piątek, 8 marca 2013

# 70. Niall. | cz. 1


Uważałam, że wszystko już skończone. Zamknięty rozdział. Ale to nadal powraca, rozumiesz? To jak skończenie działu książki, ale ponowne czytanie go, ponieważ utkwił on nam w pamięci. Wracają wspomnienia, myśli i słowa wcześniej wypowiedziane. Przychodzi czasem taki moment, że budzę się rano i szukam go po całym domu. Ale on już nie wróci. Wtedy przypominam sobie, że jest jedynie przeszłością. Kartką z kalendarza przedstawiającą nieaktualny miesiąc.
Myślę, że gdy pierwszy raz go ujrzałam, jakaś cząstka mnie wiedziała co może się wydarzyć. Nie chodzi tu o wszystkie wspólne wybryki i łamanie najróżniejszych praw. Chodzi o uczucie jakie mogłoby pojawić się miedzy nami. Mam na myśli nasza niewidzialną więź, która będę związana z nim do końca życia. Gruby sznur, który boleśnie rani moje dłonie.
            Czasem wydaje mi się, że nie zaznam już niczego podobnego. To szalone. Ale nie jestem pewna, czy powinnam to poczuć. Kolejne nieprzespanie noce, tysiące kubków kawy i sterty leków nasennych. Dziękuję, jeden raz mi wystarczy.
            Wiedziałam, że jesteśmy z różnych światów. Byliśmy jak alfa i omega. Różniliśmy się od siebie, ale to właśnie to najbardziej pociągało mnie do niego. Był tajemniczy i nie opowiadał za dużo o sobie. Można porównać go do bezludnej wyspy do której nie miałam mapy, ani drogowskazów. A ja głupia, chciałam ją odkrywać. I wiesz co? Była przepełniona jadowitymi wężami, pająkami i drapieżnymi zwierzętami.
            Uważam jednak, że najgorsze nie było utracenie jego. Najgorsze było to, że całkowicie zatraciłam siebie.
           

-Niall, jesteś pewny, że to dobry pomysł? – zapytałam zestresowana – A co jeśli ktoś nas przyłapie?
-Daj spokój. Zrelaksuj się i wszystko zostaw mnie – powiedział chłopak poprawiając okulary przeciwsłoneczne – Masz, zapal i przestań się zamartwiać.
            Niall rzucił mi paczkę cienkich miętowych papierosów. Złapałam ją i powoli wyciągnęłam szluga. Z kieszeni kurtki wyjęłam zapalniczkę z narysowaną plażą na opakowaniu. Włożyłam papierosa do ust i zasłoniłam się od wiatru, by nie zgasił płomienia. Wypuszczając dym spojrzałam na Nialla.
            Chłopak próbował otworzyć drzwiczki samochodu metalowym prętem. Chcieliśmy uciec z miasta do miejsca, którego nie ma na mapie. Jakieś pola, pustkowie, czy wieś. Gdzieś, gdzie zaczniemy wszystko od początku. Do szczęścia potrzebowaliśmy tylko auta, którym udalibyśmy się w szaloną podróż. Wybraliśmy stary, czarny samochód, który stał za budynkiem, w którym mieściła się restauracja „U Billa”.
            Nagle usłyszałam głośny trzask i krzyki Nialla:
-[T.I]! Udało się! Chodź, wsiadaj.
-Jasne, już idę. – powiedziałam
            Zrzuciłam papierosa na ziemię i przydeptałam go moim czerwonym conversem.
-Ale zajebiście. [T.I], czujesz to? Nareszcie zostawimy tutaj wszystkich skurwielów za których cierpieliśmy – mówiąc to łączył ze sobą niebieski i czerwony kabel, by uruchomić samochód. Typowa sztuczka.
            W odpowiedzi pokiwałam tylko głową z uśmiechem na twarzy.
-A wiesz co jest najlepsze? – powiedział Niall i spojrzał mi głęboko w oczy. Cholerne, niebezpiecznie seksowne niebieskie tęczówki. – Że będziemy tam sami. Tylko ty i ja. Na zawsze? – spytał się i wyciągnął mały palec, by złożyć ze mną przysięgę.
-Na zawsze – odpowiedziałam i spletliśmy swoje palce

~*~
-Poproszę pierś z kurczaka, frytki i surówkę z marchewki. A ty [T.I]? Na co masz ochotę?
-Dwa razy to samo prosimy – powiedziałam pulchnej kelnerce w bluzce ze stanowczo za dużym dekoltem. Niallowi również nie umknęło to na uwadze. I jak tu z takim wytrzymać?
            Rozejrzałam się po lokalu. Znajdowaliśmy się w brudnej spelunie, która służyła jako miejsce spotkań wytatuowanych harleyowców. Wszyscy siedzieli przy barze popijając zimne piwo z ogromnych kufli. Na ścianach baru przywieszone były plakaty ze zdjęciami motorów i samochodów. Restauracja postawiona była w środku pustkowia. Jakieś jebane westernowskie miasteczko. Wszędzie tylko drzewa, kaktusy i piasek.
            Spojrzałam na Nialla. Siedział schylony nad komórką. Jak on do cholery miał tutaj zasięg? Jedną ręką stukał w ekran, natomiast drugą bawił się kapeluszem znajdującym się na jego głowie. Ubrany był w luźną czerwoną koszulę oraz przetartą, dżinsową kamizelkę. Na jego prawym przedramieniu i obojczyku znajdowały się tatuaże.
-Czemu się na mnie patrzysz? – zapytał z uśmiechem nie odrywając wzroku znad ekranu telefonu
-Ja nie.. no ten… coś ci się przewidziało.
-Wlepiasz we mnie wzrok i wydaje mi się, że od minuty nie mrugnęłaś – zaśmiał się i wyjął wykałaczkę ze słoiczka, by włożyć ją sobie do ust.
-A przeszkadza ci to, że super gorąca, i z resztą chyba jedyna tutaj, dziewczyna pożera cię wzrokiem? – zaczęłam drażnić się z Niallem
-Przecież ja nic takiego nie powiedziałem – uniósł ręce w geście obronnym – Ale szkoda, że ta gorąca dziewczyna tylko patrzy, bo mam na nią niesamowitą ochotę – nachylił się nad stołem w moją stronę i wyszeptał mi to do ucha
-Gorącą dziewczynę stać na więcej. Zaraz się przekonasz. – powiedziałam i namiętnie wpiłam się w usta Nialla. Chłopak złapał mój podbródek w dłoń i z podwójną siłą oddał pocałunek. Złapałam jego kapelusz i założyłam go sobie na głowę. Niall całował nieziemsko. Kolejny punkt dlaczego straciłam dla niego głowę. Odrywając się od chłopaka, zapytałam – I jak? Miałam rację?
-O tak, Rebel , nigdy się nie mylisz – powiedział Niall i splótł dłonie na karku
            Nie lubiłam, gdy mnie tak nazywał. Chodź po dłuższym zastanowieniu może zasługiwałam na to miano. Uciekłam z domu, ukradłam samochód i wylądowałam na pustkowiu  z chłopakiem.
            Nagle usłyszałam pisk odsuwanego krzesła i zobaczyłam motocyklistę, który dosiadł się do naszego stolika. Było to dziwne zważywszy na to, że wszystkie inne miejsca były wolne. Wymieniliśmy z Niallem porozumiewawcze spojrzenia. Chłopak chciał o coś zapytać, lecz uprzedził go harleyowiec:
-Rebel? Czemu akurat tak się nazywasz, mała? – zapytał i puścił mi oczko. Obrzydlistwo. Za plecami usłyszałam ciche śmiechy i szepty. Jasne, założyli się, że ten gość mnie poderwie. – Może pokarzesz mi dlaczego tak na ciebie mówią, buntowniczko? Lubię niegrzeczne dziewczynki.
            Niall patrzył na to z niedowierzaniem w oczach. Jego twarz wyrażała szok i niedowierzanie. Tylko on mógł nazywać mnie Rebel. Dłonie zacisnął w pięści i powoli wypuścił powietrze ustami.
-Jak ją nazwałeś? – wycedził
-Rebel. A co, głuchy jesteś? – głupkowato się uśmiechnął.
            Tego było za dużo. Będziemy mieli kłopoty. Ale ja od zawsze wiedziałam, że Niall był kłopotem.
-Jak śmiesz, sukinsynie – krzyknął chłopak i przywalił mężczyźnie z pięści.
            Motocyklista przewrócił się na krześle, lecz szybko wstał by uderzyć Nialla w brzuch. Usłyszałam krzyki i wiwaty kolegów tego gościa. Blondyn zatoczył się, lecz ze zwinnością tygrysa utrzymał równowagę. Odkaszlną i splunął krwią. Złapałam się za usta i wydałam z siebie niemy krzyk. Motocyklista już chciał ponownie przywalić Niallowi, lecz ten złapał jego pięść i odepchnął go. Mężczyzna przewrócił się na stolik i przewrócił go. Mebel upadł na ziemię z głośnym hukiem. Nagle jeden z motocyklistów wstał i podszedł do blondyna. Zamachną się na niego i uderzył go w twarz łamiąc Niallow nos i przyprawiając gigantyczną śliwę.
            To było surrealistyczne. Stałam tam i z całych sił chciałam pomóc mojemu chłopakowi, ale moje nogi wrosły w ziemię. Byłam jak sparaliżowana.
            Kątem oka zauważyłam mężczyznę, który zmierzał w moim kierunku. Wystraszona zaczęłam uciekać w stronę Nialla.
-Błagam cię, chodźmy już stąd. – złapałam go za rękę – Boję się Niall.
-Jeszcze z nimi nie skończyłem. Muszą zapłacić za to, jak… - spojrzała na mnie i zobaczył pojedynczą łzę spływającą po moim policzku – Nie płacz, wszystko będzie w porządku. Chodź, idziemy.
            Blondyn złapał mnie za rękę. Z kieszeni kurtki wyjął banknot dwudziestodolarowy i wręczył go oszołomionej kelnerce, która stała z naszymi posiłkami.
-Reszty nie trzeba – krzyknął wychodząc z baru.
            Weszliśmy do samochodu . Niall spojrzał mi w oczy i jakby nigdy nic, zapytał:
-To jak, Rebel, gotowa na prawdziwą przygodę? 

RECKLESS

wtorek, 5 marca 2013

# 69. Zayn


JESTEŚCIE WSPANIAŁE :D Chciałybyśmy Wam strasznie podziękować za pomoc w sprawię tamtego bloga. Nawet nie wiecie jak miło nam było, kiedy tak dużo z Was zaangażowało się w tą sprawę i nam pomogło. Bez Was by nam się nie udało. Kochamy Was xoxo
A teraz Zayn 69 ;p. Od razu mówię, że nie potrafimy pisać takich scen, więc w gruncie rzeczy to zwykły imagin, może trochę ostrzejszy w pewnych momentach. ( Sceny 69 pomagała mi pisać zdemoralizowana RECKLESS xD ) Miłej lektury C: ___________________________________________________________________________

Ding, dong.
- Ale szybko. ! – krzyknęła podekscytowana Sara. Obydwie szybko zbiegłyśmy po schodach. 
Zamówiłyśmy pizzę. I nie było by w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że podobno dostawca był strasznym ciachem. „Podobno”, bo to Sara tak twierdziła. Ja go nigdy nie widziałam. Sara była moją kuzynką i najlepszą przyjaciółką. Niestety mieszkałyśmy w różnych miastach, oddzielonych od siebie jakieś 150 kilometrów. Zazwyczaj widywałyśmy się raz na miesiąc, albo i rzadziej. Ale dziś, wszystko wyglądało trochę inaczej. Chłopak, z którym chodziłam już ponad rok rzucił mnie przez esemesa. A, kiedy dziś w szkole chciałam o tym porozmawiać, ośmieszył mnie przed całą szkołą krzycząc, że jestem żałosna i, że to koniec. W tamtym momencie czułam, jakby całe moje dotychczasowe życie okazało się kłamstwem. Jak ktoś, kto tyle razy powtarzał, że mnie kocha i sprawił, że ja też go pokochałam mógł zrobić coś takiego ?
Tego wszystkiego było dla mnie za dużo, żeby normalnie siedzieć na lekcjach i słuchać paplaniny nauczycieli. Wsiadłam w autobus i przyjechałam do Sary. Dziewczyna wysłuchała moich wywodów, po czym postanowiła pomóc mi swoją, jak twierdziła niezawodną metodą na zerwania. Sara wychodziła z założenia, że nic tak nie leczy złamanego serca po zerwaniu, jak zabawienie się z jakimś nowym chłopakiem. Ale to działa tylko wtedy, kiedy ten owy chłopak jest mega HOT. Wtedy uświadamiasz, niby sobie jaki twój były był beznadziejny w porównaniu z panem gorącym. No cóż tak twierdziła Sara. Ja się nie do końca z nią zgadzałam. Ale w tym momencie nie przejmowałam się moimi zasadami. Właściwie niczym się nie przejmowałam. Chciałam tylko zapomnieć o moim chłopaku, a teraz to już byłym chłopaku. Szczególnie, że byłam już po paru piwach…
Dobiegłyśmy do drzwi.
- Dawaj.- powiedziała Sara i otworzyła drzwi.
Ja nawet nie patrząc na mojego dostawcę rzuciłam się na niego i wpiłam w jego usta. Chłopak smakował papierosem i oranżadą. Na początku był tym wszytki oszołomiony. Ale szybko namiętnie oddał pocałunek. Położył ręce na moich biodrach i przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Nagle poczułam jak cos mnie od niego odciąga.
- To nie jest dostawca. Co ty ślepa jesteś ?- powiedziała Sara.
Spojrzałam na chłopaka stojącego przede mną. Może to nie był mój dostawca, ale zdecydowanie to było ciacho. Kurde chyba nigdy w życiu nie całowałam się z tak strasznie ładnym chłopakiem. Nie, Sara miała racje, jej sposób na złamane serce był nie zawodny. Nagle coś sobie uświadomiłam.
- To kto to jest ? – spytałam zaskoczona.
Chłopak zaczął się śmiać. Spojrzałyśmy nie niego zaskoczone. Moja przyjaciółka przewróciła oczami.
- To Zayn. Kolega Dylana. – powiedziała Sara.
No tak Dylan. Brat Sary. Inaczej zwany małym bobrem. Rodzina nazywała go tak, ponieważ w wieku dwóch lat miała obsesje na punkcie jedzenie drewna. To pieszczotliwe przezwisko pozostało mu do dziś. Chodź moim zdaniem powinni na niego mówić jakoś zdecydowanie inaczej. Szalony fryzjer albo pojebany cwel. Wszyscy uważali go wprost za istnego aniołka. Ale ja i Sara przekonałyśmy się na własnej skórze jaki to on jest kochany. Oprócz zapału do drewna,  miała jeszcze fioła na punkcie obcinania włosów. Gdy miałam 6 lat obciął mi warkocza. I tak w sumie miałam szczęście. Sara przechodziła przez to tysiące razy. Pewnie dlatego zawsze miała krótkie włosy.
- Czego chcesz Zayn ? – zwróciła się Sara do chłopaka.- Nie ma Dylana.
- To na niego zaczekam.- powiedział i chciał wejść do środka, ale Sara ręką zagrodziła mu przejście.
- On za prędko nie przyjdzie. Poszedł na jakąś imprezę. Może ty też powinieneś. – powiedziała Sara wymownie.
- Impreza odwołana. Dlatego mamy przyjść do Dylana. – powiedział Zayn.
- Co ? Jak to odwołana? I kto ma przyjść ? Nie ma mowy Zayn. Idź stąd i poszukaj Dylana bo ci jakiś bzdur nagadał. – powiedziała Sara.
-Nie Zayn ma racje. Imprezy nie ma. Ale rodziców nie ma, więc na szczęście mamy jeszcze mój dom. – powiedział nadchodzący Dylan.
Dawno go nie widziałam. No cóż nie przepadaliśmy za sobą. Dlatego to zawsze Sara przyjeżdżała do mnie. Dylan urósł trochę od naszego ostatniego spotkania i co dziwne trochę zmężniał.
- Oooo TI. – powiedział Dylan, kiedy mnie zobaczył i zilustrował mnie wzrokiem. Mógł trochę bardziej przypominać z wyglądu mężczyznę, ale to zdecydowanie ten sam szalony fryzjer.
- Mały bóbr.- odpowiedziałam uśmiechając się.
- Mały bóbr ?- spytał Zayn śmiejąc się. Dylan przewrócił oczami.
- Dylan o co tu chodzi ? Nikt tu nie przyjdzie. Mówiłam ci, że zaprosiłam koleżanki. Zresztą jest TI, możesz sobie przełożyć te twoje imprezy. – mówił Sara zirytowana.
- A ty możesz przełożyć ten babski wieczór. Kiedy indziej sobie poplotkujecie. – powiedział Dylan i popchnął Sare wchodząc do środka.
- Chyba sobie żartujesz. Dylan ja cię uprzedzałam, że dziewczyny będą. Więc nikt tu oprócz nich nie przyjdzie. – kłóciła się Sara idąc za bratem.
- Owszem przyjdzie. Więc może uprzedź swoje koleżaneczki, że przekładacie miejsce spotkania. – powiedział Dylan.
- Na pewno nie. My zostajemy. – powiedziała Sara składając ręce na piersi.
- My też. – powiedział Dylan.
Sara fuknęła sfrustrowana i poszła do swojego pokoju i zamknęła się w nim trzaskając drzwiami.
- Zapowiada się całkiem ciekawa impreza , nieprawdaż TI. – zwrócił się do mnie Dylan z głupim uśmieszkiem.
- No na pewno będzie ciekawie. – powiedział Zayn i przybił z Dylanem żółwika, po czym uśmiechnął się do mnie łobuzersko.
Przewróciłam oczami i chciałam iść do Sary, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
- O to pewni pizza. Otworzę -powiedziałam, kiedy Zayn podbiegł do drzwi i wziął pizze, zanim zdążyłam zrobić jeden krok.
Podniosłam brew pytająco, na co chłopka do mnie mrugnął
 ~*~
Ding, dong.
Siedziałam w dużym pokoju z koleżankami Sary, które pamiętałam z dzieciństwa. Na razie byłyśmy same w domu. Dylan i Zayn, gdzieś pojechali i miałyśmy nadzieje, że nie wrócą. W razie, jeśli mieli by jednak wrócić my miałyśmy wyjść gdzieś na miasto, dlatego Sara pożyczyła mi swoje ubrania.
Dziewczyny naprawdę świetnie odwracały moją uwagę do dzisiejszego  zerwania z Adamem. Świetnie się bawiłam. Ale  Adam ciągle siedział mi gdzieś w głowie. Jak jedynka z matematyki. Niby zapominasz i się strasz nie przejmować, ale wciąż jesteś tego świadoma, że ją dostałaś.
Poszłam z Sarą otworzyć.
- Czas zacząć imprezę. – krzyknął jakiś chłopak.
- To pomyłka, nie ten dom. – powiedziała Sara i zamknęła drzwi temu gościowi przed nosem.
 Zaczęłam się śmiać.- Może sobie pójdą – powiedziałam.
- Mam taką nadzieje. – powiedziała Sara też się śmiejąc.
Nagle ktoś z rozmachem otworzył drzwi i jakbym stała parę centymetrów bliżej na pewno bym mnie uderzyły.
- Witam panie. Myślałem, że do tego czasu  już stąd pójdziecie. – powiedział Dylna, wchodząc do środka a za nim kilu, a raczej kilkunastu chłopaków.
- To nie potrzebnie zaprzątałeś sobie tym główkę mały bobrze, bo my nigdzie się nie wybieramy. – powiedziałam. On naprawdę zaczynał mnie już porządnie irytować.
Sara spojrzała na mnie znacząco i się uśmiechnęła.  Wszyscy chłopcy zmierzyli mnie wzrokiem.
- Więc bardzo dobrze, że zostaniesz koleżaneczko ,ale kim jesteś ?- spytał jakiś blondyn z włosami do ramion. Taki tym surfera.
- TI, moja przeurocza kuzyneczka. – powiedział Dylan sztucznie się uśmiechając.
~*~
Ogólnie nie było tak źle. Nawet Sara nie narzekała. Chłopcy byli całkiem zabawni. No i dziwni, bo to w końcu koledzy Dylana.
- Nie miałem okazji ci się jeszcze przedstawić. Jestem Billl- powiedział blond surfer.  
- Hej Bill. – powiedziałam.
- Nie, źle to mówisz. Billl, przez 3 l. – poprawił mnie Billl.
- A czemu przez aż 3 ?- spytałam rozbawiona.
- To długa historia… - zaczął chłopak.
- Której nikt nie chce słuchać. – przerwał mu Zayn. – Chodźcie gramy w butelkę.
- Opowiem ci ją innym razem. – powiedział Billl i poszliśmy do salony, gdzie już wszyscy siedzieli na podłodze.
No znaczy oprócz tych którzy spali, zalani na stołach i kanapach. Niektórzy bardzo szybko zaczynaj dobrze się bawić.
Usiadłam między Sarą, a Emily.
- To kto pierwszy kręci. ?- spytał Dylan.
- Ja. – powiedział Chris.
Mocno zakręcił butelką, a ona wskazała mnie.
- TI prawda, czy wyzwanie. – powiedział Chris uśmiechając się cwaniacko.
- Weź prawdę. – podpowiedziała mi szeptem Sara.
- Wyzwanie. – powiedziałam, obawiając się, że jeśli bym wzięła prawdę, musiałbym coś wspominać o Adamie.
- W takim razie zakręć butelką i pocałuj tego na kogo wypadnie. I nie ważne kim będzie ta osoba.
- W sensie, że nie ważne czy to będziesz ty, czy Dylan, czy jakaś dziewczyna mam tą osobę pocałować ? – spytałam unosząc brew.
- Dokładnie. – powiedział Chris.
- Zoboczuch. – powiedziałam biorąc od niego butelkę. Na co reszta chłopaków zaczęła się śmiać.
- Ostrzegałam. – powiedziała Sara.
Jak najmocniej zakręciłam butelką, modląc się, żeby to nie był Dylan. Zniosę wszystko, ale nie jego. Butelka powoli zatrzymywała się na Billu, ale jednak ostatnim tchem wskazała Zayna. Billl szybko złapał butelkę i położył ją  przed sobą.
- Ej nie oszukuj Billl. Wskazało Zayna. – powiedział Dylan śmiejąc się.
- Nie wiem o czym mówisz. – powiedział Billl. -  Zdecydowanie zatrzymało się na mnie.
- Nie. – powiedział Chris śmiejąc się.- No dalej TI wykonaj zadanie.
Przewróciłam oczami. Wstałam i zaczęłam iść do Zayna, który też wstał.
- Chyba lubisz mnie całować. To już będzie drugi raz, kiedy się na mnie rzucisz. – powiedział, tak, że tylko ja to słyszałam.
Nic mu nie odpowiadając położyłam mu ręce na ramionach i ignorując wycie chłopaków wpiłam się w jego usta.  Kiedy chciałam się już odsunąć, chłopak przyciągnął mnie do siebie i oddał pocałunek. Kurde, po raz kolejny uświadomiłam sobie jak licho Adam przy nim wypadał. W końcu się od siebie odsunęliśmy. Zayn uśmiechnął się do mnie.
- Dobrze, dobrze już wystarczy, teraz Ti kręci. – powiedziała Sara.
Usiadłam na swoje miejsce. I zakręciłam butelką. Wypadło na Jeremiego.
- Prawda, czy wyzwanie….
Dochodziła 3. Zeszło się jeszcze paru kolegów i koleżanek Dylana. Muzyka grała na ful, ludzie plątali się wszędzie mocno już wstawieni. Szukałam Sary w tłumie, aby ją poprosić, żeby mnie odwiozła do domu. Już byłam  trochę zmęczona i marzyłam żeby się znaleźć w moim łóżku.
W końcu ją znalazłam.  Wpół leżała, wpół siedziała na blacie w kuchni… z piwem .
- Sara ile wypiłaś ? – spytałam podchodząc do niej.
- Ja nic, a nic. Ja nie pije. – mówiła, a ja ledwo ją zrozumiałam, bo strasznie jej się plątał język.
Próbowała się podnieść i wylała na siebie piwo. Westchnęłam. Pomogłam jej wstać i postanowiłam zaprowadzić ją do sypialni. Kiedy przeciskałyśmy się przez tłum ludzi Sara potknęła się i prawie by się przewróciła, gdyby nie Zayn który ją złapał.
- Dzięki Zayn. Lubię ślicznych chłopaczków którzy mnie łapią. I pomagają leczyć złamne serce moim koleżankom. Gdybyś ty widział jaka ona była załamana. Obraz nędzy i rozpaczy. Ale pacz co działają takie ostre, hot ciacha jak ty. I … – mówiła do niego.
- Trochę zaszalała. – przerwałam jej zanim miałaby powiedzieć coś jeszcze.
- Tylko trochę. – powiedział uśmiechając się do mnie.
Pomógł mi ją zaprowadzić do jej sypialni.
- Wiesz może w jakim stanie jest Dylan ? – spytałam
- Śpi w drugim pokoju. – powiedział Zayn.
- Och świetnie. – powiedziałam zachwycona myślą, że spędzę tyle czasu z pijanymi imprezowiczami, czekając aż ktoś wytrzeźwieje i odwiezie mnie do domu.
- A co się tak nim martwisz ? – spytał chłopak.
- Nie nim się martwię tylko tym, że raczej dziś już nie dotrę do domu. Jakby z tego co widzę, nie ma już kierowcy, co by był do tego odpowiedni.
- Mogę cię dowieść. – powiedział nagle Zayn.
- Nie piłeś ? – spytałam z nadzieją
- A czy wyglądam jak bym pił. – spytał rozkładając ręce.
- No na pewno nie tyle co oni. Ale w ogóle ? – spytałam.
- Oj nie martw się. Myślę, że i tak z nich wszystkich jestem najbardziej odpowiednim kierowcą . – powiedział uśmiechając się.
- Nie chciałam, żebyś miał przeze mnie kłopoty.
- Nie marudź tylko chodź. – powiedział Zayn , łapiąc mnie za rękę i ciągnąc w stronę wyjścia.
Dopiero co wyjechaliśmy, kiedy zadzwonił mój telefon.
- Halo ?
- TI, gdzie ty do cholery jesteś ? Dzwoniłam chyba z tysiąc razy. – krzyczała na prawdę zła mama.
- Mamo byłam u Sary, ale już wracam. – powiedziałam.
- Jest tu Adam.- powiedziała mama, a mnie zatkało- Chce, żebyś mu oddała jakieś jego rzeczy.
Potem usłyszałam jakiś szum. – Mamo ? Mamo jesteś tam ?
- To ja Adam. Nie wiem gdzie ty kurwa jesteś, ale chce żebyś mi oddała twój telefon. – powiedział
- Co ty kurwa pieprzysz ?
- Chce, żebyś mi go oddała. Nie wiem czy pamiętasz, ale to ja za niego zapłaciłam.
- I co z tego? Jest mój. – powiedziałam wściekła.
- Ale jest za moje pieniądze suko i masz mi go oddać.
- Zapomnij. Prędzej go w kiblu spuszczę niż ci cokolwiek dam. - powiedziałam i nie rozłaczając  się otworzyłam szybę i wyrzuciłam telefon przez okno. 
Zayn zatrzymał samochód i patrzył się na mnie. Ja nic nie mówiłam i starałam się uspokoić, bo byłam bliska wybuchnięcia. Złość we mnie buzowała, zrobiłam się cała czerwona i zaczęłam zgrzytać zębami.
- Chcesz, żebym go poszukał ? – spytał nagle Zayn.
Patrz na mnie z troską tymi swoimi czekoladowymi oczami. Jakoś tak działa na mnie uspakajająco.
- Nie. Nie wiem. – powiedziałam i zasłoniłam twarz rękami. – Nie chce jechać do domu.
- Dobrze. – powiedział Zayn i uruchomił samochód.
Po jakiś dziesięciu minutach, kiedy opanowałam emocje spojrzałam na Zayna. On tez spojrzał na mnie i się ciepło uśmiechnął. Odwróciłam wzrok. Było mi głupia, że Zayn był świadkiem moich szopek.
- Gdzie jedziemy ? – spytałam nadal na niego nie patrząc.
- Do mnie do domu. Przenocujesz u mnie i będziesz mogła zostać tak długo jak będziesz chciała, albo rano odwiozę cię do domu. – powiedział, a ja zaniemówiłam.
- Dziękuję. – powiedziałam.
Wiem, że nie wypadało u niego zostać. Nie znaliśmy się za dobrze. Głupia mi było, tak na cham się wpraszać. Ale nie miałam dokąd pójść.
- Nie ma sprawy. – powiedział Zayn.
Resztę drogi już nic nie mówiliśmy. Ja nie wiedziałam o czym. A Zayn nie zdawałam pytań, za co byłam mu wdzięczna.
Ja miałam spać  u niego w sypialni, a on w dużym pokoju. Protestowałam, że to ja mogę spać w salonie, ale nie mogłam go przekonać. Dał mi jakieś swoje ubrania i zrobił herbatę, pościelił łóżko i życzył mi dobranoc, po czym zostawił mnie samą w sypialni. Pościel pachniała nim. To zaczynało powoli mnie usypiać. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
- TI śpisz ? – usłyszałam szept Zayna.
Zachichotałam i też szeptem odpowiedziałam. – Nie.
- Mogę wejść ? – Zayn dalej szeptał.
- Tak. – odpowiedziałam. Zayn wszedł do pokoju i usiadł na krańcu łóżka.
- Muszę się o to spytać, bo nie będę mógł usnąć.
- Dobrze pytaj.
- Dobra. Tylko czemu nadal mówimy szeptem ? –spytał
- Nie wiem. – powiedział już normalnie.
- Czemu nazwałaś Dylana małym bobrem ? – spytał Zayn a ja zaczęłam się śmiać.
- Tak mów na niego cała rodzina. – powiedziałam i opowiedziałam mu historie powstania małego bobra.
- Będę miała od dziś na niego haka. – powiedział Zayn
- Mam zdecydowanie więcej takich historii.
- To będziesz musiała mi je wszystkie kiedyś opowiedzieć.
-Dobrze - powiedziałam
- TI wszystko ok ? – spytał Zayn po chwili ciszy.
- Tak, tylko trochę szkoda mi tego telefonu. Lubiłam go . – powiedziałam, na co on się krótko zaśmiał.
- Dobranoc TI – powiedział Zayn i nachylił się żeby pocałować mnie w policzek.
Kiedy już to zrobił popatrzył mi w oczy. Nawet w ciemność wyglądał pięknie. Nie za bardzo nad tym panując zmniejszyłam odległość między nami i go pocałowałam. Na początku to były delikatne pocałunki. Poznawaliśmy siebie od początku. Te pieszczoty były inne niż pozostałe. Takie intymnie i przeznaczone tylko dla nas. Magiczne.
Ale Zayn całował coraz bardziej namiętnie. Złapał mój podbródek w błoń i przybliżył mnie do niego. Przez cienką koszulkę chłopaka, którą miałam na sobie, czułam ciepło bijące od Zayna. Nagle poczułam się bezpieczna i pragnęłam by chwila ta trwała wiecznie. Splotłam swoje dłonie na jego karku i usiadłam na niego okrakiem.
Mulat gładził moje plecy, a ja jego. Czułam jak dłonie chłopaka ześlizgnęły się na moje biodra. Powoli zaczął zdejmować ze mnie jego koszulkę. Przerwał pocałunek i spojrzeniem zapytał mnie o zgodę. Bez wahania pokiwałam głową. Brunet zrzucił ze mnie ubranie i ujrzał mnie w samym czarnym, koronkowym biustonoszu. Poczułam jak na moje policzki pokryły się rumieńcem
.
Zayn delikatnie mnie pocałował i uśmiechem zachęcił mnie do zdjęcia z niego koszulki. Zdjęłam z niego odzienie i moim oczom ukazała się umięśniony tors mulata. Z czułością przejechałam po niej palcami. Przygryzłam wargę i spojrzałam na bruneta. Myślał nad czymś z przejętym wyrazem twarzy.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – przerwał ciszę – Jeśli nie to ja po..
-Przestań – przerwałam mu – Nie mów nic, tylko mnie pocałuj, proszę.
-Już się bałem, że odmówisz – powiedział i całując mnie, rozpinał guziki moich spodni.….

~*~
Obudziłam się strasznie zmęczona. Przekręciłam się na drugi bok nie otwierając oczu. Przez chwile jeszcze sobie leżałam kiedy przypomniałam sobie o wszystkich wczorajszych wydarzeniach.
- O kurwa . – powiedziałam i automatycznie usiadłam.
Leżałam naga, owinięta cienką kołdrą, a miejscy obok mnie było puste. Nagle dostrzegałam kartkę leżącą na nocnym stoliku. To był list.
Kochan TI
Nie miałem serca Cię budzić, tak słodko spałaś. Niedługo wrócę sprawdzam co tam u naszych wczorajszych imprezowiczów. Już nie mogę się doczekać, kiedy cię zobaczę :D. Wpadnę jeszcze do sklepu, więc jak  na coś masz ochotę to zadzwoń. A no właśnie, na stoliku nocnym leży Twój nowy telefon. Wpisałem Ci już mój numer telefonu.
Twój Zayn. x
PS Nie chce się czepiać, ale to był już 3 raz kiedy się na mnie rzuciłaś XD.
Przeczytałam list, ciesząc się jak dziecko. Wzięłam telefon do ręki. Weszłam w książkę telefoniczną, gdzie był tylko jedne numer zapisany: Twoje kochanie.






KAHN


sobota, 2 marca 2013

# 68. Louis.



Dzisiaj mamy dla was Lou ze specjalną dedykacją dla kariisxx, dzięki której dowiedziałyśmy się o blogu z plagiatami naszych prac. Dziękujemy i kochamy Cię, miśku xx
W prawdzie założyłyśmy już blokadę kopiowania, ale zwracamy się do Was z prośbą o informowanie nas na bieżąco o każdym plagiacie. Z góry dziękujemy c:
MAMY DO WAS JESZCZE MAŁĄ PROŚBĘ. TEN BLOG: http://one-direction-imaginy-poland.blogspot.com/ SKOPIOWAŁ WSZYSTKIE NASZE IMAGINY I PODPISUJĄ SIĘ POD NIMI. PISAŁYŚMY DO NICH O USUNIĘCIE BLOGA. NAWET NASZE 2 CZYTELNICZKI. A ONE? BEZCZELNIE POUSUWAŁY NASZE KOMENTARZE! WIĘC JEŚLI MOŻECIE TO NAPISZCIE DO NICH KOMENTARZE O USUNIĘCIE BLOGA. BŁAGAMY, TO NASZA CIĘŻKA PRACA I NIE CHCEMY BY KTOŚ JĄ BEZPRAWNIE KOPIOWAŁ. Z GÓRY DZIĘKUJEMY X KOCHAMY WAS
____________________________________________________________________________________

-Jak to Paul zapomniał zarezerwować hotel?! - Wykrzyczałem zirytowany całą sytuacją, po tym jak Zayn przekazał mi złe wieści.
-Daj spokój Louis. Po prostu zapomniał. Przypominam ci, że całe jego życie nie kręci się tylko w okół nas, ma jeszcze rodzinę. - Odparł przewracając oczami.
-Wiem, że to nie jego wina. Ale twoja jakoś też, a mimo to mam ochotę ci przywalić. - Postanowiłem nie przebierać w słowach.
Zayn otworzył już usta, by mi odpowiedzieć, kiedy przerwał mu Niall.
-Oj chłopaki, nie wściekajcie się, nie ma o co. I skąd te smutne miny? - Powiedział wesoło, mimo zaistniałej sytuacji.
-Jakoś nie uśmiecha mi się to, że będę musiał spędzić z wami noc tutaj, w samochodzie. - Warknąłem.
-We wszystkim widzisz tylko złe strony? A nie pomyślałeś, że jest to coś w stylu przygody? - Blondyn obstawał przy swoim.
-I to mi masz ochotę przywalić? - Spytał z niedowierzaniem Zayn, unosząc jedną brew.
-Zwracam honor. - Niall wzruszył ramionami, jakby niewiele go to obeszło i wykrzywił usta w szerokim uśmiechu. To imponujące, że w każdej sytuacji potrafił znaleźć jakieś plusy.
-Ej, chłopaki! Właśnie rozmawiałem z Paulem. - Powiedział Liam, chowając komórkę przez którą przed chwilą rozmawiał, do kieszeni.
-I co? - Spytałem zniecierpliwiony.
-Znalazł nam hotel w pobliżu...
-Dzięki Bogu. - Wycedziłem wznosząc ręce do góry.
-Nie wiem czy jest się z czego cieszyć. - Odparł Liam, drapiąc się po karku.
-Jak to? - Spytałem zdezorientowany.
-Mają tylko dwa wolne pokoje. Jeden dwu-, a drugi trzyosobowy. I nie jest to hotel pięciogwiazdkowy...
-Jakoś to przeżyję. Tylko nie każcie mi spać w tym samym pokoju co Niall. Dla jego dobra. - Powiedziałem ciężko wzdychając.
-Zgadzam się z Lou. - Rzucił Zayn.
-W takim razie wy będziecie w pokoju razem, a ja z Niallem i Harrym. - Podsumował Liam.
-Harry, słyszałeś? - Niall szturchnął lekko ramię bruneta, zajmującego fotel obok niego.
-Co? - Spytał Loczek zaspanym głosem.
-Nie śpij, jedziemy do hotelu. - Odparł Niall.
-I obudziłeś mnie tylko po to, żeby mi to powiedzieć? - Wychrypiał Harry z wyrzutem.
-Nie, obudziłem cię, żeby powiedzieć, że będziemy razem w pokoju i jeśli zaczniesz chrapać to noc spędzisz na korytarzu.  -Nawet kiedy komuś groził, uśmiech nie opuszczał jego twarzy.
-Czepiasz się. - Rzucił Harry, odgarniając włosy z twarzy.
-Ostrzegam. - Poprawił go Niall.
-Nie wytrzymam z wami w tym samochodzie ani chwili dłużej. Liam proszę, powiedz, że to już niedaleko. - Spojrzałem na przyjaciela błagalnym wzrokiem.
-Właśnie dojechaliśmy.

~*~

Rzuciłem swoją torbę na ziemię i omiotłem pokój krytycznym spojrzeniem. Pomieszczenie było nieduże. Mieściło zaledwie dwa łóżka i niewysoką szafę. Ściany pokryte były przygnębiająco-beżową farbą, a okna zasłonięte były brązowymi roletami.
-Mogło być gorzej. - Stwierdziłem, próbując przekonać bardziej siebie niż Zayna.
-Na korytarzu jest tylko jedna łazienka na całe piętro. - Wycedził mulat rzucając swoją torbę obok mojej.
-Dobra, myliłem się. - Przyznałem krzywiąc się.
-Nie wiem jak ty, ale ja jestem wykończony. Mamy tylko kilka godzin, żeby się wyspać, więc idę się położyć. - Oświadczył Zayn, poprawiając pościel na swoim łóżku.
-Ja jeszcze zahaczę o toaletę. - Powiedziałem i wyszedłem na korytarz, zamykając za sobą drzwi.
Wracając z łazienki, postanowiłem nie zapalać światła, by nie  budzić Zayna. Dotarłem do swojego łóżka, zrzucając po drodze koszulkę i spodnie na podłogę. Ułożyłem się w miarę wygodnie na twardym materacu i już po chwili ogarnął mnie głęboki sen.
Rano obudziły mnie promienie Słońca wpadające do pokoju przez niezasłonięte rolety.
Dziwne... - Pomyślałem. - wydawało mi się, że okna były zasłonięte. Leniwie przetarłem oczy i ziewnąłem. Usiadłem na łóżku i rozejrzałem się po pokoju. Zegar na ścianie wskazywał godzinę 9.07. O 13 musieliśmy opuścić hotel, a  Zayn jeszcze spał. Powoli zwlekając się z posłania, podszedłem do jego łóżka.
-Wstawaj, Malik, bo nie zdążysz ułożyć włosów. - Zayn ani drgnął.
-No dawaj, śpiochu. - Warknąłem zniecierpliwiony, szturchając jego ramię.
Wtedy spod kołdry wyłoniła się ciemnowłosa, na oko dwudziestoletnia dziewczyna. Dostrzegając mnie wydała okrzyk przerażenia. Szybko zakryła się kołdrą i przyglądała mi się wielkimi oczami, ze strachem wymalowanym na twarzy.
-Dlaczego krzyczysz? - Po zadaniu tego pytania wymierzyłem sobie mentalny policzek. Nic głupszego chyba nie mogło przyjść mi do głowy.
-Też byś krzyczał, gdyby obmacywał cię jakiś nieznajomy chłopak. I to na dodatek w samych bokserkach. - Rozejrzałem się wokół w poszukiwaniu ubrań, które porozrzucałem wczoraj na podłodze, jednak bezskutecznie. Nigdzie ich nie było. "Cholera. Co ja mam teraz zrobić?" - pomyślałem. Nagle poczułem wstyd i żałując, że mam tylko dwie ręce, którymi mógłbym się zakryć, wycedziłem:
-Wcale cię nie obmacywałem! I uwierz, że z chęcią bym się ubrał, ale tak się składa, że aktualnie nie mam w co.
W czasie, gdy ja zrozumiałem jak niedorzecznie to zabrzmiało, dziewczyna przetarła zaspane oczy i obdarzyła mnie jeszcze jednym spojrzeniem. Przyglądała mi się z zaciekawienie, kiedy nagle z jej ust ponownie wydał się wrzask.
-A teraz czemu krzyczysz? - Spytałem zdezorientowany.
-O mój Boże. Ty jesteś Louis Tomlinson z One Direction, o mój Boże, o mój Boże... - Powtarzała w kółko przeczesując włosy palcami, najwidoczniej nadal nie dowierzając w to co właśnie się działo.
-Tak, to ja... - Nie do końca wiedziałem jak zareagować. Fanki często rozpoznawały mnie na ulicy, ale ta sytuacja była dość... specyficzna.
-Chcesz mi może powiedzieć co półnagi przystojniak z boybandu znanego na całym świecie robi w moim pokoju w dwugwiazdkowym hotelu? - Spytała zaintrygowana.
-Uważasz, że jestem przystojny? - Rzuciłem, uśmiechając się zadziornie.
-Zmieniasz temat. - Odparła rumieniąc się.
-Okej. Najpierw mieliśmy mały problem z hotelem, a potem najwidoczniej pomyliłem pokoje. - Wytłumaczyłem niezgrabnie, drapiąc się  po karku.
-To wiele wyjaśnia. - Odparła posyłając mi promienny uśmiech.
-Na przykład? - Spytałem, a kąciki moich ust uniosły się ku górze.
-Że w nocy ktoś chrapał mimo, że mój brat miał zostać u kolegi i to, że obudziły mnie słowa "Wstawaj, Malik, bo nie zdążysz ułożyć włosów."
-Strasznie za wszystko przepraszam. Głupio wyszło. - Powiedziałem skruszony.
-Nic się nie stało. Tylko... mógłbyś się ubrać? - Spytała nieśmiało. - Nie to, że to nieprzyjemny widok czy coś, tylko jest trochę... niezręcznie. - Dodała szybko.
-Ja w samych bokserkach to przyjemny widok? - Spytałem śmiejąc się, mile zaskoczony.
-Znów zmieniasz temat. - Odparła nieśmiało odwracając wzrok, a jej policzki zarumieniły się jeszcze bardziej niż wcześniej.
-Masz rację. - Podniosłem ręce w geście kapitulacji. - Na mnie chyba już czas. Ubiorę się w moim pokoju. Ale może mógłbym potem wpaść po moją koszulkę i spodnie, które wardają się... - Rozejrzałem się po pokoju. - Gdzieś tu.
-Jasne, ale lepiej bądź ubrany, bo mojemu bratu mogłoby się to nie spodobać. - Odparła chichocząc uroczo.
Pożegnałem się z dziewczyną zamykając za sobą drzwi. Pokój mój i Zayna był zaraz obok, więc mogłem uniknąć wycieczki po hotelowym korytarzu w samych bokserkach. Wszedłem do środka, odrywając Zayna od pakowania rzeczy do torby. Najwidoczniej sytuacja w jakiej mnie zastał wydała mu się bardziej interesująca.
-Gdzieś ty był całą noc? I czemu jesteś półnagi? - Spytał zszokowany.
-To zabawna historia. - Zaśmiałem się.
-Chyba jednak nie chcę wiedzieć.

~*~

-W czym mogę pomóc? - Spytał wysoki brunet, który otworzył mi drzwi.
-Przyszedłem do... - Zacząłem, gdy przypomniałem sobie, że dziewczyna nie podała mi swojego imienia. - twojej siostry. - Wybrnąłem z tego w najlepszy sposób jaki przyszedł mi do głowy.
-[T.I]! Jakiś chłopak do ciebie! - Krzyknął do wnętrza pokoju. - Wchodź do środka. - Zaprosił mnie z uprzejmym uśmiechem.
Przekroczyłem próg drzwi i zobaczyłem brunetkę, to znaczy [T.I] otwierającą drzwi szafy.
-Hej. Proszę, to twoje ubrania. - Powiedziała podając mi szarą koszulkę i ciemne jeansy.
-Cześć. Dzięki. - Odparłem posyłając jej wdzięczny uśmiech.
-Skąd miałaś jego ciuchy? - Spytał podejrzliwie brunet, spoglądając na swoją siostrę.
-A jak myślisz, Toby? Nocował tu. - Odparła jakby nigdy nic, ale ja wiedziałem, że się z nim drażni. Lubiłem ją coraz bardziej.
-Co? Ja to? - Toby nie krył zdziwienia.
-Serio mam ci to tłumaczyć? - Spytała przewracając oczami. Jeśli często urządzała mu takie przedstawienia, w koncu przyprawi go o zawał serca.
Chłopak pobladł i odwrócił głowę w moją stronę posyłając mi mordercze spojrzenie. Udałem, że go nie widzę i już otwierałem usta, by się pożegnać, kiedy [T.I] powiedziała:
-A teraz idziemy na śniadanie. Zadzwoń jakbyś wychodził, nie biorę klucza. - I jakby nigdy nic złapała mnie pod ramię i minęliśmy jej brata, wychodząc na korytarz. Zanim [T.I] zamknęła drzwi spojrzałem na Tobiego, który bezdźwięcznie powiedział "Dorwę cię." Przełknąłem ślinę i odwracając wzrok, napotkałem spojrzenie brunetki.
-Co to miało być?
-Ale co? - Spytała niewinnie.
-To co nagadałaś swojemu bratu. Przed chwilą mi groził. - Warknąłem z wyrzutem.
-To były tylko żarty. - Przewróciła oczami.
-Ale potem trochę przesadziłaś. - Skrzywiłem się.
-Może trochę. Ale śniadanie nadal aktualne? - Spytała posyłając mi uroczy uśmiech, któremu nie mogłem się oprzeć.
-Tak. Nie umiałbym odmówić. - Odparłem odwzajemniając uśmiech.
Weszliśmy jeszcze na chwilę do mojego pokoju, żebym odłożył ubrania i wziął portfel. Zayn spojrzał na nasz podejrzliwie szepcząc coś w stylu "I wszystko jasne.", ale zignorowaliśmy to, wychodząc z pokoju, a następnie z hotelu. Udaliśmy się do przytulnej kawiarni naprzeciwko. Zajęliśmy stolik przy oknie i zamówiliśmy dania wybrane z kart.
-Skąd jesteś? - Spytałem nagle.
-Jestem Polką, ale mieszkam w Londynie, a co? - Odparła zaintrygowana, chyba nie spodziewała się takiego pytania.
-Tak się pytam. Jesteś dość... nietypowa. - Wyjaśniłem.
-To źle? - Spytała ściągając brwi.
-Nie... wręcz przeciwnie. Podobasz mi się taka jaka jesteś. - Odparłem z czułym uśmiechem.
-Podobam ci się? - Spytała uśmiechając się zadziornie.
-Zmieniasz temat. - Odparłem wytykając jej język.
-Ale przynajmniej jestem ubrana. - Wycedziła śmiejąc się.
-To jeszcze gorsze. - Rzuciłem, a policzki [T.I] w jednym momencie stały się czerwone.
-Uroczo się rumienisz. - Powiedziałem odgarniając kosmyk ciemnych włosów z jej twarzy. Dziewczyna zamiast odpowiedzieć pochyliła się nad stolikiem i powoli zmniejszając odległość między naszymi ustami złączyła je w czułym pocałunku.
-Uroczo się całujesz. - Wycedziła, gdy się od siebie oderwaliśmy.
-Uroczo? - Spytałem zdziwiony.
-Tak słodko i niepewnie. To urocze. - Wyjaśniła jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
-Faktycznie jesteś dość nietypowa. - Powiedziałem śmiejąc się pod nosem.
-To chyba dobrze. W końcu taka ci się podobam. - Odparła posyłając mi czuły uśmiech.


LOLA

WIEŚCI!

BOŻE, BOŻE, BOŻE!
Kochani, mamy WASPANIAŁE wieści! Piszę do Was z policzkami we łzach i trzęsącymi się rękoma. Ledwo oddycham.
Nasza cięzka praca, wielogodzinne pisanie i noce przesiedziane nad komputerem zostały docenione. Kawałek naszego imagina został zamieszczony na oficialnej stronie VIVA Polska w artykule "Polska fantazjuje o One Direction". Link: http://www.viva-tv.pl/news/26135-polska-fantazjuje-o-one-direction To ogromny zaszczyt i wyróżnienie. Takie chwile jak ta motywują nas do dalszej ciężkiej pracy. Osiągnęłyśmy to dzięki Wam, naszym wiernym czytelnikom. Zawsze nas wspieraliście. Swoimi komentarzami dodawaliście nam otuchy i chęci do dalszej twórczości. Nasz sukces zawdzięczamy przede wszystkim Wam. Kochamy Was i dziękujemy za wszystko.

RECKLESS, KAHN i LOLA x

czwartek, 28 lutego 2013

# 67. Harry. | cz. 3

Harry upadł na ziemie.
- Co ty kurwa wyprawiasz. ? – zaczęłam krzyczeć i stanęłam między Harrym, a Victorem.
Jesteś popierdoloną suką.- krzyczał mi prosto w twarz.
- Spierdalaj. Mam cię głęboko w dupie. Zresztą tak jak ty masz mnie. – powiedziałam z jadem.
Chciałam odwrócić się i zobaczyć co z Harrym, ale Victor złapał mnie za rękę i odwrócił do siebie.
- Stałaś się kurwą. A ja robiłem dla ciebie wszystko. – mówił wściekły Victor.
- Co ty pierdolisz ? Nigdy się dla ciebie nie liczyłam. Myślisz, że nie wiedziałam o tych wszystkich twoich laskach. Za kogo ty się uważasz ??? Skończyłam z tobą Victor. – powiedziałam i mu się wyrwałam.
Ale on znów mnie złapał mnie za ręce i trzymał w bolesnym uścisku.
- Zawdzięczasz mi wszystko. Gdyby nie ja skończyłabyś na ulicy.- krzyczał Victor i mną potrząsał. – Jesteś niewdzięczną suką. I bez mnie skończysz jak dziwka, jak twoja matka.
Kiedy to usłyszałam walnęłam go w twarz . Victor złapał się za twarz i odszedł parę kroków. Po moim policzku został mu czerwony ślad.
- I kto to mówi ?. To tylko kwestia czasu zanim gliny cię złapią.
I to był czuły punkt. Tego Victor bał się najbardziej. Że ze wszystkim co robił posunął się za daleko. Ale ja miałam to w dupie. Nie obchodził mnie już jego dalszy los.
- Zajebie cię suko. – krzyknął i już uniósł rękę, żeby mnie uderzyć, ale Harry zatrzymał go. Złapał Victora za ramię i uderzył go w brzuch.
Victor ugiął się lekko, pod siłą ciosu, ale zaraz szybko oddał Harremu. I zaczęli się bić.
- PRZESTAŃCIE !!!- krzyczałam próbując ich jakaś rozdzielić.
W pewnym momencie Victor po raz kolejny walnął Harrego, a ten upadł na ziemie kuląc się z bólu.
- Jeszcze mnie popamiętasz sukinsynie. – krzyczał Victor i kopnął Harrego.
- Victor przestań !- starałam się odepchnąć go od leżącego Harrego.
Ale on nawet na mnie nie zauważał. Wpadł w taki szał, że nic się nie liczyło oprócz zadania jak największej ilości bólu Harremu. Nagle z klubu wybiegł Sam i Matt. Musieli wspólnie przytrzymywać Victora, aby oddalić go od Harrego. Za chwile wybiegło jeszcze paru chłopaków i udało im się jakoś okiełznać Victora.
- Uspokój się ! To brat Billego. – tłumaczył mu Matt.
Potem udało im się, jakoś zmusić go, do wejścia do środka. Harry cały czas leżał na ziemi, wijąc się z bólu. Nie wiedziałam co zrobić. Jak mogłabym mu pomóc. Klęczałam tylko przy nim i się w niego wpatrywałam. Miał podbite oko i rozcięte usta. Jego koszula była w paru miejscach rozdarta.
Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu.
- TI, idź do domu. Zajmę się nim. – powiedział Matt i mimo mojemu oporowi podniósł mnie do góry.
- Nie. Nigdzie nie idę. – mówiłam
- Daj spokój nic mu nie będzie. Wracaj do domu.- mówił i zaczął mnie prowadzić w przeciwnym kierunku od Harrego.
- Nie. Puść mnie ! – próbowałam się mu wyrwać.
- TI. Lepiej, żeby cię tu nie było, kiedy Billy przyjdzie.
- Co ? Co ty mówisz ? Myślisz, że to moja wina ? To Victor. On oszalał. – próbowałam się mu wytłumaczyć.
Matt tylko spojrzał na mnie z lekko jakby zawiedzioną miną.- Nie wplątuj w to Harrego. To nie jego świat. – powiedział patrząc mi w oczy.
Na początku nie wiedziałam co o tym myśleć. To wszystko była winna Victora. To on był potworem. I to nie przeze mnie Harry jest w takim stanie. Tak ????.
Spojrzałam ostatni raz na Harrego, obróciłam się i ruszyłam przed siebie. Nagle wszystkie emocje wyszły ze mnie. Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Tego wszystkie było dla mnie za dużo.



~*~


Minęły trzy dni. I ja nie wychodziłam z domu od tych trzech dni. Nie wiedziałam co powinnam zrobić. Matt miał racje. Nie powinnam wciągać w to Harrego. On powinien tylko przyjechać do barta, spędzić z nim trochę czasu i wrócić do swojego normalnego życia. To wszystko nie powinno się tak potoczyć.
Ja się pomyliłam. Nie dam rady się wywinąć z tego gówna w jakim jestem. Choćbym nie wiem jak chciała. Jest za późno. Jak się okazuje nie tylko dla Victora, ale i dla mnie.
Puk, puk.- usłyszałam pukanie do drzwi.
Podeszłam i je otworzyłam.- Hej.- powiedział Harry szeroko się uśmiechając.
Opuchlizna już prawie zeszła z jego twarzy. Tylko oko było jeszcze lekko fioletowe. Miał jeszcze kilka zadrapań, a koło wargi spory plaster. Mimo tego wszystkiego nadal był zabójczo przystojny.Nie wiedziałam co mam zrobić. Tak strasznie chciałam go przytulić. Ale nie mogłam.
- Mogę wejść ? – spytał.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. – powiedziałam.
To co teraz się działo, był jedną z najtrudniejszych chwil w moim życiu.
- Jak to ? – spytał Harry zdziwiony.
- Harry. Proszę nie komplikuj tego jeszcze bardziej.
- TI o co chodzi ?- spytał Harru jeszcze bardziej zbity z tropu.
Westchnęłam. – Gdzie jest Billy ?
- A jakie to ma znacznie ?– mówił Harry coraz bardziej zirytowany.
- Pewnie się martwi. Wracaj do niego. – powiedziałam i chciałam zamknąć drzwi, ale Harry otworzył je szerzej i wszedł do środka.
- Od kiedy to jest takie ważne czy Billy się martwi. ? Jestem dużym chłopcem dam sobie rade sam.
Ja nic na to nie odpowiedziałam tylko odwróciłam wzrok i uparcie wpatrywałam się w ścianę.
- TI to co się stało nie ma dla mnie znaczenia. Nic się między nami nie zmieniło. – powiedział Harry. Złapał mój podbródek i odwrócił moją twarz do siebie.
- Nie Harry myślisz się. To ma znaczenie. – powiedziałam i odeszłam parę kroków. – To mi otworzyło oczy. Czas wszystko skończyć.
- Co skończyć ? – spytał Harry a w jego głosie słychać było obawę.
- To co jest między nami. Harry ty nie długo wrócisz do swojego domu. Taka jest prawda. I co wtedy ? – starałam się zwalić winę na jego powrót do domu, żebym nie musiał mówić mu prawdy. Tak było mi łatwiej.
- I o to chodzi ? – spytał. Na co ja patrząc się w moje stopy pokiwałam głową. – A mi się wydaję, że wcale nie. Chodzi ci o to, że wszyscy się o nas dowiedzieli. Chodzi ci o to, że Victor się wkurwił. I co z tego ? TI sama mówiłaś, że chcesz skończyć to wszystko co jest z nim związane.
Harry chyba czekał na moją rekcję, ale ja ciągle miałam spuszczony wzrok. Dlatego kontynuował. – Bo ja tu przyszedłem, aby ci powiedzieć, że jutro wyjeżdżam.- niby wiedziałam, że to nie uniknione, ale kiedy to powiedział czułam się jakby mój świat się zawalił.- I chciałem cię prosić, abyś ze mną pojechała.
Podniosłam głowę.
-TI, będziesz tam mogła zacząć od początku. Nie będzie tam już żadnego Victora, wreszcie ze wszystkim skończysz. – mówił głaszcząc mnie po policzku.- TI ja cię kocham. Jedź ze mną – powiedział Harry patrząc mi w oczy.
Właśnie się wydarzyło, coś na co skrycie, czekałam całe moje życie. To wszystko było dla mnie takie ciężkie. Ale w pewnym sensie, to mnie tylko upewniło w tym co miałam zrobić. Skoro on mnie kochał dał mi coś czego nikt inny wcześniej nie dał. Ja też go kochałam. Dlatego musiałam dać mu odejść.
- Harry to wszystko jest zbyt pokomplikowane. – powiedziałam.
- Jakoś damy razem radę. Jedź ze mną, proszę. – powiedział Harry i próbując mnie przekonać pocałował mnie.
Na początku oddałam pocałunek. Tak strasznie go pragnęłam. Ale szybko znalazłam w sobie siłę, żeby to przerwać.
-Harry idź sobie. Proszę wyjdź. – powiedziałam odpychając go lekko.
Przez chwile Harry wpatrywał się we mnie z nadzieją. Ale, kiedy zdał sobie sprawę, że nadal obstaję przy moim zdaniu dał sobie spokój.
- Nie będę cię do niczego zmuszał. Ale zastanów się jeszcze nad tym. Kocham cię. – powiedział Harry i wyszedł z mojego mieszkania.
- Żegnaj Harry. – powiedziałam stojąc w progu.
Oczy Harrego wypełniła rozpacz. Nie chciała dłużej na to patrzeć. Weszłam do środka i zamknęłam za sobą drzwi.
Nie mogłam już wysiedzieć sama ze sobą i moimi myślami. Miałam dość użalania się nad sobą. Musiałam, gdzieś wyjść. Tylko, gdzie ? Nie zamierzałam sama włóczyć się po mieście. Musiałam się czymś zająć, a raczej ktoś mnie musiał, żebym nie mogła o tym wszytki rozmyślać. Tylko to nie było takie proste. W sumie nie miałam żadnego znajomego, oprócz chłopków. Nawet jeśli znałam kogoś innego zawsze sprowadzało się do tego, że w gruncie rzeczy to właśnie oni mnie poznali z tą osobą, albo ja kogoś z nimi poznałam.
Więc zostali mi tylko oni…
- Siema. – krzyknęłam, wchodząc przez drzwi.
- Oooooo patrzcie kto tu zawitał. – powiedział Tom.
Podszedł do mnie i po przyjacielsku mnie przytulił. Z pozostałymi przybiłam żółwika.
- Co cię ostatnio nie było widać ? – spytał Tom.
Zmarszczyłam drzwi. Co z nim ? On na serio pyta ? – pomyślałam.
- Aaaaaaaaaa stary, bo ciebie wtedy nie było. Ty nie wiesz co się działo. – powiedział Sam.
- Kiedy mnie nie było ? – spytał Tom zdziwiony.
- W sobotę. – powiedział Sam, a w jego oczach widziałam ekscytacje z powodu, że będzie mógł podzielić się wszystkim z Tonem jako pierwszy.
Czasem nie wierzyłam jaki z Sama był plotkarz. Spojrzałam na niego ostrzegawczo, żeby się zamknął. On tylko uśmiechnął się wyzywająco i zaczął.- Otóż mój drogi okazało się, że TI spodobał się Harry. Więc postanowiła go uwieść. Ale niestety, kiedy wprawiała swój plan w życie, przeszkodził jej Victor….
- Co ty pieprzysz ? – przerwałam mu Samowi.
- No co ? Mówię tylko co widziałem i jakie wnioski z tego wyciągnąłem. Potem możesz nam przedstawić swoja wersję, bo sam jestem ciekawy co powiesz. Ale teraz siedź cicho. Na czym to ja skończyłem ? Aaaaa. Więc to było dosłownie tak. Victor przyjebał Harrem za rwanie jego laski. A potem Harry dojebał prawego sierpowego. Uuuu cienko to widziałem, Victor miał kompletnie rozkwaszony nos, ale wstał i walnął Harrego prosto z dyńki. To była walka na śmierć i życie i potem….- urwał Sam, kiedy Victor wszedł do pokoju.
Nagle wszystkie śmiechy, które wywołała opowieść Sama umilkły. Wszyscy czekali w napięciu co się wydarzy. Sama byłam ciekawa. Tym razem nie zamierzałam tak łatwo odpuścić temu chujowi. – pomyślałam. Victor chwile się na mnie patrzył. Potem lekko skiknął głową. Wydawało mi się, że ruch który wykonał był widoczny tylko dla mnie. Ale wiedziałam już, że wszystko jest dobrze. Z palców Victora wyszedł Billy. Kiedy mnie zobaczył, zaczął iść w moja stronę. Victor w tym czasie odwrócił się na pięcie i odszedł.
- TI musze pozałatwiać parę spraw. Chodź ze mną. – powiedział Billy i ruszył do drzwi nawet nie patrząc czy idę za nim.
Wstałam z kanapy i poszłam jego śladem.
- Porozmawiajmy.- powiedział, kiedy byliśmy w jego samochodzie.
Westchnęłam.- Jak chcesz ? – powiedziałam wiedząc o co mu chodzi.
- Walę prosto z mostu. Ty i Harry jesteście razem. – spytał.
- Niee. – powiedziałam patrząc w boczną szybę.
- Więc co to wszystko kurwa było ? – spytał zdziwiony Billy.
- Nie wiem. Okey ? Nie wiem, o co w tym wszystkim chodziło. Ale nie martw się wszystko jest już skończone. Dałam spokój twojemu bratu. – powiedziałam trochę sfrustrowana tą rozmową.
- Widać, że dałaś mu spokój. Chodzi teraz jak zbity szczeniak. – powiedział Billy, coś co mnie bardzo zdziwiło. Spojrzałam na niego zaciekawiona.
-TI ja nie mam nic przeciwko temu. Nie przejmuj się Victorem, wszyscy wiemy, że to dupek. Zresztą już się nim zająłem. Daj Harremu szansę. – powiedział Billy.
- Ale nie to nie o to chodzi. Ja wiem on jest wspaniały i wydaje mi się, że lepiej mu będzie bez mnie. Billy sam wiesz, on jest inny niż my. –próbowałam ubrać moje myśli w słowa, żeby przedstawić Billem sytuację.
- Co ? Daj spokój. A kogo on sobie znajdzie. Ta ciota, potrzebuje kogoś takiego jak ty. Twardej babki.- powiedział Billy i się do mnie uśmiechnął.
Nie wiem czemu ale, to strasznie mnie rozbawiło. Nie mogłam się uspokoić. Naprawdę długo się śmiałam.
- Masz moje błogosławieństwo. Więc ? – spytał Billy wyczekująco.
- Tylko…, tylko, ze chyba już za późno. On dziś wraca prawda ? – spytałam.
- Akurat tym się nie martw. Matt miał go na lotnisko zawieść jakieś 30 minut temu. Ale… jestem taki mądry i błyskotliwy , że spodziewałem się takiego rozwoju akcji i my również właśnie dojeżdżamy na lotnisko…
- Szybciej.- krzyczę do Billego.
Samolot Harrego odlatuje za 15 minut, a my właśnie przebijam się przez tłum ludzi, alby tylko zdążyć.
Dobiegamy do pierwszego stanowiska odpraw. Rozglądam się wszędzie, ale nigdzie nie widzę Harrego.
- Muszę szybko porozmawiać z osobą, która zaraz będzie leciała tym samolotem. – mówię do pierwszej, lepszej pani z obsługi. Kobieta patrzy się na mnie jakby co najmniej zwariowała.- Czy mogę tylko na chwilę tam wejść ?
- To jest niemożliwe.- odpowiada.
- Ale to jest cholernie ważne. To czy mogła by pani zawołać tu na Harrego Stylesa . Błagam.
- Nie, przykro mi nic nie mogę zrobić.
- Alee..-zaczynam, ale Billy mi przerywa.
- Daj spokój.- powiedział i zaczął czegoś szukać po kieszeniach.
- Ale sam mówiłeś, że powinnam z nim porozmawiać. Muszę go na chwilę stamtąd wyciągnąć.- mówiłam coraz bardziej zdesperowana.
- Nie. Nie będziemy go znikąd wyciągać. Lecisz z nim. – powiedział Billy i wyciągnął portfel.
- Co ? – spytałam zdziwiona.
- To chyba ci on zaproponował nie ? – powiedział Billy i zaczął kupować bilet.
Chwilę potem podał mi go. Wpatrywałam się w bilet.
- Dzięki.- spojrzałam się na Billego .
- Spoko, a teraz idź już, bo nie zdążysz.- powiedział i zaczął mnie pchać w stronę bramek.
- Na serio dziękuje. Jesteś zajebisty. – krzyknęłam jeszcze do Billego.
- Wiem. Do zobaczenia TI- powiedział Billy i mi pomachał.
- Pa – krzyknęłam i ruszyłam pędem, żeby zdążyć.
Biegłam jak najszybciej, popychając przy tym każdego napotkanego człowieka. Nie obchodziła mnie ich rekcja, ani co sobie o mnie pomyśleli, liczyło się tylko, żeby zdążyć.
Nagle wydawało mi się, że widzę jakiegoś chłopaka w kręconych włosach, ale nie byłam pewna, ponieważ z tłumu głów nie wile było widać. Nie myśląc za wiele, wskoczyłam na walizkę leżącą, obok mnie na ziemi.
- Heeeej. Co ty wyprawiasz? – krzyczał oburzony mężczyzna. Pewnie właściciel walizki.
Tak to na pewno on. Miał na sobie tą samą bluzę, którą pożyczył mi podczas naszego pierwszego spotkania. Zeskoczyłam z walizki i ruszyłam w miejsce, gdzie widziałam Harrego.
Gdzie on się podział ?- zastanawiam się w myślach. Stałam teraz dokładnie, gdzie on przed chwilą. A może to ni był on.
- TI ?.- usłyszałam jakiś głos za plecami.
Szybko się odwróciłam. Tak to był on. Harry wpatrywał się we mnie ze zdziwieniem.
Byłam w niebo wzięta. Rzuciłam się mu w ramiona, przytulając go jak najmocniej. Harry lekko oszołomiony też mnie przytulił.
- Harry ja tak bardzo cię przepraszam. I za tamtą sytuację z Victorem i za to jak się po niej zachowałam. Ja chciałam dla ciebie jak najlepiej. Bo się chyba w tobie zakochałam. I wtedy Matt mi powiedział… - Harry nie pozwolił mi dokończyć.
Wpił się w moje usta z tęsknotą i uczuciem. To był zdecydowanie nasz najlepszy pocałunek.
Nagle Harry oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy. Lekko się uśmiechnął i odgarnął mi niesforny kosmyk, który opadł mi na twarz.
- Teraz to już nie ważne. Chodź, bo spóźnimy się na samolot. – powiedział Harry jeszcze raz delikatnie mnie pocałował. Potem wziął mnie za rękę podniósł swoje torby i razem ruszyliśmy w tłum ludzi nie mogąc przestać się uśmiechać.



KAHN

niedziela, 24 lutego 2013

# 66. Larry.


Na początku chciałabym przeprosić za drobne nieaktualności, gdyż imagin pisany był w grudniu. Następnie zwracam uwagę, iż opowiada on o Larrym. Nie chcę przekonywać nikogo do moich poglądów, ani obrażać. Mam nadzieję, że postąpicie tak samo i obejdzie się bez hejtów. Życzę miłej lektury c:
____________________________________________________________________________________

-Jesteś pewny, że to dobry pomysł? - Spytał Lou patrząc mi w oczy. Jeszcze nigdy nie widziałem go tak poważnego.
-Tak, jestem pewny. Nie chcę już dłużej kłamać, muszę powiedzieć prawdę. - Odparłem.
-Harry, ja też bym tego chciał, ale czy zastanawiałeś się nad konsekwencjami?
-Mam gdzieś konsekwencje! - Uniosłem się.
-Spokojnie, nie chcę tylko, żebyś potem tego żałował. - Powiedział troskliwie Louis.
-A może ty się tego wstydzisz? Może nie chcesz, żeby wszyscy się dowiedzieli, co? - Spytałem, nie mając pojęcia, czemu Lou próbuję odwieść mnie od mojej decyzji.
-Nawet tak nie myśl! - Krzyknął oburzony. - Chodzi mi tylko o to, że... Nie chcę, żeby stała ci się krzywda. Wiele ludzi nas za to znienawidzi.
-Już nas nienawidzą, co to za różnica? - Rzuciłem przewracając oczami.
-Taka, że odwrócą się od nas też niektórzy fani. - Ciągnął.
-W takim razie nigdy nimi nie byli. Po co nam tacy? - Odparłem, nie wiedząc co dokładnie chce mi przekazać Lou.
-Bo kupują płyty. Wytwórni się to nie spodoba.
-A co mnie obchodzi wytwórnia! - Krzyknąłem zirytowany.
-Po za tym przypominam ci, że zaprzeczamy od dwóch lat i podobno obydwoje mamy "dziewczyny". - Powiedział Louis pokazując w powietrzu znak cudzysłowie, aby podkreślić ostatnie słowo. - Co wszyscy sobie o nas pomyślą...
-Nie dbam o to co myślą inni. Obchodzi mnie tylko co ty o tym wszystkim myślisz. Jeśli miałoby cię to zranić, to tego nie powiem, ale wiedz, że w tym momencie, to ty ranisz mnie. - Odparłem spuszczając wzrok.
Louis podszedł zmniejszając dystans między nami. Ujął w dłoń mój podbródek i skierował tak, że teraz staliśmy twarzą w twarz. Dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Louis spojrzał w moje oczy, które sam nie wiem kiedy zaszkliły się łzami.
-Zróbmy to. Chcę wykrzyczeć całemu światu, że cię kocham. - Wyszeptał po czym złożył na moich ustach słodki pocałunek.
-Czekałem na ten dzień ponad dwa lata. - Powiedziałem wtulając się w jego marynarkę.
Spojrzałem na okrągły zegar powieszony na jasnej ścianie garderoby. 20.58.
-Czas się zbierać. Mamy być na czerwonym dywanie za dwie minuty. - Stwierdziłem, niechętnie rozluźniając uścisk.
Wyszliśmy z garderoby idąc kilkanaście centymetrów od siebie. Dopóki jeszcze nie wyznaliśmy prawdy musieliśmy podtrzymywać pozory. Nie chciałem, żeby ktoś się domyślił, to miało wyjść z naszych ust.
Niall, Zayn i Liam już na nas czekali. Całą piątką przybraliśmy sztuczne uśmiechy i pewnym krokiem udaliśmy się na czerwony dywan. Przywitał nas oślepiający błysk fleszy. Paparazzi nie żałowali klisz.
W końcu nadszedł czas na reporterów. Koślawym krokiem na stanowczo za wysokich obcasach podeszła do nas szczupła blondynka. Intensywny zapach jej perfum czuć było na kilometr. Za nią szedł wyskoki brunet trzymający kamerę.
Już czas. - Pomyślałem, posyłając Louisowi porozumiewawcze spojrzenie. Odpowiedział skinieniem głowy.
-Cześć chłopcy! Mogłabym zadać wam kilka pytań? - Spytała przesłodzonym głosem blondynka.
-Jasne, czemu nie! - Odparł Niall, posyłając jej promienny uśmiech.
-Szczerze mówiąc to mam zlecenie na dowiedzenie się czegoś o waszych związkach, więc... - Niall odsunął się parę kroków do innej reporterki dać do zrozumienia, że pojął aluzję. Reszta chłopaków poszła w jego ślady.
-Trzymajmy się planu. - Szepnął mi na ucho Lou, podchodząc do innej kamery.
-Widzę, że z Louisem jesteście bardzo blisko. Co myślisz o jego dziewczynie? - Spytała blondynka.
-Sądzę, że Tina jest świetną dziewczyną. - Odparłem jakby nigdy nic.
-Przecież dziewczyna Louisa ma na imię Eleanor. - Na twarzy reporterki zagościło zdziwienie.
-Oh tak, Eleanor też jest fantastyczna. Uwielbiam je obie.
-A co powiesz o twoich sprawach miłosnych? - Zmieniła temat. Najwidoczniej nie zrozumiała moich odpowiedzi.
-Układa nam się idealnie. Nigdy jeszcze nie kochałem nikogo tam mocno. Dzięki niemu jestem szczęśliwy. - Odparłem.
-Chyba dzięki niej... - Poprawiła mnie reporterka.
-Nie wiem czy Louisowi spodobałoby się opisywanie go w rodzaju żeńskim. - Postanowiłem być bardziej bezpośredni.
Byłem z siebie dumny. Nareszcie to powiedziałem. Rozejrzałem się w okół w poszukiwaniu Louisa. Chciałem pobiec do niego i rzucać mu się w ramiona. Przed tymi wszystkimi ludźmi. Przed kamerami. Żeby nikt nie miał żadnych wątpliwości.
Nagle poczułem, że ktoś złapał mnie za ramie. Mocnym szarpnięciem odwrócił mnie twarzą do siebie.
-Chodź ze mną, szybko. - Warknął Paul, ciągnąc mnie za sobą.
Wepchnął mnie do środka garderoby, po czym zamknął drzwi na zamek. Louis siedział na kanapie. Chyba mieliśmy kłopoty.
-Co wy wyprawiacie?! - Krzyknął zdenerwowany Paul.
-Nie chcieliśmy dłużej udawać. - Odparłem.
-Chcieliśmy, żeby wszyscy wiedzieli. - Dodał Louis.
-Jak mogliście wyjawić sprawę z Tiną i Eleanor? I jeszcze wciągnąć w to Modest. - Kręcił głową z niedowierzaniem, spoglądając to raz na mnie to raz na Louisa. - Limuzyna już czeka. Jedźcie z chłopakami do domu i nie wychodźcie dopóki nie wymyślę, jak to odkręcić.
-Ale my nie chcemy nic odkręcać! - Powiedziałem stanowczo.
-Rozumiem, że się kochacie. Nie potępiam was za to, broń Boże. Ale czy nie widzicie jak samolubne było to z waszej strony?
-Samolubni są ludzie z wytwórni, którym chodzi tylko o sprzedaż płyt! - Zdenerwował się Louis.
-Nie o to mi chodzi! A pomyśleliście o Niallu, Zaynie i Liamie? Nie tylko wy jesteście w tym zespole. Nie dość, że wasza kariera wisi teraz na włosku, to jeszcze przez was i oni będę mieli kłopoty!
Louis i ja wymieniliśmy się spojrzeniami. Były one bardzo wymowne. Nie przeszło nam przez myśl, że nasza decyzja może odbić się na naszych przyjaciołach. Nie tego chcieliśmy.
Wraz z resztą chłopaków wyszliśmy tylnym wyjściem. Mieliśmy nadzieję, że reporterzy nas nie zauważą. Szofer czekał na nas w limuzynie. Usiadłem obok Louisa. Kilka pierwszych przecznic przejechaliśmy w kompletnej ciszy. Spuściłem głowę i zacząłem rozmyślać nad tym co sie wydarzyło. Na początku Louis był przeciwny, mogłem go posłuchać. To wszystko moja wina. Rozszyfrowując moje myśli, Louis splótł nasze dłonie. Zayn widząc to powiedział:
-Tylko mi nie mów, że tego żałujesz.
-Przeze mnie mogliśmy stracić dużo fanów. - Odparłem nie unosząc głowy.
-Tu nie chodzi o fanów. Tu chodzi o was. O prawdziwą miłość, z tym nie można walczyć. - Powiedział Niall poważnym tonem.
-Jesteśmy z wami. - Dodał Liam.
Chyba nie mógłbym wymarzyć sobie lepszych przyjaciół.

~*~

Rozwrzeszczani fani, oślepiający błysk fleszy, przekrzykujący się reporterzy. Nienawidzę konferencji prasowych, lecz czego się nie robi dla zespołu.
Ja i Louis ustaliśmy na podeście, z dwoma mikrofonami. Reszta chłopaków usiadła z tyłu.
-Jak chcecie skomentować wasze wczorajsze wypowiedzi? - Spytała pulchna reporterka w dużych okularach.
-Przed galą wraz z Louisem byliśmy na imprezie... - Znów musiałem kłamać.
-I alkohol zrobił swoje. Przepraszamy za wprowadzenie wszystkich w błąd. - Dokończył Louis. Byłem mu wdzięczny, chyba nie przeszłoby mi to przez gardło.
-Czyli to wszystko nieprawda? - Dopytywał inny reporter.
-Po tym jak się napiliśmy, chcieliśmy zrobić wszystkim kawał. Jak się potem okazało, nieśmieszny. Louis jest w szczęśliwym związku z Eleanor, a mi świetnie układa się z Taylor, może coś z tego będzie. Nie wierzcie w ani jedno słowo, jakie padło wczoraj z naszych ust. Przepraszamy wszystkich. To się już nie powtórzy. - Wyrecytowałem przez zaciśnięte zęby to czego Paul kazał mi się wykuć na pamięć.
Wszyscy chyba nam uwierzyli. Nie widzieli jednak, że podczas mojej wypowiedzi, Louis puścił moją dłoń tylko raz. Aby otrzeć łzę spływającą po jego policzku...


LOLA