poniedziałek, 5 listopada 2012

# 31. Liam.

 Nie mogąc nie skorzystać z ładnej, słonecznej pogody, która w Londynie jest rzadkością, postanowiłam wybrać się na spacer. Włożyłam słuchawki do uszu i przechadzałam się chodnikiem w rytm muzyki. Po jakimś czasie mój krok stał się bardziej taneczny. Doszło nawet do tego, że wpadłam na jakiegoś przechodnia wykonując piruet. Jednak nie mogłam się powstrzymać. A kto by mógł słuchając One Direction?
Podąrzając wzdłuż ulicy, dotarłam do alejki z pawilonami. Zwalniając kroku, oglądałam wszystkie sklepowe wystawy. Żadna nie umknęła mojej uwadze. Jednak najbardziej przykuły ją sklepy odzieżowe. Najchętniej wykupiłabym wszystkie ubrania, które były w środku, ale pech chciał, że przy sobie miałam pieniądze jedynie na kawę. Właśnie, na kawę. Z chcęcią bym się jej napiła. Oglądając po drodze resztę wystaw, dotarłam do małej kawiarni, którą wybudowano niedawno. To znaczy wcześniej też była tu kawiarnia, ale inna, moja ulubiona. Nie do końca przekonana czy chcę dać zarobić komuś przez kogo ją zlikwidowano, zaczęłam czytać menu, wypisane na ciemnozielonej tablicy, powieszonej przy drzwiach.
Potrzeba wypicia kawy wzięła górę nad poczuciem lojalności. Sięgnęłam do kieszeni spodni po drobne, kiedy poczułam, że ktoś złapał mnie od tyłu i zasłonił oczy.
-Zgadnij kto to! - Mimo, że trzymający mnie mężczyzna nie brzmiał jak złodziej ani porywacz, nie mogąc zapanować nad emocjami, przerażona upuściłam pieniądze i z całej siły uderzyłam go łokciem w brzuch. Gdy rozluźnił uścisk, odwróciłam się do niego przodem i zaciskając pięść, wymierzyłam mu cios prosto między oczy.
Znokautowany przeze mnie mężczyzna upadł na ziemię, zwijając się z bólu. Nie wiedziałam nawet, że jestem taka silna. Przez chwilę rozpierała mnie duma, ale szybko ustąpiła miejsca zażenowaniu. Gdy zobaczyłam mojego napastnika, miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Co ja narobiłam? Pobiłam Liama Payna.
Jednym z powodów, dla których przeprowadziłam się do Londynu, była chęć poznania chłopaków z One Direction. No, no, świetny początek znajomości.
-O mój Boże, tak strasznie cię przepraszam, nic ci nie jest? - Wydukałam przepraszającym tonem podając Liamowi rękę.
-Mi nie, ale moja samoocena poważnie ucierpiała. Właśnie pobiła mnie dziewczyna. - Odparł chwytając moją rękę.
Pomogłam mu się podnieść i otrzepałam jego koszulę, cały czas go przepraszając i tłumacząc swoje zachowanie. Najwidoczniej go to rozbawiło.
-Nie, to ja przepraszam. Pomyliłem cię z moją znajomą, pewnie porządnie się przestraszyłaś. - Powiedział czule się uśmiechając.
Nie do wiary. Uderzyłam go kilka razy, ośmieszyłam i zniszczyłam koszulę, która nawiasem mówiąc wyglądała na cholernie drogą, a on nie dość, że jest dla mnie miły to jeszcze przeprasza.
-Nie, to nie twoja wina. To ja przesadnie zareagowałam. Strasznie mi głupio. - Obstawałam przy swoim, patrzyłam na niego ze skruszoną miną.
Wtedy nagle Liam zaczął się śmiać.
-Ej, ja tu mam wyrzuty sumienia, a ty się ze mnie śmiejesz! To raczej ja powinnam śmiać się z ciebie, bo szczerze mówiąc, nie trudno było cię powalić na ziemię. - Powiedziałam oburzona.
-Nie śmieję się z ciebie, tylko z całej tej sytuacji. - Odparł nie przestając chichotać, czym zaraził też mnie.
-Tak w ogóle to jestem Liam. - Powiedział, gdy obydwoje się uspokoiliśmy.
-Przecież wiem kim jesteś. Ja ma na imię [T.I]. - Przedstawiłam się. - Ale wcześniej mówiłam poważnie, jest mi strasznie głupio. Nie codziennie bije moich idoli. Wybierałam się na kawę, może pójdziesz ze mną? Ja stawiam. - Dodałam.
-Z chęcią wypiję z tobą kawę, ale to ja zapłacę. - Odparł posyłając mi zadziorny uśmiech.
-Ale wtedy to starci cały sens. - Powiedziałam starając się go przekonać.
On jednak się nie zgodził i skończyło się tak, że spędziliśmy miłe popołudnie pijąc kawę, za którą zapłacił.
Kto wie, może to jednak dobry początek znajomości? Muszę jeszcze kiedyś spróbować. W końcu w One Direction jest jeszcze czterech przystojniaków.


LOLA

7 komentarzy: