poniedziałek, 17 grudnia 2012

# 43. Harry.


                Stałam tam i czekałam na wskazówki reżysera programu. Z przerażaniem patrzyłam na otaczające mnie rzeczy. Roiło się od kamer, lamp i innych drogich sprzętów. W powietrzu unosił się zapach perfum Channel. No. 5 i desperacji. Ludzie ubrani w bluzki z logo programu krzątali się i nieustannie coś poprawiali. Przesuwali kable, włączali reflektory, naciskali śmieszne, kolorowe guziczki. Prezenterka rozmawiała właśnie z gwiazdą oszukaną przez swojego menagera.
                Odruchowo przygryzłam wargę posmarowaną truskawkowym błyszczykiem. Wygładziłam beżową spódnicę i strzepnęłam z niej niewidzialne pyłki. Odgarnęłam kosmyk pofalowanych włosów z twarzy. Przy tym ruchu, moje bransoletki zadźwięczały. Sięgnęłam po łyk kawy, którą zrobiono mi przed makijażem. Upiłam zimna już ciecz i wytarłam usta serwetką, starając się nie naruszyć makijażu. Przejrzałam się w jednej z wyłączonych kamer. Nadal wszystko w normie.
                Nadal w normie, serio? Nic nie jest w normie. Właśnie zaraz mam opowiedzieć wszystkim o największej tajemnicy jaką skrywałam w całym moim życiu. Wszyscy mieli dowiedzieć się o czymś co było skrywane z całych sił. Już nic nie będzie takie same.
                Nagle usłyszałam swoje imię i zobaczyłam machającego na mnie reżysera. Potrząsając dłonią dawał mi znak bym weszła na antenę. I zmieniła swoje życie.
                Wyprostowałam plecy, wypięłam pierś do przodu i uśmiechnęłam się sztucznie. Z wysoko uniesiona głową wkroczyłam do centrum studia. Oprah Winfrey wstała i otworzyła szeroko ramiona, by mnie uścisnąć. Z grzeczności zrobiłam to samo. Przytuliłyśmy się jak stare kumpelki, które nie widziały się od lat. Natomiast ja znam tą kobietę od kilkunastu minut. Pachniała tanim płynem do płukania i cynamonem. Zapach ten kojarzył mi się z moja babcią.
-Witaj [T.I.]! Bardzo nam miło, że nas odwiedziłaś. – wykrzyknęła zachwycona Oprah. Wskazała na sofę, prosząc mnie o zajęcie miejsca.
- Czuję się zaszczycona, iż mogłam tu przyjść. – odpowiedziałam, a mój głos ociekał słodyczą. Jasne, że się cieszy, rzadko kiedy widzowie dowiedzą się o tajemnicy, która zmieni pogląd niektórych na show biznes.
- Co u ciebie, skarbie? Jak cie się układa z Harrym?
- Z Harrym? Hmmm… - teraz czy za chwilę? – Świetnie, tak świetnie, genialnie! – za chwilę.
- Macie jakieś plany na przyszłość?
- Plany? Masz na myśli ślub, domek na wzgórzu i gromadka roześmianych dzieci? – zapytałam z uśmiechem – Nie, na razie nie.
- A na nieco bliższą przyszłość? Może jakieś wakacje? Ucieczka od tego wszystkiego?
-Kuszące, nawet bardzo. Ale w świecie show biznesu nie ma czegoś takiego jak wypoczynek, czy ucieczka. Gdziekolwiek się znajdziemy tam będą też paparazzi. Wielka Brytania, czy Alaska. To nie ma dla nich żadnego znaczenia. Ale czasem paparazzi są przydatni.
- Co masz na myśli?
- Kupiłam … nie, nie kupiłam. Wypożyczyłam buty z najnowszej kolekcji od Ralpha Laurenta? Kilka telefonów, stado paparazzi i najlepszej jakości zdjęcia w każdej gazecie. Od teraz wszyscy wiedzą jak bogata i gustownie ubrana jest dziewczyna Harrego Stylesa. Romantyczny spacer z moim ukochanym po plaży? Jasne, czemu nie, na zdjęciach będziemy wyglądać świetnie, idealnie.
                Zauważyłam że przez krótką chwilę Oprah nie wiedziała co powiedzieć. Otworzyła lekko usta i bez słowa patrzyła w moje oczy. Jednak, jak na porządna dziennikarkę przystało, opanowała się, chrząknęła i nie pewnie zaczęła drążyć poruszony temat.
- Rozumiem, że w świecie show biznesu nic nie jest prawdziwe? Nawet zwykły zakup butów?
- Nie wiedziałam, że jest ktoś uwierzyć w to, że naprawdę ubieram się w rzeczy, za które można by wykarmić dzieci z Bliskiego Wschodu. Niedorzeczne.  – poprawiłam kołnierzyk mojego żakietu.
- Harry to popiera?
-Czy popiera ustawki z paparazzi? A co on ma do gadania? Ma siedzieć cicho i udawać idealnego. Tylko spróbowałby sprzeciwić się Modestowi. Mógłby zapomnieć o solówkach w piosenkach. I o reszcie.
- Jest aż tak ostro? – zapytała zdziwiona Oprah.
                Zabrałam powietrze w płuca i powoli wypuszczałam je ustami zastanawiając się nad odpowiedzią. Poprawiłam spódniczkę i skrzyżowałam nogi.
- Ostrzej niż mogłoby się wydawać. Z wierzchu jesteśmy idealną rodzinką One Direction, ale jeśli zajrzałabyś w głąb nie jest już tak cukierkowo jak wydawać by się mogło. – powiedziałam zagryzając wargę.
- To znaczy? – Oprah opierała łokieć na kolanie i palcem wskazującym miarowo uderzała w usta. Była wyraźnie zaintrygowana.
- Nie każdy z każdym się lubi. Perrie i Danielle szczerze się nie cierpią. – Oprah zrobiła zdziwiona minę. Zaczęłam wchodzić na zakazane tematy. O to mi chodziło. Teraz utrę nos wszystkim ludziom z Modest. Nareszcie. – Unikają się jak ognia. Znasz historyjkę, że Niall kocha jeść? Mit, bujda. A te wszystkie zdjęcia jego śniadania, które wstawia na Instagrama? Niedorzeczne. Nigdy w życiu nie byłby w stanie zjeść takiej ilość jedzenia.
- I mówisz to bez ukazywania żadnych emocji?
- Mam płakać i udawać, że to mnie rusza? Nic z tego. Przyzwyczaiłam się już. Oswoiłam się, z tym, że do muszę ciągle kłamać i udawać. Nie mogę wyrazić swojego słowa. –W tym momencie uświadomiłam sobie co się ze mną działo przez ostatnie miesiące. Bałam się tego najbardziej, ale nic nie mogłam na to poradzić. Poczułam jak samotna łza spłynęła mi po policzku. Odetchnęłam i wyszeptałam słowa, które nie mogły mi przejść przez gardło – Zakazano mi być sobą.  
                Czułam na sobie wzrok wszystkich widzów zgromadzonych w studiu. Bez tchu czekali na moje dalsze ruchy. Wydaje mi się, iż liczyli na usłyszenie jakiegoś sekretu. Pragnęli publicznego prania brudów. Byli żądni czyjś wpadek i najmocniej ukrywanych faktów. I wiecie, co? Nakarmię głodne zwierzęta.
-Ale to nie wszystko. – widzowie nachylili się, by lepiej słyszeć moje słowa. W powietrzu można było wyczuć napięcie. – Znacie historyjkę o Larrym Stylinsonie? Większość z was uważa, że to opowiastka wyssana z palca. Nic nie warte kłamstwa. Ale naprawdę jesteście tak ślepi? Nie widzicie jak oni na siebie patrzą? Jak dbają o siebie? Mówią o sobie w wywiadach? Nie? Wiedziałam. Wy widzicie tylko to co chcecie widzieć. Według was Harry umawia się tylko z modelkami i pięknymi aktorkami. Nawet przez myśl wam nie przeszło, że on może lubić kogoś innego i może mieć własne zdanie. – Wstałam i by ludzie lepiej zrozumieli moje słowa, zaczęłam chodzić i żywo gestykulować. – Powiem wam coś, czego nie chcecie usłyszeć. Kłóciłoby się to z waszym poglądem „idealny Harry Styles” – w powietrzu zrobiłam znak cudzysłowia. – Powiem wam, iż Harry jest … gejem. – usłyszałam kilka westchnięć z widowni. – Tak, dobrze słyszycie. Harry to gej. Larry jest prawdziwy. A ja? A ja jestem zwykła przykrywką. Wiem, że nie wszystkim może się to podobać. Wiele osób, przestanie być fanami One Direction. Ale ci prawdziwi zostaną. Czemu? Bo wiedzą, że nie wszystko jest takie proste i nie każdemu dane jest być sobą. Wybaczą nam wszystkie kłamstwa. Boję się, jak Harry może zareago…. –urwałam.
                Błądząc wzrokiem po rozemocjonowanej widowni, zauważyłam kogoś kto nie powinien tu trafić. Był skryty pod czapką z daszkiem, kapturem i ciemnymi okularami przeciwsłonecznymi. Poznałam go po jego ulubionej bluzce. Biała z logiem Ramones. Boże, Harry, co tu robisz? Chłopak zauważył, iż patrzę się na niego i powolnym ruchem ściągną okulary. Przerażona ujrzałam, iż miał zaczerwienione od płaczu oczy. Mocno zacisną usta i pokręcił z niedowierzaniem głową. „[T.I], dlaczego mi to zrobiłaś?”. W głowie przelatywało mi wiele różnych myśli. Harry wstał. Wszystkie głowy zwróciły się w jego stronę. Powolnym krokiem poszedł w stronę drzwi. Przez cały ten czas patrzył mi w oczy. Chciałam krzyknąć, by został i wybaczył mi. Niestety było już za późno. Harry wyszedł przez mosiężne drzwi z napisem EXIT. Poczułam słone łzy spływające po moich policzkach. Wyszedł i już nigdy nie wróci.

RECKLESS


Wiem, iż nie każdemu może podobać się treść tego imagina. Chcę jednak zaznaczyć, iż nie obrażam w nim nikogo, ani nie pragnę przekonać Was do sowich poglądów. Imagin jak imagin, lecz z troszkę ... innym zakończeniem :)

sobota, 15 grudnia 2012

# 42. Zayn.

-Muszę się już zbierać. - Powiedziałam zerkając na zegarek.
-Dlaczego tak szybko? - Spytał brunet obdarzając mnie smutnym spojrzeniem.
Niby zwykłe pytanie, ale mi nie było łatwo na nie odpowiedzieć. Przeczesałam palcami włosy chłopaka i pocałowałam go w policzek. Zauważył, że gram na zwłokę, więc spytał jeszcze raz:
-Dlaczego tak szybko?
-Umówiłam się z Zaynem... - Jedno zdanie, cztery słowa, a tak łatwo potrafią pogorszyć mu humor. Spóścił głowę i wpatrywał się w swoje kolana, jakby widział na nich coś ciekawego.
-Taylor, ja...
-Dlaczego to robisz? Kiedy mu o nas powiesz? - Przerwał mi nie podnosząc wzroku.
-Właśnie o to chodzi. Idę się z nim spotkać, żeby mu powiedzieć... - Powiedziałam, ponieważ wydało mi się to bardzo dobrą wymówką.
-Na prawdę? - Taylor spojrzał na mnie z błyskiem w oczach.
-Tak. - Odpowiedziałam szybko, po czym go pocałowałam. Nie mogłam znieść jego spojrzenia. Nie wtedy, gdy tak perfidnie go oszukiwałam.
Nie miałam odwagi przyznać się Zaynowi, że jestem z Taylorem. Nie byłam gotowa. Nie byłam gotowa na nasze rozstanie. Chyba nawet tego nie chciałam...
Pożegnałam się z Taylorem i wyszłam z kawiarni, w której się spotkaliśmy.
Po dwudziestu minutach byłam już u Zayna. Zapukałam do drzwi, a on od razu mi je otworzył, jakby tylko czekał na moje przyjście. Weszłam do środka i poczułam się dziwnie. Coś było nie tak. Podeszłam do Zayna, żeby go pocałować, ale on odwrócił głowę i lekko mnie odepchnął.
-Co się stało? - Spytałam zdziwiona i trochę oburzona.
-Powiedz, co robiłaś dziś popołudniu? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
-Byłam w domu. - Skłamałam. Czy to możliwe, że wiedział o Taylorze? Nie, nie ma takiej opcji.
-Aha, to wszystko wyjaśnia. Tylko następnym razem jak wyprowadzisz się do kawiarni to daj mi znać. - Powiedział, a jego głos ociekał ironią.
-... - Nie miałam mu nic do powiedzenia.
-A kim był ten chłopak? - Spytał krzyżując ręce na piersi.
-Taylor to tylko przyjaciel. - Odparłam odruchowo.
-To dlaczego mi nie powiedziałaś, że idziesz z nim do kawiarni?
-Bo wiedziałam, jak zareagujesz. - Brnęłam dalej w kłamstwo.
-Ah, tak? Mam jeszcze jedno pytanie. Wszystkich swoich przyjaciół tak całujesz? - Powiedział patrząc mi w oczy, ale na język aż pchało mu się "Przejrzałem cię na wylot.".
Nie wytrzymałam tego spojrzenia, nie mogłam dalej kłamać.
-To wszystko twoja wina! - Wybuchłam nagle.
-Moja wina?! - Krzyknął Zayn nie kryjąc zdziwienia.
-Tak.
-Moja wina, że mnie zdradzasz?
-To wszystko nie tak. Myślisz, że jak ja się czuję, gdy wyjeżdżasz w trasy na długie miesiące? Czuję się samotna. Albo kiedy te wszystkie laski, które nazywasz "fankami" wyznają ci miłość i mówią, że zrobiłyby dla ciebie wszystko. Skąd mam wiedzieć, że kiedyś nie wybierzesz sobie najładniejszej z nich i mnie dla niej zostawisz? - Wyrzuciłam z siebie, to co tłumiłam od kilku miesięcy, ale wcale nie poczułam się lepiej.
-Nigdy bym ci czegoś takiego nie zrobił. W przeciwieństwie do ciebie. - W jego słowach nie było złośliwości, czy ironii, jego głos był raczej smutny, rozżalony.
-Nie wiem co mam ci powiedzieć. - Przyznałam.
-Myślałem, że mnie kochasz. - Powiedział nagle nakładając ręce za głowę.
-Może się myliłeś. - Usłyszałam, i dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że ja wypowiadam te słowa. Ale głos był jakiś inny, jakby nie mój.
-Wyjdź z mojego mieszkania. - Wymamrotał prawie niesłyszalnym głosem Zayn, chowając twarz w dłoniach.
-Właśnie miałam to zrobić. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wybiegłam, zatrzaskując za sobą drzwi.
Biegłam tak, aż do przystanku. Wsiadłam do pierwszego autobusu jaki przyjechał. Nie wiem, dokąd zmierzał, ale chciałam być jak najdalej stąd. I to jak najszybciej. Zajęłam miejsce przy oknie i wyjrzałam za nie, jakbym miała znaleźć tam odpowiedzi na wszystkie moje pytania.
Niestety jedyne co zobaczyłam to oślepiające światła bardzo szybko zbliżające się do autobusu. Ostatnie co pamiętam to paraliżujący ból.
Podobno w takich chwilach przed oczami przelatuje człowiekowi całe życie. Ja zobaczyłam tylko to co kocham: mamę, tatę, młodszą siostrę, przyjaciół i Zayna...
"Dziś o godzinie 17:24 na Downing Street doszło do wypadku. Pijany kierowca ciężarówki uderzył w bok, piętrowego autobusu. Trzy ofiary śmiertelne, osiem poszkodowanych, dwie w ciężkim stanie. Sprawcy wypadku zostaną postawione zarzuty."
Obudziłam się w szpitalnej sali. Było już jasno, co znaczy, że spędziłam tu co najmniej całą noc. Nie wiele pamiętam. Jedynie zbliżające się światła, ból, a potem dopiero wysokiego facet pytającego się jak się czuję. Głupie pytanie. Oczywiście, że czułam się źle. Ledwie przeżyłam poważny wypadek.
Rozejrzałam się po sali. Oczywiście  byłam sama. Moi rodzice i siostra mieszkali w Polsce. Ale przecież jeszcze kilkanaście godzin temu miałam chłopaka. W sumie to dwóch. Chciałam, żeby był tu ze mną Zayn. Ale po tym co zrobiłam, wątpię, żeby on chciał tu być. Mogłabym zadzwonić do Taylora, ale.. No właśnie, co ale? Chyba nie chciałam, żeby tu przyjeżdżał. Nie wiem czemu, po prostu nie miałam ochoty na jego towarzystwo. Obwiniałam go o to, że rozstałam się z Zaynem. Zaczęłam żałować, że go poznałam. Wiedziałam, że to była moja decyzja, wiec również moja wina, ale łatwiej jest obwiniać kogoś niż siebie.
Nagle poczułam, że łzy spływają po moich policzkach. Nie mogłam nad tym zapanować.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi do sali. Pewna, ze to lekarz, nawet nie spojrzałam na drzwi tylko szybko wytarłam oczy.
-Cieszę się, że się obudziłaś. Czujesz się lepiej? - Usłyszałam głos Zayna. Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Zszokowana spojrzałam na niego z szeroko otwartymi oczyma.
-Płakałaś? - Spytał siadając na rogu mojego łóżka.
-Co ty tu robisz? - Odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Widziałem jak wsiadasz to tego autobusu, więc kiedy dowiedziałem się, ze był wypadek przyjechałem do szpitala. Musiałem się dowiedzieć czy wszystko z tobą w porządku. Może jestem ostatnią osobą jaką chcesz teraz widzieć, ale musiałem. Wiem, że nie układało nam się dobrze. I mimo tego co powiedziałaś wczoraj, ja nie umiem tak po prostu przestać cię kochać. Starałem się, ale to tylko sprawia, że kocham cię mocniej. - Powiedział i spojrzał na mnie domagając się odpowiedzi.
-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałam to usłyszeć. Myliłam się, byłam głupia. Przepraszam za to co powiedziałam, w ogóle za wszystko. Kocham cię i nigdy nie przestałam, nie wiem co we mnie wtedy wstąpiło. - Odparłam, a po mojej twarzy znów zaczęły spływać łzy. Zayn otarł je i czule mnie pocałował.
-Zapomnijmy o tym. - Zaproponował, gdy się od siebie odsunęliśmy.
-Ale mi naprawdę jest przykro, tak bardzo przepraszam... - Ciągnęłam.
-Nie wiem o czym mówisz. - Powiedział i splótł nasze dłonie.


LOLA

czwartek, 13 grudnia 2012

# 41.Niall | cz. 2

Część 1<klik>.

Przepraszam, że tak długo nie dodawałam 2 części, ale kompletnie nie miałam pomysłu co dalej napisać. Dlatego chce strasznie podziękować RECKLESS, która podsunęła mi pewną myśl i dalej już jakoś poszło =]. Jeszcze raz was przepraszam i dziękuje RECKLESS, nie wiem co bym bez ciebie zrobiła XD ____________________________________________________________________________________

Nagle, kiedy byliśmy dosłownie naprzeciwko dziewczyny ona uśmiechnęła się do mnie i powiedziała coś bezdźwięczni, ale ja i tak wiedziałem co mówi.
- Pomóż mi, tylko ty możesz to zrobić, Ratuj …
Kiedy samochód przejechał obok dziewczyny, ona dosłownie rozpłynęła się w powietrzu, To tak jakby wiatr ja rozwiał.
- Widzieliście to ????????! –krzyknąłem do reszty.
Z: Ale co ?- spytał Zayn ziewając i przeciągając się. Najwidoczniej moje krzyki go obudziły.
Nic nie odpowiedziałem. Powoli się uspokajałem. To robiło się coraz bardziej dziwne. Sny to jedno, ale takie coś.
N: Nie. Już nie ważne.

Po trzech godzinach dojechaliśmy na miejsce. Przez cała drogę myślałem o tym, że zaczyna mi odwalać. Ale teraz już trochę się uspokoiłem. Pewnie trochę się mi przysnęło i to wszystko. Właśnie wyszliśmy z samochodu i pierwsze co zobaczyłem była znów ta dziewczyna. Stała przed drzwiami do szpitala. Tym razem miała na sobie długa wizytową, czerwona sukienkę. Jej włosy były spięte w luźnego koka i co któryś kosmyk wystawał z fryzury dodając całości niesamowitego efektu. Była delikatnie umalowana. Dziewczyna była naprawdę piękna co już wiedziałem z moich snów, Ale teraz wyglądała naprawdę cudownie. Nigdy nie widziałem nikogo równie tak pięknego. Przez chwile nie mogłem oderwać wzroku od tej dziewczyny, ale po chwili zacząłem iść w jej kierunku. Kiedy on to zobaczyła obdarzyła mnie szeroki uśmiechem i powiedziała :
- Pomóż mi, tylko ty możesz to zrobić, Ratuj …
Lekko uniosła swoja sukienkę odwróciła się tyłem i w tym samym momencie drzwi się otworzyły. Znów tak po prostu się rozpłynęła. W jej miejscu stanęła wysoka brunetka po 30 .
- Witam. Nazywam się Emma Sullywan . Strasznie się cieszę, że przyjechaliście. Nasi pacjenci już nie mogli się was doczekać. – przywitała nas uroczyście podając każdemu rękę. – Zapraszam.
- Jak masz na imię ? – spytałem kolejna dziewczynkę.
- Sophie.- powiedziała mała patrząc na mnie dużymi niebieskim oczami, które wydawały się naprawdę ogromne przy jej łysej główce.
Dzieciaki były naprawdę miłe. I wiem, że nasza wizyta sprawiała im wiele radości i powinienem był się bardziej zainteresować się sytuacją. Ale nie potrafiłem. Myślami byłem ciągle przy rudowłosej piękności. Coraz bardziej mnie to przerażało. Może to jakiś duch, albo coś… Nie na naprawdę zaczynałem świrować. Dlatego z powodu mojego zdenerwowania byłem w stanie tylko się uśmiechać i przytakiwać na opowiadane przez moich przyjaciół.
Kiedy złożyłem kolejny autograf, coś za oknem zwróciło moją uwagę. Po raz kolejny była to ta dziewczyna. Stała tam i tak po prostu się we mnie wpatrywała. Tym razem włosy miała związane w wysoką kitkę. Była ubrana w przetarte dżinsy, obcisłą bluzkę na ramiączka i czarną skórę. Ze wszystkich jej wcieleń teraz wyglądała najbardziej realistycznie. Uśmiechnęła się do mnie, ale inaczej niż zwykle. Tak bardziej zadziornie. To jeszcze bardziej wzbudziło moją ciekawość. Wyszedłem z sali, mówiąc reszcie, że idę się przewietrzyć. Kiedy wyszedłem na zewnątrz dziewczyna była już jakieś 200 metrów przede mną, szła sobie powoli w stronę lasy, który był niedaleko ośrodka.
- EJ TY!! -krzyknąłem do niej.
Kiedy, dziewczyna mnie usłyszała odwróciła się w moja stronę chwile na mnie popatrzyła i znów uśmiechnęła się w ten sam sposób. Po czym szybko odwróciła się na pięcie i zaczęła biec. Ruszyłem za nią. Kiedy wbiegłem do lasu stała jakieś 10 metrów przede mną.
- Kim do cholery jesteś ? – spytałem ją.
- Pomóż mi, tylko ty możesz to zrobić, Ratuj…
- To już wiem, ale jak mam cię uratować i przed czym ? – spytałem robiąc parę kroków w jej stronę.
Dziewczyna nie zwróciła uwagi na to co jej powiedziałem. Jakby w ogóle mnie nie usłyszała. Zaczęła iść w głąb lasu, a kiedy nadszedł mocniejszy podmuch wiatru znów rozpłynęła się w powietrzu.
O co w tym wszystkim chodzi ? Teraz to już naprawdę się pogubiłem. Postanowiłem wracać do chłopaków i powiedzieć im, że się źle czuje i muszę jak najszybciej wrócić do domu. Ale dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że zaszedłem tak daleko w głąb lasu. Nigdzie nie widziałem zarysu szpitala. Wszędzie tylko drzewa. No po prostu nie wierzę. Teraz to byłem już mega zły. Przeklinając pod nosem zacząłem iść przed siebie, nie zastanawiając się czy to jest dobra droga. Szedłem tak już około 15 minut, ale byłem jeszcze ciągle tak samo mocno zdenerwowany.
Przez całą drogę wytrwale wpatrywałem się w moje buty. Nie wiem czemu, chyba często tak robię , kiedy jestem zdenerwowany. Ale nagle uniosłem głowę. Po raz kolejny dzisiejszego dnia zobaczyłem ta dziewczynę. Ale tym razem była jeszcze inna niż za tymi wcześniejszymi razami. Wtedy nie zwróciłem uwagi, ale wcześniej jej skóra zawsze była jakoś, dziwnie błyszcząca i przezroczysta. Ta dziewczyna bardziej przypominała człowieka. Była równie piękna jak wcześniej, ale bardziej blada, a jej oczy były lekko podkrążone. Ale najbardziej moja uwagę zwróciło to w co była ubrana. Było to zwykłe białe spodnie i koszula, coś jakby piżama i na chude ramiona miała tylko naciągniętą zielona bluzę. Ten biały strój nosili wszyscy pacjenci w tym szpitalu…
Dziewczyna stała parę metrów przede mną i ze zdziwieniem oraz lekkim przerażeniem się we mnie wpatrywała. Musiała zauważyć mnie wcześniej niż ja ją.
- Co tu robisz ? – spytała mnie. Jej głos tez był inny. Bardziej ludzki.
- A ty ? – spytałem wpatrując się w nią coraz bardziej intensywnie.
- Ja ? Można powiedzieć, że sobie spaceruje. – powiedziała i uśmiechnęła się do mnie.
Teraz już nie miałem wątpliwości, że dziewczyna jest jak najbardziej prawdziwa. W tym uśmiechu było tyle uczuć. Niby w sumie to był bardziej taki lekki uśmieszek, ale ukazywał tyle radości i dobra.
Mimowolnie też się uśmiechnąłem. Teraz już cała moja złość i wszystkie problemy odeszły.
- A ja się chyba zgubiłem.- powiedziałem nie przestając się szczerzyć.
Dziewczyna krótko zachichotała.
- Chyba nie jesteś stąd ? – spytała.
- Nie.
- A gdzie chcesz dojść. Często spaceruje w tym lesie, wiec chyba mogłabym ci pomóc.- powiedziała.
- Wiesz, gdzie jest taki duży niebieski szpital ?
- Tak.- powiedziała i mimo, że starała się to ukryć na jej twarzy pojawił się cień smutku. – To w tamą stronę – pokazała drogę, z której przyszła.- Mogę cię zaprowadzić. – zaproponowała lekko speszona.
- Myślę, że bez twoje pomocy za szybko nie wyjdę z tego lasu. – powiedziałem i podeszłem do dziewczyny.
- Jak masz na imię ? – spytała, kiedy szliśmy już ramie w ramię, obok siebie.
- Niall, a ty ?
- TI.- powiedziała dziewczyna.
- To skoro nie jesteś tutejszy, to skąd jesteś ? – kontynuowała TI.
- Na co dzień mieszkam w Londynie, ale jestem z Irlandii.- bardzo ciekawy byłem czy mnie rozpozna. Ale raczej w to wątpiłem, nie wyglądała na nasza fankę.
- Londyn, zawsze chciałam tam zamieszkać. To takie piękne miasto z tyloma możliwościami. – mówiła dziewczyna. Widziałem, że oczyma wyobraźni jest już ona w innym świecie. Ciekawe o czym tak rozmyśla.
- To jak, kiedyś wpadniesz, to już wiesz do kogo możesz się zwrócić.- powiedziałem.
TI nic nie odpowiedziała tylko się do mnie uśmiechnęła.
- A ty tu, gdzieś mieszkasz? – spytałem, po dłuższej chwili ciszy.
- Można tak powiedzieć. Na jakiś czas.
Spojrzałem na nią pytająco, no co ona odpowiedziała:
- Bo widzisz. Ten szpital, o którym mówisz to… to jest tymczasowo mój dom. Bo jestem chora.- powiedziała TI.
Te parę słów były najgorszą rzeczą jaka w życiu usłyszałem. Ten szpital był jednym z nie wielu na świecie, gdzie leczono tylko dzieci chore na raka…
Nie miałem pojęcia co mam jej na to powiedzieć. Powinienem był powiedzieć coś co było by na miejscu, a jedyne co w tej chwili byłem w stanie zrobić, zadać lawinę pytań typu: Jak to ? Dlaczego ? Czy to sobie żartujesz ?. Ale raczej mówienie tego był niestosowne do sytuacji. Dlatego nic nie mówiłem. Czekałem, aż wymyśle coś sensownego. Spojrzałem na TI. Była bardzo opanowana. Jej wyraz się nie zmienił i ciągle wyglądał tak samo spokojnie jak w chwili zanim mi to powiedziała. W cierpliwości czekała na moją reakcje. Przynajmniej to sprawiał, że to byłem w stanie to wszystko jakoś bardziej ogarnąć. Ti chyba po prostu już się ze wszystkim pogodziła…
- To już jesteśmy- powiedziała nagle Ti, kiedy wyłoniliśmy się za ostatnich drzew.
- Dziękuję, nie wiem co bym bez ciebie zrobił. – powiedziałem szczerze posyłając jej szeroki uśmiech.
- Nie ma za co. Fajnie było kogoś nowego spotkać. Szczególnie w moim lesie. – powiedziała tez się uśmiechając.
- A tak w ogóle to co ty tu robisz ? – spytała TI.
- Wiesz, ja jestem w takim zespole i słyszeliśmy, że jest tu wiele naszych fanów.
- A faktycznie słyszałam, że jakiś sławny boysband ma przyjechać. Więc tu chyba nasze drogi się rozejdą NIall. – powiedziała, ciągle się uśmiechając ale widziałem, że była lekko zasmucona.
- Jeszcze mogę cię odprowadzić. – powiedziałem, starając się z całych sił nie okazywać mojego smutku.
- Wiesz, no właśnie nie do końca. Bo widzisz nikt nie może mnie zobaczyć. Nie wolno mi opuszczać ośrodka. Nikt nie wie, o moich spacerach. Jeśli ktoś się dowie, o tym co robię będę miała kłopoty.
- Ooooooo. To jak chcesz się z powrotem dostać do środka ?
- Mam swoje sposoby.- powiedziała TI, uśmiechając się tajemniczo.
- Potrafisz stawać się nie widzialna ? – spytałem na żarty.
TI krótko się zaśmiała i powiedziała- Nie, ale blisko. Mój sala znajduje się na paterze, od drugiej strony budynku.
- Czyli tak po prostu, kiedy masz ochotę to sobie wyskakujesz, a potem się wspinasz z powrotem ? – spytałem zdziwiony.
- Nie tylko wtedy, kiedy chce pobyć sama i potrzebuje od tego wszystkie uciec.
-Wychodzi na to samo.
Poszedłem z nią okrężna drogą na tyły budynku.
- To tu. – powiedziała i zatrzymała się przy lekko uchylonym oknie.- To chyba czas się pożegnać.
- I co zamierasz tam po prostu wskoczyć ? – spytałem, nie zwracając uwagi na to co powiedziała. Nie chciałem się z nią rozstawać.
- Tak- powiedziała i zanim się zorientowałem znalazła się już w pokoju. Po prostu podciągnęla się na rękach i sprawnie przerzuciła obydwie na nogi przez parapet. Zrobiła to strasznie zręcznie, tak jakby nie sprawiało jej to żadnej trudności. Dziwne jak na osobę chorą. Ale w takim razie może nie było jeszcze tak źle.
- Łał TI. Ja myślałem, ze będę musiał cię tam wrzucać. A tu proszę. – powiedziałem z uznaniem.
Postanowiłem pójść w jej ślady i również dostałem się do jej sali. Akurat, kiedy stanąłem na posadce, ktoś z rozmachem otworzył drzwi. Do sali wbiegły 3 dziewczyny, ubrane podobnie jak TI. Dwie z niech nawet nas nie zauważyły. Bardzo żarliwe czegoś szukały. Ale ta jedna patrzyła na nas z zaskoczeniem. Wiedziałem już, że mnie rozpoznała. Ale za nim dziewczyna zdążyła do siebie dojść. Do pokoju powolnym krokiem weszła cała reszta 1d.
- To co znalazłyście te kartki ? – usłyszałem głos Harrego zanim zdążyłem go jeszcze zobaczyć.
- O NIall. No właśnie, gdzie ty się podziewasz, nie długo już się zbieramy. – powiedział Liam, kiedy mnie zobaczył.

~*~

Daliśmy tym dziewczyną autografy i zrobiliśmy sobie z nimi zdjęcie. Potem przyszedł Paul i oznajmił nam, że już jedziemy. Nie wiedziałem jak się mam zachować. A nie miałem czasu do namysłu, bo już wychodziliśmy. Zdążyłem powiedzieć, tylko : Cześć TI. A ona tylko się do mnie uśmiechnęła.
Przez cały tydzień, po wizycie w szpitalu, nie mogłem przestać o niej myśleć… Co prawda od tamtego momentu, już nie widywałem jej jako ducha, ani nie nawiedzała mnie już w sanach. Ale jakoś tak ciągle przypominałem, sobie widok jej zielonych oczu. W głowie siedziało mi nie tylko to jaka była piękne, ale tez jej słowa. To z jakim spokojem powiedziała mi o swojej chorobie. Tak jakby, już się podała.
Nie wytrzymałem. Musiałem ją jeszcze zobaczyć pojechałem do szpitala. Ale tym razem sam bez chłopaków. Miałem ciemne okulary i kaptur na głowie i ogólnie starałem się nie rzucać w oczy, żeby mnie nie rozpoznano. TI zdziwiła się na mój widok, ale było bardzo szczęśliwa. Miło spędziliśmy czas, dużo się o niej dowiedziałem, a ona o mnie. Jednak to nie było nasze ostatnie spotkanie. Od tej pory przyjeżdżałem do niej raz w tygodniu, a jeśli miałem czas to nawet częściej. Nigdy nie powiedziała mi co tak konkretnie jej dolega. A ja się nie dopytywałem. Myślę, że nie chciał, żeby to wiedział i zresztą chyba się z nią zgadzałem. Ale mimo to widziałem, że z każdym naszym spotkaniem pogarszało się jej. Robiła się coraz bardziej blada, coraz częściej wiązała włosy i stawała się coraz chudsza. Kiedy sobie to wszystko uświadomiłem wiedziałem, że muszę zrobić wszystko, aby była szczęśliwa. Zdawałem sobie sprawę z tego, że czas też zająć się tym, aby znaleźć odpowiednich lekarzy, żeby jej pomogli. Ale to jakoś spadało na dalszy plan. Może po prostu, bałem się, że nikt nie może jej już pomóc. Ale w tamtej chwili myślałem tak, że najpierw zrobię wszystko, żeby ja uszczęśliwić, a potem zajmę się jej zdrowiem. Na początku postarałem, się o oddzielną sale dla niej i pozwolenie na opuszczenie szpitala na parę godzin, pod moja opieką. Najczęściej chodziliśmy do tego lasu, gdzie się poznaliśmy. Po wielu namowach jej lekarzy, zabrałem ją też do Londynu. To był najpiękniejszy widok, w moim życiu . Widzieć ja taką szczęśliwą. Zachwycała się, każdą rzeczą jaką zobaczyła. Niestety musiała wrócić. Ale dalej spełniałem każde jej marzenie, o którym kiedyś przez przypadek mi powiedziała. Patrzenie ile radości jej to wszystko sprawia było dla mnie najlepszą rozrywką. Wszytko inne przestało mieć znaczenie. Nie chodziłem już na imprezy, nie widywałem się z rodziną, a co do zespołu pokazywałem się tylko na tych niektórych najważniejszych wydarzeniach. Teraz dla mnie liczyła się tylko TI. Czułem, że z każdym dniem czuje do niej coś więcej. Zakochiwałem się w niej. Wiedziałem, że tez nie jest jej obojętny. Ale bałem się zrobić jakiś krok. Obawiałem się tego, że ona woli żebyśmy zostali przyjaciółmi.
Pewnego dnia, zadzwonił do mnie telefon ze szpitala. Lekarz TI oznajmił mi, że jest z nią bardzo źle. Nie słuchałem go dalej. Wsiadłem w najszybszy samolot ignorując fakt, że byliśmy właśnie na bardzo ważnej gali. Kiedy byłem już na miejscu nie wiedziałem co się dzieje. Wszyscy mówili tylko, że strasznie im przykro i takie różne rzeczy. Ale do mnie nic nie docierało. Dopiero, kiedy jedna z pielęgniarek powiedziała, że Ti mnie teraz potrzebuje. Zostawiłem tych wszystkich ludzi i pobiegłem do moje TI. Leżała bezwładnie na szpitalnym łóżku i był przypięta do tysiąca urządzeń. Wyglądała naprawdę źle. Zniknęły jej piękne rude włosy. Była teraz łysa. Jej zawsze pełne życia oczy, były teraz bure i okalały je ogromne sińce. Oprócz tego była naprawdę okropnie blada.
- Niall- wyszeptała moje imię i starała się do mnie uśmiechnąć.
Podszedłem do jej łózka, uklęknąłem przy niej i obydwiema rękami ścisnąłem jej kościstą, zimna dłoń.
- TI. To nie może być prawdą. O Boże to wszystko moja wina. Przecież mi mówiłaś, że muszę cię uratować. Że tylko ja mogę to zrobić.- mówiłem, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
TI otarła je druga ręka, uśmiechnęła się i powiedziała:
- Nie, nie mów tak. Tak miało być. A ty już mnie uratowałeś. Jesteś najwspanialszą osobą, jaką znam. Pomogłeś mi przezwyciężyć strach. Dzięki tobie nie boje się już śmierci. Kiedy się dowiedziałam o moje chorobie wiedziała, że od teraz moje życie, będzie biegło według jednego schematu. Każdy dzień będzie mi przypominał o moim stanie i będzie mnie uświadamiał, że jestem tego coraz bliżej. Coraz bliżej śmierci, której nadejścia tak strasznie się bałam. Myślałam, że każdy dzień będzie wyglądał tak samo. Ale ty to zmieniłeś. Spełniłeś wszystkie moje marzenia. Byłeś przy mnie. Sprawiłeś, że te wszystkie chwile spędzone z tobą byłe najlepszymi momentami w moim życiu. Uratowałeś mnie Niall i za to ci dziękuj. Kocham cię. – wypowiedziała te parę słów patrząc mi głęboko w oczy. Ale to były już jej ostatnie słowa.



KAHN

wtorek, 11 grudnia 2012

# 40. Liam.

Oooooooo tak, czułam się cudownie. Wiatr, który muskał moja twarz i rozwiewał włosy, muza na ful i coraz większa prędkość, która dodawała adrenaliny. Byliśmy tylko ja i mój nowy przyjaciel. Nowiusieńki, prosto z salonu, czerwony kabrioletem. Oj dużo na niego wybuliłam. Rodzice musieli mi do niego dołożyć. Co wiązało się z byciem idealna córeczką, przez ponad pól roku. Same piąteczki, zero imprez, grzeczna, ułożona. Możecie się domyślić, że to nie było takie proste. Ale było warto. Nareszcie, właśnie dziś w moje 18 urodziny pojechałam z tatą do salonu samochodowego po mój samochodzik. Od dziś był już tylko mój. Jechał teraz do mojej przyjaciółki ITP, aby pochwalić się moim cudeńkiem.
Musiał niestety zwolnić, bo wjeżdżałam na teren zabudowany. Właśnie miałam zmienić pas i skręcić w prawo, kiedy coś z dużo siłą popchnęło mnie do przodu. Przerażona zdałam sobie sprawę, że ktoś we mnie uderzył. Szybko otworzyłam wysiadłam z samochodu.
- O nieeeeeeeee. –krzyknęłam zasłaniając sobie usta dłonią.
Cały tył i lewy bok mojego kabrioletu był wgnieciony. Wszędzie wokół, było rozpryśnięte szkło z świateł. Przez chwile jeszcze trwałam w lekkim szoku, ale szybko zaczęłam się zastanawiać jak to się stało. Nagle zauważyłam drugi samochód. Czarne, połyskujące BMV, które kosztowało na pewno masę kasy. Auto było wgniecione z przodu. Aha, a wiec to ty ? – pomyślałam i zaczęłam się kierować stronę BMV. Nagle z auto wysiadł kierowca, którego wcześniej nie mogłam zobaczyć z powodu przyciemnianych szyb. Było to mężczyzna około 20 lat, umięśniony i zadbany.
- Coś ty cholery zrobił ???? – krzyknęłam do chłopaka.
- Nie wiem jak to się stało, ale czy….- zaczął chłopak, ale mu przerwałam.
- No ja kurwa też nie wiem. Mam ten samochód może od 3o minut, a już jest rozpieprzony. – krzyczałam na chłopaka.
- Przepraszam. Na pewno jakoś dojdziemy do porozumienia, ale proszę, czy moglibyśmy przejść, gdzieś w mniej publiczne miejsce, nie chce zamieszania. – powiedział bardzo spokojnie.
-A po co ??????? Nie, załatwimy to teraz, a najlepiej od razu dzwonie na policje – powiedziałam i zaczęłam już wybierać numer, kiedy chłopak wyrwał mi mój telefon.
- Nie proszę nie musimy tego tak załatwiać. Obiecuje, że za wszystko zapłacę, tylko błagam zróbmy tak jak mówię.
- I jeszcze czego. Oddawaj mi mój telefon, bo cię jeszcze oprócz tego o kradzież oskarżę. – robiłam się coraz bardziej wściekła.
Chciałam odebrać chłopakowi mój telefon, ale złapał mnie za łokieć nie pozwalając na dalsze ruchy. Nagle w druga rękę wsadził mi mój telefon, a sam zdjął czarne okulary, które do tej pory zasłaniały mu oczy. Na początku kompletnie nie rozumiałam o co mu chodzi. Ale tak jakbym gdzieś już go widziała.
Aaaaaaaaaaa już teraz wszystko jasne, to był Liam Payne, członek One Direction. To pięknie właśnie jedna z największych gwiazd na świecie, właśnie uderzyłam w mój nowiutki, prosto z salonu samochód, na który czeka całe 6 miesięcy i kosztował mnie on fortunę. Czy w tym dniu jeszcze coś mnie zaskoczy ?
- Proszę zrozum, nie mogę pozwolić, żeby to się rozniosło. Zapłacę ile będziesz chciała. Proszę.- mówił chłopak.
Strasznie mu zależało. Zaczynałam widzieć w jego oczach rozpacz. Zrobiło mi się go trochę szkoda.
- Niech będzie. – powiedziałam przeciągle.
- Dziękuję. – powiedziała Liam, a na jego twarzy zagościł uśmiech zadowolenia.
Ale niech nie myśli, że tak szybko mnie kupił tym żałosnym błaganiem. Wyrwałam mu się i jeszcze raz spojrzałam na moje auto, żeby ocenić straty.
- Ale gdzie ty chcesz iść? Co ja mam z nim zrobić? Tak tu go zostawić ? Ohhhhhh tylko na niego spójrz.- Gniew znów się we mnie wzbierał.
- Nie chciałem, spieszyłem się- powiedział chłopak, widziała, że jest mu głupio, ale to mi nie wystarczyło, tak szybko nie wybaczę zniszczenia mojego maleństwa.
- Taaaaaaaaaaa. No pewnie i to, że się spieszyłeś dało ci prawo do jebnięcia w mój kabriolet. No jasne. Patrzcie na mnie jestem Liam Payne ostre, kurwa ciacho z One Direction. Mnie nie obowiązują zasady ruchu drogowego. O nie, jak ja się gdzieś spieszę to mogę wszystko. Więc jak sobie ktoś kupił nowe auto, o którym marzyło się całe życie, to ostrzegam, że się spieszę i to ja Liam.
Liam tylko popatrzył na mnie smutnymi oczami, a potem spuścił głowę. O nieeeee. Teraz przypominał mi zbitego szczeniaczka. No pewnie, to on we mnie uderzył, ale to ja czułam się winna, bo zrobiło mi się go jakoś szkoda- Nie ważne. Już i tak za późno. Zróbmy tak ja ty chcesz. – powiedziałam już bardziej spokojnie.
Liam wyjął swój telefon i do kogoś zadzwonił. Rozmawiał jakieś 5 minut dokładnie coś ustalając.
- Dobra, to pojedziemy teraz razem do mnie do domu i tak spiszemy oświadczenie i wszystkie te formalności, za chwile przyjedzie mój menażer on się zajmie autami i cała resztą, a my się stąd zabierzemy. Zostaw tylko kluczyki.
Już miałam, zacząć protestować, ale jak by się dłużej nad tym zastanowić to co miałam zrobić. On i tak prędzej czy później, sam czy ze mną by się stąd ulotnił. A tak w spokoju wszystko załatwimy.
- OK.- powiedział tylko.
Nie długo przyjechał jakiś mężczyzna, długo rozmawiał z Liamem, potem podszedł do mnie przedstawił się i powiedział, że on już zajmie się moim samochodem i żebym się o nic nie obawiała, potem dał Liamowi kluczyki od auta, którym przyjechał. Usiadłam z przodu, a Liam prowadził.
- Posłuchaj naprawdę mi przykro, ja nie wiem jak to się stało, powinienem był bardziej uważać. – powiedział chłopak po kilkunastu minutach niezręcznej ciszy.
- Trudno, zdarza się. – powiedział i lekko się uśmiechnęłam.
Całe zdenerwowanie już mnie opuściło, ze wszystkim się już pogodziłam.
- Jeszcze raz przepraszam. A tak w ogóle jak masz na imię ? – spytał Liam.
- TI.
- Aha, a ja jestem Liam, ale to chyba już wiesz.- powiedział chłopak uśmiechając się do mnie.
- Tak.- powiedziałam i nagle zaczęłam się bardzo głośno śmiać.
Kiedy sobie przypomniałam jak wcześniej mu pojechałam, jakoś strasznie mnie to rozbawiło. Śmiałam się strasznie długo i aż się popłakałam. Liam spoglądał na mnie trochę zdziwiony i zaskoczony. Sama nie wiem, co było przyczyną mojego nagłego humoru. Może po prostu odreagowywałam po tym całym dzisiejszym dniu. Gdy już się uspokoiłam, byłam strasznie czerwona, i mokra od łez.
- Co jest tak śmiesznego ?- spytał Liam.
- Nic kompletnie nic.
Chyba dojechaliśmy na miejsce, bo Liam zatrzymał samochód. Odwrócił się do mnie twarzą, popatrzył mi w oczy i nagle to on wybuchnął śmiechem. Od razu do niego dołączyła i teraz razem śmialiśmy się nie wiadomo z czego.
Kiedy już obydwoje się ogarnęliśmy, wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy w stronę dużego, ładnego jak przypuszczam domu Liama.
Weszliśmy do środka. Wnętrze było urządzone bardzo nowocześnie, ale i z klasą. Naprawdę mi się podobało, chyba jeszcze nigdy nie widziała tak ładnego domu. Ale co się dziwić on jest z One Direction, na pewno ma dużo kasy…
- Masz śliczny dom. – powiedziałam.
- Dziękuję, usiądź w salonie, zaraz przyniosę wszystko co potrzebne, chcesz się czegoś napić ?
- Nie, dzięki.- powiedziałam i usiadłam na wygodnej, kanapie.
Liam po chwili przyszedł niosąc stosik białego papieru i parę długopisów. O nieeee , ale ja nie lubię takich rzeczy.
- O Jezu, ile tego. To i tak jest bez sensu. Moim rodzice od razu mi powiedzieli, że dostaję samochód, ponieważ mają nadzieję, że jestem już na tyle dojrzała, żeby go posiadać i przy jakimkolwiek mandacie, albo wypadku od razu mi go zabiorą.
- Ale przecież, to nie twoja winna to ja w ciebie uderzyłem.
- Ale dla moich rodziców to są nic nie znaczące szczegóły. Przecież drugi raz mogę nie mieć tyle szczęścia. Wiesz prawie nie umarłam. Oni więcej nie zaryzykują.- powiedziała wzruszając ramionami.
- Kurde, to nie dobrze- powiedział Liama nad czymś się zastanawiając.
Po co ja w ogóle zaczęłam ten temat? – zastanawiałam się zła na siebie, ze znów przypomniałam mu o tym wszystkim.
- A gdzie się tak spieszyłeś, jeśli mogę wiedzieć.- spytałam.
- Bo mieliśmy mieć próbę i ogólnie ostatnio dość często się spiszę. - powiedział i się do mnie uśmiechnął.
Znów zrobiło mi się go szkoda. Na pewno jego kariera wiązała się nie tylko z przyjemnościami, ale również z obowiązkami i wyrzeczeniami. No tak, ale jestem miękka, jesteśmy tu z powodu wypadku, a ja już kurde o wszystkim zapomniałam. Może dlatego, że równie Liam dobrze mógł się nie przejąć ta cała sytuacją. Był przecież wielką gwiazdą. Ale Liama był inny. I to sprawiała, ze coraz bardziej go lubiłam.
Nagle zadzwonił mój telefon. Telefon zostawiłam w kurtce, która powiesiłam w przedpokoju. Poszłam więc odebrać.
- Halo ?
- TI, kiedy będziesz wracać, bo tez chciałabym zobaczyć to cudo i nie wiem czy już zacząć robić obiad ? – usłyszałam wesoły głos mamy.
- No nie wiem. Pewnie jeszcze mi trochę zejdzie.- mówiłam niepewnie.
Nie chciałam jeszcze mówić rodzicom. Nie chciałam ich martwić i nie chciałam im teraz tego wszystkiego tłumaczyć, bo to by trochę zajęło.
- No dobrze, to nie będę ci już przeszkadzać, ale tak za dwie godziny już, bądź.
- Dobrze, postaram się. – powiedziałam i rozłączyłam się.
Szybko się odwróciłam i ruszyłam w stronę salonu. Nagle zderzyłam się z Liamem, który właśnie wychodził z jakiegoś pokoju. Uderzyłam głową w jego pierś i gdyby chłopak mnie nie przytrzymał pewnie bym się przewróciła.
- Oj przepraszam. – powiedziała rozbawiona i chciałam już odejść, ale Liam wciąż mnie nie puścił.
Uniosłam głowę do góry. Chłopak wpatrywał się we mnie nic nie mówiąc, nagle jedną ręka delikatnie pogłaskał mnie po policzku. Potem powoli zmniejszał dystans pomiędzy naszymi ustami. Liam całował niezwykle delikatnie, ale i z uczuciem. Chwile tak trwaliśmy, kiedy dobiegł nas dźwięk klaksonu. Ja nic sobie z tego nie robiłam, ale kiedy trąbnięcie rozległo się po raz kolejny Liam gwałtownie się ode mnie oderwał. Uśmiechnął się szeroko, złapał mnie za rękę i zaczął prowadzić na zewnątrz.
Na początku nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Na podjeździe, przed domem Liama stał czerwony kabriolet. Taki sam jak dziś kupiłam. Stał tak zupełnie, nie tknięty z dużą wstążką na masce, a o jego bok opierał się menadżer Liama.
Byłam wniebowzięta. Spojrzałam na Liama uśmiechał się do mnie szeroko i cały czas trzymał mnie z rękę.
- Przepraszam za wszystko. – powiedział po raz setny dzisiejszego dnia.
A ja rzuciłam mus się na szyje i zaczęłam dziękować.


KAHN

sobota, 8 grudnia 2012

# 39. Louis | cz.1

Imagin dedykujemy Natt ♥ ! :)
____________________________________________________________________________________-Ale ja nie chcę, nie rozumiesz? - Powiedziałam po raz tysięczny, przewracając oczami.
-Nie takim tonem, moja droga. A poza tym ja się nie pytam czy chcesz, tylko karzę ci iść. - Odpowiedział tata, podnosząc głos, widocznie zirytowany tym, że cały czas obstaję przy swoim.
-Dobra, niech ci będzie, ale nie spodziewaj się, że się jeszcze dziś do ciebie odezwę. - Rzuciłam z naburmuszoną miną.
-Może nawet to i lepiej. Nie patrz tak na mnie. Jestem pewien, że go nie lubisz tylko dlatego, że mu zazdrościsz. Poznaj go, może nie jest taki zły. - Zachęcał mnie.
-Ja mu zazdoroszczę? Jasne, jasne. Po prostu nie mogę uwierzyć, w to, że nie jest rozpuszczonym, aroganckim dupkiem, myślącym, że jak ma pieniądze i jest sławny to wszystko mu wolno. - Upierałam się, patrząc na tatę spod uniesionych brwi.
-Pójdziesz do niego to się przekonasz. Już jestem spóźniony do pracy. Lecę, pa. - Rzucił i pocałował mnie w policzek po czym wyszedł z domu.
Tumblr_mepog4pwc61r1mrcso1_250_largeNo super. Po prostu cudownie. Nie mam co robić w sobotę, tylko witać nowego sąsiada. I to nie byle jakiego, tylko Louisa Tomilsona, Tomlinsa czy jak mu tam. Większość moich znajomych zesrałaby się ze szczęścia, że mieszka obok nich przystojniak ze znanego na całym świecie boysbandu, ale nie ja. Nie lubię takiej muzyki, ani ludzi, którzy uważają się za lepszych, a byłam w 100 % pewna, że on właśnie taki jest.
Wzięłam do ręki koszyk, który wczoraj wieczorem przygotowała mama i wyszłam zamykając za sobą drzwi. "Plan jest taki: wejdę, przywitam się, pogadamy 10 minut, poudaję miłą i wyjdę tak szybko jak to tylko możliwe." - pomyślałam, przechodząc przez ulicę, która dzieliła dom mój i Louisa.
Stojąc pod jego drzwiami, chwilę się zawachałam, ale gdy wkońcu zapukałam, nie musiałam czekać długo, aż mi otworzy.
-W czym mogę pomóc? - Spytał jakby nie widział wielkiego koszyka, który trzymałam w lewej dłoni.
-Nazywam się [T.I], mieszkam naprzeciwko, chciałam powitać cię w sąsiedztwie. - Wyrecytowałam z wymuszonym uśmiechem na twarzy, wręczając mu kosz.
-O, dziękuję, bardzo mi miło. Wejdziesz do środka? - Przyjął efekt pracy mojej mamy i gestem wolnej ręki zaprosił mnie do domu.
Przyjęłam zaproszenie pamiętając o planie. Jescze tylko dziesięcio minutowa rozmowa i mogę wracać. Może wytrzymam.
-Tak w ogóle to jestem Louis Tomlinson. - Czyli to tak wymawia się jego nazwisko.
-Wiem. - Rzuciłam i przez moją nieuwagę zabrzmiało to trochę bardziej oschle niż miało.
-Aha... Chcesz coś do picia? - Spytał trochę onieśmielony moją nagłą szorstkością.
-Nie, dziękuję, wpadłam tylko na chwilę. - Odparłam.
-Okej. - Rzucił prowadząc mnie do salonu, gdzie usiedliśmy na kanapie.
Jakieś pięc minut rozmawialiśmy o pogodzie i takich tam, cholernie ciekawych sprawach, kiedy nagle mu się znudziło i zapytał:
-Może opowiesz mi teraz coś o sobie?
Nie miałam najmniejszej ochoty mu się zwierzać, ale musiałam wypaść przed nim jak najlepiej. A nich cie, tato.
-No... wiesz już jak się nazywam, gdzie mieszkam. Nie ma rodzeństwa. Mieszkam z rodzicami i psem. Chodzę do liceum, tu w pobliżu...
-To tak jak moja znajoma. A do jakiej klasy chodzisz? - Spytał Louis.
-Doszłabym to tego, nie musiałeś mi przerywać. - Powiedziałam, gromiąc go wzrokiem. Jak jeszce raz się tak zachowam to uzna mnie za szorstką jędzę, którą zapewne jestem.
-Przepraszam, już nie będę. - Znów go onieśmieliłam. Wyglądał trochę jak zbity pies.
-Wybacz, po prostu nie lubie, gdy ktoś wchodzi mi w słowo. - Rzuciałam przepraszająco. - Może teraz ty powiedz mi coś o sobie. - Zaproponowałam, chociaż wcale nie miałam ochoty słuchać o tym jakie ma zajebiste życie. Może jednak byłam trochę zazdrosna.
-Lubię marchewki, nie mam dziewczyny, ale mam psa. Śpiewam w zespole, pewnie kojarzysz. Słuchasz nas może? - W jego oku błysnął promyk nadziei, jednak ja szybko go zgasiłam.
-Błagam cię. Czy ja na taką wyglądam? Bo jeśli tak, to chyba przefarbuję włosy i zacznę ubierać się na czarno, bo wolę wyglądać jakbym jadła koty, niż jakbym lubiła One Direction. - Powiedziałam nie mogąc powstrzymać się od pełnego ironii śmiechu.
I wtedy dotarło do mnie co właśnie powiedziałam. Teraz pewnie się obrazi i będę miała przypał. Brawo, [T.I], właśnie zafundowałaś sobie miesiąc bez telefonu i komputera.
-Często słyszę słowa krytyki, więc już do tego przywykłem, ale to o tych kotach było mocne. - Powiedział, a w jego głosie było słychać, że trochę go to zabolało.
-Boże, przepraszam. Nie wiem co mnie napadło. Nawet jeśli nie jestem fanką twojej muzyki, takie komentarze powinnam zachować dla siebie. - Odparłam ze skruszoną miną.
-Nic nie szkodzi. - Powiedział jakby na prawdę tak myślał. Jakby zapomniał, że przed chwilą zmieszałam z błotem jego i jego najlepszych przyjaciół. To było trochę dziwne. Ale nie tak jak jego spojrzenie, nie wiem o co mu chodziło, po prostu tak przerażająco się na mnie gapił. Poczułam się trochę dziwnie i miałam ochotę wyjść stamtąd jak najszybciej.
-Chyba już pójdę. - Rzuciłam podnosząc się z kanapy. - Jeszcze raz przepraszam. Naprawdę mi głupio. Wpadnij do mnie jutro, jakoś ci t wynagrodzę. - Zaproponowałam, ale w głębi serca modliłam się, by odrzucił moje zaproszenie.
-Jasne, z przyjemnością. - Odparł uprzejmie się uśmiechając.
W końcu sama się o to prosiłam...

LOLA

środa, 5 grudnia 2012

# 38. Harry.

Większość piątkowych wieczorów spędzam w domu czytając książki. Ale nie ten. Dziś po raz pierwszy dałam się wyciągnąć [I.T.P] na imprezę. Gdyby pominąć nocowanie u koleżanek i oglądanie całą noc horrorów, które według niej się nie liczą to w sumie, nigdy nie byłam na prawdziwej imprezie.
Na miejsce dotarłyśmy około 8 wieczorem. Klub po brzegi wypchany był ludźmi. Nie przeszkodziło to jednak [I.T.P] wyrwać jakiegoś ciacha i zostawić mnie samą już po 10 minutach. Stałam niepewnie po środku sali i zastanawiałam się co robić. Jakimś cudem przecisnęłam się przez dziki tłum tańczącym ludzi i wdrapałam się na barowy stołek.
Na początku nie byłam pewna czy chcę to zrobić, ale w końcu zamówiłam drinka. Chciałam, żeby dodało mi to trochę odwagi. Nigdy wcześniej nie byłam w takiej sytuacji i nie wiedziałam jak się zachować. Pomyślałam, że kiedy się napiję to może trochę się rozluźnię. I miałam rację. Potem zamówiłam jeszcze jednego drinka. I jeszcze jednego. Po trzecim przestałam liczyć, ale mój pełny pęcherz świadczył o tym, że musiało być ich wiele.
Zeskoczyłam ze stołka i chwiejnym krokiem wyruszyłam na poszukiwania toalety. Okazało się to nie takie łatwe jak przypuszczałam. Nogi miałam ja z waty, a ludzie popychający mnie we wszystkie strony nie pomagali mi się na nich utrzymać. Po kilku minutach krążenia po klubie znalazłam ubikację.
Weszłam do środka i rozejrzałam się wokół. Może i byłam pijana, ale z tą łazienką na pewno było coś nie tak. Najbardziej zastanowiły mnie te niskie krany. A z resztą. Wybrałam kabinę najbliżej okna, a gdy z niej wyszłam okazało się, że w toalecie jest ktoś jeszcze. I to nie byle jaki ktoś. Był to wysoki brunet w kręconych włosach. W skrócie chłopak. Na jego widok z moich ust wymknął się okrzyk przerażenia.
-Boże, ale mnie przestraszyłeś. Ej chwila, to damska toaleta. Jesteś jakimś zboczeńcem czy coś? - Rzuciłam oskarżycielsko.
-Nie do końca. - Odpowiedział spokojnie Loczek.
-Nie do końca jesteś zboczeńcem? - Prychnęłam zdziwiona jego niedorzeczną odpowiedzią.
-Nie. To nie do końca damska toaleta. - Odparł śmiejąc się pod nosem.
-Jasne, jasne. - Rzuciłam wychodząc z pomieszczenia, które faktycznie okazało się nie być damską ubikacją. Stałam przed drzwiami wpatrując się w tabliczkę z napisem "MĘSKA TOALETA" i pragnąc zapaść się pod ziemię. Poczułam nagle wyrzuty sumienia i chęć przeproszenia chłopaka. Weszłam z powrotem do środka. Loczek oczywiście nadal tam był.
-Przepraszam, że zwyzywałam cię od zboczeńców. Dałabym sobie rękę uciąć, że to damska toaleta. - Powiedziałam przepraszającym tonem.
-Nie ma sprawy. Często mi się to zdarza. - Odpowiedział pokazując swoje śnieżnobiałe zęby i urocze dołeczki.
-Mi nie, to moja pierwsza, prawdziwa impreza. - Rzuciłam od niechcenia.
-W takim razie zapraszam cię do twojego pierwszego, prawdziwego tańca. - Powiedział uwodzicielsko.
-Jasne, czemu nie. - Odparłam splatając nasze dłonie.
-Ooo, już chcesz się trzymać za ręce? Szybka jesteś. - Zaśmiał się.
-W upijaniu się tak bardzo, że bez twojej pomocy nie dojdę na parkiet? Owszem, jestem. - Odpowiedziałam.
Wyszliśmy z męskiej toalety trzymając się za ręce. Nawet nie chcę wiedzieć jak to musiało wyglądać z boku. Przeszliśmy na środek parkietu i zaczęliśmy tańczyć. Patrząc na pokraczne ruchy Loczka dopuszczałam do siebie tylko dwie możliwości:
1. Upił się bardziej niż ja.
2. Był naprawdę kiepskim tancerzem.
Zmęczeni baletami usiedliśmy przy barze. W przeciwieństwie do mnie, wdrapanie się na wysoki, barony stołek  nie sprawiło mu żadnej trudności.
-Świetnie tańczysz. - Powiedział brunet, po czym zamówił dla nas drinki.
-Dzięki. Powiedziałabym ci to samo, ale fatalny z ciebie tancerz. - Odparłam i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
Spędziliśmy razem jeszcze około dwóch godzin, kiedy [I.T.P] napisała mi smsa, że czas się zbierać.
Loczek odprowadził mnie do wyjścia.
-Świetnie się z tobą bawiłem. - Powiedział.
-Ja z tobą też. - Odparłam z uśmiechem.
Przez chwilę zapanowała niezręczna cisza, lecz chłopak postanowił ją przerwać. Zbliżył się do mnie i złączył nasze wargi w namiętnym pocałunku. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że poczułam jego dłonie na moim tyłku.
Oderwałam się od niego i rzuciłam:
-Czyli jednak jesteś zboczeńcem.
Nie czekając na jego odpowiedź, wsiadłam do taksówki, którą właśnie podjechała [I.T.P] i to ostatnie co pamiętam z tego wieczorku. Potem urwał mi sie film.
Rano obudziłam się w tych samych ubraniach w pokoju [I.T.P]. Pewnie nie chciało jej się odwozić mnie do domu.
-Cześć. - Wymamrotałam zaspanym głosem wchodząc do kuchni.
Moja przyjaciółka siedziała przy komputerze pijąc kawę.
-O hej, dobrze, że wstałaś, muszę ci coś pokazać. - Rzuciła pokazując mi dłonią, żebym podeszła bliżej.
Na monitorze wyskoczyło zdjęcie całującej się pary. Na początku nie wiedziałam do czego [I.T.P] zmierza, pokazując mi je. Dopiero po chwili rozpoznałam na nim siebie i chłopaka, którego poznałam wczoraj w klubie.
-Skąd masz to zdjęcie? - Spytałam zdziwiona.
-Z internetu.
-A co ono tam robi?
-Przeczytaj artykuł. - Odparła [I.T.P] przesuwając stronę do góry.
Nagłówek krzyczał "HARRY STYLES MA NOWĄ DZIEWCZYNĘ?!". Przeczytałam cały tekst i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-On jest jakąś pieprzoną gwiazdą! - Krzyknęłam zdziwiona.
-Nie jakąś, tylko moją ulubioną pieprzoną gwiazdą! Mam w pokoju, tyle jego plakatów! Jak mogłaś go nie rozpoznać! - [I.T.P] też nie zamierzała być cicho. - Dzwoń do niego i to natychmiast!
-Nie mam nume... - Powiedziałam, kiedy nagle poczułam coś w tylnej kieszeni spodni. Wyciągnęłam z niej małą karteczkę z imieniem Harry i numerem telefonu. - Dobra, już dzwonię.
Wystukałam na klawiaturze telefonu numer i wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo? - Odebrał po kilku sygnałach.
-Hej, z tej strony [T.I].
-...
-Poznaliśmy się wczoraj w klubie. - Dodałam szybko, kiedy przypomniałam sobie, że nawet się sobie nie przedstawiliśmy.
-A no tak. Myślałem, że po tym co zrobiłem, kiedy wychodziłaś, nie będziesz chciała ze mną rozmawiać... - Powiedział, a w jego głosie wyraźnie słychać było ulgę.
-No właśnie, dzwonię, żeby powiedzieć, że znalazłam twój liścik i przeprosić, że zwyzywałam cię od zboczeńców. Znowu.
-Chyba będziesz musiała mi to wynagrodzić. - Odparł śmiejąc się.
-Ach tak? W jaki sposób?
-Co powiesz na kawę? Ja stawiam. - Zaproponował.
-Czemu nie.
Umówiliśmy się co do czasu i miejsca i zakończyliśmy rozmowę. Rozejrzałam się po pokoju [I.T.P] do którego przeszłam, żeby spokojnie porozmawiać prze telefon. Faktycznie każda ściana poobwieszana była zdjęciami Harrego i jego zespołu. Wtedy dotarło do mnie, ze umówiłam się na randkę z gwiazdą. I pomyśleć, że tak trudno było wyciągnąć mnie na imprezę. Ale byłam głupia.


LOLA

piątek, 30 listopada 2012

# 37. Niall.

A dzisiaj Niall, ze specjalną dedykacją dla Magdalenki Horan :)

____________________________________________________________________________________

-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - Te słowa wyrwały mnie z zamyślenia. Gdy zidentyfikowałam ich źródło, spostrzegłam moją najlepszą przyjaciółkę patrzącą na mnie z wyrzutem.
-Tak, tak, mów dalej. - Skłamałam, po czym od razu powróciłam do poprzedniej czynności.
-Ta, jasne. Przecież widzę, że całą lekcję się na niego gapisz. To chore. - Powiedziała [I.T.P] przewracając oczami w czasie gdy w sali rozległ się dzwonek.
Wszyscy uczniowie spakowali książki i zaczęli się przepychać chcąc dostać się do wyjścia. Wydostanie się z klasy nie było łatwe, ale gdy nam się to udało, [I.T.P] i ja powróciłyśmy do tematu, który rozpoczęłyśmy jeszcze siedząc w ławce.
-Co twoim zdaniem powinnam zrobić? - Spytałam przyjaciółkę z nadzieją, że usłyszę jakąś dobrą radę.
-Powiedz mu co czujesz. - Rzuciła jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie.
-To najgłupszy pomysł na jaki kiedykolwiek mogłaś wpaść. Jak to sobie wyobrażasz? Podejdę do niego i powiem "Hej, mam obsesję na twoim punkcie, w jakiej sali mamy biologię?". Już to widzę. - Zawsze mogłam liczyć na [I.T.P] w każdej sytuacji, ale gdy chodziło o te sprawy nie była zbyt pomocna.
-Dobra, spokojnie. Coś się wymyśli. Ale ja i tak uważam, że powinnaś mu powiedzieć. - Upierała się przy swoim.
-Ta, jasne. Jeśli mu powiem to tylko się upokorzę, a tak popodkochuję się w nim kilka miesięcy i mi przejdzie. Poza tym spójrz na mnie. Brzydka, gruba, przez godzinę można by wymieniać. Może on nie jest jakimś ostrym ciachem, z którym każda chciałaby chodzić, ale i tak stać go na więcej. - Powiedziałam popadając w coraz gorszy humor. Miałam już dość tego dnia, dobrze, że została się już tylko jedna lekcja.
-To nie prawda, jesteś ładna, a z tego co wiem twój wskaźnik wagi jest w normie, więc przestać tak mówić i mnie nie denerwuj. - I tak skończyłyśmy ten temat.
Całą następną godzinę spędziłam na przemyśleniach typu "Co by było gdyby...". Może jednak mu powiem? Nie to by było głupie.
Rozejrzałam się po klasie, aby odnaleźć go w tłumie. Wtedy go zobaczyłam. Niebieskooki blondyn średniego wzrostu. Mój ideał. Niall Horan. Nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. Zawstydzona spuściłam głowę i odwróciłam się przodem do tablicy. Wiedziałam, że nie mogę tak tego zostawić.
-Zdecydowałam się. Powiem mu, ale na moich warunkach. - Zwróciłam się szeptem do [I.T.P].
-Czyli jak? - Na jej twarzy dostrzegłam wyraz triumfu.
-Napiszę mu anonimowy list. - Powiedziałam, i ze zdziwieniem patrzyłam na [I.T.P], która najwyraźniej nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
-Poważnie? Tak zachowują się dzieci w podstawówce. [T.I], jesteś na to za stara. - Wycedziła nie przestając się śmiać.
-Trudno. Albo tak albo wcale. Masz jakąś kartkę? - Moja przyjaciółka pokręciła głową, więc przejrzałam wszystkie książki w poszukiwaniu jakiejś wyrwanej kartki. Gdy już ją znalazłam, nabazgrałam na niej kilka słów. Nie pisałam poematu, chciałam tylko, żeby wszystko było jasne.
O 15.10 w sali rozbrzmiał dzwonek informujący nas o końcu lekcji. Teraz albo nigdy. Wzięłam list i podeszłam do Nialla. Kiedy się odwrócił, szybko położyłam kartkę na jego ławce, ale zrobiłam to tak dyskretnie, aby nikt tego nie zauważył. Odeszłam spokojnym krokiem, jakby nigdy nic i wyszłam z klasy.
Zeszłam na parter, zmieniłam buty i założyłam kurtkę. Chciałam już popchnąć drzwi wejściowe i udać się do domu, kiedy poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramie. Osoba ta obróciła mnie w swoją stronę i złączyła nasze usta w pocałunku. Kiedy zorientowałam się, że to Niall od razu go odwzajemniłam.
-Mogę wiedzieć z jakiej to okazji? - Spytałam oszołomiona, gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Przeczytałem twój list. To było słodkie. - Wytłumaczył cały czas się uśmiechając.
-Ta, takie miało być. Skąd wiedziałeś, że ja go napisałam?
-Serce mi podpowiedziało. - Odparł, łapiąc mnie za rękę. - Odprowadzę cię do domu. - Było to bardziej stwierdzenie niż propozycja, ale nie protestowałam.
Szliśmy rozmawiając, żartując i śmiejąc się tak głośno, że przechodnie patrzyli się na nas jak na nienormalnych. Kiedy znaleźliśmy się pod moim blokiem, po raz pierwszy pożałowałam, że mieszkam tak blisko szkoły.
-Dzięki za miły spacer. Do jutra. - Pożegnałam się otwierając drzwi do klatki.
-Do jutra. - Powiedział. - Aa, i jeszcze rada na przyszłość: nie pisz anonimowych listów na odwrotach podpisanych kartkówek. - Dodał nie mogąc powstrzymać się od śmiechu.
Słysząc to nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Naprawdę byłam aż tak głupia? W końcu sama zaczęłam się śmiać.
-Tym razem wyszło mi to na dobre. - Powiedziałam i czule pocałowałam Nialla jednocześnie myśląc o tym jaką jestem szczęściarą.


LOLA