sobota, 13 kwietnia 2013

# 83. Niall.

To, że dodałyśmy tego imagina nie oznacza, że postanowiłyśmy dalej pisać, nie podjęłyśmy jeszcze decyzji w tej sprawie. Ale mamy w zanadrzu kilka imaginów i szkoda by było, żeby się zmarnowały.
Imagin z dedykacją dla Lady Jocker  xx
____________________________________________________________________________________


-Zimno mi. - Wyszeptałam łamiącym się głosem.
Niall nic nie mówiąc, uścisnął mnie mocniej. Wtuliłam się w jego bluzę z nadzieją, że zrobi mi się chociaż trochę cieplej.
-Lepiej? - Spytał równie cicho.
-Tak... - Wymamrotałam.
-Nie kłam. Czuję jak drżysz. - Poruszył się niespokojnie.
-Może trochę... - Odparłam, po czym zapanowało między nami milczenie.
-Przepraszam. - Powiedział po chwili Niall, przerywając ciszę.
-Za co? - Zdziwiłam się, unosząc głowę z jego klatki piersiowej, aby na niego spojrzeć.
-To moja wina. - Mówił blondyn z oczami pełnymi łez.
-Niall, o czym ty mówisz? - Spytałam zmartwioną, nie spuszczając z niego wzroku.
-To przeze mnie musisz spać na tym jebanym dworcu. - Odparł z pełnym bólu wyrazem twarzy, a słone łzy zaczęły spływać po jego bladych policzkach.
-Wcale, nie, to... - Zaczęłam.
-Nie, [T.I] nie próbuj zaprzeczać. To wszystko moja wina. - Przerwał mi, unikając mojego wzroku.
-Niall, popatrz na mnie. - Powiedziałam stanowczo.
Chłopak obdarzył mnie smutnym spojrzeniem.
-To ja dokonałam wyboru. Nie jesteś niczemu winien. - Przekonywałam blondyna. Widziałam jednak, że bezskutecznie.
-Gdyby nie ja, spałabyś na wygodnym łóżku, opatulona jedwabną pościelą, a rano obudziłby cię zapach pysznego śniadania przygotowanego przez twoją mamę. - Nie dawał za wygraną.
-Myślisz, że właśnie tego bym chciała? - Warknęłam. - To nie jest mi potrzebne do szczęścia. Natomiast ty tak. Wybrałam ciebie. Dlaczego cię to nie cieszy?
-Hej, nawet tak nie mów. - Powiedział blondyn ujmując moją twarz w dłonie. Kciukiem otarł łzy, które sama nie wiem kiedy zaszkliły moje oczy i zaczęły spływać po policzkach. - Dzięki tobie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nadajesz mojemu życiu sens. Dobrze wiesz, że nie poradziłbym sobie bez ciebie i nie ma słów, którymi mógłbym wyrazić jak bardzo cię kocham. Ale czy... - Przerwał w pół zdania. - Nie żałujesz czasem swojej decyzji?
-Absolutnie nie. - Odparłam natychmiast.
-Jesteś pewna? Bo ja ostatnio coraz częściej zaczynam myśleć, że twój tata jednak miał rację. -  Zwierzył się Niall, po czym odwracając głowę utkwił wzrok gdzieś w oddali.
-W jakiej kwestii? - Spytałam niepewna.
-No, kiedy powiedział, że... - Głos mu się załamał, a nowe łzy błyszczały w jego oczach. - Kiedy powiedział, że jestem nic niewartym śmieciem, który tak jak jego rodzice niczego w życiu nie osiągnie i nie będzie w stanie zapewnić jego córce przyszłości. - Wymamrotał ledwo, po czym z jego ust wydał się cichy szloch.
-Nie, Niall, proszę cię, nie mów tak, proszę. Przestań. - Prosiłam szlochając razem z nim.
-Ale to szczera prawda. Powinnaś była zerwać ze mną już wtedy, gdy tata kazał wybierać ci między mną, a rodziną. - Wybełkotał. Ledwo mogłam go zrozumieć.
-Zamknij się! - Krzyknęłam rozhisteryzowana.
-Co? - Niall spojrzał na mnie wielkimi, nadal mokrymi od łez oczami.
-Powiedziałam, zamknij ten jebany dziób! - Uniosłam się.
-[T.I]... - Zaczął.
-Nie przerywaj mi teraz! Słuchaj co mam ci do powiedzenia! - Powiedziałam stanowczo, a blondyn nadal patrzył na mnie przerażony. - Oni nie powinni byli kazać mi wybierać między tobą, a nimi. To było niesprawiedliwe, że nie chcieli, żebyśmy byli razem, tylko i wyłącznie dlatego, że nie miałeś zbyt dobrej sytuacji finansowej. Nie rozumieli, że nie jest to dla mnie ważne. Nie rozumieli jak bardzo cię kocham. I nawet jeśli będziemy spać na tym jebanym dworcu i głodować już do końca życia i tak będę szczęśliwa, bo jestem z tobą. - Dokończyłam, cały czas patrząc mu w oczy.
-Kocham cię. - Wyszeptał, po czym objął mnie tak, jakby nigdy nie miał zamiaru wypuścić mnie ze swych ramion.
-Ja ciebie też. - Odparłam cicho odwzajemniając uścisk.

Obudziłam się wtulona w Nialla z głową na jego klatce piersiowej. Na moich ramionach spoczywała jego bluza. Najwidoczniej musiał przykryć mnie nią w nocy. Zapewne wiąże się to również z tym, że sam zmarzł jak cholera.
-Śpisz? - Z zamyślenia wyrwał mnie zaspany głos blondyna.
-Już nie. - Odparłam ziewając.
-Jesteś głodna? - Spytał, gładząc mój policzek dłonią.
-Nie... - Skłamałam, dobrze wiedząc, że nie mamy już pieniędzy. Niestety wydało mnie bardzo głośne burczenie brzucha.
-Czyżby? - Uniósł jedną brew.
-No dobra, zjadłabym konia z kopytami i jestem pewna, że ty najchętniej dwa. - Niall zaśmiał się rozbawiony. - Ale wiesz, że nigdzie nie nakarmią nas za darmo, a wczoraj wydaliśmy ostatnie drobne...
-No wiem, myślałem o tym i chyba mam plan. - Wycedził nagle.
-Jaki? - Zdziwiłam się.
-Dowiesz się w swoim czasie. - Odparł tajemniczo.

~*~

-Sklep? To jest ten twój plan? - Uniosłam brew, patrząc na chłopaka.
-Nie do końca. - Rzucił, wyraźnie starając się uniknąć odpowiedzi.  - Chodź do środka. - Powiedział popychając szklane drzwi z żółtą tabliczką z napisem "OTWARTE".
Omiotłam wnętrze sklepu krytycznym spojrzeniem. Był to niewielki, prosty budynek. Cztery ściany pokryte odpadającą już białą farbą, odbijającą stanowczo za jasne światło padające z dwóch lamp. Na środku pomieszczenie ustawionych było kilka, ledwie trzymających się półek z produktami różnego rodzaju. Pod oknem, miejsce zagrzała mała lada z kasą, przy której stał, bardzo sympatycznie wyglądający starszy pan.
-Spytaj go czy widział wczoraj mecz. - Powiedział Niall, gdy dostrzegł, że przyglądam się sprzedawcy.
-Co? - Zdziwiłam się.
-Spytaj go czy widział wczoraj mecz. - Powtórzył blondyn, jakby nigdy nic.
-Słyszałam za pierwszym razem. Ale po co?
-Po prostu go zapytaj.
-Dobra. Ale skąd wiesz, że wczoraj był w ogóle jakiś mecz?
-Oj tam, zawsze jest jakiś mecz. - Machnął lekceważąco ręką. - No, na co czekasz? - Ponaglił mnie.
-Już idę, spokojnie. - Podniosłam ręce w geście kapitulacji.
-Ja w tym czasie rozejrzę się po sklepie. - Powiedział znikając między półkami.
Niepewnym krokiem podeszłam do lady z uprzejmym uśmiechem.
-Dzień dobry. - Przywitałam się ze staruszkiem.
-Dobry, dobry. W czym mogę pomóc? - Odwzajemnił uśmiech.
-Chciałam spytać, czy... Chciałam spytać, czy widział pan może wczoraj mecz? - Wycedziłam, starając się nie myśleć o tym jak niedorzecznie musiałam w tej chwili brzmieć.
-Tak sie składa, że widziałem. - Odparł sprzedawca, po czym zaczął zdawać mi relację z całego meczu. Nie mając pojęcia o piłce nożnej, ograniczyłam swoje odpowiedzi jedynie do przytaknięć i kiwnięć głową.
Nagle poczułam, że ktoś obejmuje mnie od tyłu, oplatając ramiona wokół mojej talii. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć kto to.
-Czyli przegapiłem naprawdę świetny mecz? - Zagadał Niall do sprzedawcy.
-Oj tak, młody chłopcze. Koniecznie nadrób zaległości. Kupujecie coś? - Spytał staruszek uprzejmie.
-Niestety nie, ale na pewno jeszcze wpadniemy. Do widzenia! - Rzucił na odchodnym, prowadząc mnie do wyjścia.
-Co to miało być? - Spytałam zdezorientowana, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz.
-Wszystko poszło zgodnie z planem. - Blondyn obdarzył mnie szerokim uśmiechem.
-Powiesz mi wreszcie na czym on polegał? - Warknęłam zniecierpliwiona. - Dziwnie się dziś zachowujesz.
-Kiedy jestem głodny nie jestem sobą. Na szczęście już niedługo. - Powiedział rozpinając bluzę. Wyjął spod niej butelkę wody i kilka bułek.
-Niall, skąd ty to masz? - Spytałam przerażona.
-Wziąłem ze sklepu. - Odparł wzruszając ramionami.
-Ukradłeś to? Upadłeś na głowę?! - Uniosłam się.
-Daj spokój, [T.I]. To tylko woda i kilka bułek. To nie jest warte więcej niż pare funtów. - Bronił się blondyn.
-Nie, Niall. Kradzież to kradzież. Zaczniesz od bułek, skończysz na samochodach. A co jeśli nas złapią? Nie poradzę sobie w więzieniu. A co jeśli... - Zaczęłam histeryzować.
-Hej, hej, spokojnie. - Przerwał mi.
-Jak mam być spokojna?! Mój chłopak jest złodziejem! Boże, mój tata miał rację. - Wymamrotałam, zakrywając twarz dłońmi.
Dopiero po chwili dotarło do mnie co właściwie powiedziałam. Nie mogłam uwierzyć, że wyszło to z moich ust. Chłopak stał jak wmurowany, wpatrując się we mnie oczami przepełnionymi jedynie bólem.
-Niall, ja nie chciałam... - Powiedziałam delikatnie, przepraszającym tonem. Ujęłam dłoń chłopaka, obawiając się, że mnie odtrąci.
-Masz rację. Przepraszam. - Wymamrotał chłopak spuszczając głowę.
-Obiecaj mi, że więcej tego nie zrobisz. - Poprosiłam.
-Obiecuję. - Odparł patrząc mi w oczy.

*miesiąc później

-Niall? - Zawołałam blondyna zaspanym głosem.
Odpowiedziała mi cisza.
-Niall? - Powtórzyłam, podnosząc się z ziemi.
Rozejrzałam się wokół dworca, który znałam już bardzo dobrze. W sumie mogłam powiedzień, że był dla mnie jak dom. Nigdzie jednak nie dostrzegłam Nialla. Nagle poczułam przeszywający niepokój. Było już ciemno, a ja siedziałam zupełnie sama na miejskim dworcu, a co najgorsze nie miałam pojęcia gdzie był Niall.
Przez pół godziny miałam nadzieję, że chłopak zaraz wróci, ale gdy się tak nie stało zaczęłam się poważnie martwić.
Nagle poczułam wibracje w kieszeni spodni. Wyjęłam z niej wspólną komórkę moją i Nialla, z której nie korzystaliśmy zbyt często, gdyż od dłuższego czasu nie mieliśmy czym pokryć kosztów doładowań. Na ekranie widniał nieznany mi numer.
-Halo? - Spytałam niepewnie, odbierając połączenie.
-[T.I], to ja Niall. - Usłyszałam zestresowany głos blondyna.
-Gdzie ty się podziewasz? Co to za numer? Co się dzieje? - Dopytywałam się zmartwiona.
-Mam kłopoty. - Odparł, a ja nawet przez telefon wyczuć mogłam jego przerażenie.
-Jakie? - Spytałam denerwując się coraz bardziej.
-Aresztowali mnie. - Wyrzucił z siebie w końcu, biorąc głęboki wdech.
-Jak to? - Nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
-Przyjedziesz po mnie? - Spytał cicho.
-Tak, oczywiście. Tylko powiedz mi co się stało. - Przez drżenie rąk ledwie mogłam utrzymać telefon.
-Opowiem ci wszystko na miejscu. Muszę już kończyć. - Oświadczył smutno.
-Dobrze, wsiadam w pierwszy autobus. - Zapewniłam.
-Kocham cię. - Powiedział po chwili ciszy.
-Ja ciebie też. - Odparłam, po czym połączenie zostało przerwane.
Schowałam telefon do kieszeni jeansów i biegiem ruszyłam w stronę przystanku. Według rozkładu pierwszy autobus jaki mógł dowieźć mnie na posterunek policji, powinien był zjawić się za trzy minuty. Było to najdłuższe sto osiemdziesiąt sekund w moim życiu.
Autobus nie zdążył jeszcze dobrze zaparkować, a ja już siedziałam w środku, modląc się, by nie było kontroli biletów. Nie miałam na to ani czasu, ani pieniędzy, by zapłacić ewentualny mandat. Bo oczywiście jechałam na gapę.
Wysiadłam na przystanku przy samym posterunku. Wyskoczyłam z autobusu, biegnąc do drzwi. Wpadłam przez nie, zwracając na siebie uwagę wszytskich osób w pomieszczeniu. Jakby nigdy nic, zwolniłam kroku i podeszłam do kobiety siedzącej za okazałym biurkiem, pokrtym stertami papierów.
-Przepraszam?
-W czym mogę pomóc? - Spytała zdziwiona.
-Mój chłopak do mnie dzwonił. Został aresztowany. Mogłabym się z nim zobaczyć? - Powiedziałam niepewnie.
-Przykro mi, tylko rodzina. - Odparła oschle.
-Ale on nie ma nikogo oprócz mnie... - Starałam się ją przekonać.
-A rodzice? - Spytała podejrzliwie.
-Ojca nie zna, a matka wyjechała za granicę, bo tu nie mogła znaleźć pracy. - Przyznałam zgodnie z prawdą. Domyśliłam się, że Niall raczej nikomu się tym tu nie chwalił. Nie lubił poruszać tematu swojej rodziny. Miał za złe ojcu, że nigdy nie próbował się z nim skontaktować, a matce, za to, że wyjechała zostawiając go samemu sobie.
-W takim razie... Jak nazywa się twój chłopak? - Spytała już z łagodniejszym tonem.
-Niall Horan. - Odparłam.
-Andy! - Zawołała, po czym podszedł do nas wysoki brunet w mundurze. - To jest dziewczyna Nialla Horana. Zaprowadź ją do niego. - Andy kiwnął głową i dał mi znak, abym szła za nim.
Minęliśmy kilka pustych cel, aż w końcu zauważyłam Nialla siedzącego w jednej z nich. Serce krajało mi się na widok mojego chłopaka zamkniętego za żelaznymi kratami. Andy wyjął plik kluczy, po czym otworzył celę wpuszczając mnie do środka.
-[T.I], dobrze, że jesteś. - Powiedział Niall mocno mnie obejmując.
-Wszystko w porządku? - Spytałam nie rozluźniając uścisku.
-Teraz już tak. - Odparł całując mnie w czoło.
-Co się stało? Dlaczego tu jesteś? - Nadal nie wiedziałam co się dzieję i czy powinnam martwić się jeszcze bardziej niż teraz.
-Przyłapali mnie na kradzieży. - Wymamrotał cicho, tak, że ledwie mogłam go zrozumieć.
-Co? - Odepchnęłam go zdenerwowana. - Przecież obiecałeś. - Warknęłam.
-Ale, [T.I], to nie tak... - Zaczął blondyn.
-A niby jak? Zawiodłeś mnie Niall. - Powiedziałam przeczesując włosy palcami.
-Chciałem ukraść pierścionek. - Wycedził nagle, odwracając wzrok.
-A po jaką cholerę ci pierścionek?! - Zdziwiłam się.
-Chciałem ci się oświadczyć. - Powiedział zmniejszając dystans między nami, tak, że teraz dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.
-Naprawdę? - Spytałam, a moje oczy zaszkliły się łzami.
-Tak. Wiem, że jesteśmy młodzi, ale kocham cię bardziej niż jestem w stanie wyrazić to w jakikolwiek sposób. A co najważniejsze jesteś ze mną na dobre i na złe, mimo, że na razie jest tylko coraz gorzej. Ale proszę cię, nie zostawiaj mnie. Obiecuję, że będzie lepiej. - Wyznał gładząc mój policzek, dłonią.
-Nigdy cię nie zostawię. Wiesz, że przyjęłabym twoje oświadczyny bez pierścionka, prawda? Nie musiałeś dla mnie kraść. Teraz będziesz miał przez to kłopoty. - Powiedziałam zmartwiona.
-Przeprosiłem właściciela sklepu i zobowiązałem się odpracować wszystkie szkody, więc postanowił nie wnosić sprawy do sądu. Rano mnie stąd wypuszczą. - Oznajmił Niall z czułym uśmiechem.
-Nie słyszałeś, że przed chwilą powiedziałam, że przyjęłabym twoje oświadczyny? - Spytałam wymownie.
-Przykro mi, ale nie tak ma to wyglądać. Zabiorę cię w jakieś niesamowite miejsce i sprawię, że zapamiętasz ten dzień do końca życia. A co najważniejsze, kupię ci najpiękniejszy pierścionek na całym świecie. Kiedyś nadejdzie ten dzień, w którym wszystko już będzie dobrze i wtedy oświadczę ci się tak, jak na to zasługujesz, obiecuję.
-Żeby wszystko było dobrze wystarczy, żebyśmy byli razem. - Powiedziałam, po czym wpiłam się w jego usta. - Niczego więcej mi nie trzeba.



LOLA

piątek, 12 kwietnia 2013

WAŻNE!

Ostatnimi czasy coraz mniej osób odwiedza naszego bloga. Nieliczne są również komentarze pod postami. Prowadzenie bloga nie jest łatwe i bardzo czasochłonne, więc kiedy nikt nie czyta naszych imaginów i nie wyraża swoich opinii na ich temat, tracimy motywację do dalszego pisania. Od jakiegoś czasu nie sprawia nam to już zbyt dużej przyjemności, ale nie chciałyśmy zawieszać bloga, by nie zawieść czytelników, lecz teraz, gdy mamy wrażenie, że została ich zaledwie garstka, znów pojawia się ten pomysł. Tym razem nie jest to prima aprilisowy żart, jesteśmy zupełnie poważne.
Ale może jednak chcecie, żebyśmy zostały? Jeśli tak, to napiszcie dlaczego. Prosimy, nie ignorujcie tego posta, to dla nas bardzo ważne.

LOLA, RECKLESS i KAHN

Żeby wszystko było jasne. NIE DODAŁYŚMY TEGO POSTA, BY WYMUSIĆ NA WAS KOMENTARZE. Pojawiło się kilka spekulacji na ten temat, lecz jest to nieprawda. Boli nas, że ktokolwiek z naszych czytelników mógł tak pomyśleć. Niektórzy pisali również, że nie doceniamy tego co mamy, bo wiele świetnych blogów jest mniej popularnych. Nam jednak nie chodzi o ogólną liczbę komentarzy i wejść lecz o to, że zaczęła ona drastycznie spadać i to w momencie, gdy każda z nas ma wrażenie, że jej imaginy są coraz gorsze, a niestety taka sytuacja tylko nas w tym utwierdza.
Napisałyśmy tego posta, aby powiedzieć Wam co leży nam na sercu i abyście pomogli nam podjąć decyzję. W razie co nie chciałyśmy również zawieszać bloga z dnia na dzień bez żadnego słowa wyjaśnienia. (Jeszcze nie postanowiłyśmy co zrobimy w tej kwestii)

środa, 10 kwietnia 2013

# 82. Harry.

Do napisania tego imagina zainspirował mnie tekst i teledysk do piosenki The Scientist. A że Harry, podobnie jak ja jest Coldplayer postanowiłam obsadzić go w roli głównej.
Imagin dedykujemy @Aliccee00  xx
____________________________________________________________________________________

Każdy choć raz chciał kiedyś cofnąć czas. Móc zmienić przeszłość, powiedzieć lub zrobić coś inaczej. Ja jednak pragnę tego codziennie. Skoro mówi się, że czas leczy rany, to dlaczego ja z dnia na dzień cierpiałem coraz bardziej? Czemu ból, który rozrywał moje serce na drobne kawałki stawał się silniejszy? Nie tak to wszystko miało wyglądać. Mieliśmy być razem na zawsze. Nie powinniśmy byli się rozdzielać. Nikt nigdy nie mówił mi, że to będzie łatwe, ale nikt również, nie ostrzegł mnie, że będzie mi tak ciężko.
Mówili za to, że nie da się cofnąć w czasie. Ja jednak postanowiłem spróbować. Zamierzałem podążać śladami tamtego dnia, aż do chwili w której wszystko się zaczęło. Do samego początku.
Swoją podróż rozpocząłem od skrzyżowania znajdującego się dwie przecznice od mojego mieszkania. Dla innych to tylko zwykła ulica, jak ich mało, dla nas miała ona jednak szczególne znaczenie. To tu spotkaliśmy się po raz pierwszy.
Pamiętam jak biegłem ile sił w nogach, żeby dogonić nadjeżdżający autobus. On jednak postanowił uprzykrzyć mi ten dzień jeszcze bardziej i odjechał pozostawiając mnie zdyszanego i zdenerwowanego na przystanku. Tego poranka wszystko szło nie po mojej myśli. Zmęczony biegiem, wziąłem kilka głębokich wdechów. Podszedłem do rozkładu jazdy, żeby sprawdzić kiedy mam następny autobus. Nagle zza pleców dobiegł mnie brzdęk metalu i morze bluźnierstw. Zaintrygowany odwróciłem się, a moim oczom ukazałaś się Ty. Stałaś rozzłoszczona nad porzuconym na ziemi rowerem, wymierzając w niego pełne gniewu kopnięcia. Następnie machnęłaś na niego ręką i odgarniając kosmyk lśniących w słońcu włosów, zaczęłaś podążać w moją stronę. Sam nie wiem czemu zacząłem się stresować. Chyba chciałem wywrzeć na Tobie jak najlepsze wrażenie. Zacząłem obtrzepywać płaszcz i układać włosy. Musiałem wyglądać jak kompletny idiota, jednak Ty jedynie dyskretnie zachichotałaś pod nosem, po czym podchodząc bliżej mnie, spytałaś miękko:
-Wiesz może która godzina?
-8:22. - Odparłem drżącym głosem. Nigdy wcześniej nie czułem się tak zdenerwowany w towarzystwie obcej dziewczyny. Ty jednak byłaś inna niż wszystkie, miałaś coś w sobie, byłaś wyjątkowa.
-Dziękuję. - Posłałaś mi promienny uśmiech, po czym przytrzymując się dłonią, mojego ramienia stanęłaś na palcach, by dosięgnąć wzrokiem rozkładu jazdy. Wtedy uznałem to za urocze, ale teraz widzę, że było to tylko kolejne potwierdzenie Twojej kruchości. Powinienem był troszczyć się o Ciebie bardziej.
-Problemy z rowerem? - Wycedziłem, czując jak plącze mi się język.
-Tak, ten grat psuje się zawsze w najgorszym momencie. - Odparłaś uprzejmie.
-Wiem coś o tym, właśnie uciekł mi autobus. - Rzuciłem starając się podtrzymać rozmowę.
-Widzę, że nie tylko ja mam zły dzień. - Powiedziałaś wykrzywiając usta w najpiękniejszym uśmiechu jaki kiedykolwiek widziałem.
-Zły to mało powiedziane. - To zabawne jak bardzo byliśmy wtedy w błędzie. Patrząc z perspektywy czasu mógłbym nazwać ten dzień jednym z najlepszych w moim życiu, jednak jednym z wielu, gdyż każdy dzień spędzony z Tobą zasługuje na to miano.
Mimo całego tego bólu wspomnienia te wywołały cień uśmiechu, na mojej twarzy. Chociaż było to jedynie drgnięcie kącików ust, znaczyło bardzo wiele, gdyż mój ostatni uśmiech skierowany był do Ciebie i chciałem by tak pozostało, nawet gdybym miał się już nigdy nie uśmiechnąć.
Nie spiesząc się doszedłem do naszej ulubionej kawiarni. Przebywaliśmy tam tak często, że sprzedawcy pewni naszego zamówienie, nie pytali już co chcemy kupić. Zawsze braliśmy wszystko na wynos i trzymając się za ręce opuszczaliśmy kawiarnię. Następnie otwierałem przed Tobą drzwi auta i wsiadaliśmy do środka, by udać się na przejażdżkę. Był to swojego rodzaju rytuał, który odprawialiśmy zawsze w ten sam dzień miesiąca. Odtwarzaliśmy naszą pierwszą randkę.
I to właśnie w jeden z takich dni pozwoliłem Ci wsiąść do tego cholernego samochodu, nie mając pojęcia do czego tak błaha rzecz może doprowadzić.
Podążałem dalej drogą, którą jechaliśmy tamtego dnia i w końcu dotarłem do torów kolejowych pod miastem. Nie był to jedynie kolejny punkt mojej podróży. Miejsce to miało dla mnie szczególne znaczenie.
Pamiętam jak wracaliśmy z urodzin naszego przyjaciela na piechotę, gdyż oboje byliśmy zbyt pijani by prowadzić. Chwiejnym krokiem skakaliśmy między szynami nie zastanawiając się czy zdążylibyśmy uciec, gdyby nagle nadjechał pociąg. Nie obchodziło nas to. Wszystko w okół przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Byliśmy tylko Ty i ja.
Patrzyłem jak niezgrabnie starałaś się iść nie potykając o szyny. Mimo, że nie wychodziło Ci to zbyt doborze, uśmiech nawet na chwilę nie opuszczał Twojej twarzy.
W pewnym momencie niewiarygodny hałas zaczął drażnić nasze uszy, tym samym sprowadzając nas na ziemię. Pociąg zbliżał się w błyskawicznym tempie, a my biegaliśmy po środku torów jak idioci. Splotłem nasze dłonie i ciągnąc Cię za sobą, zacząłem prowadzić w kierunku pobocza. Mimo zaistniałej sytuacji, nasz donośny śmiech niósł się z głośnym echem. Mieliśmy już minąć ostatnią szynę, kiedy niespodziewanie zachwiałaś się niestabilnie. Szybko złapałem Cię, uprzedziwszy Twój upadek. Trzymając Cię mocno w ramionach, spojrzałem w Twoje wiecznie roześmiane oczy i coś sobie uświadomiłem.
-Kocham cię. - Wyznałem nie odwracając wzroku.
-Wcale nie. - Odparłaś wyswobadzając się z mojego uścisku.
-A właśnie, że tak. Chyba lepiej wiem co czuję. - Oburzyłem się patrząc na Ciebie spod ściągniętych brwi.
-A niby skąd wiesz? - Spytałaś krzyżując ręce na piersi.
-Takie rzeczy się po prostu wie. - Nie dawałem za wygraną.
-Daj spokój, jesteś pijany. - Rzuciłaś zirytowana, wykonując lekceważące machnięcie ręką. Następnie odwróciłaś się do mnie plecami i zaczęłaś iść w kierunku domu. Podbiegłem do Ciebie i złapałem za ramię, zmuszając byś na mnie spojrzała.
-[T.I] to niczego nie zmienia. Dlaczego mi nie wierzysz? - Spytałem zdezorientowany.
-Nie chodzi o to, że ci nie wierzę. Tylko boli mnie to, że wszystko co do mnie czujesz umiesz zawrzeć w dwóch słowach. - Po raz pierwszy zobaczyłem w Twoich oczach smutek.
-A co miałbym powiedzieć? Że jestem najszczęśliwszą osobą na świecie za każdym razem kiedy słyszę twój śmiech? Że nie wyobrażam sobie mojego życia bez ciebie? Że czynisz mnie lepszym człowiekiem? Że zawsze kiedy cię widzę moje serce zaczyna bić szybciej, a uśmiech nie opuszcza mojej twarzy? Że nie umiem ubrać w słowa tego jak bardzo cię kocham? I przeprosić za to, że brzmi to strasznie tandetnie, ale to prawda? To powinienem powiedzieć? Bo to właśnie czuję. - Wyznałem gładząc dłonią Twój policzek. Wyraz Twojej twarzy diametralnie się zmienił.
-Tak, właśnie to. - Odparłaś stając na palcach, by dosięgnąć do moich ust i złożyć na nich czuły pocałunek. - Ja czuję to samo. - Wyszeptałaś mi do ucha, delikatnie się ode mnie odsuwając.
Bycie z Tobą nie było łatwe. Byłaś bardzo skomplikowana. Jednak ja kochałem w Tobie wszystko. Również Twoje wady.
Minąłem tory pozostawiając wspomnienia daleko w tyle. Mimo, że moja podróż trwała już cały dzień, ja nie zatrzymałem się ani na chwilę. Słońce znikało za horyzontem, a otaczający mnie las rzucał cień na drogę. Podążałem poboczem, aż moim oczom ukazał się drewniany płot, odgradzający drogę od obniżenia terenu. Zwolniłem kroku i niepewnie zacząłem podążać wzdłuż ogrodzenia. W pewnym miejscu płot pozbawiony był kilku belek, które roztrzaskane leżały porozrzucane dookoła. Były w nie lepszym stanie niż moje serce.
Ostrożnie zacząłem schodzić w dół zbocza. Błądziłem między drzewami, aż w końcu znalazłem się w tym miejscu. Zaczęły powracać do mnie wszystkie wspomnienia z tamtego dnia. Przewijały się przed moimi oczyma niczym film.
-Zamknij to okno, Harry. Zimno mi. - Marudziłaś wiercąc się w fotelu.
-Mówiłem, żebyś ubrała się cieplej. - Odparłem nie spuszczając wzroku z drogi.
-A ja ci mówiłam, żebyś się nie wymądrzał. - Rzuciłaś wytykając mi język, po czym uśmiechnęłaś się do mnie promiennie. Gdybym wiedział wtedy, że będzie to Twój ostatni uśmiech jaki będzie mi dane zobaczyć, obdarzył bym go więcej niż tylko przelotnym spojrzeniem. I zamiast po prostu go odwzajemnić, powiedziałbym Ci, że uśmiechasz się najpiękniej na świecie i zauważyłem to już gdy po raz pierwszy się spotkaliśmy.
Odpięłaś pas bezpieczeństwa, po czym odwracając się wzięłaś swoją kurtkę z tylnego siedzenia. Zarzuciłaś na siebie okrycie i zaczęłaś zapinać poszczególne guziki.
Wystarczył moment. Chwila nieuwagi. Zapatrzony w Ciebie nie zauważyłem ciężarówki jadącej pod prąd, prosto na nas. Starałem się myśleć trzeźwo, jednak w takiej sytuacji nie było to łatwe. Zacząłem skręcać chcąc wyminąć pojazd. Kiedy już myślałem, że mi się udało, straciłem panowanie nad kierownicą i z dużą prędkością wjechałem w drewniany płot. Z przerażeniem w oczach obserwowałem jak deski unoszą się w powietrzu, z głośnym hukiem spadając i wgniatając maskę samochodu. Nagle spostrzegłem, że dalsza droga prowadzi w dół. Auto wykonało kilka niestabilnych przechyleń, aż w końcu poczęło spadać coraz niżej, dachując. Ból był niewyobrażalny, a strach przeszywał każdy centymetr mojego ciała, ja jednak najbardziej martwiłem się o Ciebie. Kiedy samochód zatrzymał się w pozycji pionowej pasy bezpieczeństwa z mocnym szarpnięciem przygwoździły mnie do siedzenia. Gdy miałem już nadzieję, że wszystko będzie dobrze, uświadomiłem sobie, że Ty swoje rozpięłaś. Wtedy moim oczom ukazał się widok, którego nie zapomnę do końca życia.  Przerażony obserwowałem jak Twoje kruche ciałko przebijaja się przez przednią szybę.
W tym momencie wspomnienia zaczęły się rozmazywać. Poczułem słone łzy spływające po moich policzkach. Ale sam tego chciałem. Pragnąłem wrócić do początku i oto jestem. Wypadek, w którym straciłem Cię na zawsze jest pewnego rodzaju początkiem. Początkiem mojego nowego życia. Życia bez Ciebie, ale za to z poczuciem winy, wyrzutami sumienia i nostalgią.
Przyszedłem tu, bo chciałem Cię przeprosić. Gdybym zamknął to okno, gdybym był bardziej uważny, gdybym nie pozwolił Ci odpiąć pasów, wszytsko potoczyłoby się inaczej. Chciałbym móc zobaczyć Cię jeszcze raz. Chciałbym poczuć Cię przy sobie i usłyszeć jak mówisz, że mnie kochasz. Rani mnie myśl, że to nigdy nie nastąpi. Nic jednak nie boli tak bardzo jak świadomość, że to wszystko, to tylko i wyłącznie moja wina...


LOLA

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

# 81. Liam.

Liam z dedykacją dla Liamkowej c:
___________________________________________________________________
- Halo ?- spytałam zaspanym głosem.
- TI, błagam cię zrób coś dla mnie . – usłyszałam krzyczącą ITP.
- ITP, co się stało ? – spytałam nadal nie za bardzo kontaktując.
- Ale musisz obiecać, że się zgodzisz. – mówiła desperacko ITP.
- Ta, ta – chciałam tylko, żeby dalej pozwoliła mi spać.
- Super. Wiesz, że cię kocham ? – piszczała ITP.
- Jasne, odezwę się później, bo teraz idę spać. – powiedziałam i chciałam się rozłączyć, kiedy usłyszałam krzyk ITP.
- Nieee. Musisz się już szykować, bo dochodzi 12. – mówiła głosem nie znoszącym sprzeciwu.
- Co ?
- Będę za pięć minut, a ty wstawaj. – powiedziała i się rozłączyła.
Odłożyłam telefon i rozwaliłam się na łóżku z powrotem usypiając. Ale niestety nie dane mi było długo cieszyć się błogim stanem snu. ITP wyciągnęłam mnie z łóżka.
- Szykuj się. – powiedziała ITP.
- Na co ? I w ogóle co ty kombinujesz ? – spytałam podejrzliwie.
- Zanim ci opowiem pamiętaj,  że się zgodziłaś. To tak, mam dwa bilety na koncert One Direction i nie mam z kim pójść.
Westchnęłam.- ITP sorry, ale nie mam kasy.
- O to się nie martw, wygrałam te bilety. Błagam cię to moje marzenie. Ale nie chce iść sama.– prosiła ITP.
- Skoro to nic nie kosztuje, to i tak nie miałam nic do roboty. – powiedziałam wzruszając ramionami .
- Czyli idziemy dziś razem na One Direction ? – spytała ITP.
- Tak. – powiedziałam, a ITP rzuciła mi się na szyje.
- Dzięki, nie pożałujesz. – powiedziała mocno mnie do siebie przyciskając.
~*~
Nie lubiłam One Direction. Znaczy nic do nich nie miałam. Oni po prostu byli mi obojętni.  Więc nie za bardzo wiedziałam czego się spodziewać. Ale, kiedy zobaczyłam jakie tłumy przyszły na koncert trochę pożałowałam mojej decyzji.
- O Jezu ile ludu. – powiedziałam do ITP, którą musiałam trzymać za rękę, aby się nie zgubić.
- Wiesz ja w sumie myślałam, że będzie gorzej. – powiedziała obojętnie, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
Wreszcie dotarłyśmy pod scenę. ITP miała naprawdę bilety z dobrymi miejscami.  Większość dziewczyn, które widziałam miały albo koszulki z One Direction, albo napisane wielkie 1D na policzku, albo transparenty, typu „ Wyjdź za mnie Niall” lub „Mam dla ciebie marchewkę Louis”. I były jeszcze takie dziewczyn z zabójczymi długimi włosami, z mnóstwem tapety na gębie. Które będąc takimi laskami nic już nie potrzebowały. No i była jeszcze jedna kategoria, do której należałam tylko ja.  Nie umalowana, w zwykłych dżinsach i w bluzie od dresu bez żadnych znaków, które wskazywały na to, że byłam ich fanką. Zdecydowanie tu nie pasowałam.
Wreszcie wszystko się zaczęło. Na scenę wybiegło pięciu chłopaków. No szczerze to szczęka mi opadła.
- Ja pidole, ale oni są ładni. – powiedziałam nie przebierając w słowach.
- No wiem. – powiedziała ITP jakby nigdy nic.
Szczerze powiedziawszy jeszcze nigdy nie byłam na lepszym koncercie. Chłopcy ciągle mnie czymś rozbawiali, a ich piękne uśmiechy były zaraźliwe. I nie spodziewałam się, że to przyznam ale na serio fajnie śpiewali. W sumie nigdy ich nie słuchałam, więc też nie miałam pojęcia jak brzmią. Najbardziej spodobał mi się chłopak, którego ITP nazywała Liamem. Był na prawdę słodki. Nagle chłopcy zniknęli.
- To już koniec ?- spytałam zdziwiona, że aż tak się zamyśliłam, że przegapiłam koniec.
- No co ty. Poszli się przebrać. – powiedziała ITP, rozbawiona moim pytaniem.
- I za ile będą ? – spytałam.
- Nie wiem, długo im to nie zajmie.- powiedziała ITP zruszając ramionami.
- Dobra, to zaraz wracam. – powiedziałam i zaczęłam iść, kiedy ITP mnie zatrzymała
- Co ?- spytała zaskoczona.
- Muszę iść do łazienki. – powiedziałam.
- Nie chodzi się na siku podczas koncertu One Direction.
- To co mam się przed nimi tu posikać ?- spytałam podnosząc jedną brew.
Zrobiłam krok, ale ITP  znów mnie powstrzymała.
- Chcesz mnie zraz zbierać stąd zasikaną ?- spytałam już poirytowana, bo naprawdę musiałam do łazienki.
- Nie wytrzymasz ? – spytała ITP
- Nie.- powiedziałam i tym razem udało mi się wyjść z tłumu dziewczyn i przecisnąć się do wyjścia na uboczu.
Znalezienie łazienki, nie było takie trudne jak się tego obawiałam. Szybko poszło i już miałam wracać, kiedy zobaczyłam otwarte jakieś drzwi, do pomieszczenia gdzie stał kartonowy Liam. Podeszłam tam niepewnym krokiem. Uśmiechnęłam się widząc  z bliska jego twarz. Chodź był nie prawdziwy to i tak bardzo przystojny.
- Tak. Jesteś zdecydowanie najprzystojniejszym kawałkiem kartonu jaki kiedykolwiek widziałam. – powiedziałam podchodząc uwodzicielsko do kartonu.
- Jesteś ostro HOT, ale pewnie już to wiesz. Wybacz, że dziś tak wyglądam. Ale nie wiedziałam, że będę miała do czynienia z takim ciachem. Obiecuję, że następnym razem zrobię się na laskę. – mówiłam uśmiechając się łobuzersko.
- Jak dla mnie teraz też jesteś laską.
Przez chwilę nie byłam pewna, czy ktoś naprawdę to powiedział, czy tylko sobie to wyobraziłam. Szybko się odwróciłam. Stał przede mną wysoki chłopak. Szeroko się do mnie uśmiechał. Pierwsze co pomyślałam, kiedy go zobaczyłam to to, że jest strasznie przystojny.  Był ładnie zbudowany i miał śliczne oczy. Nawet z odległości paru metrów czułam jego intensywne, ale  bardzo ładne perfumy.  
- Dzięki. – powiedziałam zdezorientowana.
Kiedy dotarło do mnie, że pewnie słyszał moją całą rozmowę z kartonem natychmiast zrobiłam się cała czerwona. I wtedy uświadomiłam sobie coś jeszcze, chłopak, który stał przede mną wyglądał tak samo jak ten z kartonu.
- Czekaj, czekaj. To ty. Jesteś Liama. – powiedziałam wskazując raz na niego, raz na karton
- Tak. – powiedział chłopak rozbawiony.
- O kurde. Ale czemu tu jesteś ? Dlaczego nie na scenie ?- spytałam strasznie oszołomiona całą sytuacją.
- Przebierałem się.- powiedział jakby nigdy nic.
- A no tak. – powiedziałam.
Nie miałam pojęcia co robić. Właśnie przed chwilą flirtowałam sobie z kawałkiem kartonu przedstawiającego Liama Payna. A teraz ten sam Liam z One Direction, stał obok mnie. I co gorsza pewnie wszystko słyszał. A fakt, że był tak strasznie ładny i czarujący nie pomagał mi się pozbierać z tego zażenowania.
- Długo już tu stoisz ?- spytałam, żywiąc nadzieje, że może nie wie wszystkiego.
- Nie. Ale na tyle, żeby usłyszeć, że jestem ostro HOT. Za co dziękuje, miło, że tak myślisz. – powiedział, a ja czułam jak moje policzki zaczynają zalewa fala rumieńców.
Parę razy otworzyłam i zamknęłam usta, chcąc coś powiedzieć, ale nie miałam pojęcia co.
- Kurde. Nie wiem co powiedzieć. Możemy zapomnieć o tym co się wcześniej wydarzyło ?- spytałam.
- Spokojnie. Nie przejmuj się. Jesteś zabawna.- powiedział Liam i miło się uśmiechnął.- Może dałbyś mi swój numer to byśmy mi pokazała okolice, któregoś dnia, czy coś ?- spytał Liam
Myślałam, że się przesłyszałam. Ale, kiedy Liam nic nie mówił tylko patrzył na mnie wyczekująco zdałam sobie sprawę, że naprawdę to powiedział.
- Ta pewnie.- powiedziałam starając się brzmieć na luzie.
- Fajnie.- powiedział uśmiechając się do mnie.
- Jeśli lubisz kawę, za rogiem jest naprawdę wspaniała kawiarnia, więc ten jakbyś miał ochotę…- mówiłam mega zawstydzona.
- Chętnie, ale teraz muszę wracać na scenę- powiedział Liam.
- No tak, ja w sumie też. To pa -powiedziałam.
- Do zobaczenia.- powiedział Liam.
~*~
- Co ty gadasz ?- spytała ITP i patrzyła na mnie jak na wariatkę. – Chcesz mi powiedzieć, ze od tak sobie spotkałaś Liama Payna
W tym momencie była zdecydowanie najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Wracałam sobie właśnie z ITP z najlepszego koncertu na jakim byłam. Po spotkaniu najprzystojniejszego, najzabawniejszego, najbardziej uroczego chłopaka jakiego spotkałam. Krótko to ujmując wszystko było naj.
- Tak.
- Nie wierze ci.- powiedziała ITP.
- Ale przysięgam,  że tak było,- próbowałam ją przekonać, że to się wydarzyło.
- To niby czemu dopiero teraz mi to mówisz ?
- Bo zaczęło by ci odwalać, a chciałam, żebyśmy w spokoju obejrzały koncert. – powiedziałam.
- I ja mam w to uwierzyć ? Że niby ty, taka sobie ty, która nigdy nie lubiła Ona Direction  i nawet nie wiedziałaś jaka oni mają na imię, spotkałaś Liama. Akurat Liama, którego uznałaś za najfajniejszego ? – mówiła sarkastycznie ITP.
- Tak, masz to zrobić, Bo tak było. – powiedziałam już poirytowana tym, że ITP mierzyła mnie spojrzeniem mówiącym, że na maska mnie pojebało.
- Dopóki nie zobaczę jakiegoś rzetelnego dowodu nie wierze ci.- mówiła wciąż uparcie ITP.
- Mamy się umówić i gdzieś spotkać. O nieee- powiedziałam i zatrzymałam się.
- Co ?- spytała ITP zdziwiona.
- Nie wierze. Cholera. Nie dałam mu mojego pieprzonego numeru. – zaczęłam krzyczeć, a przechodni ludzie zaczynali na mnie dziwnie patrzeć.
- Uspokój się. Przestań krzyczeć. – powiedziała ITP. – Co się stało ?
- Toć mówię miałam dać mu numer, żebyśmy się gdzieś spotkali. Ale mu nie dałam tego numeru.- mówiłam nadal wściekła.
- Czekaj, czekaj od początku. Chcesz mi powiedzieć, że spotkałaś jedną z największych, a raczej co ważniejsze najbardziej gorących gwiazd i rozmawiałaś z nią w cztery oczy. Natomiast po chwile pogawędki, on poprosił cię o numer, żebyście mogli się umówić. Ale ty zapomniałaś mu go dać ? –spytała ITP.
- Tak.- odpowiedziałam.
Nagle ITP zaczęła się strasznie śmiać.
- No co jest tak kurwa zabawnego ? – spytałam już naprawdę zła.
-Nic. To jest straszne. Zmarnować taką szansę. Na spotkanie z Liamem, któremu się spodobałaś. Nie no na serio koszmar. Na szczęście tobie się to nigdy nie przytrafiło więc nie mas co przeżywać. – mówiła nadal przez śmiech.
- Pieprz się.- powiedziałam i zaczęłam iść w przeciwnym kierunku.
- TI co z tobą ?- usłyszałam jeszcze wołająca mnie ITP, ale olałam ją i szłam dalej.
~*~
Dziwne jak w jednej chwili potrafimy być szczęśliwi, a jak sekundę później wszystko staje się takie czarne. Resztę dnia spędziłam rozpaczając w domu. Ale dziś było już trochę lepiej. Oprócz tego, że byłam strasznie smutna, to byłam też bardzo złą na samą siebie. Zachowałam się strasznie wobec ITP. Pewnie też bym jej nie uwierzyła, gdyby to ona mi powiedziała coś takiego. Musiałam ją przeprosić. Dlatego wstałam wcześniej i postanowiłam pójść do kawiarni i kupić jej ulubioną kawę, wiedząc, że byłą strasznym śpiochem i potrzebowała rano kawy, aby dodała jej kopa. Dzień był ładny, więc postanowiłam włożyć nową, zwiewną sukienkę. Do tego dobrałam baleriny i dżinsową kurtkę.

Szybko doszłam do kawiarni. Stanęłam w kolejce i zaczęłam już wyjmować z portfela pieniądze do zapłaty.
- To co byś mi poleciła ?- usłyszałam szept tuż przy swoim uchu.
Kompletnie się tego nie spodziewałam. Wystraszyło mnie to przez co wypuściłam portfel z rąk i wypadły z niego wszystkie monety. Obejrzałam się do tyłu.
- Liam ?
To dopiero był szok. Przede mną stał Liam. Dziś nie był  tak strasznie wystrojony jak na koncercie, co nie zmieniało faktu, że cały czas był nieziemsko przystojny.
-Hej.- powiedział z szerokim uśmiechem.
Nie wiedziałam co powinnam powiedzieć ani zrobić. Ale problem sam się rozwiązał, kiedy zauważyłam walające się po podłodze pieniądze. Musiałam je pozbierać. Uklęknęłam i zaczęłam zbierać monety. Liam uczynił to samo i pomógł mi zbierać. Kiedy nasz spojrzenia się spotkały uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością.
- Dziękuję. – powiedziałam, kiedy wszystko znalazło się już z powrotem w moim portfelu.
- Nie ma za co. Pięknie dziś wyglądasz. – powiedział Liam, a ja momentalnie się zarumieniłam.
- Dzięki. – powiedziałam.- Pewnie faktycznie trochę lepiej niż wczoraj. – przypomniałam na co Liam krótko się zaśmiał.
- No weź, tamta odsłona też mi się podobała. – powiedział Liam.
- Co dla Pani ?- spytał nagle sprzedawca, a ja nawet nie zauważyłam, że to już moja kolej.
-Dużą latte i cappuccino. Na wynos. – powiedziałam.
- Oczywiście. A dla Pana ?- spytał Liama.
- Również latte. – odpowiedział Liam.
Zapłaciliśmy  sprzedawcy i wyszliśmy z kawiarni. Słońce świeciło i wiał przyjemny, lekki wiaterek. Szliśmy z Liamem spacerkiem w nieznanym nam kierunku popijając nasze latte.
- Skąd się tu wziąłeś ?- spytałam.
- No wiesz, w końcu wczoraj nie dogadaliśmy się w kwestii tego numeru. Więc dziś, miałem trochę czasu rano to się tu wybrałem chcąc się przekonać czy nie kłamałaś co do tej kawiarni. – powiedział Liam.
- I jak ? – spytałam.
- Co jak ?
- Kłamałam, czy mówiłam prawdę ?- wytłumaczyłam mu.
- Aaaa o to chodzi. Zdecydowanie prawdę, nigdy nie piłem lepszego latte.- powiedział i na potwierdzenie swoich słów upił łyk.
- Ja nigdy nie kłamię. Między innymi dlatego, że nie potrafię.- powiedziałam.
- Ja też mam z tym trudności.- powiedział Liam.
- Znaczy może ty byś mi jeszcze uwierzył, bo mnie znasz, ale wszyscy moim bliscy od razu to wyczuwają. – mówiłam.
- Dokładnie, nawet nie ma sensu zaczynać, bo od pierwszego słowa wiedzą, kiedy kłamię.- powiedział Liam.
- W sumie to czasem trochę uciążliwe .- stwierdziłam
-Zdecydowanie – zgodził się Liam.
- TI, tak się zastanawiam co robisz w piątek ? - powiedział nagle Liam.
- Nie wiem. Jeszcze nic nie zaplanowałam. A ty ?- spytałam.
- Tak samo. To może miałbyś ochotę porobić coś razem w ten piątek ? – spytał Liam.
- Pewnie- powiedziałam.
Musiałam naprawdę bardzo się postarać, żeby pozostać opanowaną i nie zacząć skakać w z szczęścia. Naprawdę coraz bardziej lubiłam Liam i wcale nie chodziło o to, że jest on sławny czy coś. Myślę, że powoli zaczynałam się w nim zakochiwać.
- To może się zdzwonimy, bo teraz muszę iść z tą kawusi do koleżanki, bo trochę narozrabiałam. – powiedziałam wskazując cappuccino, które trzymałam w ręku.
- To może chcesz, żebym cię podwiózł. Jestem samochodem i niedaleko zaparkowałem ?- spytał Liam.
- Nie no co ty, przejdę się.- powiedziałam. – Ale to miłe z twojej strony.
- To  nie był by żaden problem. – powiedział Liam, uśmiechając się do mnie ciepło.
- Nie naprawdę to blisko. Dzięki. To do zobaczenia w piątek tak ?- spytałam, też się uśmiechając.
- No jasne. To pa.- powiedział Liam.
- Pa- powiedziałam i każde z nas zaczęło iść w swoim kierunku.
No cóż,  mówią , że żeby było lepiej zawsze najpierw musi być gorzej. Coś w tym jest, po nocy rozpaczania wszystko stało się sto razy lepsze niż wcześniej. Teraz tylko przeprosić ITP. Ale tu też powinno się ułożyć, bo przeciec musi mi uwierzyć w to wszystko, kiedy się spotkam z Liamem. Już nie mogłam się doczekać, kiedy zadzwoni, żebyś mogli omówić szczegóły.
- O niee.- powiedziałam, a cappuccino dla ITP wypadło mi z rąk.
Ja przecież wciąż nie podałam mu tego moje pieprzonego numeru.
- No bez jaj kurwa. I co teraz ?- myślałam na głos.
Szybko obróciłam się na piecie, i zaczęłam biec na pobliski parking. Nawet nie wiedziałam jaki ma samochód, zresztą mógł już odjechać. Nagle zobaczyłam jakiegoś faceta, który wsiadał do samochodu. Posturowo przypominał mi on Liam. Szybko podbiegłam do auta. Zaczynało powoli ruszać.
- Stój.- krzyknęłam i puknęłam w szybę.
Liam drygnął przestraszony. Kiedy mnie rozpoznał zatrzymał samochód i z niego wysiadł.
- Coś się stało ? –spytał zmartwionym głosem.
- Tak.- powiedziałam zdyszana.- Znaczy nic ważnego, po prostu cały czas ci nie dałam, tego cholernego numeru. – powiedziałam, kiedy złapałam oddech.
- A no faktycznie. – powiedział Liam i zaczął się śmiać.
Tym razem wymieniliśmy się numerami i parę razy sprawdziliśmy czy wszystko dobrze sobie podaliśmy.
- No to jeszcze raz do zobaczenia do piątek. – powiedziałam i chciałam już odejść.
Kiedy Liam przyciągnął mnie do siebie i bez żadnych ostrzeżeń złożył słodki pocałunek na moich ustach.
- Nie mogłem czekać do piątku. - powiedział i założył mi niesforny kosmyk za ucho.
Ja tylko się uśmiechnęłam.
- Zadzwonię.- powiedział i wsiadł do samochodu.
A ja cały czas uśmiechając się patrzyłam jak odjeżdża. Gdy Liam i jego samochód zniknęli mi z zasięgu wzroku zaczęłam skakać i piszczeć z radości. 

KAHN

piątek, 5 kwietnia 2013

# 80. Louis.



Dzisiaj Lou z dedykacją dla Cluffs i Agi xx

Ostatnio kilka osób prosiło nas o zrobienie notki o sobie. W sensie jakie jesteśmy, co lubimy itp. Co Wy na to? Macie jakieś konkretne pytania? c:
____________________________________________________________________________________

-Może zatrzymamy się na kawę? - Spytałem, spoglądając we wsteczne lusterko.
-Zaraz spóźnimy się na próbę. - Marudził Harry.
-Nie dramatyzuj. - Przewróciłem oczami, parkując samochód na parkingu pod Starbucksem.
-Dla mnie weź cappuccino. - Powiedział Loczek, rozumiejąc, że nie ma zbyt wiele do gadania.
-Dobra, poczekaj w samochodzie. - Rzuciłem zamykając drzwi auta.
Pewnym krokiem wszedłem do kawiarni. Kolejka sięgała aż do wyjścia. Wzruszając ramionami stanąłem na jej końcu. Harry chyba miał rację. Na pewno spóźnimy się na próbę.
Poszło szybciej niż myślałem, bo już po 15 minutach stałem przy kasie.
-W czym mogę pomóc? - Spytała dziewczyna stojąca za ladą z sympatycznym uśmiechem.
-Dwa razy cappuccino, proszę. - Odwzajemniłem uśmiech.
-Dwa razy? Przyszedłeś z dziewczyną? - Zagadała nabijając rachunek.
-Z przyjacielem. - Odparłem krótko.
-A jakie nosicie imiona?
-Louis i Harry. - Oznajmiłem, wręczając jej zapłatę.
-Okej, usiądź przy stoliku, kawa zaraz będzie gotowa. - Powiedziała wręczając mi paragon.
Kiwnąłem głową, wykrzywiając usta w uśmiechu i pomaszerowałem do najbliższego wolnego stolika. Nie zdążyłem się jeszcze wygodnie rozsiąść, kiedy usłyszałem:
-Cappuccino dla Louisa i Harrego!
Podszedłem do lady, po czym wziąłem od dziewczyny dwa kubki kawy, podpisane imieniem moim i Loczka.
-Dziękuję. Do zobaczenia, [T.I]. - Rzuciłem, czytając imię z jej identyfikatora.
-Do widzenia. - Odparła, delikatnie machając dłonią, z uroczym uśmiechem na ustach.
Upiłem łyk kawy, wychodząc na zewnątrz. Rozejrzałem się po parkingu w poszukiwaniu mojego samochodu. Dostrzegłwszy je, powoli ruszyłem w jego stronę, starając się nie wylać niesionej przeze mnie kawy.
-No nareszcie! Całe wieki cię nie było. - Usłyszałem, otwierając drzwi auta.
-Kolejka była dość długa. Proszę, twoje cappuccino. - Odparłem podając Harremu jego kubek.
-Dzięki. Pospiesz się. Jesteśmy już spóźnieni. - Ponaglił mnie Harry, biorąc łyk kawy.
-Skoro i tak już jesteśmy spóźnieni, to po co się spieszyć? - Rzuciłem wsiadając do auta.
-W sumie prawda. - Przyznał Loczek. - Hej, co masz napisane na kubku?
-Co? O co ci chodzi? - Spytałem zdziwiony, oglądając go dookoła.
Zaraz obok mojego imienia widniał napis "Zadzwoń. [T.I]" oraz rząd cyfr.
-Dziewczyna, która mnie obsługiwała, najwidoczniej dała mi swój numer. - Powiedziałem po chwili.
-Ładna? - Spytał Harry.
-Bardzo ładna. - Odparłem przypominając sobie jej piękne oczy i rozbrajający uśmiech.
-No to gratuluję, ale lepiej już jedźmy, bo będziemy mieli poważne kłopoty. - Namawiał Harry.
-Masz rację, zadzwonię do niej później. - Przyznałem, włączając silnik.

~*~

-Jestem wykończony. - Westchnąłem zapinając pas.
-Ja też. Ta próba była strasznie ciężka. - Zgodził się Harry.
Rozejrzałem się po samochodzie, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że czegoś tu brakuje.
-Gdzie są kubki po kawie? - Spytałem, gdy uświadomiłem sobie, że nie ma ich tam, gdzie je zostawiliśmy.
-Wyrzuciłem. - Odparł jakby nigdy nic.
-Jak to wyrzuciłeś? - Zdziwiłem się.
-No kiedy przyszedłem do samochodu po telefon, to zauważyłem, że się tu wardają, więc wziąłem je i wyrzuciłem do kosza. - Wzruszył ramionami.
-Coś ty do cholery zrobił? - Warknąłem przez zaciśnięte zęby.
-Nie rozumiem dlaczego się wściekasz. Chyba powinieneś być mi wdzięczny, za to, że utrzymuję porządek w twoim samochodzie. - Oburzył się Harry.
-Na tym kubku był numer to [T.I], idioto! - Uniosłem się.
-O cholera. Niedobrze. - Przegryzł dolną wargę.
-Gdzie je wyrzuciłeś? - Spytałem zdesperowany.
-A co masz zamiar grzebać w śmieciach? - Zaśmiał się Loczek. Jednak widząc moją minę, spoważniał i dodał. - Chyba ci odbiło.
-A masz lepszy pomysł? - Powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Każdy jest lepszy. - Odpowiedział od razu.
-W takim razie jedziemy do Starbucksa. - Oznajmiłem, przekręcając kluczyk w stacyjce.
-Nie możesz załatwić tego jutro? Albo chociaż najpierw odwieźć mnie do domu? - Marudził Loczek.
-Lepiej mnie nie denerwuj. To wszystko twoja wina. - Warknąłem.
-Dobra, dobra, spokojnie. - Poddał się. - A kupisz mi chociaż kawę?
-Przeginasz. - Spiorunowałem go spojrzeniem.
-Chcesz być pomocny, i tak ci sie odwdzięczają... - Mruczał pod nosem, zapinając pas.

~*~

Wszedłem do kawiarni, a dzwonek oznajmiający o przybyciu nowego klienta, rozbrzmiał mi nad głową. Z ulgą zauważyłem, że najdłuższa kolejka liczyła zaledwie pare osób, a [T.I] nadal była w pracy. Stanąłem za niską blondynką, którą obsługiwała dziewczyna i czekałem na swoją kolej.
-O hej. To znowu ty. - Uśmiechnęła się na mój widok.
-Tak, to ja... - Odparłem, niepewny co właściwie chciałem jej powiedzieć.
-To w czym mogę służyć? - Spytała.
-Poproszę jedno cappuccino. - Wycedziłem pierwsze co przyszło mi do głowy. Harry przynajmniej będzie miał swoją kawę.
-Okej, poczekaj przy stoliku. - Odparła wręczając mi resztę i rachunek. - Następny klient, pro...
-Wiesz, chyba jednak wolałbym poczekać tu. - Przerwałem jej.
-Ja osobiście nie mam nic przeciwko, ale muszę obsłużyć innych klientów. - Odparła zmieszana.
-Co ty gadasz, kawiarnia jest prawie pusta. - Rzuciłem, wykonując lekceważące machnięcie ręką. Gdy odwróciłem głowę, okazało się, że za moimi plecami ustawiła się dość długa kolejka. Udając, że tego nie widzę dodałem. - A to świetnie się składa, gdyż muszę z tobą pogadać.
-Ej, chłopczyku, pospiesz się. Nie jesteś tu sam. - Warknął z wyrzutem mężczyzna za mną.
-Moglibyśmy pogadać później, bo sam widzisz... - Poprosiła [T.I].
-Ale to ważne. - Przekonywałem ją.
-Dobrze. - Westchnęła. - Mogliby państwo przejść do kasy obok? - Zwróciła się do klientów, którzy natychmiast wykonali jej prośbę, po czym spojrzała na mnie wyczekująco.
-Chciałem się dowiedzieć czy... - Zacząłem niezgrabnie.
-Tak? - Spytała [T.I] zniecierpliwiona.
-Grasz może w Lotto? - Wycedziłem, a po jej minie udało mi się stwierdzić, że brzmiałem niedorzecznie.
-Lotto? - Zdziwiła się.
-No tak. - Odparłem wzruszając ramionami.
-Przerwałam pracę, żebyś mógł zapytać się mnie czy gram w Lotto? - Uniosła jedną brew.
-Nie, nie. No wiesz... Nie chodzi o samą grę. Tylko no wiesz... o szczęście. - Dukałem.
-Szczęście? - Miałem wrażenie, że z minuty na minutę rozumie mnie coraz mniej.
-No a nie? Przecież trzeba mieć nie lada szczęście, żeby trafić w DZIEWIĘĆ cyfr. - Powiedziałem, akcentując przedostatnie słowo.
-W Lotto chodzi o to, żeby trafić w szóstkę... - Rzuciła. Najwidoczniej nie zrozumiała mojej aluzji do numeru telefonu.
-Ale czy to ma znaczenie? Chodzi mi o to, że cyfry czasem zapewniają szczęście i no ten... - [T.I] patrzyła na mnie jak na idiotę. Właściwie, to dokładnie tak się teraz czułem.
-Nie mam pojęcia o co ci chodzi. - Przyznała w końcu.
-Szczerze mówiąc, to ja już też się pogubiłem. - Odparłem zgodnie z prawdą, na co dziewczyna zaśmiała się.
-W takim razie przejdź do rzeczy. - Zaproponowała.
-Mój przyjaciel wyrzucił kubek, na którym zapisałaś mi swój numer telefonu i miałem nadzieję, że rozmowa o dziewięciu liczbach dających szczęście naprowadzi cię na temat i zapiszesz mi go jeszcze raz. - Postanowiłem być szczery.
-Serio zadałeś sobie tyle trudu? Nie mogłeś zwyczajnie mi wszystkiego wyjaśnić i poprosić o numer? - Spytała rozbawiona.
-Szczerze mówiąc nie przyszło mi to do głowy. - Odparłem, gdy to sobie uświadomiłem. - Ale zanim tu przyszedłem, chciałem grzebać w śmieciach, więc chyba  mogło być gorzej. - Dodałem, a dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Czemu, aż tak bardzo ci zależało? Przecież w ogóle się nie znamy. - Nasze spojrzenia skrzyżowały się, przez co mogłem zajrzeć w jej oczy, które wydały mi się jeszcze piękniejsze niż poprzednio.
-Wystarczy jak powiem, że masz w sobie to coś? - Odpowiedziałem pytaniem na pytanie, coraz bardziej zmniejszając dystans między nami.
-To dostanę tą kawę czy nie? - Usłyszałem nagle. Wraz z [T.I] jednocześnie odwróciliśmy się w stronę, z której dobiegał dźwięk.
-Już się robi. - Powiedziała [T.I] z uprzejmym uśmiechem, biorąc się za przygotowywanie napoju.
-Jak długo tu stoisz? - Spytałem, nie kryjąc zdziwienia.
-Dopiero wszedłem. - Odparł Loczek wzruszając ramionami.
-To dobrze. - Odetchnąłem z ulgą. Nie chciałem, żeby Harry widział jak upokarzam się przed [T.I].
-To dla ciebie. - Powiedział wręczając mi pusty kubek po kawie.
-Po co mi to? - Uniosłem jedną brew.
-Przeczytaj. - Mój wzrok spoczął na rządku cyfr napisanych czarnym flamastrem.
-Hej, to numer [T.I]! Skąd to masz? Grzebałeś w śmieciach? - Skrzywiłem się.
-Nie, w ogóle go nie wyrzuciłem. - Odarł jakby nigdy nic.
-Co jak to? To dlaczego... - Wpatrywałem się w przyjaciela wielkimi oczami.
-Uwielbiam patrzeć jak robisz z siebie idiotę. Lotto? Serio? - Zaśmiał się Loczek.
-Ej, to nie jest śmieszne. - Warknąłem. - Poza tym podobno dopiero wszedłeś.
-Może stałem jak dłużej niż mi się, wydawało kto wie... - Odparł Loczek z zadziornym uśmiechem.
-Twoja kawa. - Powiedziała [T.I] zjawiając się znikąd z kubkiem, który podała Harremu.
-Kiedy kończysz pracę? - Spytałem dziewczynę, zupełnie ignorując obecność chłopaka.
-Właściwie to już powinnam, tylko mnie zagadaliście. - Odparła z ciepłym uśmiechem.
-Może cię podwiozę? - Zaproponowałem.
-Byłoby miło. - Powiedziała stając na palcach, po czym pocałowała mnie w policzek. Czułem jak się rumienię.
-Ja siedzę z przodu. - Wtrącił się nagle Harry.
-A kto powiedział, że z nami jedziesz? - Spytałem, nadal mając mu za złe, całą tę akcję z kubkiem.
-To jak niby mam wrócić do domu? - Zmartwił się.
-A czemu ma nie jechać? - Zdziwiła się [T.I].
-Bo schował przede mną kubek, na którym zapisałaś mi swój numer, bo chciał zobaczyć jak się przed tobą upokarzam. - Skrzywiłem się.
-Daj spokój, to był tylko żart. - Broniła Harrego.
-Widzisz, Louis? Jak zwykle przesadzasz. - Chłopak wywrócił oczami. - Wiesz co? Już cię lubię. - Zwrócił się do [T.I], puszczając jej oczko z zalotnym uśmiechem na ustach.
-Za to ja ciebie coraz mniej. - Rzuciłem przez zaciśnięte zęby.
-Chłopcy, nie kłóćcie się. - Przerwała nam [T.I], smutnym głosem. Słowo daje, nigdy nie spotkałem nikogo tak uroczego i niewinnego jak ta dziewczyna. I to chyba było właśnie to coś.
-Dobrze, już nie będziemy. - Odparłem, nie umiejąc się jej sprzeciwić.
-Tak, nie będziemy. - Zgodził się Loczek.
-Ale Louisowi chyba należą się przeprosiny, co nie? - Spojrzała na chłopaka, wyczekująco.
-Przepraszam, że przeze mnie zrobiłeś z siebie idiotę. - Przewrócił oczami.
-Przeprosiny przyjęte. - Rzuciłem, czochrając mu włosy. - Ale lepiej zadzwoń po chłopaków, bo nigdzie z nami nie jedziesz. - Dodałem, słodko się uśmiechając.
-Co? Jak to? - Zdziwił się Harry. - Dlaczego?
-Bo zabieram [T.I] na randkę. - Powiedziałem dumnie. - To znaczy, jeśli nie ma nic przeciwko. - Spojrzałem na dziewczynę z nadzieją.
-Ja? Skądże. - Odparła szybko, a jej policzki zalały się rumieńcem.
I pomyśleć, że gdyby nie głupi żart Harrego, najprawdopodobniej nie zabiegałbym tak o [T.I]. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że będę mu za to wdzięczny do końca życia.


LOLA

wtorek, 2 kwietnia 2013

# 79. Zayn I cz. 2


Przepraszam, że musiałyście tak długo czekać, ale w końcu jest - 2 część Zayna z dedykacją dla Alex oraz Tosi xx
Zapraszamy również na jej bloga http://www.onedirectionimaginy-polska.blogspot.com/ ! Z reguły nie udostępniamy blogów, lecz to szczególny wyjątek, ponieważ to u nas Alex "brała lekcje pisania imaginów" :D. Naprowadziłyśmy ją na dobrą drogę i teraz powstają o to takie cudeńka jakie znajdziecie na jej blogu. Zapraszamy!
____________________________________________________________________________________

Kiedy pojawiłam się w parku o wyznaczonej godzinie, Zayn już na mnie czekał. Stał w cieniu, oparty o pień drzewa. Przybrał dość lekceważącą pozę ze znudzoną miną i dłońmi w kieszeniach spodni.
-Hej. - Powiedziałam oschle, stając naprzeciwko niego.
-Zasłaniasz mi słońce. - Rzucił patrząc na mnie spode łba.
-Stoisz  w cieniu. - Odparłam krzyżując ręce na piersi i jednocześnie unosząc jedną brew.
-Wyglądasz jak idiotka kiedy tak robisz. - Zakpił patrząc na mnie rozbawiony.
-Tak, to znaczy? - Zdziwiłam się.
-Kiedy przybierasz tą swoją pozę naburmuszonej księżniczki. - Odparł jakby to było coś oczywistego. Ten chłopak nieźle działał mi na nerwy.
-Nie przyszłam to, żeby się z tobą droczyć, więc przejdźmy do rzeczy. - Powiedziałam, starając się brzmieć profesjonalnie. - Co dokładnie mamy robić? - Spytałam, przypominając sobie o smsie od Chrisa, w którym napisał mi, że Zayn zna plan i wszystko wytłumaczy mi na miejscu.
-Piknik i spacer po parku. Nic specjalnego. - Wzruszył ramionami. - Kręci się tu wielu paparazzich, ale nie patrz w obiektywy, żeby nikt się nie domyślił, że to ustawka. Udawaj, że ich nie widzisz. Zdjęcia szybko obiegną cały internet, a już jutro w porannej gazecie, przeczytać będziesz mogła artykuł opisujący nasz "związek". - Dokończył, wykonując palcami, znak cudzysłowu w powietrzu.
-Może być. To gdzie ten piknik? - Spytałam obojętnie.
-Pare kroków stąd. Chodź ze mną. - Odparł, łapiąc mnie za rękę. Zdziwiona, starałam się mu ją wyrwać, on jednak tylko zacieśnił uścisk. - Zachowuj pozory. - Upomniał mnie, na co pokiwałam głową.
Podążając betonowym chodnikiem, doszliśmy do alejki piknikowej. Tam na trawie rozłożony był nieduży koc w czerwono-białą kratę, a na nim stał pełny jedzenia wiklinowy kosz. Na to wszystko cień, rzucała stojąca obok, kwitnąca wierzba. Słodki zapach kwiatów i zieleń trawy nadawała temu miejscu uroku.
-Wow, tu jest ślicznie. - Usłyszałam nagle i dopiero po chwili zorientowałam się, że słowa te padły z moich ust.
-Masz rację. - Przyznał chłopak.
Puściwszy jego dłoń, usiadłam na kocu, zabierając się na wiklinowy koszyk. Wyjęłam z niego wszystkie słodkości, najbardziej kuszące wyglądem. Muszę przyznać, że trochę się tego uzbierało.
-Zamierzasz to wszystko zjeść? - Zayn stał nade mną rozbawiony.
-Jeśli mi pomożesz. - Odparłam wzruszając ramionami.
-A jeśli nie? - Spytał siadając obok mnie.
-Wtedy zjem to wszystko sama, przytyję nie wiadomo ile i spotykanie się ze mną nie będzie już takie opłacalne. - Powiedziałam nadgryzając ciastko z impetem.
-Chciałbym to zobaczyć. - Zaśmiał się chłopak.
-A ja niespecjalnie. Nie przekonuje mnie wizja [T.I] grubaski. - Skrzywiłam się, biorąc kolejne ciastko.
-I tak byłabyś piękna. - Powiedział miękko, przyłączając się do opróżniania paczki.
-Co?! - Zachłysnąwszy się ciastkiem, dostałam napadu kaszlu, a oczy zaszkliły mi się łzami.
-Wszystko w porządku? - Spytał troskliwie Zayn, jednak jego głos nadal zdawał się być rozbawiony.
-Już tak. - Odparłam biorąc głeboki wdech i wydech. Kiedy upewnił się, że nic mi się nie stało, wybuchł wcześniej powstrzymywanym śmiechem. - Ej, to nie jest śmieszne, prawie się udusiłam. - Oburzyłam się.
-Gdybyś tylko widziała swoją minę. - Rzucił.
-Po prostu nie codziennie, jakieś ostre ciacho mówi mi, że jestem piękna. Trochę się zdziwiłam, dobra? - Przewróciłam oczami. Chwila, co ja przed chwilą powiedziałam?
-Ciacho? - Oczy Zayna się rozszerzyły się, a uśmiech w dalszym ciągu nie opuszczał ust.
-Ymm... Te z czekoladą najlepsze. - Wycedziłam jakby nigdy nic, podając mu paczkę czekoladowych ciastek, starając się nie zdradzić swojego zażenowania.
Weź się w garść [T.I]. Czemu cię w ogóle obchodzi co on o tobie myśli? - Skarciłam się w myślach.
-Starczy mi już tych ciastek. Sprawdźmy co przyszykowali nam Paul i Chris. - Zaproponował Zayn. - Idealnie. - Powiedział sam do siebie wyjmując z koszyka bitą śmietanę.
-Będziesz jadł samą bitą śmietanę? - Uniosłam jedną brew.
-Jeśli mi pomożesz. - Odparł, posyłając mi spojrzenie, którego w żaden sposób nie mogłam rozszyfrować. Czy on ze mną flirtował?
-A jeśli nie? - Spytałam, przysuwając się bliżej chłopaka.
-Nikt nie pyta cię o zdanie. - Zaśmiał się, brudząc mi czubek nosa bitą śmietaną.
-Ej, jak ja mam to zjeść? Nie dosięgnę językiem do nosa. - Żaliłam się.
-Ale ja tak. - Powiedział i zanim zdążyło dotrzeć do mnie co się dzieje, złożył całusa na moim nosie, tym  samym pozywając się z niego bitej śmietany. Czułam jak policzki zalewają mi się rumieńcem.
Tylko jedno nie dawało mi spokoju. Czy on udawał? Czy grał przed paparazzi, którzy zapewne kryli się w każdym zauku? Czy może między nami naprawdę coś zaiskrzyło?
Nie myśląc wiele pochyliłam się, z zamiarem złączenia naszych warg w pocałunku, kiedy Zayn szybko odsunął się ode mnie z przerażoną miną.
-Zrobiłam coś nie tak? - Spytałam zawstydzona.
-Nie, nie. Patrz! - Wskazał na tłum ludzi. Przyjrzawszy się, spostrzegłam, że pędzi on w naszym kierunku.
-Co się dzieje? - Zdziwiłam się.
-To fani. Musimy uciekać. - Chwyciwszy mnie za rękę podniósł się z koca i zaczął biec przed siebie, ciągnąc mnie za sobą.
-Dlaczego? - Przebierałam nogami, nie mając pojęcia, dokąd właściwie zmierzamy.
-Najwidoczniej któryś z fotografów opublikował nasze zdjęcia od razu i fani przyszli z nadzieją, że nas tu spotkają. - Tłumaczył nie zwalniając kroku.
-W takim razie chyba powinniśmy dać im autografy czy coś. - Rzuciłam nadal niewiele rozumiejąc.
-To może być niebezpieczne, [T.I]. Nie znasz tych ludzi, nie wiesz do czego są zdolni. I tak się złożyło, że nasz ochroniarz ma dziś wolne, więc to ja jestem za ciebie odpowiedzialny. - Powiedział przyciągając mnie bliżej siebie.
-Oh, już rozumiem. - Odparłam. - Tylko, że oni depczą nam po piętach. - Zayn wykonał obrót w biegu i upewniwszy się, że mówię prawdę, przyśpieszył kroku.
-Tak ich nie zgubimy. - Westchnął, po czym nagle stanął w miejscu.
-Co ty robisz? - Spytałam zdezorientowana, również się zatrzymawszy.
Zayn zignorował moje pytanie, podchodząc do chłopaka w full capie, siedzącego na ławce, obok której leżał, należący najprawdopodobniej do niego, BMX.
-Pożyczę tę maszynę, kolego. Na pewno oddam. - Rzucił mulat, podnosząc rower z ziemi. Zanim chłopak zdążył cokolwiek powiedzieć, Zayn był z powrotem obok mnie.
-Wskakuj na ramę. - Zakomendował.
-Chyba żartujesz. - Zaśmiałam się nerwowo.
-Mamy mało czasu, [T.I]. - Ponaglił mnie, mówiąc zupełnie poważnie.
Pokiwawszy głową, wgramoliłam się na ramę roweru, po czym Zayn usiadł za mną, na zmianę naciskając pedały. Nie było aż tak źle jak się spodziewałam. Jeździliśmy w kółko po parku, starając się zgubić goniący nas tłum.
-Gdzie teraz?! - Spytał Zayn starając się przekrzyczeć wiatr.
-W prawo! - Powiedziałam głośno.
-W lewo? Już się robi! - Odparł, przechylając kierownicę w kierunku przeciwnym do tego, który wskazałam.
-Nie, nie, nie! Tu jest fontanna! Zawracaj, zawracaj! - Darłam się przerażona.
-Co mówisz?! - Wiatr nadal robił swoje. - O cholera! - Krzyknął Zayn, spostrzegłwszy, że jedziemy prosto na fontannę.
-Zatrzymaj się! - Udało mi się wydusić między rozhisteryzowanymi piskami.
-Nie mogę, hamulce nie działają! - Głos Zayna też nie brzmiał spokojnie.
-No to skręć! Skręć! - Krzyczałam, ale było już za późno.
Rower ustawiwszy się równolegle do fontanny, przewrócił się przy zderzeniu z otaczającym ją murkiem. W czasie, gdy BMX leżał poobijany na ziemi, ja i Zayn cali przemoczeni siedzieliśmy w płytkiej wodzie.
-Mam nadzieję, że nie masz prawa jazdy. - Zaśmiałam się, odgarniając pasemko mokrych włosów z twarzy.
-Jak tak teraz myślę to chyba nawet nie chcę go mieć. - Zawtórował mi w śmiechu.
Siedząc w fontannie w parku z chłopakiem, którego jeszcze pare godzin temu nienawidziłam, coś sobie uświadomiłam. Spodobał mi się. Pierwsze wrażenie chyba jednak nie jest najważniejsze.
Spojrzałam w brązowe tęczówki Zayna i nie mogąc się powstrzymać, złączyłam nasze wargi. Najpierw, zszokowany zastygł w bezruchu, lecz po chwili oddał pocałunek ze zdwojoną siłą.
-Hmm... To dopiero będzie ciekawa okładka dziennika. - Wycedził, gdy się od siebie oderwaliśmy. Trochę mnie to zabolało. Czyli tylko o to mu chodziło?
-Ymmm... Tak, zrobiłam to, bo no wiesz... Niby jesteśmy parą i jesteśmy na randce, ale no wiesz.... To sprawy czysto zawodowe. Najlepiej o tym zapomnij. - Mamrotałam nieskładnie, bojąc się wyznać mu, że dla mnie znaczyło to o wiele więcej.
Nagle ku mojemu zdziwieniu, Zayn pocałował mnie jeszcze raz. Oczywiście, nie śmiałam protestować.
-A to za co? Pomagasz reporterom zdobyć materiał na niedzielne wydanie dziennika? - Spytałam trochę zmieszana.
-Raczej na dzisiejszy wpis do mojego pamiętnika, który zatytułuję "Najlepsza randka w moim życiu". - Powiedział po czym splótł nasze dłonie.
-Piszesz pamiętnik? - Zaśmiałam się.
-Nie, ale przyznaj, że ten tekst na ciebie działa. - Odparł z zalotnym uśmiechem.
-Hmmm. - Udałam, że się zastanawiam. - Na pewno bardziej niż ten o dziwce.
-A właśnie, jeszcze cię za to nie przeprosiłem. - Zarumienił się zawstydzony.
-Przeprosiny przyjęte. - Powiedziałam posyłając mu promienny uśmiech.
Cały nastrój prysł, gdy odezwał się mój telefon. Miałam szczęście, że nie zalał się za bardzo i nadal działał.
-Halo? - Spytałam monotonnie.
-[T.I], wychodź natychmiast z tej fontanny! Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego ile kosztowały twoje spodnie?! Będziesz to odpracowywać kilka miesięcy! - Darł się Chris do słuchawki. Najwidoczniej informacje rozchodzą się szybciej niż sądziłam. Czując dłoń Zayna oplatającą moją, stwierdziłam, że mimo wszystko było warto. - Nie tak miała wyglądać wasza ran...
-Dziękuję, Chris. - Przerwałam mu w pół zdania.
-Za co? - Zdziwił się.
-Jesteś najlepszym managerem na świecie. - Uśmiechnęłam się pod nosem. - Miałeś rację, naprawdę wiele ci zawdzięczam...


LOLA

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

# 78. Wszyscy.


Z ciężkim sercem chciałybyśmy poinformować Was, że nasza przygoda z imaginami dobiega końca. Powodów jest zbyt wiele, by wszystkie je tu wypisywać, ale pamiętajcie, że Was kochamy xx
Z tej okazji postanowiłyśmy połączyć siły i napisać coś wspólnie. Uważamy, że może to być jeden z naszych lepszych imaginów i mamy nadzieję, że Wam również się spodoba.
Pamiętajcie o nas.
LOLA, RECKLESS, KAHN xx
_____________________________________________________________________________

Wylegiwałam się na sofie przykryta kocykiem z narysowanym Kubusiem Puchatkiem. Wnętrze pokoju wypełniała muzyka, którą wykonywał wspaniały rockmen, Fryderyk Chopin. Spojrzałam na swoje poobgryzane paznokcie. Niebieski lakier zdrapywał się z nich, a ja byłam zbyt leniwa, by go poprawić.
Leżałam na łóżku z moją przenośną maszyną elektroniczną przeznaczoną do przetwarzania informacji, które da się zapisać w formie ciągu cyfr albo sygnału ciągłego na kolanach, przeglądając nowości w ogólnoświatowej sieci komputerowej. Na początku zawitałam na stronie plotkarskiej o nazwie „Bernardyn”. Mogłam znaleźć tam najnowsze i najlepsze informacje o celebrytach.
Najnowsza książka Henryka Sienkiewicza, autora Krzyżaków, jest już dostępna w księgarniach!
Selena Gomez jako napastnik w Angielskiej drużynie rugby.
Harry Styles na lotnisku! Po randce z Królowa Elżbieta II!
Leniwie przeglądałam portal i czytałam tylko najciekawsze artykuły. Nagle usłyszałam głośne kroki i za chwilę moim oczom ukazał się mój chłopak - Liam. Na jego twarzy malował się gniew i zniecierpliwienie.
-TI, gaś tą przenośną maszynę elektroniczną przeznaczoną do przetwarzania informacji, które da się zapisać w formie ciągu cyfr albo sygnału ciągłego i zbieraj się do wyjścia. - Ponaglił mnie.
-Jakiego wyjścia? - Spytałam zdziwiona.
-Za dziesięć minut udko kurczaka zostanie panią Malik. Nie możemy się spóźnić!
-O nie! Na śmierć zapomniałam. Ale ty też jeszcze nie jesteś gotowy. - Spojrzałam na chłopaka pytająco.
-Przebiorę się na miejscu. – wzruszył ramionami i spojrzał na mnie – W tej piżamie wyglądasz dobrze. Chodź, nie ma czasu się przebrać – złapał mnie za rękę i wyprowadził z pokoju.
Zbiegliśmy po schodach i przez frontowe drzwi, wyszliśmy na dwór. Wiał ciepły wiatr, a na niebie nie było ani jednej chmury. Przed domem na chodniku stała łódź. Wykonana była z drewna, a wykończenia były pomalowane niebieską farbą. Udko kurczaka, Zayn, Louis i Niall i byli już w środku łodzi. Brakowało tylko mnie i Liama.
Weszliśmy na pokład. Za sterami siedział SpongeBob, który kierował maszyną.
-Do Kościoła, kapitanie! – krzyknął Niall do gąbki.
-Tak się cieszę, kochanie – szepną Zayn do udka kurczaka i złapał ją za rękę.
- Ja jeszcze bardziej, misiu – powiedziało udko.
-Błagam, przestańcie. Zaraz zwymiotuję – wyznał Louis i wytknął język.
Mieliśmy już nadzieję, ze jednak uda nam sie zdążyć na wesele, kiedy nagle łódź zatrzymała się na środku chodnika.
-Co się dzieje? - Spytałam zdenerwowana.
-Chyba złapaliśmy gumę. - Słusznie zauważył Niall
-I co teraz? Nie mogę spóźnić się na własne wesele! - Zamartwiał się Zayn.
Nagle usłyszeliśmy stukot kopyt w oddali. Naszym oczom ukazał się Harry na swoim jednorożcu.
-Ktoś potrzebuje podwózki? - Spytał zadowolony z siebie.
-Harry ratujesz nam życie! - Ucieszyła się udko, na widok chłopaka.
Wszyscy wyszliśmy z łodzi i wsiedliśmy na grzbiet jednorożca.
-Trzymajcie się mocno! - Ostrzegł Harry. - Hop hop. - Zwrócił się do zwierzęcia, które wzniosło się w powietrze, pozostawiając za sobą ślad w postaci tęczy i brokatu.
Po zaledwie kilku minutach znaleźliśmy się pod kościołem.
-Gdyby Harry nie wracał z randki z królową Elżbietą, na pewno byśmy nie zdążyli. Nawet nie wiesz jak wiele to dla nas znaczy, brachu. - Zayn uśmiechnął się do przyjaciela z wdzięcznością.
-A właśnie, jak tam sprawy z twoją nową dziewczyną? - Spytał Niall poruszając znacząco brwiami.
-Chyba dobrze, nie wiem tylko czy nie jest trochę za młoda. - Loczek wzruszył ramionami.
Zayn i udko poszli dopilnować ostatnich szczegółów, a Niall postanowił dotrzymać im towarzystwa. Nagle naszym oczom ukazała się Lady Gaga we własnej osobie.
-Witajcie, kochani. - Przywitała się uprzejmie.
-Oh, nie mogę uwierzyć własnym oczom! Jestem twoją wielką fanką! Co ty tu robisz? - Bełkotałam nieskładnie.
-Mam zaśpiewać pare piosenek podczas wesela. A tym czasem muszę porwać Liama. Mam dla niego strój. - Wyjaśniła, po czym łapiąc mojego chłopaka pod ramię, udała się z nim do garderoby.
Staliśmy z Harrym i Lou, nie wiedząc co mamy ze sobą zrobić kiedy nagle znikąd wyskoczył zdenerwowany Zayn.
-O mój boże, o mój boże, co ja teraz zrobię? - Mówił sam do siebie, starając się powstrzymać łzy.
-Co się stało? - Spytał Lou zmartwionym tonem, gładząc pokrzepiająco plecy przyjaciela.
-Niall zjadł udko. - Wyznał w końcu łamiącym się głosem.
-Co zrobił?! - Zdziwiliśmy się z Harrym jednocześnie. - I co teraz? - Dodał Loczek.
-Nie wiem, chyba... - Zayn urwał wpół zdania, utkwiwszy wzrok w jednym miejscu.
Wraz z Lou i Harrym, odwróciliśmy głowy w stronę, w którą wpatrywał się Malik. Naszym oczom ukazał się Liam w miesnej kreacji Lady Gagi.
-Wyglądasz przepięknie. - Wydusił Zayn zachwycony.
-Oh, dziękuję. - Policzki Paynea zalały się rumieńcem.
-Muszę zadać ci jedno bardzo ważne pytanie. - Mulat spojrzał na chłopaka poważnie.
-Jakie? - Spytał zdziwiony.
-Czy zechciałbyś zostać panią Malik? - Zayn klęknął przed moim chłopakiem wsuwając mu na palec
pierścionek z brylantem.
-Trochę mnie zaskoczyłeś. - Powiedział Liam zmieszany. - A co z udko?
-A co ze mną? - Krzyknęłam zirytowana.
-Niall ją zjadł. - Odparł Zayn, zupełnie mnie ignorując.
-W takim razie, tak. Wyjdę za ciebie. - Chłopcy rzucili się w swoje ramiona, brutalnie łamiąc moje serce.
Nie mogąc dłużej znieść tego co dzieje się wokół mnie, rzuciłam się biegiem przed siebie, wypłakując oczy. Ponieważ łzy zupełnie rozmywały mi obraz, nie miałam pojęcia dokąd zmierzam. Nagle wpadłam na kogoś, cudem unikając upadku.
-Przepraszam, nie zauważyłem cię, bo biegłem przed siebie, wypłakując oczy. - Usłyszałam załamany głos Nialla.
-To tak jak ja. - Odparłam w ten sam sposób.
-Co się stało? - Zdziwił się blondyn.
-Zayn i Liam się zaręczyli. A ty czemu płaczesz? - Spytałam ocierając łzy.
-Miałem wyrzuty sumienia, po tym jak zjadłem narzeczoną Malika. A teraz mam jeszcze większe, bo przez to, teraz cierpisz i ty. - Niall spuścił głowę.
-Hej! Gdzie wy się podziewacie! Zaraz zaczyna sie ślub! - Usłyszeliśmy głos Louisa.
-Nie wiem czy dam radę tam isć. - Powiedziałam przeczesując włosy palcami.
-Ja tak samo. - Zgodził się Niall.
-Zapominacie, że nie wy jesteście tu najważniejsi. To najpiękniejszy dzień w życiu Zayna i Liama, jesteśmy ich przyjaciółmi, nie możemy go zniszczyć. - Skarcił nas Lou ostrym tonem.
-Masz rację. - Przyznałam.
-No to na co czekacie? Migiem do kościoła. - Ponaglił nas Louis.
-Ej, a gdzie twoja osoba towarzysząca? - Spytał Niall przyjaciela.
-Robert? Powiedział, że chwile się spóźni. Ah, ten Pattinson. - Westchnął chłopak.
Ślub trwał nieco ponad godzinę, po czym wraz z resztą gości przenieśliśmy się do sali, w której odbyło się wesele.
Pierwszym tańcem pary młodej był harlem shake. Nigdy nie wzruszyłam się tak jak widząc mojego przyjaciela i chłopaka tańczących ze sobą w rytmie dubstepu.

_____________________________________________________________________________

A prawda jest taka, że wszystko to było tylko dowcipem. I imagin i wiadomość o naszym odejściu. Traktujemy Was jak przyjaciółki i postanowiłyśmy zrobić Wam mały żart. Mamy nadzieję, że nie macie nam tego za złe :D
Nie martwcie się, nie kończymy z pisaniem imaginów. Jesteśmy tu dla Was i nigdzie się nie wybieramy xx