedy Zayn załapał mnie za łokieć i odwrócił w
swoja stronę, tak że nasze usta był teraz niebezpiecznie blisko siebie.
Z: zaczekaj ! – powiedział patrząc mi w oczy.
TI: Co ? – spytałam zdziwiona, a za razem trochę
przestraszona tym wszystkim.
Zayn jeszcze chwile popatrzył mi głęboko w oczy, po czym
szeroko się uśmiechnął
Z: Zapomniałaś- szepnął mi do ucha. A moja ciało
przeszedł przyjemny dreszcz.
Trochę się ode mnie odsunął i za pleców wyciągnął moja
pomadkę.
Zatkało mnie. Co ja widziałam w tym palancie ? Po co
traciłam te wszystkie chwile rozmarzając się o nim ? Po co teraz traciłam czas
na tego dupka podczas podróży mojego życia o której zresztą zawsze marzyłam ? A
on ? Po co to robił ? Po co zaczął ta swoją grę ? Nigdy na mnie nie zwracał
uwagi, dlaczego to nagle się zmieniło ? Co z tego, że był taki mega przystojny
? Co z tego, że był taki zabawny i wszyscy go lubili ? Co z tego, że zwykłe
wpatrywanie się w jego osobę mogło być dla mnie najlepszą rozrywką? Pieprze to.
No tak, żeby to wszystko był takie proste… Zwykłe powiedzenie sobie, ze on jest
beznadziejny i wszystko by mi przeszło.
Wyrwałam mu moja szminkę. Z znów chciałam opuścić
toaletę, ale tym razem Zayn załapał mnie w tali i znów przyciągnął do siebie.
Z: Rozmawiałem z Joshem. Nie wiedziałem, że lubisz
podglądać ludzi. – powiedział.
TI: Mam, w dupie to co on ci powiedział. Jesteście siebie
warci. Po co ci to wszystko ? Po co ta cała szopka z tą pracą w grupie ? Po co
byłeś dla mnie miły ? Po co…
Chciałam dalej kontynuować moje oskarżenia, ale Zayn
brutalnie mi to przerwał składając na moich namiętny pocałunek. Na początku
Zayn całował mnie bardzo gwałtownie i w taki sposób w jaki zawsze się
spodziewałam, że całuje Zayn Malik. Ale potem pocałunki stały się coraz
bardziej delikatne i wolniejsze.
Smak tytoniu zmieszał mi się z fabrycznym smakiem szminki. Nie miałam
pojęcia co się dzieje. Nagle Zayn oderwał się od mnie popatrzył na mnie
figlarnie. I wyszeptał mi do ucha :
- To wszystko po to, ponieważ jesteś bardzo ciekawą, małą
osóbką. Niby taką dobrą i grzeczną. Twarzyczka anioła. Ale co się tam głębiej
kryje, nikt nie wie. Po to, ponieważ
mnie zaintrygowałaś. Te piękne oczy, które już tak dawno są we mnie tak mocno
wpatrzone. Ten słodki uśmiech i te … hymmm i te twoje pełne usteczka,
które teraz zostały tak brutalnie przez
zemnie umazane szminką – powiedział uwodzicielskim głosem i zaczął delikatnie
wycierać kciukiem miejsca, gdzie za pewne byłam rozmazana.
Jednak nie pozwoliłam mu dokończyć tej czynności i
ponownie złączyłam nasze usta w słodkim pocałunku.
KAHN
poniedziałek, 26 listopada 2012
# 35. Liam.
-Liam,
błagam cię przestań!
Był mroźne, zimowe popołudnie.
Chłód barwił nasze nosy na czerwono, a śnieg osadzał się na rzęsach. Dookoła
znajdował się biały puch. Na sklepowych witrynach dostrzec można było
świąteczne ozdoby i plakaty z informacją o obniżkach. Zabiegani ludzie chodzili
po domach handlowych w poszukiwaniu prezentów pod choinkę dla najbliższych.
Słychać było głośne szczekanie psów i ryk silników samochodów. Wszędzie byli zajęci
i narzekający na wszystko spacerowicze, lecz ja nigdy nie czułam się tak
spokojna i wesoła.
Razem z Liamem wybraliśmy się na spacer. Miało być to zwykłe wyjście na
kawę, lecz skończyliśmy po kolana w śniegu rzucając się śnieżkami. Chowaliśmy
się za drzewa i krzewy i z kawałków tektury zrobiliśmy sobie tarcze. Wskakiwaliśmy
w ogromne zaspy i robiliśmy orzełki. Bawiliśmy się przy tym jak dzieci. Starsze
małżeństwa patrzyli na nas z uśmiechem i wspominali swoje lata młodości.
-Nie, Liam,
nawet o tym nie myśl. – powiedziałam, gdy zobaczyłam co ma zamiar zrobić.
Chłopak zebrał sporą kupkę
śniegu w dłonie i chciał wrzucić mi ją za kurtkę. Jak dziecko.
-Tylko
spróbuj – ostrzegłam.
Liam nie zważał na moje prośby i
powoli podchodził w moją stronę. Nie dam mu się tak łatwo. Ze śmiechem zaczęłam
go podjudzać i biegać po całym parku. Chłopak poszedł w moje ślady i począł
mnie gonić. Z początku schowałam się za wysokim dębem. Niestety bez problemu
mnie zauważył. Uciekłam i starałam ukryć się za banerem reklamującym promocje w
McDonaldzie. Na wypadek wzięłam w dłoń garść śniegu i schowałam ją za plecami.
Nagle poczułam czyjś oddech na policzku.
-Daleko mi
nie uciekniesz, moja droga. – wyszeptał mi Liam do ucha.
Odwróciłam się do niego przodem
i okręciłam swoje ręce wokół jego szyi. Lekko uniosłam kąciki ust do góry oraz
pogłaskałam go po policzku. Nasze oddechy w postaci pary łączyły się ze sobą.
Przybliżyłam się i złożyłam na jego ustach słodki pocałunek. Czułam jak moje
zmarznięte wargi pokrywa fala ciepła. Podobnie jak Liam, nachyliłam się do jego
ucha i powiedziałam:
-To się
jeszcze okaże. – po tych słowach wrzuciłam mu za kaptur ukrytą w dłoni kupkę
śniegu.
Na twarzy Liama zauważyłam
zdziwienie i szok. Nie spodziewał się mojego ataku. Widziałam, że wzdryga się
pod wpływem zimna. Z początku zrobiło mi się go szkoda, ale gdy zauważyłam, że
zamierza mi oddać, zaczęłam uciekać. Chłopak rzucił we mnie śnieżką, lecz
chybił. Z zadowoleniem wytknęłam mu język. Uformowałam kolejną kulkę i zaczęłam
celować w Liama. Niestety chłopak schylił się i puch przeleciał mu nad głową.
Spojrzał na mnie z miną zwycięzcy.
-Okej,
zakończmy na tym. Remis? – zapytał
-Jeśli
wolisz zakończyć remisem, bo boisz się porażki to jasne. – zadrwiłam
Chłopak w odpowiedzi tylko z
uśmiechem pokręcił głową. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Tak złączeni
szliśmy przez cały park. Rozmawialiśmy i wymieniliśmy się ciekawymi
spostrzeżeniami na temat poprawianiu swojego celu i rzutu. Liam uznał, że
powinnam mocniej rzucać, bo śnieżka nie dolatuje do przeciwnika. Zazdrości i
tyle.
-Boże, Liam!
Zapomnieliśmy o najważniejszym! – wykrzyknęłam
-O czym? –
zapytał zdezorientowany
-O bałwanie!
Czym jest bawienie się w śniegu bez ulepienia bałwana. Bez tego ten dzień byłby
dniem straconym.
Chłopak uśmiechnął się i
pociągnął mnie w kierunku górki. Od razu zabraliśmy się do pracy. Kłóciliśmy
się kto ma zrobić największą kulkę, jednakże wypadło na Liama, bo „jest
najcięższa i ja mogę jej nie poradzić”. Zaczęłam więc formować dwie mniejsze i
zbierać potrzebnych ozdób. Patyki, kamyki i kubeczek po jogurcie zamiast
garnka. Postawiliśmy kule w odpowiedniej kolejności i zajęliśmy się
przystrajaniem. Ja włożyłam dwa patyki jako ręce, nos i z kamyków ułożyłam uśmiech i oczy. Liam
natomiast miał zaszczyt ubrać naszego bałwana w kubeczek po jogurcie. Zadowoleni
z efektów pracy zrobiliśmy kilka zdjęć.
-Wiesz,
świetnie się dziś bawiłam. Dziękuje. – powiedziałam.
-Hej, dzień
się jeszcze nie skończył. Może zabiorę cię na obiecaną kawę, co?
-Myślałam,
że już nigdy nie spytasz – powiedziałam z uśmiechem.
Złapałam chłopaka pod ramię i
tak złączeni udaliśmy się do kawiarni.
RECKLESS
piątek, 23 listopada 2012
# 34. Harry | cz. 3
Po raz kolejny przepraszamy, że tak długo musieliście czekać :) Enjoy, miśki :*
Część 2 :<klik>
__________________________________________________________________________
Znany z zespołu One
Direction, Harry Styles został przyłapany wczoraj na potajemnej randce ze swoją
nową dziewczyną – Helen McGreen. Para udała się na potajemną randkę do nocnego
klubu, gdzie spędziła całą noc. Nie szczędzili sobie pocałunków, dwuznacznych
gestów i dużej ilości alkoholu. Nasz reporter zauważył, iż weszli oni razem do
męskiej łazienki i opuścili ją dopiero po 20 minutach, poprawiając się cały
czas.
Po tym zdaniu poczułam słone łzy spływające po moich policzkach i
bezwładnie kapiące na czarną klawiaturę komputera.
Para opuściła klub dopiero
o 4 nad ranem. Zamówili taxi i razem pojechali w stronę posiadłości Stylesa. O
około 14.30 nasz reporter zauważył pannę Mc Green wychodzącą z willi jej
chłopaka. Czyżby nowy gorący romans?
Niepewnie zjechałam na dół
strony. Po kolei ukazywały się twoje zdjęcia z tą dziunią. Na pierwszym delektujecie
się kolorowymi drinkami. Z kolei na następnym trzymasz swoją dłoń na jej nagim
kolanie. Helen jest tym zachwycona i uśmiecha się zadziornie. Myślałam, że to
dla mnie dużo. Myliłam się… Kolejne zdjęcie ukazywało was zwartych w namiętnym
pocałunku. Ona wplotła dłoń w twoje loki, natomiast ty obejmujesz jaj wąską
talię.
Data dodania : 23.09.2012. Dwa
miesiące temu. To było przed … naszym ponownym spotkaniem. Ale jak mogłam być
tak ślepa i nie zauważyć, że twoje serce jest zajęte. Jak mogłam nie wyczytać
tego z twoich gestów, czy opowieści. Jednak mało to prawdopodobne bym
dowiedziała się o tym z gazet, czy stron plotkarskich. Nie czytałam i nie będę
czytać takich rzeczy. Świat idealnych ludzi po prostu mało mnie interesuje.
Wiesz? Nie
dziwię ci się w ogóle. Gdybym ja miała wybierać pomiędzy niezdarną i wiecznie
zdołowaną szarą myszką, a prawdziwą pięknością to nie zastanawiałbym się długo.
Zgrabne i długie nogi, duże piersi, płaski brzuch, jędrny tyłek, kasztanowe
włosy, modelka… Helen powinna znajdować się w słowniku jako synonim słowa
ździra.
Nie, nie zniosę tego dłużej.
Wzięłam do ręki laptopa, otworzyłam okno na szerokość i bez zastanowienia
zrzuciłam komputer z drugiego piętra. Patrzyłam jak spada i roztrzaskuje się o
ziemię. Rozpada się razem z waszymi zdjęciami i artykułami o was. Rozpada się
razem z Helen McGreen.
Z zamyśleniem oglądałam resztki
drogiego sprzętu. Monitor kompletnie stłuczony. Na szczęście nie wyświetla już
ohydnej twarzy Helen. Z zadumy wyrwał mnie głośny dzwonek telefonu. Z
westchnieniem zamknęłam okno i podeszłam do szafki, na której znajdował się
aparat. Dzwoni Harry.
Odrzuć, odbierz. Przez chwilę zastanawiałam się, czy nie odebrać i wykrzyczeć ci
wszystkich świńsw jakie mi zrobiłeś. Ale nie, nie zniżę się do tego poziomu.
Zdecydowanie odrzuć. Kolejna melodyjka. Tym razem SMS. [T.I]! Czemu
nie odbierasz?! Musimy porozmawiać! Błagam, odbierz. Jeszcze
czego.
Wiadomości: 139. Nieodebrane:
233. Nadawca? Ty.
Co ja myślałam całując cię? Że z
radością odwzajemnisz pocałunek i będziemy „zawsze i na zawsze”? Błagam [T.I.],
nie ośmieszaj się. Żaden chłopak nie zwrócił na mnie większej uwagi, więc czemu
miałbyś zrobić to właśnie ty? Jestem taka naiwna. Naiwna i głupia.
Potrzebuję pocieszenia.
Pocieszenia od ciebie. Ale mogę sobie tylko marzyć. Zajęty jesteś osładzaniem
życia Helen. Wiem co może przynieść mi ulgę. Przez chwilę zapomnę o tobie, tej
suce Helen i wszystkim innym. Zdaję sobie sprawę, że nie powinnam tego robić.
Obiecałam ci i chciałam słowa dotrzymać. Martwiłeś się o mnie i nie chciałeś by
stała mi się krzywda. Ale to podkręcało mnie jeszcze bardziej. Pragnęłam
twojego cierpienia i bólu. Chcę byś zobaczył jak to jest umierać z boleści.
Byłam zdolna sprawić to nawet krzywdząc samą siebie. Bo czym ja jestem bez
ciebie u boku? Nic nie wartym śmieciem i popychadłem.
Po cichu otworzyłam drzwi mojego
pokoju i swoje kroku skierowałam w stronę łazienki. Przekręciłam gałkę i
zapaliłam światło. Wielkie kryształowe żyrandole dawały poblask na ściany
pomieszczenia. Lustro rozmieszczone na całej ścianie ukazywało moją nie zgrabną
sylwetkę. Dokładnie obejrzałam się z każdej strony. Niezgrabne nogi, włosy
kompletnie pozbawione blasku, oczy w szaroburym kolorze. Zupełne przeciwieństwo
idealnej Helen. O tak, teraz jestem pewna, że chcę to zrobić.
Powoli odsunęłam szafkę i
otworzyłam małe, zielone pudełko. Cały czas tam są. Dwie małe, srebrne żyletki.
Ostrożnie wyjęłam jedną z nich. Obróciłam ją w dłoni i dokładnie się jej
przyjrzałam. Kochana, jak bardzo mi cię brakowało.
Z wahaniem dołożyłam ją do
nadgarstka. Drżącą dłonią wyryłam długą, różową kreskę. Czułam ostry ból i
pieczenie, ale cieszyło mnie to jak nigdy w życiu. Zobacz co ze mną zrobiłeś,
sukinsynie. Nienawidziłam cię, a zarazem kochałam ponad życie. Gdybyś kazał
wskoczyć mi w ogień, zrobiłabym to. Gdybyś rozkazał mi strzelić sobie w głowę,
uczyniłabym to be z najmniejszego wahania. To więc czemu pragnęłam by twój
związek z Helen prysł jak bańka mydlana? Kierowała mną zwykła zazdrość. Pragnęłam
czegoś co jest nieosiągalne. Zakazany owoc smakuje najlepiej.
Raz się żyje. Chwyciłam mocniej
żyletkę i wyryłam sobie twoje imię na przedramieniu. Harry. Koślawe litery przypominały mi o mojej bezradności. Dlaczego
jestem taka słaba? Kiedyś obiecywałam sobie, że nigdy żaden chłopak nie wywoła
u mnie choćby łzy smutku. Przyrzekałam, że będę silna i nigdy się nie poddam. A
dziś? A dziś siedzę w łazience, igram ze śmiercią i kocham cię bezgranicznie.
Nagle usłyszałam wesołą
melodyjkę dobiegającą z mojego pokoju. Kolejny SMS prawdopodobnie od ciebie.
Lekko uchyliłam drzwi łazienki i poszłam zobaczyć wiadomość. Czemu nie odbierasz? Jeśli ty nie masz ochoty dobrowolnie ze mną rozmawiać to będziemy musieli załatwić
to inaczej. Spodziewaj się mnie za 5 minut. Harry, xo. O nie, nie,
nie.. To nie może być prawda. Akurat w tym momencie? Akurat wtedy, gdy na ręku
wyryte mam twoje imię, a łazienka jest cała we krwi?
Szybko wyciągnęłam z szafy stary
sweter z długimi rękawami. Musiałam czymś zakryć ślady zbrodni. Pobiegłam do
łazienki, złapałam klucz znajdujący się w zamku i zamknęłam drzwi. Otworzyłam
okno w moim pokoju i jak poprzednim razem wyrzuciłam klucz daleko w krzaki.
Nagle
usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Udałam się w ich kierunku i starałam się
opanować skołatane nerwy. Przeszłam przez duży salon i znalazłam się w
przedsionku. Przed ostatecznym chwyceniem za klamkę głęboko odetchnęłam, by
uspokoić strach. Przekręciłam gałkę i moim oczom ukazała się wysoka postać z
burzą loków na głowie. Przez wilgoć panującą na dworze były jeszcze bardziej
skręcone. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Mój stary, dobry Harry.
Podniosłeś na mnie swoje
przejęte oczy i nieśmiało uniosłeś kąciki ust ku górze. Miałam ochotę pogłaskać
cię po policzku, mocno przytulić i obiecać, że wszystko będzie dobrze. Ale nie
tym razem, nie mogę.
-Możemy
pogadać? – zapytałeś cicho.
-Chyba po
to przyszedłeś, prawda? – odpowiedziałam wpuszczając cię do środka.
Speszony pokiwałeś głową. W
milczeniu zdjąłeś buty i kurtkę. Przeszliśmy do salonu i usiedliśmy na
skórzanej kanapie. Przez dłuższą chwilę żadne z nas nie wiedziało co
powiedzieć.
-Harry… -
zaczęłam, ale szybko mi przerwałeś.
-Boże,
[T.I], wszystko jest takie popieprzone. Myślałem, że z Helen wreszcie jestem
szczęśliwy, ale kiedy … kiedy pocałowałaś mnie w restauracji moje życie
wywróciło się do góry nogami. Nie mogłem spokojnie jeść, spać i żyć, bo nie
potrafiłem przestać myśleć o tobie. Wiesz jak cholernie trudno było mi spojrzeć
mi w oczy mojej własnej dziewczyny? Rozmawiać z nią i udawać, że wszystko jest
w porządku. Ale to nie ważne i tak sprawa skończona. – chciałeś dodać coś
jeszcze, ale nie pozwoliłam ci.
-Co jak to
skończona? Rozstaliście się … przeze mnie?
-Tak
rozstaliśmy się, ale to nie twoja wina. Po prostu … po prostu nie było nam dane
spędzić razem życia.
-Ale
czemu?
-No bo …
bo, Helen widziała nasze zdjęcie. – wiedząc o co chcę się zapytać, dodałeś –
Tak, niestety, zdjęcie, na którym złączeni jesteśmy w pocałunku krąży już po
sieci.
Tylko nie to. Teraz każdy może
je zobaczyć. Nawet moi rodzice. A nie skończyło by się to dobrze.
-I są tam
też opisane… No wiesz… Wszystkie te sprawy.
-Cholera,
jakie sprawy?! – krzyknęłam przestraszona.
-No te wszystkie twoje próby samobójcze i
cięcie się. Masz to wszystko zapisane w aktach szpitala i szkoły. A
dziennikarze dotrą wszędzie. A twoi rodzice, chyba nie będą zachwyceni jeśli to
przeczytają, bo oni wiedzą tylko o twojej jednej próbie, prawda?
- Tak, cholera tak! – wybuchnę łam
wściekła i przerażona obrotem sytuacji. – Powiedzieli, że jeśli spróbuję
jeszcze raz to wyślą mnie do psychiatryka, rozumiesz to? Nie chcę tam trafić!
-Spokojnie,
uspokój się – podszedłeś do mnie i mocno przytuliłeś.
-Jak mogę
być spokojna, idioto! Zamknij się! – krzyczałam i mocno waliłam pięściami w
twoją klatkę piersiową, ale pomimo to nie rozluźniłeś uścisku.
-Ćśśś… -
wyszeptałeś mi w czubek głowy i zacząłeś powoli kołysać mnie w ramionach. Mam
wielkie szczęście, że posiadam osobę tak wspaniałą jak ty.
-Dziękuję
– powiedziałam przez łzy.
-Nie ma
sprawy, skarbie.
Powoli uniosłam głowę i
spojrzałam ci głęboko w oczy. Uśmiechnąłeś się i pogłaskałeś mnie po policzku.
Stanęłam na palce i złączyłam nasze usta w pocałunku. Na początku delikatnego,
lecz z czasem coraz namiętniejszego. Włożyłam zimne dłonie w twoje loki.
Natomiast ty mocniej docisnąłeś swoje rozgrzane ciało do mojego. Trwaliśmy tak
przez dłuższą chwilę, ale przerwał nam chrzęst klucza przekręcanego w zamku.
Szybko odskoczyliśmy od siebie.
Usłyszałam dźwięk otwieranych
drzwi i później ujrzałam mojego rozwścieczonego ojca. Ze złości był cały
czerwony na twarzy.
- Coś ty sobie
myślała?! – krzyknął- Obściskujesz się z gwiazdorem w jakiejś najdroższej
restauracji! Wasze zdjęci są już w Internecie i dosłownie każdy może je
zobaczyć! Dosłownie każdy, rozumiesz? Nie wystarczają ci chłopcy w twoim wieku,
co? Jasne, musisz spróbować czegoś nowego i świeżego! Bardziej doświadczonego! I
jeszcze te twoje próby samobójcze i cięcie się! Wiesz jak takie plotki mogą to
zaszkodzić mojej firmie? Nie, nawet ci prze myśl nie przeszło, jakie mogą być
skutki tej sytuacji. Pamiętasz jaki był
warunek? Jeszcze
jeden taki numer i wylądujesz w psychiatryku.
-Jak pan
tak może?! Jest pan kompletnym egoistą! Naprawdę
ważniejsze dla pana są akcje w firmie, czy życie własnej córki?! – wybuchnąłeś złością.
-Kim ty
jesteś gówniarzu, że się do mnie tak odnosisz?! Wynoś się z mojego domu!
- Nie
odzywaj się tak do niego! – wtrąciłam się. – On bardziej opiekował i troszczył
się o mnie niż ty z mamą razem wzięci!
Na moje słowa, ojciec podszedł
do mnie, mocno złapał mnie za rękę i zaczął siłą wyprowadzać z domu. Szybko podbiegłeś do mnie i bezskutecznie
próbowałeś uratować mnie z uścisku. Tata na chwilę mnie puścił i uderzył cię w
twarz. Zatoczyłeś się do tyłu i prawie upadłeś. Krzyknęłam i podbiegłam do
ciebie.
-Dość
[T.I]. Wychodzimy. I ty dobrze wiesz gdzie. – oznajmił ojciec, chwycił mnie za
rękę i wyprowadził z domu.
Wyobraziłam sobie sterty
kolorowych leków, szalonych doktorów i ciemne klatki. Nie był to przyjemny
widok.
Cały czas za nami biegłeś
próbując powstrzymać mojego ojca, lecz bezskutecznie. Gdy wchodziłam do
czarnego samochodu odwróciłam się do ciebie i spojrzałam ci w oczy.
-To
wszystko przeze mnie – wyszeptałeś.
Drzwi auta zamknęły się i uśmiechnęłam
się przez łzy do ciebie po raz ostatni.
I piszę do ciebie ten list, bo Olivia – moja terapełtka
- powiedziała, że będzie lepiej jeśli wyleję swoje myśli na papier. Moje
wszystkie kręcą się wokół ciebie, więc o czym innym mogłam napisać? Olivia wiele
razy chciała przeczytać to co tu umieszczam, ale nigdy jej na to nie pozwolę.
Czemu? To tylko nasza sprawa i nikt nie może się o tym dowiedzieć. Chciałam byś
miał jakąkolwiek pamiątkę po tej dziwaczce, która siedzi teraz w zakładzie
psychiatrycznym i umiera z miłości do ciebie. Dosłownie. Do zobaczenia za jakiś
czas w lepszym świecie. Będę tam na ciebie czekać. Wkrótce.
Kocham
cię, [T.I]
RECKLESS
RECKLESS
Subskrybuj:
Posty (Atom)

