____________________________________________________________________________________
Biegłam ile sił w nogach przemierzając szkolny korytarz. Było już kilkanaście minut po dzwonku, a po sali od angielskiego nadal nie było ani śladu. Przeskakując co drugi stopień na schodach, udałam się na drugie piętro, gdzie mieściły się pracownie humanistyczne. Mijając kolejne klasy, starałam się nie zwalniać kroku. Mimo braku tchu, dalej biegłam przed siebie. Miałam opinię wzorowej, punktualnej uczennicy i nie chciałam zmarnować tego przez własną głupotę. Wczoraj bateria w moim telefonie była na skraju wytrzymałości, a ja mimo to zamiast podładować ją, odłożyłam telefon na biurko kładąc się spać. W nocy musiał rozładować się zupełnie przez co rano nie zadzwonił mój budzik. Pech chciał, że zdarzyło się to akurat w poniedziałek, gdy na pierwszej lekcji miałam angielski z profesorem Fosterem. Był on jednym z najlepszych, ale zarazem najbardziej wymagających nauczycieli w szkole. Był również surowy i nie tolerował lenistwa i spóźnialstwa. Mimo, że z jego przedmiotem radziłam sobie naprawdę nieźle, a niektórzy sądzili iż jestem jego ulubioną uczennicą wiedziałam, że półgodzinnego spóźnienia na lekcję nie podarowałby nawet mi.

Zatrzymałam się przed salą do angielskiego biorąc kilka głębokich wdechów. Przeczesałam rozwiane włosy palcami, po czym drżącymi dłońmi, niepewnie zapukałam do drzwi.
-Dzień dobry. Przepraszam za spóźnienie. - Powiedziałam nieśmiało wchodząc do klasy.
-Dzień dobry. Nic się nie stało, każdemu się zdarza. - Odparł młody mężczyzna w ciemnych kręconych włosach, obdarzając mnie zniewalającym uśmiechem oprawionym w urocze dołeczki w obu jego policzkach. Przyglądałam mu się przez chwilę dokładnie studiując każdy centymetr jego idealnego ciała. Był naprawdę wysoki, a ciemne dopasowane spodnie idealnie uwydatniały jego zgrabne nogi. Tors okryty przez bawełnianą, białą koszulkę i czarną marynarkę wyglądał na nieprzesadnie umięśniony. Stroju dopełniały białe, znoszone Conversy. Gdy przyjrzałam się uważnie, dostrzegłam spory tatuaż dwóch jaskółek na jego piersi, niezupełnie zakryty przez koszulkę.
-Jak masz na imię? - Spytał głębokim głosem, sprowadzając mnie na ziemię.
-[T.I]. - Odparłam machinalnie, zdając sobie sprawę z tego, że chyba przyglądałam się mu trochę zbyt długo.
-Sądzę, że powinnaś zająć miejsce w ławce, [T.I]. - Powiedział, a sposób w jaki wymówił moje imię, sprawił iż po całym ciele przeszedł mnie przyjemny dreszcz.
Na drżących nogach udałam się w głąb klasy. Zajęłam miejsce w trzeciej ławce u boku mojej przyjaciółki Ellie. Przywitałam się z blondynką skinieniem głowy i bez słowa zaczęłam wypakowywać książki. Przystojny brunet stojący pod tablicą opowiadał coś o lekturze, którą omawiać mieliśmy w tym tygodniu, jednak w ogóle nie mogłam skupić się na jego słowach. Całą moją uwagę pochłaniały jego piękne, zielone tęczówki.
-Kto to jest? - Spytałam przyjaciółkę.
-Nazywa się Harry Styles. Jest nowym nauczycielem angielskiego. - Wyszeptała mi w odpowiedzi Ellie.
-A co się stało z profesorem Fosterem? - Zdziwiłam się.
-Zaczął wykładać na jakimś uniwersytecie. Najwidoczniej praca w liceum nie sprawiała mu satysfakcji. - Blondynka wzruszyła ramionami.
-Czyli do końca roku będzie uczył nas Styles? - Chciałam się upewnić.
-Na to wygląda. - Odparła dziewczyna, co wywołało promienny uśmiech na mojej twarzy.
Moje spóźnienie musiało być naprawdę efektowne, gdyż po zaledwie kilku minutach rozbrzmiał dzwonek rozpoczynający przerwę. Uczniowie mojej klasy spakowali książki, po czym kolejno zaczęli opuszczać klasę. Ellie wyszła przede mną, tłumacząc iż ma do załatwienia jakąś sprawę w czytelni. Wrzuciłam swoje książki do torby, po czym udałam się do wyjścia. W klasie zostaliśmy już tylko ja i pan Styles. Mężczyzna siedział za biurkiem, ze skupieniem wpisując coś do dziennika. Już naciskałam klamkę i miałam wyjść z klasy, gdy nagle usłyszałam jego głęboki głos.
-Mógłbym zająć ci kilka minut przerwy, [T.I]? - Spytał spoglądając na mnie sponad dziennika.
-Oczywiście. - Odparłam, podchodząc bliżej niego. Brunet podniósł się z krzesła, biodrem opierając się o kant biurka.
-Zacznijmy od tego, że nazywam się Harry Styles i będę waszym nowym nauczycielem języka angielskiego. - Mówił, krzyżując ręce na piersi. Dekolt jego koszulki przemieścił się odrobinę, dając mi lepszy widok na jego imponujący tatuaż. Zastanawiałam się jak dużo jeszcze ich ma.
-Tak, wiem. - Powiedziałam po chwili.
-To świetnie. - Rzucił posyłając mi ten sam zniewalający uśmiech. - Zanim przyszłaś, mówiłem reszcie klasy o swoich wymaganiach względem uczniów. Jedyne czego od ciebie oczekuję to minimum zaangażowania i obecność na lekcjach. Chociaż trochę punktualności również by nie zaszkodziło. - Zaśmiał się.
-Dzisiejsze spóźnienie naprawdę było jednorazowe. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. - Zaczęłam się tłumaczyć.
-Powiedzmy, że ci wierzę. - Uśmiechnął się zadziornie, tym samym sprawiając iż zmiękły mi kolana. - Jest jeszcze jedna sprawa. Gdybyś nie radziła sobie z materiałem, zapraszam na dodatkowe zajęcia w czwartki i piątki na ósmej godzinie lekcyjnej. - Oznajmił obdarzając mnie przelotnym spojrzeniem swoich pięknych, zielonych tęczówek. - To chyba już wszystko. Nie będę cię dłużej zatrzymywał. - Dodał z powrotem siadając za biurkiem.
-Do widzenia. - Wycedziłam drżącym głosem, gdyż nic innego nie udało mi się wydusić. Pan Styles działam na mnie w sposób, którego nie potrafiłam nazwać.
-Do jutra, [T.I]. - Pożegnał się miękkim głosem, po czym opuściłam salę.
Wtorkowy poranek dłużył mi się niemiłosiernie. Z niecierpliwością czekałam na szóstą lekcję, którą był angielski. Nie mogłam doczekać się, aż znów zobaczę pana Stylesa. Gdy w końcu nadeszła wyczekiwana przeze mnie godzina, równo z dzwonkiem, jako pierwsza pojawiłam się w klasie. Inaczej niż zwykle, zajęłam miejsce w pierwszej ławce, zaraz przy biurku nauczyciela. Normalnie, nigdy bym tam nie usiadła, jednak sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, gdy tym nauczycielem był pan Styles.
-Dzień dobry. - Przywitałam się pogodnym tonem.
-Dzień dobry, [T.I]. Jesteś jako pierwsza? Cóż za niespodzianka. - Rzucił rozglądając się po pustej jeszcze sali.
-Na co dzień jestem bardzo punktualna. - Powiedziałam, co w gruncie rzeczy było prawdą.
-To się okaże. - Odparł z zadziornym uśmiechem na ustach.
Do sali poczęli wchodzić uczniowie. Nigdzie jednak dostrzec nie mogłam mojej przyjaciółki Ellie. Dopiero po chwili przypomniało mi się iż zwolniła się ona dwie godziny wcześniej z powodu wizyty u lekarza. Gdy sala wypełniona już była po brzegi pan Styles, podszedł do tablicy i odwracając się do klasy plecami zaczął zapisywać na niej temat lekcji. W tym samym czasie, wypakowałam książki z torby i otworzyłam zeszyt z zamiarem przepisania tematu. Szybko jednak mój wzrok przeniósł się z pochyłego, mało czytelnego pisma, na twarz przystojnego bruneta stojącego pod tablicą. Nie sądziłam, aby mogło być to możliwe, ale wyglądał jeszcze lepiej niż wczoraj. Ciemne, kręcone włosy zaczesane miał do tyłu. Czarne, przetarte rurki, świetnie współgrały z czarną, spraną koszulką z logiem The Rolling Stones. Ramiona okryte miał czerwoną koszulą w kratkę, pasującą do jego czerwonych Conversów. Nigdy wcześniej nie widziałam, aby jakiś nauczyciel ubierał się w ten sposób. Na pierwszy rzut oka pomylić go można było z uczniem. Szczerze mówiąc pewna byłam iż jest zaledwie kilka lat starszy ode mnie. Nie wiem jak w tak młodym wieku udało mu się zdobyć tę pracę, ale był naprawdę dobry w tym co robił. Na każdy temat wypowiadał się z pasją, jednocześnie odwołując się do faktów i rzeczy ważnych. Nawet mimo jego rozpraszającego wyglądu, chłonęłam każde jego słowo niczym gąbka.
W pewnym momencie swego wykładu, pan Styles zatrzymał się przy mojej ławce, cały czas nie przestając mówić. Nie obdarzył mnie nawet przelotnym spojrzeniem, lecz ja byłam zapatrzona w niego niczym w obrazem. W pewnej chwili mężczyzna, odsunął wolne krzesło stojące obok mnie i usiadł na mojej ławce, stawiając na nim stopy. Trochę mnie zaskoczył, jednak nie miałam nic przeciwko temu. Miałam okazję, by dokładniej się mu przyjrzeć. Studiując każdy detal jego twarzy, doszłam do wniosku iż jest ona wręcz idealna. Maślanymi oczyma obserwowałam jak oblizywał swoje wiśniowe wargi, między kolejnymi słowami.
-Prawda, [T.I]? - Spojrzał na mnie pytająco.
-Tak... - Odpowiedziałam po chwili namysłu, nie mając pojęcia jak właściwie brzmiało pytanie.
-Na dzisiaj to by było tyle, możecie się spakować. - Zwrócił się do klasy. - A co do ciebie, [T.I], następnym razem staraj się słuchać. Na angielski przychodzisz, żeby czegoś się dowiedzieć, a nie patrzeć na mnie całą lekcję. - Rzucił z zadziornym uśmiechem, tak abym tylko ja mogła usłyszeć.
-Przepraszam. - Wycedziłam, czując jak moje policzki zalewają się rumieńcem. Jeśli miałam zamiar gapić się na pana Stylesa również na następnych zajęciach, musiałam robić to bardziej dyskretnie.
Gdy rozbrzmiał dzwonek kończący lekcję, uczniowie poczęli wysypywać się z klasy, jak zwykle zostawiając mnie na końcu. Zanim zamknęłam za sobą drzwi sali, zobaczyłam jak pan Styles zdejmuje z siebie koszulę. Szybkim ruchem ściągnął ją z ramion odsłaniając spory tatuaż statku na lewym ramieniu. Byłam naprawdę pod wrażeniem. Tatuaż ten oprawiony był przez kilka mniejszych. Razem tworzyły zgraną całość, nadając jej charakter. Tatuaże pana Stylesa bardzo mi imponowały. Zawsze podobały mi się u chłopaków, lecz nikt z moich znajomych nie mógł wykonać sobie żadnego przed osiągnięciem pełnoletności. Stałam w progu sali, przyglądając się panu Stylesowi błyszczącymi oczyma.
-Coś się stało? - Spytał zdezorientowany, dostrzegając moją obecność.
-Ja... Bo ten, no... Ja... - Zaczęłam jąkać się, nie mogąc wydusić ani słowa. - Fajny tatuaż. - Wycedziłam w końcu, po czym wymierzyłam sobie mentalny policzek. Serio, [T.I]? Nie mogłaś wymyślić nic gorszego?
-Dziękuję. - Odparł posyłając mi śnieżnobiały uśmiech, oprawiony w przeurocze dołeczki w policzkach. - Ale nie rozpowiadaj w szkole, że go mam. Dyrekcja poprosiła mnie, abym zakrywał tatuaże, gdy jestem w pracy. Mam dawać dobry przykład młodzieży. - Wytłumaczył.
-Jasne, nikomu nie powiem. - Obiecałam, na co pan Styles tylko skinął głową.
-Nie musisz iść na następną lekcję? - Spytał po chwili.
-Właściwie to tak. - Odparłam, zgodnie z prawdą.
-W takim razie, do jutra [T.I]. - Pożegnał się.
-Do widzenia, panie Styles. - Rzuciłam i już miałam wyjść, gdy powstrzymał mnie jego głęboki głos.
-Proszę, mów mi Harry. - Powiedział posyłając mi ten zadziorny uśmiech, który tak sobie upodobał.
-Więc do zobaczenia jutro, Harry. - Odparłam miękkim głosem, opuszczając salę. Jeszcze przez chwilę stałam pod klasą oddychając głęboko i starając się opanować bicie serce. Pan Styles... to znaczy Harry chciał, żebym mówiła do niego po imieniu? Niech ktoś mnie uszczypnie, bo ja chyba śnię. Albo nie, jeśli to tylko piękny sen, to ja nie chcę się z niego budzić.
LOLA




