Imagin z dedykacją dla Lady Jocker xx
____________________________________________________________________________________
-Zimno mi. - Wyszeptałam łamiącym się głosem.Niall nic nie mówiąc, uścisnął mnie mocniej. Wtuliłam się w jego bluzę z nadzieją, że zrobi mi się chociaż trochę cieplej.
-Lepiej? - Spytał równie cicho.
-Tak... - Wymamrotałam.
-Nie kłam. Czuję jak drżysz. - Poruszył się niespokojnie.
-Może trochę... - Odparłam, po czym zapanowało między nami milczenie.
-Przepraszam. - Powiedział po chwili Niall, przerywając ciszę.
-Za co? - Zdziwiłam się, unosząc głowę z jego klatki piersiowej, aby na niego spojrzeć.
-To moja wina. - Mówił blondyn z oczami pełnymi łez.
-Niall, o czym ty mówisz? - Spytałam zmartwioną, nie spuszczając z niego wzroku.
-To przeze mnie musisz spać na tym jebanym dworcu. - Odparł z pełnym bólu wyrazem twarzy, a słone łzy zaczęły spływać po jego bladych policzkach.
-Wcale, nie, to... - Zaczęłam.
-Nie, [T.I] nie próbuj zaprzeczać. To wszystko moja wina. - Przerwał mi, unikając mojego wzroku.
-Niall, popatrz na mnie. - Powiedziałam stanowczo.
Chłopak obdarzył mnie smutnym spojrzeniem.
-To ja dokonałam wyboru. Nie jesteś niczemu winien. - Przekonywałam blondyna. Widziałam jednak, że bezskutecznie.
-Gdyby nie ja, spałabyś na wygodnym łóżku, opatulona jedwabną pościelą, a rano obudziłby cię zapach pysznego śniadania przygotowanego przez twoją mamę. - Nie dawał za wygraną.
-Myślisz, że właśnie tego bym chciała? - Warknęłam. - To nie jest mi potrzebne do szczęścia. Natomiast ty tak. Wybrałam ciebie. Dlaczego cię to nie cieszy?
-Hej, nawet tak nie mów. - Powiedział blondyn ujmując moją twarz w dłonie. Kciukiem otarł łzy, które sama nie wiem kiedy zaszkliły moje oczy i zaczęły spływać po policzkach. - Dzięki tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nadajesz mojemu życiu sens. Dobrze wiesz, że nie poradziłbym sobie bez ciebie i nie ma słów, którymi mógłbym wyrazić jak bardzo cię kocham. Ale czy... - Przerwał w pół zdania. - Nie żałujesz czasem swojej decyzji?
-Absolutnie nie. - Odparłam natychmiast.
-Jesteś pewna? Bo ja ostatnio coraz częściej zaczynam myśleć, że twój tata jednak miał rację. - Zwierzył się Niall, po czym odwracając głowę utkwił wzrok gdzieś w oddali.
-W jakiej kwestii? - Spytałam niepewna.
-No, kiedy powiedział, że... - Głos mu się załamał, a nowe łzy błyszczały w jego oczach. - Kiedy powiedział, że jestem nic niewartym śmieciem, który tak jak jego rodzice niczego w życiu nie osiągnie i nie będzie w stanie zapewnić jego córce przyszłości. - Wymamrotał ledwo, po czym z jego ust wydał się cichy szloch.
-Nie, Niall, proszę cię, nie mów tak, proszę. Przestań. - Prosiłam szlochając razem z nim.
-Ale to szczera prawda. Powinnaś była zerwać ze mną już wtedy, gdy tata kazał wybierać ci między mną, a rodziną. - Wybełkotał. Ledwo mogłam go zrozumieć.
-Zamknij się! - Krzyknęłam rozhisteryzowana.
-Co? - Niall spojrzał na mnie wielkimi, nadal mokrymi od łez oczami.
-Powiedziałam, zamknij ten jebany dziób! - Uniosłam się.
-[T.I]... - Zaczął.
-Nie przerywaj mi teraz! Słuchaj co mam ci do powiedzenia! - Powiedziałam stanowczo, a blondyn nadal patrzył na mnie przerażony. - Oni nie powinni byli kazać mi wybierać między tobą, a nimi. To było niesprawiedliwe, że nie chcieli, żebyśmy byli razem, tylko i wyłącznie dlatego, że nie miałeś zbyt dobrej sytuacji finansowej. Nie rozumieli, że nie jest to dla mnie ważne. Nie rozumieli jak bardzo cię kocham. I nawet jeśli będziemy spać na tym jebanym dworcu i głodować już do końca życia i tak będę szczęśliwa, bo jestem z tobą. - Dokończyłam, cały czas patrząc mu w oczy.
-Kocham cię. - Wyszeptał, po czym objął mnie tak, jakby nigdy nie miał zamiaru wypuścić mnie ze swych ramion.
-Ja ciebie też. - Odparłam cicho odwzajemniając uścisk.
Obudziłam się wtulona w Nialla z głową na jego klatce piersiowej. Na moich ramionach spoczywała jego bluza. Najwidoczniej musiał przykryć mnie nią w nocy. Zapewne wiąże się to również z tym, że sam zmarzł jak cholera.
-Śpisz? - Z zamyślenia wyrwał mnie zaspany głos blondyna.
-Już nie. - Odparłam ziewając.
-Jesteś głodna? - Spytał, gładząc mój policzek dłonią.
-Nie... - Skłamałam, dobrze wiedząc, że nie mamy już pieniędzy. Niestety wydało mnie bardzo głośne burczenie brzucha.
-Czyżby? - Uniósł jedną brew.
-No dobra, zjadłabym konia z kopytami i jestem pewna, że ty najchętniej dwa. - Niall zaśmiał się rozbawiony. - Ale wiesz, że nigdzie nie nakarmią nas za darmo, a wczoraj wydaliśmy ostatnie drobne...
-No wiem, myślałem o tym i chyba mam plan. - Wycedził nagle.
-Jaki? - Zdziwiłam się.
-Dowiesz się w swoim czasie. - Odparł tajemniczo.
~*~
-Sklep? To jest ten twój plan? - Uniosłam brew, patrząc na chłopaka.
-Nie do końca. - Rzucił, wyraźnie starając się uniknąć odpowiedzi. - Chodź do środka. - Powiedział popychając szklane drzwi z żółtą tabliczką z napisem "OTWARTE".
Omiotłam wnętrze sklepu krytycznym spojrzeniem. Był to niewielki, prosty budynek. Cztery ściany pokryte odpadającą już białą farbą, odbijającą stanowczo za jasne światło padające z dwóch lamp. Na środku pomieszczenie ustawionych było kilka, ledwie trzymających się półek z produktami różnego rodzaju. Pod oknem, miejsce zagrzała mała lada z kasą, przy której stał, bardzo sympatycznie wyglądający starszy pan.
-Spytaj go czy widział wczoraj mecz. - Powiedział Niall, gdy dostrzegł, że przyglądam się sprzedawcy.
-Co? - Zdziwiłam się.
-Spytaj go czy widział wczoraj mecz. - Powtórzył blondyn, jakby nigdy nic.
-Słyszałam za pierwszym razem. Ale po co?
-Po prostu go zapytaj.
-Dobra. Ale skąd wiesz, że wczoraj był w ogóle jakiś mecz?
-Oj tam, zawsze jest jakiś mecz. - Machnął lekceważąco ręką. - No, na co czekasz? - Ponaglił mnie.
-Już idę, spokojnie. - Podniosłam ręce w geście kapitulacji.
-Ja w tym czasie rozejrzę się po sklepie. - Powiedział znikając między półkami.
Niepewnym krokiem podeszłam do lady z uprzejmym uśmiechem.
-Dzień dobry. - Przywitałam się ze staruszkiem.
-Dobry, dobry. W czym mogę pomóc? - Odwzajemnił uśmiech.
-Chciałam spytać, czy... Chciałam spytać, czy widział pan może wczoraj mecz? - Wycedziłam, starając się nie myśleć o tym jak niedorzecznie musiałam w tej chwili brzmieć.
-Tak sie składa, że widziałem. - Odparł sprzedawca, po czym zaczął zdawać mi relację z całego meczu. Nie mając pojęcia o piłce nożnej, ograniczyłam swoje odpowiedzi jedynie do przytaknięć i kiwnięć głową.
Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie od tyłu, oplatając ramiona wokół mojej talii. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć kto to.
-Czyli przegapiłem naprawdę świetny mecz? - Zagadał Niall do sprzedawcy.
-Oj tak, młody chłopcze. Koniecznie nadrób zaległości. Kupujecie coś? - Spytał staruszek uprzejmie.
-Niestety nie, ale na pewno jeszcze wpadniemy. Do widzenia! - Rzucił na odchodnym, prowadząc mnie do wyjścia.
-Co to miało być? - Spytałam zdezorientowana, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz.
-Wszystko poszło zgodnie z planem. - Blondyn obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Powiesz mi wreszcie na czym on polegał? - Warknęłam zniecierpliwiona. - Dziwnie się dziś zachowujesz.
-Kiedy jestem głodny nie jestem sobą. Na szczęście już niedługo. - Powiedział rozpinając bluzę. Wyjął spod niej butelkę wody i kilka bułek.
-Niall, skąd ty to masz? - Spytałam przerażona.
-Wziąłem ze sklepu. - Odparł wzruszając ramionami.
-Ukradłeś to? Upadłeś na głowę?! - Uniosłam się.
-Daj spokój, [T.I]. To tylko woda i kilka bułek. To nie jest warte więcej niż pare funtów. - Bronił się blondyn.
-Nie, Niall. Kradzież to kradzież. Zaczniesz od bułek, skończysz na samochodach. A co jeśli nas złapią? Nie poradzę sobie w więzieniu. A co jeśli... - Zaczęłam histeryzować.
-Hej, hej, spokojnie. - Przerwał mi.
-Jak mam być spokojna?! Mój chłopak jest złodziejem! Boże, mój tata miał rację. - Wymamrotałam, zakrywając twarz dłońmi.
Dopiero po chwili dotarło do mnie co właściwie powiedziałam. Nie mogłam uwierzyć, że wyszło to z moich ust. Chłopak stał jak wmurowany, wpatrując się we mnie oczami przepełnionymi jedynie bólem.
-Niall, ja nie chciałam... - Powiedziałam delikatnie, przepraszającym tonem. Ujęłam dłoń chłopaka, obawiając się, że mnie odtrąci.
-Masz rację. Przepraszam. - Wymamrotał chłopak spuszczając głowę.
-Obiecaj mi, że więcej tego nie zrobisz. - Poprosiłam.
-Obiecuję. - Odparł patrząc mi w oczy.
*miesiąc później
-Niall? - Zawołałam blondyna zaspanym głosem.
Odpowiedziała mi cisza.
-Niall? - Powtórzyłam, podnosząc się z ziemi.
Rozejrzałam się wokół dworca, który znałam już bardzo dobrze. W sumie mogłam powiedzień, że był dla mnie jak dom. Nigdzie jednak nie dostrzegłam Nialla. Nagle poczułam przeszywający niepokój. Było już ciemno, a ja siedziałam zupełnie sama na miejskim dworcu, a co najgorsze nie miałam pojęcia gdzie był Niall.
Przez pół godziny miałam nadzieję, że chłopak zaraz wróci, ale gdy się tak nie stało zaczęłam się poważnie martwić.
Nagle poczułam wibracje w kieszeni spodni. Wyjęłam z niej wspólną komórkę moją i Nialla, z której nie korzystaliśmy zbyt często, gdyż od dłuższego czasu nie mieliśmy czym pokryć kosztów doładowań. Na ekranie widniał nieznany mi numer.
-Halo? - Spytałam niepewnie, odbierając połączenie.
-[T.I], to ja Niall. - Usłyszałam zestresowany głos blondyna.
-Gdzie ty się podziewasz? Co to za numer? Co się dzieje? - Dopytywałam się zmartwiona.
-Mam kłopoty. - Odparł, a ja nawet przez telefon wyczuć mogłam jego przerażenie.
-Jakie? - Spytałam denerwując się coraz bardziej.
-Aresztowali mnie. - Wyrzucił z siebie w końcu, biorąc głęboki wdech.
-Jak to? - Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
-Przyjedziesz po mnie? - Spytał cicho.
-Tak, oczywiście. Tylko powiedz mi co się stało. - Przez drżenie rąk ledwie mogłam utrzymać telefon.
-Opowiem ci wszystko na miejscu. Muszę już kończyć. - Oświadczył smutno.
-Dobrze, wsiadam w pierwszy autobus. - Zapewniłam.
-Kocham cię. - Powiedział po chwili ciszy.
-Ja ciebie też. - Odparłam, po czym połączenie zostało przerwane.
Schowałam telefon do kieszeni jeansów i biegiem ruszyłam w stronę przystanku. Według rozkładu pierwszy autobus jaki mógł dowieźć mnie na posterunek policji, powinien był zjawić się za trzy minuty. Było to najdłuższe sto osiemdziesiąt sekund w moim życiu.
Autobus nie zdążył jeszcze dobrze zaparkować, a ja już siedziałam w środku, modląc się, by nie było kontroli biletów. Nie miałam na to ani czasu, ani pieniędzy, by zapłacić ewentualny mandat. Bo oczywiście jechałam na gapę.
Wysiadłam na przystanku przy samym posterunku. Wyskoczyłam z autobusu, biegnąc do drzwi. Wpadłam przez nie, zwracając na siebie uwagę wszytskich osób w pomieszczeniu. Jakby nigdy nic, zwolniłam kroku i podeszłam do kobiety siedzącej za okazałym biurkiem, pokrtym stertami papierów.
-Przepraszam?
-W czym mogę pomóc? - Spytała zdziwiona.
-Mój chłopak do mnie dzwonił. Został aresztowany. Mogłabym się z nim zobaczyć? - Powiedziałam niepewnie.
-Przykro mi, tylko rodzina. - Odparła oschle.
-Ale on nie ma nikogo oprócz mnie... - Starałam się ją przekonać.
-A rodzice? - Spytała podejrzliwie.
-Ojca nie zna, a matka wyjechała za granicę, bo tu nie mogła znaleźć pracy. - Przyznałam zgodnie z prawdą. Domyśliłam się, że Niall raczej nikomu się tym tu nie chwalił. Nie lubił poruszać tematu swojej rodziny. Miał za złe ojcu, że nigdy nie próbował się z nim skontaktować, a matce, za to, że wyjechała zostawiając go samemu sobie.
-W takim razie... Jak nazywa się twój chłopak? - Spytała już z łagodniejszym tonem.
-Niall Horan. - Odparłam.
-Andy! - Zawołała, po czym podszedł do nas wysoki brunet w mundurze. - To jest dziewczyna Nialla Horana. Zaprowadź ją do niego. - Andy kiwnął głową i dał mi znak, abym szła za nim.
Minęliśmy kilka pustych cel, aż w końcu zauważyłam Nialla siedzącego w jednej z nich. Serce krajało mi się na widok mojego chłopaka zamkniętego za żelaznymi kratami. Andy wyjął plik kluczy, po czym otworzył celę wpuszczając mnie do środka.
-[T.I], dobrze, że jesteś. - Powiedział Niall mocno mnie obejmując.
-Wszystko w porządku? - Spytałam nie rozluźniając uścisku.
-Teraz już tak. - Odparł całując mnie w czoło.
-Co się stało? Dlaczego tu jesteś? - Nadal nie wiedziałam co się dzieję i czy powinnam martwić się jeszcze bardziej niż teraz.
-Przyłapali mnie na kradzieży. - Wymamrotał cicho, tak, że ledwie mogłam go zrozumieć.
-Co? - Odepchnęłam go zdenerwowana. - Przecież obiecałeś. - Warknęłam.
-Ale, [T.I], to nie tak... - Zaczął blondyn.
-A niby jak? Zawiodłeś mnie Niall. - Powiedziałam przeczesując włosy palcami.
-Chciałem ukraść pierścionek. - Wycedził nagle, odwracając wzrok.
-A po jaką cholerę ci pierścionek?! - Zdziwiłam się.
-Chciałem ci się oświadczyć. - Powiedział zmniejszając dystans między nami, tak, że teraz dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.
-Naprawdę? - Spytałam, a moje oczy zaszkliły się łzami.
-Tak. Wiem, że jesteśmy młodzi, ale kocham cię bardziej niż jestem w stanie wyrazić to w jakikolwiek sposób. A co najważniejsze jesteś ze mną na dobre i na złe, mimo, że na razie jest tylko coraz gorzej. Ale proszę cię, nie zostawiaj mnie. Obiecuję, że będzie lepiej. - Wyznał gładząc mój policzek, dłonią.
-Nigdy cię nie zostawię. Wiesz, że przyjęłabym twoje oświadczyny bez pierścionka, prawda? Nie musiałeś dla mnie kraść. Teraz będziesz miał przez to kłopoty. - Powiedziałam zmartwiona.
-Przeprosiłem właściciela sklepu i zobowiązałem się odpracować wszystkie szkody, więc postanowił nie wnosić sprawy do sądu. Rano mnie stąd wypuszczą. - Oznajmił Niall z czułym uśmiechem.
-Nie słyszałeś, że przed chwilą powiedziałam, że przyjęłabym twoje oświadczyny? - Spytałam wymownie.
-Przykro mi, ale nie tak ma to wyglądać. Zabiorę cię w jakieś niesamowite miejsce i sprawię, że zapamiętasz ten dzień do końca życia. A co najważniejsze, kupię ci najpiękniejszy pierścionek na całym świecie. Kiedyś nadejdzie ten dzień, w którym wszystko już będzie dobrze i wtedy oświadczę ci się tak, jak na to zasługujesz, obiecuję.
-Żeby wszystko było dobrze wystarczy, żebyśmy byli razem. - Powiedziałam, po czym wpiłam się w jego usta. - Niczego więcej mi nie trzeba.
LOLA




