Za pewne domyśliliście się iż na setnego imagina szykujemy dla Was coś specjalnego. Otóż nie myliliście się. Przedstawiam państwu... 6 część Harrego w roli nauczyciela. Mamy nadzieję, że się wam spodoba oraz dziękujemy za to, że jesteście z nami już tak długo, nadal czytacie nasze prace i swoimi komentarzami motywujecie nas do dalszego pisania. Kochamy Was miśki :) x
___________________________________________________________________________________
Pamiętam to jakby to było wczoraj. Ująłem delikatną twarz [T.I] w swoje dłonie i wpatrując się w jej przepiękne, błękitne oczy, pochyliłem się składając ostatni, czuły pocałunek na jej czole. Wtedy też po raz ostatni powiedziałem jej, że ją kocham. Wbrew temu co mówili wszyscy wokół, było to szczere wyznanie. Za każdym razem, gdy na nią patrzyłem wydawała mi się być taka krucha i delikatna. Zawsze czułem, że powinienem się nią opiekować. Że jestem za nią odpowiedzialny. Dlatego tak trudno było mi odwrócić się na pięcie i zwyczajnie odejść. Z każdym krokiem przybliżającym mnie do drzwi, moje serce rozpadało się na drobniejsze kawałeczki. Starałem się nie patrzeć w tył, gdyż wiedziałem że wystarczyłoby jedno smutne spojrzenie [T.I], abym bez chwili wahania zmienił podjęte decyzje i porzucając wszystkie moje plany i marzenia, rzucił się w jej ramiona. Jednak stając w progu nie wytrzymałem i posłałem jej jedno przelotne spojrzenie. Stała bez ruchu, wzrokiem odprowadzając mnie do wyjścia. Nie płakała, nie zatrzymywała mnie. Stała mierząc mnie uważnym wzrokiem, jednak nie na tyle uważnym by mogła zobaczyć, że moje serce krwawi z każdym kolejnym krokiem. Stała zbyt daleko, by dostrzec łzy w moich oczach.
Wtedy chyba jeszcze nie rozumiała, że to koniec. Myślę iż sądziła, że nadal jest dla nas nadzieja. Jednak ja miałem wtedy inne zdanie na ten temat. To nie tak, że jej nie kochałem, bo kochałem i to z całego serca. Była najważniejszą osobą w moim życiu. Nigdy wcześniej nie obdarzyłem nikogo takim uczuciem. Jeden jej uśmiech mógł rozpogodzić mój każdy, nawet najbardziej pochmurny dzień. Jej piękne, błękitne niczym ocean oczy, którymi posyłała mi pełne uczuć spojrzenia i sposób w jaki swoim miękkim głosem zapewniała mnie o swojej miłości przy użyciu słów były jedynym co trzymało mnie przy życiu. To [T.I] nadawała mu sens.
Nigdy jej o tym nie mówiłem, ale zanim ją poznałem byłem nieszczęśliwym człowiekiem. Każdy mój dzień zaczynał i kończył się tak samo, a mijał wśród wręcz dobijającej monotonii i wymuszonych uśmiechów. Byłem już zmęczony udawaniem, że wszystko jest w porządku. Byłem już zmęczony liczeniem tylko na siebie. Byłem zmęczony samotnością. Czułem pustkę, której niczym nie mogłem zapełnić. Zżerało mnie to od środka, nie dając mi spać w nocy. Pewnego dnia doszedłem do wniosku, że dłużej tak nie mogę. Wykańczało mnie to psychicznie. Decyzja o zmianie pracy napawała mnie nadzieją. Nadzieją na lepsze jutro. Wierzyłem w to, że w końcu znajdę miejsce, w którym będę szczęśliwy. I tak właśnie się stało. Już pierwszego dnia w nowej pracy spotkałem [T.I]. Niektórzy powiedzieliby, że byłem tak zdesperowany, że po prostu to sobie wmówiłem, a jeszcze inni, że to tylko nie mający pokrycia w rzeczywistości tekst na podryw, ale zakochałem się z niej od pierwszego wejrzenia. Każdy kolejny dzień w szkole tylko mnie w tym utwierdzał. Miałem nowe mieszkanie, pracę i miłość. Wszystko się układało. Powinienem był być szczęśliwy, więc czemu nie byłem? Gdyż to czego pragnąłem najbardziej było poza moim zasięgiem. [T.I], mój synonim piękna, miłości i ideału była moją uczennicą. Długo powstrzymywało mnie to przed wykonaniem pierwszego kroku, jednak w rezultacie nie dałem rady. Postanowiłem wziąć los w swoje ręce i zaznać choć trochę szczęścia. Nie zważając na to ile miałoby mnie to kosztować.Dopiero rozprawa w sądzie i wyrok sprowadziły mnie na ziemię. Powrócił mój zdrowy rozsądek, którego wcześniej mi zabrakło. Wiedziałem, że dane nam będzie wiele zapłacić za naszą miłość, jednak nie podejrzewałem, że ja zostanę z niczym. Odebrano mi pracę, możliwość wykonywania zawodu, szacunek i wszystkie moje plany i marzenia. Nie chciałem, by to samo spotkało [T.I]. Chciałem ją przed tym uchronić i sądziłem, że jedynym sposobem na to jest nasze rozstanie. I tak miała już przeze mnie wiele problemów. Nasz związek był toksyczny. Powoli niszczył nas oboje, jednak ja niczego nie żałowałem. No może oprócz tego, że nie walczyłem o [T.I] dłużej. Przecież mogliśmy przejść przez to razem. Poradzilibyśmy sobie.
Mimo upływu lat ja nadal o niej nie zapomniałem. Spotykałem się z kilkoma kobietami żadna nawet nie dorastała jej do pięt. W każdej z nich szukałem tego, co jak się potem okazało dać mogła mi tylko [T.I]. Szybko kończyłem wszystkie swoje związki, gdyż żadnej z moich partnerek nie potrafiłem obdarzyć szczerym uczuciem. Chciałem ułożyć sobie życie. Chciałem znów być szczęśliwy. I próbowałem. Jednak po pewnym czasie uświadomiłem sobie, że bez [T.I] jest to niemożliwe. Tylko do niej należało moje serce. Niczego w życiu nie żałowałem tak jak tego, że tamtego dnia po rozprawie, zwyczajnie odwróciłem się i odszedłem przekreślając wszystko przez co przeszliśmy i spisując na straty wszystko co nas łączyło. Przecież ta historia nie musiała się tak skończyć. Mogło być inaczej. Zmarnowałem jednak swoją szansę. Dopiero po roku uświadomiłem sobie, że źle postąpiłem. Wtedy jednak było już za późno. Teraz po pięciu latach nie miałem już nawet żadnych złudnych nadziei. Pewien byłem iż [T.I] jest szczęśliwa z kimś innym i ułożyła sobie życie, w którym dla mnie nie ma już miejsca.
Po tym jak straciłem pracę i prawo do wykonywania zawodu, musiałem znaleźć sobie inne zajęcie. Wyjechałem na drugi koniec Londynu, gdzie podjąłem naukę w jednej z najlepszych szkół kucharskich. Krok ten był dla mnie bardzo ryzykowny, gdyż ostatnie oszczędności wydałem na opłacenie czesnego. Wierzyłem jednak w to, że uda mi się ją ukończyć i zostać prawdziwym szefem kuchni, tak jak w moje umiejętności kulinarne wierzyła [T.I]. Zrobiłem to dla niej. Jak się potem okazało, była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Szkołę ukończyłem z wyróżnieniem, po czym od razu dostałem pracę w jednej z najlepszych restauracji w okolicy. Wszystko znów zaczęło mi się układać, jednak towarzyszyła mi ta sama pustka, która męczyła mnie zanim poznałem [T.I]. Chyba po prostu musiałem nauczyć się z nią żyć.
Tak jak każdego dnia rano zaparkowałem swoje czarne BMW na parkingu pod restauracją. Wysiadłem z auta, zatrzaskując za sobą drzwi. Następnie udałem się do tylnego wejścia dla personelu. Przekroczywszy próg, od razu ruszyłem w stronę kuchni, po kolei witając się z kolegami z pracy. Już podczas moich pierwszych dni tutaj, traktowali mnie jak przyjaciela, a z czasem staliśmy się jedną, wielką rodziną. Przyjęli mnie z otwartymi ramionami, za co byłem im niezmiernie wdzięczny. Żaden z nich nie miał pojęcia o [T.I], ani moich kłopotach z prawem i chciałem, aby tak pozostało. Wolałem to przemilczeć. Nie chciałem, żeby przestali mi ufać.
Założyłem swój biały fartuch i od razu zabrałem się do pracy. Zamówień przybywało z taką prędkością, że ja i reszta zespołu nie wiedzieliśmy za co zabrać się najpierw. Ponieważ była sobota, restauracja już od rana wypełniona była po brzegi głodnymi klientami. Wszyscy kucharze, włączając w to mnie, biegali w tę i z powrotem, by zrobić zamówione dania jak najszybciej. W kuchni zrobił się niezły zamęt. Nie wiedziałem już w co mam włożyć ręce najpierw. Ja sam do zrealizowania miałem przeszło kilkanaście zamówień. Lubiłem swoją pracę, jednak czasem bywała ciężka. W takich chwilach jak ta tęskniłem za spokojnym, szkolnym życiem. Gotowe dania podawałem kelnerowi, który zanosił je na stoliki, czekających już klientów. Tamtego dnia w restauracji było prawdziwe urwanie głowy. Ledwo kończyłem jedno danie i już zabierać musiałem się za następne.
W końcu w moje ręce trafiła karteczka z zamówieniem na spaghetti bolognese. Takie samo jak to, które zrobiłem dla [T.I] podczas jej pierwszej wizyty w moim domu. Jej ulubione danie. To właśnie w nie zawsze wkładałem najwięcej serca. Wiedzieli o tym wszyscy pracownicy restauracji. Nikt jednak nie wiedział dlaczego. Czasem pytano mnie o to, ale ja zawsze udzielałem krótkich, zdawkowych odpowiedzi. Nie chciałem, by ktokolwiek wiedział. To nie była ich sprawa, tylko moja i [T.I].
Przygotowanie tego dania zajęło mi trochę więcej czasu niż przyrządzenie pozostałych. Musiało być ono idealne w każdym calu. Kelner już od przeszło piętnastu minut czekał w drzwiach kuchni ponaglając mnie i mówiąc, abym się streszczał. W końcu podałem mu talerz. Zrobił mi jeszcze szybki wykład na temat tego, że ja strasznie się wlokę, ale to jemu dostanie się od klientów za to, że musieli tyle czekać. Rzuciłem krótkie "przepraszam" i powróciłem do swojej poprzedniej czynności. Po kilkunastu minutach w progu kuchni znów pojawił się kelner, który wcześniej odebrał ode mnie zamówienie.
-Harry? - Zawołał wypatrując mnie wzrokiem wśród tłumu podobnie ubranych kucharzy.
-Tak? - Spojrzałem na niego wyczekująco, stając na przeciwko niego, jednocześnie otrzepując dłonie z mąki.
-Jedna z klientek chce się z tobą widzieć. - Odparł.
-Jak to? Dlaczego? - Zdziwiłem się.
-Nie wiem. Podszedłem, by wręczyć jej rachunek, a gdy miałem już odejść, ona zatrzymała mnie i spytała się czy mogłaby porozmawiać chwilę z kucharzem, który przyrządził jej danie. - Wzruszył ramionami. - Chodź za mną. - Powiedział wyprowadzając mnie z kuchni.
-Okej. - Odparłem niepewnie.
Udaliśmy się do sali, w której ustawione były stoliki dla gości. Przeszliśmy między nimi, kierując się w stronę niewysokiej brunetki. Głowę pochyloną miała nad telefonem, który trzymała w dłoniach, przez co nie mogłem zobaczyć jej twarzy. Zatrzymaliśmy się przy jej stoliku, po czym kelner odchrząknął znacząco, by zwrócić jej uwagę.
-Przepraszam, proszę pani. To jest kucharz, który przygotował pani danie. - Oznajmił.
-Oh, dziękuję bardzo, że pan po niego poszedł. - Jej głos wydał mi się aż za bardzo znajomy. - A co do pana, to jestem naprawdę pod wielkim wrażeniem, jeszcze nigdy w życiu nie jadłam tak dobre... - Zaczęła mówić, jednak urwała w pół zdania, przyglądając mi się uważnie. - Harry? - Spytała z niedowierzaniem w głosie, unosząc brwi ku górze.
-[T.I]? - Dopiero po chwili uświadomiłem sobie do kogo należał ten znajomy głos. Na pierwszy rzut oka nie poznałem [T.I]. Bardzo się zmieniła. Wydoroślała. Czego jednak mogłem się spodziewać? Że na zawsze pozostanie moją uroczą, niewinną [T.I]? Przecież miała już dwadzieścia dwa lata. - Mógłbyś zostawić nas na chwilę samych? - Zwróciłem się do kelnera, na co on pokiwał głową i odszedł bez słowa.
-Boże, ile lat ja cię nie widziałam! Siadaj tu i wszystko mi opowiadaj! Co ty tu właściwie robisz? I to jeszcze w fartuchu? - Mówiła uśmiechając się promiennie. Tak bardzo tęskniłem za tym uśmiechem. Tak bardzo tęskniłem ja nią.
-Po tym jak straciłem pracę musiałem znaleźć sobie nowe zajęcie i wtedy przypomniało mi się jak powiedziałaś, że powinienem był zostać kucharzem i... tak jakoś wyszło. - Odparłem, niepewnie zajmując krzesło i siadając na przeciwko niej. - A co u ciebie? - Spytałem, nie mogąc oderwać od niej wzroku. Była jeszcze piękniejsza niż pięć lat temu.
-Po tym jak skończyłam prywatne liceum, wybrałam się na studia. Dzięki tobie chcę zostać nauczycielką angielskiego. - Powiedziała tryskając entuzjazmem. Była taka pełna życia. Zupełnie w przeciwieństwie ode mnie.
-Serio? - Zdziwiłem się. - To naprawdę wiele dla mnie znaczy. A no nie wiem... spotykasz się z kimś może? - Spytałem w końcu, przełykając ślinę. [T.I] już otworzyła usta, by mi odpowiedzieć, jednak przerwałem jej zanim zdążyła wydobyć z siebie choćby jedno słowo. - Albo wiesz co? Nie odpowiadaj. Nie chcę wiedzieć. Ale muszę ci o czymś powiedzieć i proszę cię, abyś nie przerywała mi dopóki nie skończę, dobrze? - Brunetka pokiwała głową. - Wiem, że minęło już pięć lat i ty zapewne zapomniałaś o mnie i ułożyłaś sobie życie, jednak ja nie. Cały czas myślę o tobie, o nas i o tym co by było gdybym wtedy nie stchórzył. Co by było gdybym o ciebie walczył. O ciebie i naszą miłość. Tak jak wtedy cię kochałem, tak kocham cię nadal i sądzę, że nigdy nie przestanę. Nie oczekuję od ciebie tego samego. Chciałem tylko, abyś wiedziała. Chciałbym też za kolejne pięć lat móc powiedzieć sobie "Chociaż próbowałem." bo wtedy odpuściłem zbyt łatwo i nigdy sobie tego nie wybaczę. - Powiedziałem na jednym oddechu.
[T.I] wpatrywała się we mnie nieodgadnionym wzrokiem, nie mówiąc ani słowa. W pewnej chwili, ujęła moją dłoń leżącą na stoliku i splotła nasze palce.
-Gdybyś tylko powiedział mi to pięć lat temu. Wszystko mogłoby skończyć się inaczej. Moglibyśmy teraz być razem. Moglibyśmy być szczęśliwi. Ale ty odszedłeś. - Wyszeptała patrząc mi prosto w oczy.
-Jest już za późno, prawda? - Spojrzałem na nią zawiedziony.
-Nigdy nie jest za późno, Harry. Każdy popełnia błędy. - Odparła, po czym pochylając się nad stolikiem złożyła czuły pocałunek na moich ustach. Tak długo na to czekałem. Brakowało mi smaku jej słodkich warg. To wszystko było zbyt piękne by mogło być prawdziwe. Po tych długich pięciu latach znów mogłem zatopić się w błękitnych tęczówkach [T.I].
-Kocham cię, księżniczko. - Wyszeptałem, gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Ja ciebie też, kochanie. I nigdy nie przestałam. Tylko, że teraz już nikt nie może mi tego zabronić. - Powiedziała uśmiechając się do mnie czule.
LOLA



