sobota, 29 września 2012

# 4. Liam.

Nienawidzę poniedziałków. Jedyne co mogło mi umilić drogę do szkoły w ten okropny dzień to mój ulubiony zespół- One Direction. Włożyłam słuchawki, podgłosiłam muzykę tak głośno jak tylko się dało i zaczęłam śpiewać. Najpierw pod nosem, a potem coraz głośniej. Piosenka doszła do mojego ulubionego momentu, ale w czasie, gdy ja darłam się "All day and all night" mój telefon postanowił jeszcze bardziej obrzydzić mi ten dzień i się rozładował. Wyciągnęłam go z kieszeni, żeby sprawdzić czy na pewno nie da się go włączyć, kiedy poczułam silne popchnięcie i że coś gorącego gorącego wylewa mi się na brzuch. Kiedy już złapałam równowagę i poprawiłam plecak na lewym ramieniu spojrzałam przed siebie. Chłopak na oko 20-letni, w czapce i ciemnych okularach stał na przeciwko mnie z przepraszającą miną i kubku z kawą w prawej ręce. To znaczy teraz już bez kawy.
-Przepraszam. Nic ci nie jest? - Zapytał skruszony.
-Nie, nie, no co ty. Jestem tylko poobijana, oblana kawą i spóźniona do szkoły .- Rzuciłam sarkastycznie. - Ten kołnierz chyba odcina ci dopływ krwi do mózgu. Następnym razem patrz przed siebie. - Nie mogłam nie skomentować jego koszuli zapiętej pod samą szyję.
-Jeszcze raz przepraszam. - Nie wydawał się ani trochę urażony moimi słowami. Wręcz przeciwnie. - Co powiesz na kawę? Tak w ramach rekompensaty za zniszczoną bluzkę. - Dodał z miłym uśmiechem.
-Mówiłam przecież, że jestem już spóźniona do szkoły. I na dziś kawy mi wystarczy. - Powiedziałam oschle.
-No to lunch po południu? - Nie dawał za wygraną.
-Niech będzie. - Zgodziłam się, żeby wreszcie dał mi spokój.
-Tak w ogóle to jestem Liam. - Przedstawił się, posyłając mi ten sam uroczy uśmiech co przed chwilą.
-[T.I]. - Nawet nie zauważyłam, kiedy go odwzajemniłam. - Widzisz tamten budynek? - Powiedziałam pokazując palcem wielki, beżowy budynek. - To moja szkoła, czekaj na mnie w bramie o 15:30.
-Nie ma sprawy. To do zobaczenia! - Rzucił na odchodnym.
W szkole miałam wyjątkowo mało lekcji. Oczywiście wszystkie poświęciłam na rozmyślaniu o Liamie. Nie mogłam się doczekać, aż znowu się spotkamy. Mimo, że przez niego spóźniłam się na lekcje i cały dzień męczyłam się w bluzie, bo na koszulce miałam wielką, brązową plamę po kawie, to chciałam go znów zobaczyć.
Po ostatnim dzwonku wybiegłam z klasy. Już przez okno widziałam, że Liam na mnie czeka. Popędziłam korytarzem i przeskakując co drugi schodek zeszłam na dół. Otworzyłam frontowe drzwi i podeszłam do Liama, ale już wolniej, żeby nie wyjść na idiotkę.
-Cześć. - Przywitałam się z nim, posyłając mu zalotny uśmiech.
-Hej, gotowa na lunch? - Odwzajemnił uśmiech, który w jego wykonaniu wyglądał trochę dziwnie. Mam nadzieję, że ja robię to lepiej.
-Jasne. - Wsiedliśmy do jego samochodu i zapieliśmy pasy. Widziałam jak koleżanki z klasy patrzą na mnie z zazdrością.
Samochód ruszył i już po 10 minutach byliśmy w centrum. Liam zatrzymał się pod jakąś przytulnie wyglądającą knajpą. Zajęliśmy stolik w środku i wybraliśmy z karty coś dla siebie. Rozmawialiśmy o serialach, filmach, książkach, zainteresowaniach i ogólnie o wszystkim. Okazało się, że mamy sporo wspólnego.
-A jakiej muzyki słuchasz? -Spytał mimo, że na pewno słyszał jak dziś przed szkołą śpiewałam 1D.
-Głownie One Direction. Pewnie nie znasz. Chłopaki raczej ich nie słuchają. - Odpowiedziałam.
-Może cię tym zaskoczę, ale znam. Którego z nich lubisz najbardziej? - Tego się nie spodziewałam.
-Yy, no, Harry jest fajny, ale najbardziej lubię Liama. Tak się składa, że imię ma takie samo jak ty. - Nie ukrywam, że podobał mi się ten fakt.
-Ale czy tylko imię? - Powiedział zagadkowo, zdejmując czapkę i okulary. W sumie to dziwne, że nie zrobił tego wcześniej, przecież jesteśmy w pomieszczeniu. I wtedy go rozpoznałam. Przede mną siedział Liam Payne. Mój idol. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
-Nie wierzę! Jak mogłam cię wcześniej nie rozpoznać?! -Pytałam, nadal oszołomiona.
-Po prostu zobaczyłaś we mnie zwykłego człowieka. A właśnie o to mi chodziło. - Powiedział pochylając się nade mną. Wtedy nasze usta połączyły się w pocałunku.
Nie wiem ile to trwało, ale przerwało nam zniecierpliwione pochrząkiwanie kelnerki.
-Podać coś jeszcze?
-Chyba podziękujemy. - Powiedziałam posyłając Liamowi porozumiewawcze spojrzenie.
-Tak, dziękujemy. - Gdy tylko kelnerka odeszła znów wpił się w moje usta. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.



LOLA

9 komentarzy:

  1. cuuuuuuuudne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Luuubiee toooo

    OdpowiedzUsuń
  3. Awwww <3. Kocham kocham kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, niesamowity imagin.Szkoda, że taki krótki,ale trudno.

    OdpowiedzUsuń
  5. ta wylana kawa doskonale pasuje do Liama, imagin zajebisty <333

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobał mi się, ale nie wydaje Wam się, że nawet się nie znają, a już 'wpijają się w swoje usta'? No nic i tak był świetny! :)

    OdpowiedzUsuń