niedziela, 14 października 2012

# 17. Niall.


-Dzień dobry. Nareszcie wstałeś. - Powitałam blondyna, który właśnie wszedł do kuchni, w czasie, gdy ja nakrywałam do stołu.
-Tak. Obudziły mnie te piękne zapachy. Co to? Naleśniki? - Powiedział półprzytomnym głosem, po czym podszedł do mnie, aby przez moje ramie spojrzeć na patelnię.
-Zgadłeś. - Obdarowałam go szerokim uśmiechem. Nie pozostając mi dłużny objął mnie w pasie i czule pocałował w policzek.
Zasiedliśmy do stołu i wspólnie zjedliśmy śniadanie. Nie musieliśmy rozmawiać, wystarczyła nam nasza wzajemna obecność. Gdy wstałam, aby włożyć nasze puste już talerz do zlewu, Niall przyglądał mi się swoimi głębokimi, niebieskimi oczami jednocześnie wykrzywiając wargi w głupkowatym, a zarazem słodkim uśmiechu.
-Co cię wprawia w taki dobry humor? - Spytałam podejrzliwie z powrotem siadając przy stole.
-Wyspałem się, najadłem i siedzę tu z najpiękniejszą kobietą na świecie. Żyć nie umierać. - Wyjaśnił nie odrywając ode mnie wzroku. Na jego słowa zareagowałam śmiechem. Najwidoczniej jego dobry humor udzielał się też mnie.
-Skoro ten dzień tak świetnie się zaczął, wypadałoby tak też go zakończyć. - Dodał uśmiechając się tajemniczo.
-Co masz na myśli? - Spytałam, gdyż nic konkretnego nie przychodziło mi do głowy.
-Dowiesz się w swoim czasie. Patrz która już godzina! Muszę pędzić do studia. - Odparł wymijająco, po czym założył bluzę i buty. Zanim wyszedł, pocałował mnie na pożegnanie i tyle go widziałam.
To co powiedział nie dawało mi spokoju. Najwidoczniej szykował dla mnie jakąś niespodziankę. Tylko co to mogło być? Miał wrócić dopiero wieczorem, więc postanowiłam się czymś zająć, żeby o tym nie myśleć.
Zdążyłam już posprzątać cały dom, zrobić zakupy, przejrzeć portale plotkarskie, sprawdzić facebooka i twittera, a mimo to było dopiero kilka minut po piątej. Pogoda za oknem zaczynała się psuć, a ja nadal siedziałam w domu sama. Co by tu ze sobą zrobić? Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk informujący o tym, że dostałam smsa. Wzięłam telefon do ręki i odczytałam wiadomość. "Spotkajmy się za 20 minut przy fontannie, w parku za rogiem." Sms był od Nialla. Podświadomie cały dzień czekałam na wiadomość od niego. Nie zastanawiając się długo założyłam buty i wyszłam z mieszkania.
Zdziwiło mnie to, że tak wcześnie skończyli nagrywać. Częściej siedzieli w studiu całą noc niż wychodzili przed czasem. Może to była ta niespodzianka, którą szykował dla mnie Niall?
Na umówione miejsce dotarłam pierwsza. Czekałam już kilka minut, nie wiedząc czego się spodziewać. Zaczynało się robić ciemno, a Irlandczyka nadal nie było. Wiatr szargał mi włosy, a spadająca temperatura zabarwiła mój nos na czerwono. Gdzie on się podziewał? Na niebie zaczynały zbierać się chmury, chyba zbierało się na deszcz.
Zmęczona staniem usiadłam na rogu fontanny, która z powodu późnej godziny była już podświetlona. Nadawało to temu miejscu uroku. Nagle z ciemności wyłonił się Niall. Bez słowa usiadł obok mnie i zaczął grać na gitarze, którą przyniósł ze sobą.

"You know I'll be your life, your voice your reason to be
My love, my heart ss breathing for this
Moment in time
I'll find the words to say
Before you leave me today
Close the door, throw the key
Don't wanna be reminded
Don't wanna be seen
Don't wanna be without you
My judgement is clouded like tonight's sky"

Uwielbiałam kiedy mi śpiewał. Gdy to robił czułam, że jest to skierowane tylko i wyłącznie do mnie. Cały świat przestawał dla nas istnieć. Byliśmy tylko ja i on. Słowa piosenki idealnie opisywały ten moment. Chciałam, aby to trwało wiecznie, wiec gdy skończył byłam trochę rozczarowana.
Gdy odłożył gitarę na ziemię nasze usta złączyły się w namiętnym pocałunku.
-To było piękne. Dziękuję. - Powiedziałam ponownie go całując.
-Tylko, że to jeszcze nie koniec. - Odparł, gdy oderwaliśmy się od siebie. - Wiem, że mamy dopiero po 19 lat, ale nie znaczy to, że nie wiem co to jest dojrzałe uczucie. Jest to miłość, którą darzę ciebie. I mimo, że całe życie jeszcze przed nami wiem, że ono nie wygaśnie. Dlatego chciałbym zadać ci jedno niepozorne, ale jednocześnie mogące przewrócić nasz świat do góry nogami pytanie. [T.I], wyjdziesz za mnie? - Po tych słowach wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko z przepięknym pierścionkiem w środku.
-Oczywiście, że tak! Tak długo na to czekałam. - W tym momencie zalałam się łzami. Tyle razy wyobrażałam sobie tą chwilę, ale ani razu nie była aż tak piękna. Może dlatego, że nie działa się na prawdę.
Niall włożył pierścionek na mój palec. I nagle słowa znów nie były nam potrzebne. Do pełni szczęścia wystarczyła mi tylko świadomość, że siedzi obok. Postanowiliśmy nacieszyć się nią tak długo jak to możliwe.


http://media.tumblr.com/tumblr_m1mfrt0cV01r8idqm.gif


LOLA

piątek, 12 października 2012

# 16. Harry | cz.1

Piosenka : <klik> Koniecznie włączcie!
Dodajemy kolejnego imagina dziś, ponieważ jutro być może nas nie będzie :)

                Spojrzałam w brudne lustro. Na twarzy rozmazany tusz do rzęs, spierzchnięte usta, ślady kilku siniaków. Co ja ze sobą zrobiłam? Kiedyś nigdy nie doprowadziłabym się to takiego stanu. Jeszcze kilka miesięcy temu mój wygląd miał dla mnie znaczenie. A teraz? Na co mi kolorowe sukienki, piękna biżuteria, czy buty na niebotycznych obcasach? Ludzie gonią za tym co nie ma żadnego znaczenia. Liczą się pieniądze, sława, duży dom z ogrodem i basenem. Nie ma miejsca na miłość, przyjaźń, ciepło. Niestety, nie wszyscy mają to szczęście zasmakować tych dóbr. Nie każdy może przytulić się do ukochanej osoby. Nie każdemu dane jest zjeść niedzielny obiad w towarzystwie wspaniałej rodziny. Ja byłam taką osobą.

                Rodzice? Zabiegani, nie zwracający uwagi na własną córkę. Nigdy nie mieli czasu, by porozmawiać ze mną o moich problemach, zmartwieniach. Nasze rozmowy ograniczały się do tematów o pogodzie i narzekaniu na szefów mamy, czy taty. Zawsze, gdy chcę nawiązać z nimi choćby krótką pogawędkę, zbywają mnie wyjaśnieniem, iż są bardzo zajęci lub zmęczeni. Jasne, nie mogę narzekać, że nie mam w co się ubrać albo, że cały dzień chodzę z pustym żołądkiem. Jedzenie, ubrania, czy pieniądze mam. Czego chcieć więcej? Tak wygląda spojrzenie na świat moich rodziców.

                Byłeś jeszcze ty. Wielka gwiazda, bożyszcz milionów nastolatek, 1/5 sławnego zespołu. One Direction. Byliśmy przyjaciółmi jeszcze przed twoją decyzją o przystąpieniu do popularnego programu – „X Factor”. Wspieraliśmy się w trudnych momentach, cieszyliśmy się z tych szczęśliwych. Rozumieliśmy się bez słów. Pomagaliśmy sobie uporać się z problemami. Świetnie bawiliśmy się w swoim towarzystwie. Było tylko jedno „ale”. Ale uważałeś mnie za swoją najlepszą przyjaciółkę, a ja skrycie liczyłam na coś więcej. Traktowałeś mnie jak młodszą siostrę, zawsze kręciły cię dojrzalsze kobiety. Byłam i jestem zbyt nieśmiała by wyznać ci co czuję.

                Dziś i tak nie ma to już znaczenia. Pomimo, że usycham z miłości do ciebie, odpuściłam. Wiem, że „nas” nigdy nie będzie. Możesz mieć każdą dziewczynę, więc dlaczego miałbyś wybrać mnie? Po świecie chodzi wiele pięknych modelek, czy aktorek. Szczupłe, długie nogi, duże piersi i kształtny tyłek. Czego chcieć więcej? Zawsze w wywiadach podkreślałeś, że dla ciebie wygląd nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko osobowość. Kłamałeś, jestem tego pewna.

                Poczułam jak po mojej twarzy spływają łzy. Łzy smutku, zrezygnowania. Byłam na przegranej pozycji. Opuściłam głowę i pozwoliłam, by krople swobodnie kapały na beżowe kafelki. Po kolei spadały na podłogę tworząc pewnego rodzaju mozaikę. Złośliwe, przypominały mi o mojej bezsilności. Zła, szybko starałam je skarpetką. Podniosłam wzrok i ponownie przejrzałam się w lustrze. Ty szkarado… W tym momencie coś we mnie pękło. Z głośnym krzykiem uderzyłam pięścią w tafle szkła. Poczułam, jak pęka ona na tysiąc kawałeczków. Tak samo jak moje serce. Odłamki boleśnie zraniły moje palce. Wykrzywiłam się w grymasie, ale nie wystarczało mi to. Potrzebowałam więcej. Wzięłam jednego do ręki i przejechałam nim po linii nadgarstka. Bolało, piekło jak cholera. Ale sprawiało mi to ... radość? Satysfakcję? Ulgę? Tak, ulgę. To dobre określenie. Uwielbiałam kontrolować swój ból. Czułam, że coś należy do mnie i ja tym zarządzam. Nie było tak z moim życiem. Choćby na chwilę zapominałam o tobie, rodzicach, samotności. Zagryzłam wargę i ponownie wyryłam czerwoną linię. Krople krwi kapały na podłogę. Powoli mieszały się z resztkami moich słonych łez.

                Zadowolona, usiadłam na sedesie. Nie przerywałam wcześniejszej czynności. Nagle wpadłam na pomysł. Wiem, że to żenujące, ale zapragnęłam wyryć sobie twoje imię. Gdy zaczynałam kreślić pierwszą kreskę, usłyszałam kroki na korytarzu. Rodzice? Nie to nie możliwe, oni pracują do późna.

-[T.I] ?! – usłyszałam.

                O nie, to ty. Nie możesz zobaczyć mnie w tym stanie. Chciałam szybko schować szkiełka, ale mnie uprzedziłeś. Z rozmachem otworzyłeś drzwi i zauważając mnie wykrzyknąłeś:

-[T.I]! Dlaczego?! Czemu znowu to robisz?!

                Złapałeś mnie za ramiona i lekko potrząsnąłeś.

-Ała, Harry to boli – jęknęłam

-Boże, wybacz. Nic ci nie jest?

-Nie, jasne, że nie.

-Ale, czemu? Czemu to wszystko?

-Może mnie to przerosło, co? Nigdy tego nie zrozumiesz. Przez wszystkich lubiany, idealny Harry Styles! Nawet nie wiesz jakim jesteś cholernym szczęściarzem. Kochająca mama, czwórka świetnych przyjaciół. Wszystkie dziewczyny zabiłyby, by zamienić z tobą choć jedno słowo. A ja? Zapominasz o mnie, Harry! Gdzie nasze „zawsze i na zawsze”? Nie mam siły dalej żyć, rozumiesz?

                Nie wiem, czemu to zrobiłam. Czemu nakrzyczałam na ciebie. Przecież nic nie zawiniłeś. Dałam ponieść się emocjom. Wybacz..

                Spojrzałam ci w oczy i dostrzegłam w nich … zdziwienie? Widziałam, że szukasz odpowiedniej odpowiedzi na moje oszczerstwa. Otwierałeś usta, by później je zamknąć. Jedna, samotna łza spłynęła mi po policzku.

-Jasne, moje życie jest idealne! Każdy czeka tylko na mój błąd, rozumiesz? Codziennie tłum fotografów tylko czeka, aż zrobię coś źle. I nie tylko oni. Nawet nie wiesz, jakie oszczerstwa podają pod moim adresem i nie tylko! Nie dobrze mi się robi, jak je czytam. I nie jest mi łatwo pogodzić koncerty, trasę i wywiady ze spędzaniem czasu z przyjaciółmi. Bardzo chciałbym widywać cię jak najczęściej, ale nie daje rady!

                Przez dłuższy czas patrzyliśmy sobie w oczy. Nie mówiliśmy nic. Jak mogłam tak postąpić? Czułam, jak w gardle rośnie mi jedna, wielka gula. Zbierało mi się na płacz. Nie wytrzymałam i wybuchnę łam głośnych szlochem. Zauważyłam, że zdziwiony, nie wiedziałeś co zrobić. Nieśmiało podszedłeś do mnie i mocno przytuliłeś. Oplotłam swoje ręce wokół twojej talii. Czułam, że sam zacząłeś płakać. Twoje łzy kapały na mój czubek głowy. Ja natomiast zmoczyłam ci twoją ulubioną koszulkę. Biedny, mokry Mick Jagger..

-Razem damy radę, zobaczysz.. - szepnąłeś

 
 
 
 
 
RECKLESS
 

# 15. Harry / Niall. I cz. 4

 To już ostatnia część tego imagina. Przepraszam za przeciąganie i życzę miłej lektury :)
____________________________________________________________________________________

-[T.I], zadałem ci pytanie. - Powiedział zniecierpliwiony Harry nadal klęcząc.
-Jezu. Nie wierzę. - Musiałam podjąć decyzję, ale nie pochopnie. Potrzebowałam chwili, żeby to przemyśleć.
-Kocham cię i obiecuję, że już nigdy cię nie skrzywdzę. Jeśli nie chcesz ranić Nialla, ja mu powiem. Przyjaźnimy się, zrozumie. A nawet jeśli nie, to ty jesteś dla mnie ważniejsza. [T.I], proszę, zgódź się. - Przekonywał mnie Harry, prawie ze łzami w oczach.
-Nie. Nie wierzę ci. Na pewno się nie zmieniłeś. A wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze? Kocham i ciebie i Nialla. Jest tylko mała różnica: ona kocha mnie, a ty jesteś po prostu zazdrosny. Jeśli się zgodzę, szybko ci się znudzę, ale wtedy Niall już mi nie wybaczy. Na razie o niczym mu nie mówiłam, bo nie chciałam, żeby wasza przyjaźń rozpadła się przeze mnie, ale nie mogę go dłużej okłamywać. Albo ty mu powiesz co zrobiłeś albo ja. - Wybiegłam zapłakana trzaskając drzwiami.
Nie poszłam na uczelnie. Jeździłam po mieście bez celu aż do popołudnia, bo musiałam odebrać Nialla. Jak ja miałam mu spojrzeć w oczy? Miałam od razu powiedzieć co zrobił Harry czy poczekać, aż razem to sobie wyjaśnią. Nie wiem. Nie mam pojęcia.
Blondyn wybiegł z budynku i w przeciwieństwie do mnie był cały roześmiany. Usiadł na miejscu pasażera i gdy tylko mnie zobaczył mina mu zrzedła.
-Płakałaś?
-Nie. Trochę. Nie ważne. - Chyba jednak mu nie powiem nie dam rady.
-Przecież widzę. Co się stało? - Nie dawał za wygraną.
-Na razie nie mogę ci powiedzieć. Pojedźmy do ciebie, dobrze?
-Dobrze. - Zapiął pas i ruszyliśmy. Nie zadawał mi już pytań, chyba zrozumiał, że i tak nie odpowiem.
Zatrzymałam się pod willą chłopaków. Wysiedliśmy z samochodu, gdy byliśmy przy drzwiach Niall tylko nacisnął klamkę co znaczyło, że Harry pewnie jeszcze jest w środku. Był, ale nie sam. Siedział z Louisem, Liamem i Zaynem w salonie i śmiali się jakby nic się nie stało. A stało się.
-Cześć. - Przywitałam się ze wszystkimi.
-Hej, moglibyście dać mi i [T.I] chwilę prywatności? Chcę z nią porozmawiać.
Chłopcy pokiwali głowami i kierowali się w stronę schodów, kiedy powiedziałam:
-Niech Harry zostanie.
Nie ukrywam, że wszyscy się zdziwili, ale Niall najbardziej. Harry zatrzymał się w pół kroku i gdy chłopcy wyszli usiadł z powrotem na kanapie, a ja i Niall obok niego.
-Może mi ktoś wyjaśnić o co chodzi? - Zapytał podenerwowany blondyn.
-Chyba powinien to zrobić Harry. - Powiedziałam szybko, kierując porozumiewawcze spojrzenie w stronę Loczka.
-Tak, chyba powinienem. Wiem, że jesteśmy przyjaciółmi, ale kocham [T.I]. - Niall już otwierał usta, ale Harry mu przerwał. - To nie koniec. Odkąd tylko zaczęliście się spotykać, próbowałem przekonać ją, żeby cię zostawiła i była ze mną. Wiem, że przyjaciele tak nie robią, ale proszę, zrozum. Kocham ja całym sercem. - Mina Nialla mówiła sama za siebie, był na nas zły. - Ale spokojnie. Nie zdradziła cię. Ona cię kocha, a ja nie mogę się z tym pogodzić. A dziś się jej oświadczyłem. - Tymi słowami zakończył. Niall wyglądał na zaskoczonego, złego, smutnego i tak w kółko.
-Nie przyjęłam oświadczyn. - Wyjaśniłam krótko. - Ale nie zmienia to faktu, że czuję coś do Harrego. Kocham cię, ale on też nie jest mi obojętny. Nie wiem co jeszcze mogę ci powiedzieć, nie chcę cię dłużej okłamywać.
Niall zamarł. Moje wyznanie bardzo go zabolało. Nie odzywał się przez dobre parę minut, a potem z twarzą pełną bólu i łzami w oczach zwrócił się do mnie:
-Kocham cię, jesteś dla mnie bardzo ważna, to się tyczy również Harrego. - Uśmiechnął się przez łzy. - Ale ja tak nie mogę. Powinniśmy się rozstać. Nie chcę, aby dziewczyna stawała między mną, a moim przyjacielem. Boli mnie tylko to, ze tak późno się dowiaduję. -Urwał wycierając oczy.
-Niall ma rację. - Dodał Harry. -Tak będzie lepiej.
Uścisnęli się, to chyba miało znaczyć, że sobie wybaczają. Było tak jak myślałam. Prawie zniszczyłam ich przyjaźń.
-To ja już pójdę. - Wstałam i odwróciłam się, aby nie widzieli, ze płaczę. Kochałam ich obu i obu straciłam.
-Pamiętaj, że cię kocham. - Powiedział Niall, gdy stałam już przy drzwiach.
-Ja też. - Dodał od siebie Harry.
-Wiem, ale tak będzie lepiej. - Rzuciłam i wyszłam.
Musiałam się poświęcić. Gdybym wybrała jednego z nich zniszczyłabym ich przyjaźń na zawsze. W ten sposób rozpadłby się również ich zespół. Nie mogłam myśleć tylko o sobie. Jeśli naprawdę ich kochałam, musiałam dać im odejść. Nie zamierzam wracać do Polski. Jakoś ułożę sobie tu życie. Postaram się o nich zapomnieć, ale i tak do końca życia będę się zastanawiać co by było gdyby...


LOLA


czwartek, 11 października 2012

# 14. Zayn.

Sobota wieczór. W sumie to była już noc. Właśnie dlatego mój chłopak musiał wracać do domu. "Mój chłopak". Czyż to nie brzmi cudownie? A "Mój chłopak, Zayn Malik" to dopiero coś. Uwielbiałam go tak nazywać, podkreślać, że jest tylko mój. Byliśmy razem już 3 lata. Byłam z nim kiedy był zwykłym, nieśmiałym chłopakiem i kiedy postanowił spróbować swoich sił w jednym z najpopularniejszych programów telewizyjnych w kraju. Nie zostawiłam go kiedy stał się bożyszczem nastolatek i wyjeżdżał na długie miesiące w trasy ze swoim zespołem. I tego oczekiwałam od niego. Żebyśmy byli razem na dobre i na złe. Ale na jak wiele złego mogłam pozwolić?...
-Dzięki za miły wieczór. Do zobaczenia. - Powiedziałam, po czym pocałowałam Zayna na pożegnanie.
-Już tęsknię. - Odparł wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
Wróciłam do pokoju i zaczęłam przygotowywać się do snu. Założyłam piżamę, umyłam zęby i rzuciłam się na łóżko. Było mi strasznie niewygodnie. Pod ręką poczułam jakiś przedmiot. Zapaliłam światło. Okazało się, że Zayn zapomniał komórki. W pierwszej chwili chciałam do niego zadzwonić, ale niby jak miałby odebrać? Umówiliśmy się na jutro, więc postanowiłam, że wtedy mu ją oddam.
Następnie zamist zgasić światło postanowiłam skorzystać z sytuacji i sprawdzić jego smsy. Większość była ode mnie i chłopaków z zespołu. Ale trafiłam na kilka od jakiejś dziewczyny.  Nie zastanawiając się długo postanowiłam je przeczytać.
"Cześć kochanie!" - Kochanie? Co to ma być? Inne wiadomości były bardzo podobne.
Może to numer jego mamy? Nie, to głupie. Oszukuję samą siebie. Ale może da się to jakoś wytłumaczyć.
"To do jutra w..." - W tej wiadomości podane było miejsce i czas spotkania.
Pójdę tam jutro i zobaczę o co chodzi. To będzie najrozsądniejsze wyjście.
Całą noc nie mogłam zasnąć. Czy Zayn ma inną dziewczynę? Ja ja już mu nie wystarczam? I jeszcze miałby czelność umawiać się z nami tego samego dnia? Te pytania nie dawały mi spokoju.
Udało mi się zasnąć na kilka godzin. Wstałam wcześnie, żeby zdąrzyć sie przygotować. Za dwie godziny musiałam być już na miejscu. Nie miałam innego wyjścia. Musiałam się dowiedzieć czy Zayn mnie zdradza. Po prostu musiałam.
Chyba jednak wyszłam trochę za wcześnie. W restauracji jeszcze nikogo nie było. Wzięłam kartę i usiadłam w rogu. Czekałam około pół godziny. Ludzie zaczęli schodzić się na śniadanie. W końcu przyszedł i Zayn. Nie zauważył mnie, ale ja widziałam go bardzo dobrze. Kilka minut po nim do środka weszła ładna blondynka. Przywitali się, zamówili dania i zaczęli rozmawiać. Na początku wyglądało to niewinnie. Może przesadziłam? O nie, z całą pewnością nie. Tak jakby na zaprzeczenie moich słów zaczęli się namiętnie całować. Nie wiedziałam czy mam być smutna czy zrozpaczona, ale teraz na pewno byłam wściekła.
Wstałam i podeszłam do ich stolika. Odchrząknęłam znacząco. Kiedy oderwali się od siebie, odwrócili głowy w moją stronę. Na twarzy Zayna zobaczyłam strach wymieszany ze zdziwieniem. Nie spodziewał się mnie tu.
-[T.I]? Co ty tu robisz?
-Gdybym chciała, żeby zabrzmiało to jak w filmach mogłabym powiedzieć "Co ty tu robisz?" , ale tak się składa, że widzę. Jak mogłeś? Te 3 lata nic dla ciebie nie znaczą? - Nie mogłam dłużej się powstrzymywać. Wzięłam szklankę wody, która stała na stoliku i wylałam mu jej zawartość na twarz.
Nie czekając na jego reakcję wyszłam z restauracji, trzaskając drzwiami. Szłam przed siebie. Nie wiem gdzie, ale byle jak najdalej stąd. Nagle poczułam, że ktoś złapał mnie za ramię.
-Proszę cię, [T.I], daj mi wyjaśnić. - Zayn stał teraz przede mną ze skruszoną miną.
-Tu nie ma nic do wyjaśnienia. - Pozostałam nieugięta.
-Przepraszam. Kocham tylko ciebie. Nie wiem co mi strzeliło do głowy. Daj mi drugą szansę. -Prosił Malik.
-"Drugie szanse się nie liczą, ludzie nigdy się nie zmieniają." - Wyrwałam się z jego uścisku i spojrzałam mu w oczy. - Chyba, że na gorsze. - Dodałam po czym odwróciłam się i odeszłam. Znów szłam przed siebie. Nie wiedziałam dokąd prowadzi ta droga, ale miałam nadzieję, że nie spotkam na niej Zayna.


LOLA

wtorek, 9 października 2012

# 13. Liam | cz.1

Pisząc tego imagina chciałam pokazać Wam, jak piękny może być taniec. Sama uprawiam ten sport i chiałam bardzo gorąco Was zachęcić do spróbowania swoich sił w tej dyscyplinie :)
Piosenka: <kilk>
__________________________________________________________________________

                Co ja sobie myślałam, przychodząc tu? Że ktoś potraktuje mnie poważnie? Że powale wszystkich na kolana? Nie mam szansy na pokonanie tych wszystkich dziewcząt pragnących tego co ja. Wszystkie mamy jeden cel, jedno marzenie, JEDEN KIERUNEK. Co nim jest? Każda z nas chce tańczyć na scenie z piątką wspaniałych wokalistów.
                Siedziałam na niewygodnym plastikowym krześle i nerwowo wystukiwałam butem rytm o posadzkę. W ręku trzymałam formularz zgłoszeniowy. Drżącą ręką uzupełniałam rubrykę „Data urodzenia”.  Nigdy nie pomyślałabym, że mam siłę i odwagę spełnić swoje marzenie. Jasne, żyje się tylko raz, ale nie byłam typem osoby pewnej siebie. Gdyby nie moja najlepsza przyjaciółka, nie czekałabym teraz na to, aż wywołają mój numerek, a ja zaprezentuję mój układ taneczny przed menadżerem sławnego zespołu. Przed menadżerem One Direction.
                Gdy skończyłam wypełniać formularz, włożyłam słuchawki do uszu. Włączyłam odtwarzacz i usłyszałam pierwsze rytmy piosenki, do której miałam zamiar zatańczyć. W myślach studiowałam każdy krok, gest jaki miałam zaprezentować.
                Wierzyłam, że każdy taniec ma ukryty sens. Każdy mój ruch na scenie na był przypadkowy. Jeden oznaczał szczęście, miłość, radość, z kolei inny złość, nienawiść, czy smutek.
Tańczyłam od zawsze. Uwielbiałam to robić, lecz nie byłam pewna swoich umiejętności. Trenowałam pod okiem wyśmienitej trenerki, która starała się być moją przyjaciółką i wierzyła we mnie.
Z rozmyślenia wyrwał mnie okrzyk kobiety wychodzącej z pokoju przesłuchań.
-Numer 2674 proszony na salę!
                2674? Nie przesłyszałam się? Spojrzałam na wcześniej przydzielony mi kartonik z numerkiem. 2674! To ja!
                Poderwałam się na równe nogi i z nerwowym uśmiechem weszłam do pokoju, w którym stoczę bitwę mojego życia. Bitwę o marzenia.
                Wchodząc do środka oślepił mnie blask świateł ustawionych pod sceną. Rozejrzałam się. Znajdowałam się w teatrze. Na samym środku widowni siedział rzekomy Paul.
-Witam, nazywam się Paul. A ty jesteś..
-[T.I]…[T.I] [T.N] – odpowiedziałam zestresowana.
-Jasne. Idź się szybko przebrać z kurtynę, podaj płytę z muzyką mojej asystentce i zaczynaj pokaz.
                Poszłam do wskazanego wcześniej miejsca i zaczęłam wkładać mój strój. Czarna, zwiewna sukienka, rajstopy i baletki tego samego koloru i pomalowane na krwistą czerwień, usta miały nadać mroczny charakter mojemu wystąpieniu. Gotowa do tańca podałam płytę pewnej blondynce i  ustawiłam się w odpowiedniej pozie na scenie.
                Gdy usłyszałam pierwsze rytmy piosenki, zapomniałam o zżerającym mnie stresie. Byłam tylko ja, muzyka i moje emocje. Zraniona miłość, złamane serce, zawód na bardzo ważnej osobie, Drake..
                Zakręciłam piruet, skoczyłam i upadłam. Tak kończył się mój układ. Zmęczona, zaczęłam głośno dyszeć. Uniosłam głowę, by móc zobaczyć reakcję Paula. Siedział zaszokowany. Było aż tak źle? Mogłam się tego spodziewać. Nagle usłyszałam głośne oklaski. Zdezorientowana, rozejrzałam się po sali. Na samym końcu miejsc przeznaczonych na widownię stała piątka chłopaków. One Direction. Zaczęli zmierzać ku scenie, nie przestając wiwatować.
-Paul, musimy ją wziąć – wykrzyknął Harry.
                Czwórka chłopaków zatrzymała się przy ich menadżerze, lecz Liam wciąż szedł w moim kierunku.  Po schodkach wdrapał się na scenę i podszedł do mnie.
-Byłaś naprawdę niesamowita. – mówiąc to włożył mi kosmyk włosów za ucho i delikatnie pocałował w policzek.
                Kim jest Drake? Nie mam pojęcia.

RECKLESS

poniedziałek, 8 października 2012

# 12. Louis | cz.1



Dziś to skończę- pomyślałam. I zaczęłam wszystko przygotowywać. Ubrałam się w swoją ulubioną czerwoną, koronkową sukienkę. Moje długie włosy zostawiłam rozpuszczone. Nałożyłam podkład, podkreśliłam oczy i pomalowałam usta krwistą, czerwoną pomadką. Nałożyłam kolczyki i bransoletki. Tak, skończę to wszystko z klasą. Uśmiechnęłam się do swojego obicia. Kiedy wszyscy już dowiedzą co zrobiłam pewnie pomyślą sobie to samo: „Zwykła rozpuszczona dziewczyna, która nie docenia tego co ma. Przecież praktycznie miała wszystko. Ładna, bogaci rodzice, miała przyjaciół. Nic jej się nie działo” No właśnie jedno wielkie nic. Moi rodzice pracowali w wielkiej korporacji i odkąd się urodziłam wychowywały mnie opiekunki. Rodzice nigdy nie mieli czasu. Nigdy nie potrafiłam złapać z nimi wspólnego języka. Właściwie nie lubiłam przebywać w ich towarzystwie. Ale w końcu to się nie liczyło. Ważne było tylko to, że nie byłam bita i miałam co jeść. Według moich rodziców oni spełnili wszystkie swoje obowiązki względem mnie. Dla nich liczyła się tylko praca i opinia sąsiadów z zamożnej dzielnicy. Co do przyjaciół, miałam znajomych. Ale nie potrafiłam się przed nimi otworzyć. Przy nich musiała się zachowywać inaczej. Udawać, ze wszystko jest okey. Byłam po prostu nie szczęśliwa. Nawet jeśli się śmiałam to nie był prawdziwy śmiech. Ja nie potrafiłam się śmiać. Nie chciałam się już męczyć. Wolałam wszystko tylko nie takie dalsze życie: bez radości, celu, czy miłości.
Pewnie, kiedy mnie znajdą obwinią Adama. Mojego chłopak, a właściwie to już byłego chłopak. Dziś ze mną zerwał. Powiedział, że nie może być z dłużej z osoba, która nic nie czuję. Nie chce być już z osobą, która nie jest mu w stanie powiedzieć, że go kocha. Osobą, która nic nie potrafi mu wyznać, na went, tego, ze go nienawidzi.
Ale to nie przez niego to robię. Właściwie nic do niego nie czułam. Ale napisałam list, w którym wyjaśniałam, że to nie jego winna i, że od dawna to planowałam i po prostu wypadło na dzisiejszy dzień. Napisałam, że przepraszam wszystkich tych, których zawiodłam. Taaaaa… Zwykły żałosny lis pożegnalny. Wszystkie one wyglądają tak samo i wszyscy tak samo reagują, kiedy je czytają. Obwiniają się, chcą widzieć dlaczego niczego nie widzieli. Ale ja nie chciała, żeby ktoś cierpiał, przeze mnie. To moja decyzja. A ja tego właśnie chcę.
Wybrałam odpowiednie piosenki. Na podłodze porozrzucałam płatki róż. Zapaliłam świeczki.
Już było prawie wszystko gotowe, kiedy uznałam, że w jest za duszno. Otworzyłam okno na oścież, aby po raz ostatni przez nie wyjrzeć. Rozejrzałam się, kiedy mój wzrok natkną się na jakąś postać stojącą w oknie sąsiedniego domu. Był to dość wysoki, szczupły, brunet. Widziałam go już parę razy. Nie dawno się tu wprowadził. Odkąd tu mieszkał, ciągle pod jego domem kręcili się reporterzy i tłum wrzeszczących dziewczyn. Zapewne była to jakaś gwiazda. Wschodzącej sławy aktor albo coś takiego, zresztą wyglądał na takiego. Zawsze zadbany, przystojny i z miłym uśmiechem. Ale w takiej okolicy jak ta, było mnóstwo takich jak on. Chłopka przyglądał mi się z uśmiechem i nagle mi pomachał. Zabawne, że właśnie on będzie ostania osobą, która widzi mnie na tym świecie. Też się uśmiechnęłam i mu odmachałam. Chłopak zaczął coś mi pokazywać na migi, ale nie patrzyłam już na niego dalej. Zamknęłam okno i zasłoniłam żaluzje. Teraz łazienkę oświetlały już tylko świeczki.
Położyłam się w wielkiej wannie. Dobra zaczynam-pomyślałam i odkręciłam wodę. Ciepła ciecz powoli zaczęła płynąć. Zamknęłam oczy czując jak woda moczy moja sukienkę. Wody przybywało, teraz miałam już jej po szyje. Ciągle miałam zamknięte oczy, ale przeczuwałam, że woda zaczyna się wylewać, zalewając podłogę. Myślałam o wszystkich miłych rzeczach jakie mnie spotkały. Nie było ich za wiele i nie były wcale takie ciekawe jak mogło by się wydawać. Ale wspomnienia wywołały uśmiech na mojej twarzy. Teraz woda zaczęła muskać moją twarz. Coraz trudniej było mi łapać oddech. W końcu poczułam jak tracę przytomność. Nie walczyłam. Widziałam pustkę i przestawałam cokolwiek czuć. Umierałam. Miałam znaleźć się w innym świecie. Moje całe dotychczasowe życie się kończyło.
Nagle coś jakby mnie szturchnęło. Poczułam ogromny ból w płucach. Co się dziej ???????. Powoli otworzyłam oczy. Widziałam tylko nie jasne zarysy. Jakaś postać klęczała przy mnie. Ta osoba cos do mnie mówiła, ale jej nie rozumiałam. Potem poczułam nacisk na klatkę piersiową i z ust wyleciał mi potok wody. Wzięłam głęboki wdech i od razu tego pożałowałam. Czułam jakby cos kąsało mnie w gardło i do tego oczuwałam okropny ból głowy.
- Już wszystko dobrze.- usłyszałam piękny męski głos.
Popatrzyłam w górę. Nade mną pochylał się jakiś mężczyzna. Miał zatroskany, pełen obaw wyraz twarzy. Co tu się do choler dzieję? Zaraz, zaraz… ja go skądś znam. O  nie, to ten mój sąsiad, do którego się dziś szczerzyłam. Co on tu robi?????
TI: Nieee- powiedziałam słabo powodując kolejna fale bólu gardła.
Chciałam się unieść, ale chłopak delikatnie przytrzymał mnie za ramie, nie pozwalając mi tego uczynić.
-Spokojnie. Wszystko jest w porządku.- rzekł.
Patrzyłam na niego oszołomiona. Proszę nie. Proszę to nie może być prawda. Nie, błagam nie. On wszystko popsuł. Mimo, że nie miałam na nic sił i bardzo chciałam muc się położyć i zasnąć to odepchnęłam rękę chłopak i podniosłam się.
TI: Dlaczego to zrobiłeś ?- krzyknęłam na chłopaka.
- Co ty chciałaś zrobić ?- opowiedział pytaniem na pytanie.
TI: Wszystko zepsułeś- dalej krzyczałam.- Co ja teraz zrobię ? Po co tu przylazłeś ? Jeśli masz ochotę bawić się w bohatera to idź zdejmuj przestraszone koty z drzew, albo coś innego. Ja cię o nic nie prosiłam.- Coraz bardziej zbliżałam się do chłopak i już ledwo powstrzymywałam się przed uderzeniem chłopaka.
- Słucham ?????- spytał zaskoczony chłopak.- Uratowałem ci życie.- mówił zdenerwowany, a na jego twarzy zaczęły pojawiać się czerwone plamy ze złości.
TI: Wynoś się!!!!!!!!!!!- krzyczałam już głosem graniczącym ze złością, a histerią- Nienawidzę cię.- Darłam się uderzając go pięściami w brzuch.
On złapał mnie za ręce i nie umożliwiał mi dalsze zadawanie ciosów.
TI: Wyjdź!!!!. Zostaw mnie! Jeszcze mogę wszystko naprawić- mówiłam dalej się szarpiąc.
W końcu poddałam się. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Chwile tak staliśmy. On trzymał mnie za nadgarstki nie wiedząc co ma robić. A ja z opuszczoną głową głośno płakałam. Nagle chłopak przyciągną mnie do siebie. Przytulił i pozwolił się wypłakać.
Długo tak trwaliśmy. Trudno mi powiedzieć ile, bo przez ten cały czas intensywnie zastanawiałam się: dlaczego wszystko tak się potoczyło, jak bardzo nienawidzę tego chłopaka i przede wszystkim co mam dalej robić. Czy próbować dalej ? Ale byłam już zmęczona. Zresztą chciałam, żeby wszystko było idealnie. A teraz już by tak nie było. Ale jak teraz będzie wybladło moje życie ? Ja chciałam tylko sprawić, aby było łatwiej, lepiej. A teraz na pewno tak nie będzie. Jeszcze bardziej wszystko pogorszyłam.
Musiało minąć jakieś dobre 2 godziny, albo i lepiej. I pewnie drugie tyle by to jeszcze trwało, ale usłyszałam jakiś hałas. Coś było nie tak do, tej pory było cicho. O nie…
To moi rodzice podjechali na podjazd. Przecież mieli wrócić dopiero następnego dnia. Jeśli oni to wszystko zobaczą.
 Wyrwałam się z objęć chłopaka. Zaczęłam się rozglądać. Mimo, że była to moja łazienka i rodzice nigdy do niej nie wchodzili, to był mały procent szans, że postanowią tu zajrzeć. A raczej nie byli by zachwyceni takim widokiem: Powódź w łazience, ja ubrana w najlepsze rzeczy, cała mokra, rozmazana z obcym chłopakiem, również przemoczonym przeze mnie.
-Co się dzieje ?- spytał zdezorientowany chłopak.
Otworzyłam okno nie opowiadając chłopakowi. No cóż było to drugie piętro i jedyną możliwością ucieczki było zejście po pnączach rosnących wzdłuż domu. Ale było to jedyne wyjście.
Nie zwracając uwagi na chłopaka weszłam na parapet i już miałam zacząć schodzić.
-Co ty robisz????????? Przestań!- mówił zły chłopak.
Po raz pierwszy spojrzałam mu w oczy. Widział w nich strach i troskę. Miał takie piękne niebiesko-zielonkawe oczy. – Muszę uciekać. Ty tez chodź.- powiedziałam zmuszając się do oderwania od niego wzroku.
On wychylił się przez okno u lekko pokiwał głową- Dobra idę pierwszy.- powiedział i sprawnie zaczął opuszczać się w dół. Ruszyłam jego śladem. Kiedy byłam na samym dole i już miałam zeskoczyć on złapał mnie w psie i powoli opuścił na ziemię.
Bez słowa wybiegłam z mojego podwórka. Już nogi zaczęły kierować mnie w boczną alejkę, kiedy coś złapało mnie za rękę i nie pozwoliło dalej biec.
- Zaczekaj. Gdzie chcesz iść ? Chodź ze mną, pomogę ci. Jestem Louis …   


KAHN

niedziela, 7 października 2012

# 11. Harry / Niall. I cz. 3

Nie wiedziałam co mam zrobić ani powiedzieć. Harry chyba nie miał takiego problemu, bo od razu wstał od stolika, pozostawiając przy nim swoją towarzyszkę, którą była Alice. Poznałam ją, bo wcześniej widziałam milion ich wspólnych zdjęć. Kierował się wprost na mnie i Nialla. Gdy był już wystarczająco blisko zgromił nas obydwoje wzrokiem.
-Co wy tu robicie? - To pytanie skierował do Nialla.
-Przyszedłem na obiad z dziewczyną, a co? Nie wolno mi? - Rzucił opryskliwie blondyn.
-Z inną dziewczyną, tak. Ale z nią? Od kiedy spotykasz się z psychofankami?
-Oj, daruj sobie, Harry! Wiem, że mnie okłamałeś. Ona już o tobie zapomniała, więc daj jej żyć dalej. - Urwał ich rozmowę.
-A ty co sobie wyobrażasz? Przecież kazałem ci wynosić się z mojego życia. - Powiedział gniewnie, ale tym razem do mnie.
-Przecież się wyniosłam!
-Nie wiem jak ty, ale ja widzę różnicę pomiędzy wyniesieniem się z czyjegoś życia, a umawianiem się z jego przyjacielem! - Harry zaczął podnosić głos. - Chcesz we mnie wzbudzić zazdrość? Żałosne. - Dodał przewracając oczami.
-Ah, tak? To powiem ci, że to ty jesteś żałosny! Zdradzasz swoją dziewczynę ze mną, a potem udajesz, że nie istnieję. To bolało, Harry. Bolało jak cholera. Nawet mnie nie przeprosiłeś. Jedyną osobą jaka choć trochę mi pomogła jest Niall. No właśnie, Niall. Widziałeś nas. Może już jesteś zazdrosny? - Byłam z siebie dumna, że wykrzyczałam mu to prosto w twarz, potrzebowałam tego.
-Jasne, że jestem! - To zupełnie zbiło mnie z tropu. O co mu chodzi? - Myślisz, że przyjemnie tak tu siedzieć i patrzeć jak się całujecie? Nie nie jest przyjemnie, bo cię kocham. - Zamarłam. Co on sobie myślał? Że rzucę się mu na szyję i wszystko będzie dobrze? O nie. Nie ma mowy.
-Że ty niby co? Chyba cię pogięło! Gdybyś mnie kochał to nie zraniłbyś mnie tak! Po prostu chcesz tego czego nie możesz mieć! Poza tym przypominam ci, że masz już dziewczynę i tak się składa, że siedzi trzy metry od nas i wszystko słyszy. A teraz żegnam. Niall, wychodzimy. - Podniosłam się i podeszłam do drzwi, kiedy zobaczyłam, że on nadal siedzi. Stał pomiędzy przyjacielem, a dziewczyną, którą znał od niedawna. Nie wiedziałam co zrobi, ale w końcu wstał i posyłając Harremu pełne gniewu spojrzenie powiedział:
-Do zobaczenia, Harry. Pozdrów Alice.
I wyszliśmy. Powiedziałam, że źle się czuję i poprosiłam go, żeby odwiózł mnie do domu. Chyba zrozumiał. Wyznanie Harrego zupełnie mnie zaskoczyło. Ale byłam pewna, że wcale mnie nie kocha. Po prostu chce mieć to czego mieć nie może. Po drodze odbyliśmy z Niallem rozmowę na ten temat. Powiedziałam mu, że już nie myślę o Harrym. Jeszcze rano sądziłam, że to prawda, ale gdy go spotkałam stare uczucia odżyły. Nie chciałam jednak, żeby znów mnie zranił i nie chciałam też zranić Nialla.
Starałam się o tym wszystkim zapomnieć, ponieważ Niall i ja zaczęliśmy się spotykać. Mimo, ze się w nim zakochałam, czułam też coś do Harrego, ale ze względu na Irlandczyka postanowiłam zachować to dla siebie. Układało nam się świetnie, lecz byłoby jeszcze lepiej, gdyby nie jeden mały szczegół - Harry. Wysyłał mi kwiaty, czekoladki i ememesy. Mimo upływu kilku miesięcy, nadal nie dawał za wygraną. Tylko, że byłam szczęśliwa z Niallem i nie zamierzałam tego tracić. Nie chciałam też, aby przeze mnie rozpadła się ich przyjaźń, więc nic mu nie mówiłam. Z Harrym też nie rozmawiałam, ale uznałam, że w końcu nadszedł czas.
Któregoś dnia, gdy byłam w domu chłopaków, Niall wyszedł do sklepu. Postanowiłam wykorzystać okazję i rozmówić się z Loczkiem. Weszłam do jego pokoju bez pukania i od razu zaczęłam mówić.
-Masz przestać, rozumiesz? Nie wysyłaj mi nic, nie mów, że mnie kochasz i w ogóle daj sobie spokój. Kocham Nialla, on mnie też. Nie rób mu tego. Nie rób tego nam. Przestań myśleć tylko o sobie. Nie widzisz, że niszczysz nasz związek? - Nie chciałam tego, ale się rozpłakałam.
-Ale ja cię kocham. - Powiedział jakby nie słyszał co do niego mówiłam.
-Wcale nie. Myślisz tak, bo nie możesz mnie mieć. Wyjdź gdzieś z Alice. Ona cię kocha, zobacz ile ci już wybaczyła. A mi daj spokój. - Przekonywałam go dalej.
-Zerwała ze mną. I to już wtedy jak spotkaliśmy się w restauracji.
-To niczego nie zmienia! - Zaczęłam się irytować. - Po prostu pozwól mi i Niallowi, żebyśmy byli szczęśliwi. - Urwałam i wyszłam z jego pokoju. Ta rozmowa dużo mnie kosztowała, bo nadal nie wyzbyłam się uczuć do Harrego. Ale tak było lepiej. Przecież Niall kochał mnie, a ja jego, co nie?
Harry jednak tak łatwo się nie poddał. Robił to samo co do tej pory. Niall nadal nic nie wiedział, nie umiałabym mu powiedzieć. Nie chciałam stawać między nimi, ale Harry w końcu przesadził.
Niall poprosił mnie, żebym weszła do ich domu po drodze na uczelnię i wzięła dla niego bluzę, bo po zajęciach miałam odebrać go ze studia. Weszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
Jakiś czas temu dał mi klucze, ale i tak rzadko tu przychodziłam, żeby nie spotykać Harrego. Jednak dziś mi się nie udało. Harry stał naprzeciwko mnie jakby na mnie czekał. Wyjął z kieszeni spodni czerwone pudełeczko i klęknął na jedno kolano.
-Sokoro nic innego nie zadziałało, muszę zrobić to co podpowiada mi serce. [T.I], wyjdziesz za mnie? - Powiedział otwierając pudełeczko, z pięknym srebrnym pierścionkiem w środku.
Zrobiło się poważnie. Kochałam Nialla, ale Harry też nie był mi obojętny. Musiałam podjąć decyzję. Tu i teraz.


LOLA